R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 28730597 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-11-11

 
Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl

 

86 kilometrów na rowerze
w Dzień Niepodległości
Dziś złamałem granicę 5000 km w roku 2018


Piotr Miśkiewicz (na pierwszym planie) zna WPN jak mało kto.
Fot. Piotr Kurek

Ruszałem dziś na rowerze w drogę o godzinie 8.50, wróciłem do domu przed 19. Przejechałem w Dzień Niepodległości, nasze narodowe święto, 86 kilometrów: 48 km solo i 38 km w dobrym towarzystwie. Te ostatnie po Wielkopolskim Parku Narodowym.

Piotr Miśkiewicz z Puszczykowa, szef firmy BCM Nowatex, od lat zaprasza w dniu 11 listopada dobrych znajomych i przyjaciół na rowerową przejażdżkę po Wielkopolskim Parku Narodowym. Nie inaczej było i dziś.

O godzinie 10.00 na ulicy Wrzosowej 11 zjawili się byli kolarze Lecha Poznań - Bogusław Malke i Marek Szymański, Waldemar Nowacki, Janusz Węcławiak i Piotr Kurek. Na początek, jak zawsze dobra kawa, i następnie w drogę...


Bajkowe widoki witały nas dziś w Wielkopolskim Parku Narodowym.
Fot. Piotr Kurek

Objechaliśmy, tak na dobrą sprawę, Wielkopolski Park Narodowy po obrzeżach. Pedałowaliśmy najpierw po ulicy Poznańskiej w Puszczykowie, by następnie wjechać na nadwarciańską ścieżkę rowerową, która prowadzi w stronę Niwki. Tu skręciliśmy w lewo, by po kilku minutach być w Mosinie. Stamtąd w stronę Puszczykówka i dalej w kierunku Jezior. Jazda po leśnych ścieżkach w jesienną porę ma swój urok, ale cały czas trzeba trzeba uważać, by nie stracić równowagi na liściach i tym, co leży po nimi.

Pogoda nam sprzyjała i widoki były zachwycające. Dojechaliśmy w stronę Pożegowa, a tutaj mała sensacja: mieszkańcy Mosiny (panie i panowie) w promieniach słońca na całego morsują w miejscowych gliniankach. Robię im kilka zdjęć i pytam, czy tworzą kolektyw miłośników zimnej wody. – Ależ tak - odpowiadają głośno i radośnie. – Jesteśmy Gliniankowe Morsy - podkreślają nie bez dumy.


Ekipa FTI Racing Teamu przed dzisiejszym treningiem szosowym.
Fot. Piotr Kurek

Jezioro Kociołek, droga w stronę Krosinka, dalej Dymaczewa - wszystko po leśnych drogach i ścieżkach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Trudno się pedałuje pod górki, jedną, drugą i kolejną, gdyż teren jest mocno poryty przez dziki.

Piotr Miśkiewicz zna WPN jak mało kto i dziś pięciu swym kolegom zafundował ambitną jazdę cross country. I tak przez większość prawie 40-kilometrowego przejazdu, na trasie którego znalazły się także miejscowości Górka, Trzebaw i Jeziory. Stamtąd w stronę Jeziora Jarosławieckiego, by odbić w prawo i dojechać do grobów powstańców, którzy w roku 1848 zdobyli się na zryw niepodległościowy, w rezultacie czego przez dwa dni trwała Rzeczpospolita Mosińska.


Sympatyczne spotkanie nad Wartą.
Fot. Piotr Kurek

A później mistrz Piotr (lubi pasjami gotować) zafundował nam polskie dania, byśmy posilili się po, co tu dużo mówić, intensywnej jeździe.

Nie byliśmy sami na rowerach w Wielkoposlkim Parku Narodowym. Spotkaliśmy Joannę Adamską i Grzegorza Podgórskiego (podchodzi ze Strzelec Krajeńskich - nieoficjalna stolica rodzimego kolarstwa przełajowego) i ich przyjaciół.

W drodze do Puszczykowa, na Starołęce, spotkałem fanów kolarstwa z FTI Racing Teamu: Radosława Kozala, Sławka Urbańskiego i ich kolegów. Spotkali się w tym miejscu, by zrobić solidny trening szosowy - w kierunku Czapur, Wiórka, Sasinowa i Rogalinka.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w tym miejscu złamał granicę 5000 km przejechanych na rowerze w tym roku.
Fot. Bogusław Malke

Do Poznania wracałem już w ciemnościach, oświetlając sobie drogę lampką Bontrager ION 800 R. Na rogatkach Lubonia dojechałem do wielce sympatycznej pani Krystyny, która na swym rowerze turystycznym wracała znad Jeziora Jarosławieckiego. – Jestem morsem, dziś kąpałam się w tym miejscu i to nie sama, gdyż jestem częścią teamu niezmarzlaków, którzy upodobali sobie zimne spotkania z wodą w tej części Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Dziś pokonałem 86 kilometrów na rowerze: 48 km solo i 38 km w dobrym towarzystwie. Te ostatnie po Wielkopolskim Parku Narodowym. W dzień niepodległości wypadła moja 120. w tym roku jazda rowerowa i na 51. kilometrze listopadowego, świątecznego pedałowania złamałem granicę 5 tysięcy kilometrów przejechanych na swym bicyklu w tym roku.

                                   Piotr Kurek 



 

Artur Małkowski najlepiej
przedzierał się przez mgłę
Wyścigi przełajowe nad Maltą


W sobotni poranek poznańska Malta tonęła we mgle.
Fot. Piotr Kurek

Dziś nad Jeziorem Maltańskim odbyła się pierwsza edycja cyklu PTC Malta Tour - wyścigów przełajowych zaplanowanych od listopada 2018 do marca 2019. W dwóch wyścigach startowało prawie 50 osób, w tym kilka kobiet i pięciu chłopców do lat 12. Najlepszym zawodnikiem okazał się 19-letni Artur Małkowski z Kobylnicy (Euro Bike Kaczmarek Electric Team), który prowadził od startu do mety i wygrał rywalizację open.

Kiedy fani rowerów i kolarstwa zaczęli pojawiać się po godzinie 9 nad Jeziorem Maltańskim, by potwierdzić swój akces do wyścigu i doń się przygotować, w tym ważnym dla mieszkańców Poznania miejscu wypoczynku i rekreacji rozpanoszyła się mgła. Prawie totalna. – Jechałam na rowerze od strony Term Maltańskich i miałam wielce ograniczoną widoczność - to słowa Karoliny Dopierały. – To coś niesamowitego, gdy można dojrzeć ludzi i przedmioty na kilka zaledwie metrów - podkreśliła nauczycielka akademicka i zarazem opiekunka fanów MTB na poznańskim Uniwersytecie Przyrodniczym.


Artur Małkowski na prowadzeniu po pierwszej rundzie, po przejechaniu 1800 metrów.
Fot. Piotr Kurek

W tych niezwykłych zatem dla kolarzy amatorów warunkach przyszło im stanąć na starcie i ... przedzierać się przez mgłę. Miło było popatrzeć na pierwszą linię chętnych i gotowych do przełajowej jazdy. Artur Spławski, Piotr Nowacki, Artur Małkowski, ks. Bartłomiej Przybylski (do niedawno Debrzno, teraz Piła), Kuba Antkowiak, czy też Maciej Kycler. Trasa liczyła około 1800 i startujący wokół polany Harcerzy mieli do pokonania kilka podjazdów i zjazdów.

Od startu do mety, jak natchniony, jechał Artur Małkowski z Kobylnicy (Euro Kaczmarek Electric Team). 19-latek, uczeń Zespołu Szkół Łączności w Poznaniu, z każdą rundą zwiększał przewagę nad rywalami i wygrał rywalizację open. Za jego plecami toczyła się zacięta walka o drugie miejsce: przez większą część wyścigu wiceliderem był Maciej Kycler z Poznania (MedBike Team), za nim jak cień podążał Piotr Nowacki z Piły. Na ostatniej rundzie triumfowało doświadczenia Pana Piotra, który wyprzedził na ostatnich metrach studenta II roku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.


Trójka najlepszych zawodników w kategori M40: w środku Piotr Nowacki, który w rywalizacji open zajął drugoe miejsce.
Fot. Piotr Kurek

O kolejne dwa miejsca w klasyfikacji open walczyli: ks. Bartłomiej Przybylski i Artur Spławski i w takiej też kolejności zameldowali się na końcowej kresce.

W rywalizacji pań pewnie triumfowała Karolina Dopierała (Uniwersytet Przyrodniczy).

PTC Malta Tour, 10 listopada 2018 - wyniki

Dzieci
1. Sebastian Szymański
2. Kacper Górniak
3. Mateusz Górniak

Kobiety
1. Karolina Dopierała
2. Adrianna Owczarek
3. Beata Szczepaniak

Amator
1. Marcin Łuczak
2. Waldemar Przybylski
3. Jakub Szymkowiak

Cyklosport
1. Artur Małkowski
2. Maciej Kycler
3. Dawid Pluskota

M30
1. Bartłomiej Przybylski
2. Bartosz Mikołajczak
3. Jarosław Ptaszek

M40.
1. Piotr Nowacki
2. Krzysztof Dąbkowski
3. Krzysztof Górniak

M50
1. Artur Spławski

M60
1. Marek Szymański
2. Grzegorz Napierała
3. Ryszard Bróździński

M70
1. Aleksander Dehmel
2. Tadeusz Kubiak

Dziś nad Maltą o poranku mgła zasłoniła świat nie tylko kolarzom. Ale z upływem czasu pojawiły się promienie słoneczne, najpierw nieśmiało - później cudnie jak listopad, i atmosfera zawodów stała się godna setnej rocznicy odzyskania niepodleglości przez Polskę. Tak też i było podczas honorowania najlepszych zawodniczek i zawodników dzisiejszej imprezy.


Następne zawody przelajowe nad Maltą odbędą się 25 listopada 2018.
Fot. Piotr Kurek

Zorganizowali ją działacze Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów z jego prezesem Wojciechem Pawlakiem na czele. Fan rowerów i adwokat z wykształcenia i powołania przyjechał z drukami przelewów na szlachetne konto, by pomóc Ryszardowi Szurkowskiego w jego rehabilitacji. Poznańska społeczność kolarska pospieszyła z pomocą dla polskiego kolarza wszech czasów i już teraz przygotowuje nowe inicjatywy, by wesprzeć jego rehabilitację.

Następna edycja cyklu PTC Malta Tour też w listopadzie - w niedzielę dwudziestego piątego. W tym samym miejscu, co dzisiaj, czyli nad Jeziorem Maltańskim.


                                       Piotr Kurek


 

Polacy pamiętają
o Ryszardzie Szurkowskim
Krzysztof Kozanecki dziękuje
za pieniądze, inicjatywy i słowa wsparcia


Ryszard Szurkowski, Clemens Ujejski, Krzysztof Kozanecki i Tomasz Derejski. Kolonia, 10 czerwca 2018. Ostatnie chwile przed startem do wyścigu Rund um Koeln.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

– Polacy pamiętają o Ryszardzie Szurkowskim - mówi Krzysztof Kozanecki z Poznania, jego serdeczny przyjaciel. – Kiedy we wtorek pojawiła się w mediach informacja o tym, co spotkało polskiego kolarza wszech czasów (dramatyczny upadek podczas wyścigu w Kolonii), reakcja nie tylko fanów dwóch kółek była natychmiastowa. Ludzie zaczęli wpłacać pieniądze na jego rehabilitację, zgłaszać inicjatywy o dobroczynnych imprezach i słać słowa wsparcia dla Wielkiego Mistrza Sportu.

– Z Ryszardem znam się od lat, przyjaźnimy się, bywamy w swych domach. Ja u niego w Świebodowie, on u mnie nad Jeziorem Kierskim. Jeździmy wspólnie treningowo, na wiosnę wyjeżdżamy z większą grupą kolegów na Majorkę. Tam też udajemy się jesienią. A w sezonie bierzemy udział w kolarskich wyścigach amatorów, w kraju i poza Polską. Regularnie startujemy w Tour de Pologne Amatorów i to od samego początku, czyli od roku 2010. Byliśmy kilka razy na wyścigu Rund um Koeln w Niemczech.


Kilka tysięcy ludzi już wpłaciło pieniądze na rehabilitację Ryszarda Szurkowskiego.

– Kilkanaście razy brałem udział w rajdzie rowerowym, który odbywa się dwa razy w roku w Krośnicach, którego honorowym patronem jest Ryszard Szurkowski, a który urodził się w pobliskim Świebodowie. W kwietniu tego roku wzięło w nim udział około 800 osób i to z całej Polski. Miejscowa władza dba o to, żeby pamięć o wielkim sportowcu nie przeminęła, a Ryszard chętnie w takiej imprezie uczestniczy.

– W tym roku nasz wspólny przyjaciel (Ryszarda i mój) Tomasz Derejski, jak zwykle, zaprosił nas do siebie - do Kolonii na czerwcowy weekend i kolejną edycję jednego z najstarszych wyścigów kolarskich w Niemczech, czyli Rund um Koeln. Poza nami i Tomkiem Derejskim wystartował także nasz przyjaciel Clemens Ujejski, były kolarz Lecha Poznań, który też mieszka w Niemczech.


Krzysztof Kozanecki i Ryszard Szurkowski na trasie wyścigu. Zawonia.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

Cała czwórka wystartowała w nowych strojach opatrzonych słowami Team Szurkowski/ Polska. Projektował je człowiek wielu talentów: Krzysztof Kozanecki właśnie. – Przed startem Ryszard był rozpoznawany przez kibiców i proszony o to, by złożyć autografy na kartkach pocztowych, notatnikach i w zeszytach. Stąd rozpoczynaliśmy pedałowanie prawie jako ostatni, na końcu naszego sektora startowego.

10 czerwca 2018 odbył się wyścig w Kolonii. Do końcowej kreski nie dojechał Ryszard Szurkowski, polski kolarz wszech czasów. Uczestniczył w potwornej kraksie i został zabrany do szpitala. Trafił do najlepszej z możliwych klinik uniwersyteckich z absolutnie topowym składem lekarzy. Jedna operacja, druga operacja, trzecia - rekonstrukcji twarzy. I później rehabilitacja już w innym miejscu w Niemczech. I po dwóch miesiącach powrót do Polski, do Konstancina, i dalej żmudna praca ludzi zdrowia, by w rękach i nogach wróciło czucie.

Dopiero wczoraj, 6 listopada, polskie media poinformowały opinię publiczną o dramacie polskiego mistrza szosy. Wcześniej Ryszard Szurkowski nie chciał tego nagłaśniać, ale ostatecznie (po namowach bliskich mu ludzi) doszedł do wniosku, że pora, by rodacy się o tym dowiedzieli.


Krzysztof Kozanecki - przyjaciel Ryszarda Szurkowskiego, biznesmen, dobry człowiek. Hotel "Mercure" w Poznaniu, 7 listopada 2018.
Fot. Piotr Kurek

– Główny ciężar opisania całej sytuacji wziął na siebie Krzysztof Wyrzykowski, wybitny dziennikarz sportowy i przyjaciel Ryszarda Szurkowskiego - mówi Krzysztof Kozanecki. Jego tekst ukazał się we wtorek w dzienniku "Rzeczpospolita", skorzystali z niego także inni dziennikarze i ludzie mediów. 

– Od wtorkowego ranka do tej pory trwa akcja pomocy Ryszardowi Szurkowskiemu - mówił mi dziś podczas spotkania w hotelu "Mercure" w Poznaniu (Pani Małogosi dziękujemy wspólnie za kawę) Krzysztof Kozanecki. – Jestem w centrum tego żywiołu pomocy, mam za sobą rozmowy i wywiady z przedstawicielami stacji radiowych i telewizyjnych. I widzę, że cała Polska pomaga i chce pomagać wybitnemu sportowcowi. Powiem krótko, kibice pamiętają Ryszarda Szurkowskiego. Pamiętają, ile dał im radości i wzruszeń. I nie może dziwić, że kibice chcą teraz mu się odwdzięczyć.


Ryszard Szurkowski i Krzysztof Kozanecki na Majorce.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

– Mój telefon dzwoni prawie non stop, telefonują także ludzie z zagranicy. Nie jestem w stanie ich wszystkich odebrać. Zaproponowałem Ryśkowi, by pomoc finansową dla niego kierować na konto naszego Stowarzyszenia Lions Club Poznań, który istnieje od 1990 roku, i który ma za sobą wieloletnie doświadczenie w zbieraniu środków dla ludzi pokrzywdzonych przez los - rodzina Stanisława Złotnickiego. Ryszard się zgodził i od wczoraj płyną pieniądze na specjalnie założone konto w Banku PeKaO SA RYSZARD SZURKOWSKI - REHABILITACJA.

– Dzisiaj w południe mieliśmy już kilka tysięcy przelewów. Ale towarzyszą temu sygnały o społecznych inicjatywach, by zorganizować imprezy dobroczynne z myślą o Ryśku - podkreśla Krzysztof Kozanecki. – I tak 17 listopada Krośnice chcą zorganizować imprezę rowerową, na którą przyjadą przyjaciele Ryszarda z Dolmelu Wrocław, a której trasa prowadzić będzie przez Świebodów, gdzie urodził się w styczniu 1946 Mistrz Ryszard.

– Odzew Polaków na dramat Ryszarda jest niesamowity. Jestem zaskoczony, oczywiście pozytywnie. Jestem członkiem założycielem poznańskiego Lions Clubu. We wrześniu 1990 roku zebrało się grono przyjaciół: lekarzy, biznesmenów, inżynierów, ludzi wolnych zawodów, adwokatów. Było nas wówczas prawie trzydziestu. Byli w tym gronie Jan Kulczyk, profesor medycyny Tomasz Opala, wybitny urolog Piotr Nowakowski (operował Zenona Czechowskiego). Działamy już dwadzieścia osiem lat. Głównym naszym celem było i jest pomagać dzieciom z porażeniem mózgowym, ale jak były środki - wspomagaliśmy także i inne osoby. Podczas kilku spotkań kolarzy w strzeszyńskiej "Oazie", w których także uczestniczył Ryszard Szurkowski, zbieraliśmy datki na szlachetne cele.


Oni służą ludziom od 1990 roku.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

– Teraz ja i moi koledzy z Lions Club Poznań 1990 chcemy pomóc Ryszardowi Szurkowskiemu. Stąd nasza inicjatywa, by na konto naszego stowarzyszenia wpłacać pieniądze. Każda złotówka się liczy, za każdą dziękujemy. I o wpłaconych sumach transparentnie poinformujemy opinię publiczną - podkreśla Krzysztof Kozanecki.

– Od 10 czerwca codziennie myślę o tym, co zdarzyło się w Kolonii. Teraz jestem w centrum pomocy dla swego przyjaciela. Robię wszystko i zrobię wszystko, by znów zobaczyć go na rowerze.

                                                Piotr Kurek

Ryszardowi Szurkowskiemu można pomóc, dokonując wpłat na konto Bank PeKaO SA I Oddział w Poznaniu nr konta 09 1240 1747 1111 0000 1845 5759. W dane przelewu wystarczy wpisać dane odbiorcy: Stowarzyszenie Lions Club Poznań 1990, ul. Jana Henryka Dąbrowskiego 189, 60-594 Poznań, a w tytule RYSZARD SZURKOWSKI - REHABILITACJA.

  

Najtrudniejszy wyścig w życiu
Ryszard Szurkowski miał poważny wypadek
i teraz walczy o powrót do zdrowia


Ryszard Szurkowski ma 72 lata i nadal ściga się w zawodach kolarskich mastersów.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

Ryszard Szurkowski miał bardzo poważny wypadek 10 czerwca podczas wyścigu w Kolonii. Sparaliżowany walczy o powrót do zdrowia. Długo nie chciał o tym mówić. Ale teraz opowiedział o tym Krzysztofowi Wyrzykowskiemu, wybitnemu dziennikarzowi sportowemu.

Czekali na niego na mecie. Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć. Zawsze to on czekał na innych, na swoich trzech, czterech przyjaciół, z którymi od lat startował w wyścigach. Kiedy stało się jasne, że brał udział w gigantycznej kraksie kilka kilometrów przed metą, zaczęli dzwonić. Najpierw do komisariatu policji, potem do szpitali. Szukali po nazwisku, ale nikt nie mógł udzielić żadnej informacji. Wreszcie z jednej kliniki dostali wiadomość.

Karetka przywiozła zmasakrowanego człowieka, nie ma przy sobie dokumentów, z wyglądu ma około 55 lat i żółte kolarskie buty... Przed laty poznawano go po żółtej koszulce. To była jego koszulka. Wygrał czterokrotnie Wyścig Pokoju (1970, 1971, 1973, 1975), przez 52 dni jechał w żółtej koszulce. A teraz w Kolonii jechał w żółtych butach.

Team Szurkowski

To była 102. edycja wyścigu jednodniowego Rund um Köln. 4500 kolarzy na starcie. Zawodowcy mający do pokonania ponad 200 km, amatorzy ścigający się na trasie 126 km i weterani podzieleni na kilka kategorii wiekowych. Ryszard i jego przyjaciele Krzysztof Kozanecki z Poznania, Tomasz Derejski z Kielc, dziś mieszkający w Kolonii i pełniący rolę gospodarza, i Clemens Ujejski, były kolarz Lecha Poznań, też mieszkający w okolicach Kolonii, wystartowali w grupie 60+.


Ryszard Szurkowski, Clemens Ujejski, Krzysztof Kozanecki i Tomasz Derejski - przyjaciele na dobre i na złe.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

Ścigali się na tej trasie wielokrotnie i świetnie ją znali. Mają czarne stroje, spodenki i takie same koszulki z napisem TEAM Szurkowski Polska. Pięknie się prezentują, logo sprawia, że są i znani i dumni. Lider zespołu jedzie z numerem startowym umieszczonym i na koszulce, i na kasku.

„Wszystko pamiętam, bo o dziwo, nie straciłem ani na moment przytomności" – opowiada Ryszard w ośrodku rehabilitacyjnym w Konstancinie. „To było kilka kilometrów przed metą. Szeroka ulica i niesamowite tempo. Około 40 km/godz. Zbliżaliśmy się do wysepki. Większość kolarzy jechała prawą stroną, ale dwóch przede mną chciało prawdopodobnie ominąć wysepkę z lewej. Szczepili się kierownicami i w ułamku sekundy leżeli obydwaj. Kraksa. Niby nic specjalnego, ale nie miałem szans. Fiknąłem nad kierownicą uderzając twarzą w asfalt. Najpierw wpadło na mnie dwóch kolarzy, a potem kilkunastu, a może i kilkudziesięciu. Słyszałem szczęk rowerów, krzyk i sygnał karetki".

Rekonstrukcja twarzy

Potem wszystko przebiegało bardzo sprawnie, jak to w Niemczech. Od 1971 roku organizatorem imprezy jest pasjonat kolarstwa Artur Tabat. Właśnie wtedy, 47 lat temu, Szurkowski wygrał po raz drugi Wyścig Pokoju, zwyciężył także w plebiscycie „Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca Polski (potem jeszcze w 1973 roku), wreszcie odebrał nagrodę Fair Play UNESCO za niespotykany gest. Na mistrzostwach Polski oddał swój rower Zygmuntowi Hanusikowi, któremu defekt pokrzyżował plany i „Zyga" zdobył na nim tytuł mistrzowski. Tę nagrodę Szurkowski ceni na równi ze zwycięstwami.

A było ich bez liku. Na czele listy jest tytuł mistrza świata wywalczony w Barcelonie 1 września 1973 roku. Później był jeszcze jeden tytuł mistrzowski w drużynie (1975) i dwa srebrne medale olimpijskie w tej samej specjalności (1972 i 1976). W plebiscycie na najlepszego sportowca XXX-lecia był drugi za Ireną Szewińską.


Wyścig w Kolonii ma swą długoletnią historię.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

10 czerwca 2018 roku to niejedyny tragiczny dzień w życiu Ryszarda. 11 września 2001 roku w ruinach World Trade Center w Nowym Jorku ginie w wieku 31 lat jego syn Norbert. Kilkanaście lat wcześniej wyjechał z matką Ewą na stałe do USA. Pracował na Manhattanie i poszedł coś załatwić w jednym z tamtejszych biur. Dzień wcześniej wrócił z córką z wakacji w Polsce.

Ryszard wraca do tragicznego upadku. „Tomografia. Czułem jak rozcinają mi koszulkę i spodenki. Jedziemy na blok operacyjny, najpierw pierwsza operacja kręgosłupa, następnego dnia druga, a po tygodniu rekonstrukcja twarzy. Pani chirurg żartowała, że musi mi zrobić nową twarz. Dziś widzę, że egzamin zdała celująco".

Poza jednym, nie pamiętam innego wypadku Ryszarda. A łączy nas wiele wspólnych lat, pisane razem książki, dziesiątki wyścigów. To był ostatni etap Wyścigu Pokoju 1975. Przepełniony Stadion Dziesięciolecia w Warszawie. 100 tys. kibiców. Wpada peleton. Ludzie szukają wzrokiem żółtej koszulki, ale nie ma jej w peletonie. Kilkanaście sekund później samotny kolarz wyjeżdża z tunelu. Podarta, zakurzona koszulka, lider leżał w kraksie kilkadziesiąt metrów przed wjazdem na stadion. Ludzie wstali z miejsc, wiwatom nie było końca. To, jak się później okazało, była ostatnia meta Szurkowskiego podczas Wyścigu Pokoju.

„Nikt mnie nie wywrócił specjalnie – wspomina Ryszard – typowa przepychanka przed wjazdem na stadion i do tunelu. Walczą Rosjanie, Niemcy, my i Włosi. Ci co zawsze. Ostatni zakręt w lewo. Wyłożyłem się jak długi. Rzadko kiedy mi się to zdarzało. Ale ostatni na stadion wjeżdżałem w żółtej koszulce także w Berlinie w 1970 roku. Choć wtedy nie po kraksie. Towarzyszył mi Zbyszek Krzeszowiec. To właściwie fajne uczucie. A tej żółtej koszulki z 1975 roku nawet nie wyprałem. Wisi w domu na honorowym miejscu. Poproś Iwonę, to prześle ci zdjęcie na maila".

Musi być dobrze

Iwona Szurkowska, żona Ryszarda, ma swoje wspomnienia związane z czerwcowym wypadkiem męża. „Najpierw w Kolonii pierwsza diagnoza: uszkodzony rdzeń kręgowy i czterokończynowe porażenie, potem po operacji twarzy nie byłam pewna, czy mąż to w ogóle przeżyje. Po trzech tygodniach przenosiny do kliniki rehabilitacyjnej w Herdecke. Po prawie dwumiesięcznym pobycie w Niemczech zdecydowaliśmy się na powrót do Polski. Przyjaciele rozpoczynają działania. Zawsze ci sami, z Teamu Szurkowski. Dodatkowo do akcji wkraczają dr Paweł Baranowski z Centrum Stocer w Konstancinie, dyrektor Mazowieckiego NFZ Filip Nowak i przyjaciele z kolarstwa: Miecio Nowicki, Henio Charucki, Szymon Krotosz. Miejsce w szpitalu Stocer w Konstancinie, samolot sanitarny, trzymiesięczna rehabilitacja i stałe, choć umiarkowane postępy. Najważniejsze są nogi, ważne, by mógł na nich ustać i potem zaczął chodzić. Pewnie już w Kamieniu Pomorskim z wykorzystaniem najnowocześniejszych aparatów i urządzeń. Jestem optymistką, Ryszard też, będzie dobrze, musi być dobrze. To jego najważniejszy i najtrudniejszy wyścig w życiu. Powoli schodzi z nas olbrzymie napięcie, bo jest nadzieja...".


Ryszard Szurkowski, polski kolarz wszech czasów, potrzebuje wsparcia społeczności nie tylko rowerowej.
Fot. archiwum Krzysztofa Kozaneckiego

Operacja twarzy Ryszarda Szurkowskiego w klinice uniwersyteckiej w Kolonii trwała ponad siedem godzin. I była trzecią w kolejności. Najpierw zajęto się poturbowanym kręgosłupem. Uszkodzona była czaszka, połamana w kilku miejscach szczęka i zdeformowany nos, zmiażdżona warga, powypadkowe zdjęcia oczywiście są, ale Ryszard nie zgadza się na ich pokazanie.

Może ktoś zapytać, dlaczego dopiero dziś, po paru miesiącach, dowiadujemy się o tym tragicznym wypadku. Odpowiedź jest prosta. Takie było życzenie Ryszarda. Nie chciał, by temu wypadkowi nadano rozgłos, zakładano fundację i zbierano pieniądze na ewentualne leczenie. „To była moja prywatna sprawa, prywatny wyjazd. I powinienem ponosić wszelkie konsekwencje" – twierdził wielki kolarz.

Ale gdy się okazało, że dalsza rehabilitacja neurologiczna po urazie rdzenia kręgowego potrwa dłużej niż początkowo zakładano, a koszty znacznie wzrosną i przekroczą możliwości finansowe rodziny, Ryszard po namowie kolegów ze środowiska kolarskiego zgodził się na upublicznienie wiadomości o wypadku i stanie swego zdrowia.

Ryszard Szurkowski – Rehabilitacja

Możemy wesprzeć finansowo wielkiego mistrza walczącego o powrót do sprawności fizycznej. Jest nadzieja, że uda mu się to w Uzdrowisku Kamień Pomorski, jednym z najnowocześniejszych centrów rehabilitacyjnych w Polsce wyposażonych w bazę zabiegową i zaawansowane technologicznie urządzenia: egzoszkielet i lokomat.

                               Krzysztof Wyrzykowski

 

Stowarzyszenie Lions Club Poznań 1990

ul. Jana Henryka Dąbrowskiego 189, 60-594 Poznań,

Bank PeKaO SA I oddział w Poznaniu Nr konta: 09 1240 1747 1111 0000 1845 5759 RYSZARD SZURKOWSKI – REHABILITACJA

 

  

Ładnie się ścigali
na poznańskich Winogradach
I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata


Początek wyścigu elity i mastersów. Na prowadzeniu Paweł Szczepaniak, za nim Maksymilian Bieniasz.
Fot. Rafał Stasik

Kolarze pamiętają o swych kolegach, którzy od nas już odeszli. I tym zmarłym w minionych trzech latach pasjonatom rowerów poświęcony był dziś I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata. Zawody odbyły się na poznańskich Winogradach i wzięło w nich udział sto osób. Poziom rywalizacji sportowej był wysoki, w rolach głównych zaprezentowały się panie Barbara Borowiecka i Sandra Samolewska oraz mężczyzni: Paweł Szczepaniak, Maksymilian Bieniasz, Marcin Urbaniak i Maciej Połatyński.

Pogoda była ogólnie sprzyjająca, choć do pełni pogodowego szczęścia zabrakło odrobiny słoneczka. W pierwszym wyścigu, pań (14) i panów (50) na rowerach górskich, wystartowały łącznie 64 osoby. Na pierwszych dwóch rundach prowadził Miłosz Zwierski (UKS Sportowiec Piła), utalentowany 16-latek. Wkrótce jednak na czoło wysunął się Marcin Urbaniak z Poznania, który z rundy na rundę powiększał powoli, sekundę po sekundzie, swą przewagę nad rywalami. On też jako pierwszy, po przejechaniu ośmiu okrążeń - każda 1800 metrów, minął linię mety. Dwadzieścia jeden sekund za nim zameldował się na końcowej kresce Miłosz Czechowicz (UKS Sportowiec Piła), trzeci był Szymon Matuszak (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link).


Paweł Szczepaniak był głównym aktorem I Memoriału Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata.
Fot. Rafał Stasik

Wśród pań triumfowała zdecydowanie Sandra Samolewska z Wilkowic pod Lesznem (Team Euro-Rower.pl) przed Kamilą Wójcikiewicz (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link) i Karoliną Dopierałą (Dwa Koła).

W kolejnym wyścigu, kobiet i juniorów, triumfowali: Barbara Borowiecka (Szczepan Bike Giant Gorzów Wielkopolski) i Maciej Połatyński (GTS Phytopharm Klęka).

W ostatniej odsłonie niezwykle sympatycznych zawodów stanęli na starcie mastersi i seniorzy, w sumie 25 osób. Gwiazdą tego wyścigu przez prawie godzinę był Paweł Szczepaniak ze Zwierzyna (Szczepan Bike Giant Gorzów Wielkopolski). Wystartował najszybciej, na pierwszym podjeździe zyskał już przewagę nad rywalami. W którymś momencie wydawało się, że konkurenci już do niego dojeżdżają, ale ostatecznie na linii mety był pierwszy. I to ze sporą przewagą nad następnym zawodnikiem.

MTB - kobiety
1. Sandra Samolewska
2. Kamila Wójcikiewicz
3. Karolina Dopierała

MTB - mężczyzni
1. Marcin Urbaniak
2. Miłosz Czechowicz
3. Szymon Matuszak

Rowery przełajowe - kobiety
1. Barbara Borowiecka
2. Małgorzata Gogolewska
3. Dominika Smyk

Rowery przełajowe - juniorzy
1. Maciej Połatyński
2. Jakub Bińkowski
3. Szymon Marciniak

Rowery przełajowe - mastersi
1. Maksymilian Bieniasz
2. Mirosław Bieniasz
3. Filip Bogucki

Rowery przelajowe - elita
1. Paweł Szczepaniak
2. Michał Górniak
3. Zbigniew Wiktor

Miło było zobaczyć wielu fanów kolarstwa, którzy na te zawody pamięci przyjechali z całej Wielkopolski. Tomasz Kaczmarek, organizator maratonu MTB Michałki, dotarł na Winogrady z Wielenia, Rafał Przybylski z Kalisza, Piotr Nowacki z Piły, Artur Spławski z Bogdanowa. Spora grupka reprezentowała Kluczewo, Przemęt i Włoszakowice, czyli Ziemię Leszczyńską.


Maksymilian Bieniasz wygrał rywalizację mastersów, w sobotę ścigal się w Holandii - w Mistrzostwach Europy w kolarstwie przelajowym.
Fot. Rafał Stasik

I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata został dobrze pomyślany, dobrze zorganizowany, przyglądało się kilku wyścigom wielu kibiców. Nie zabrakło w roli obserwatorów wielkopolskich seniorów kolarstwa: Ryszarda Pawlaka, Andrzeja Kaczmarka, Kazimierza Gogolewskiego, czy też startującego Tadeusza Kubiaka (73 lata - najstarszy zawodnik).

Była grochówka, pyszne drożdżówki i okolicznościowe medale dla każdego startującego. Dziś, po prostu, wypadało być na Winogradach. Joanna Wąsiel, Maksymilian Bieniasz i Wojciech Gogolewski ze swą ekipą zorganizowali niezwykle udane zawody kolarskie, co zgodnie konstatowali startujący i kibice.

                                   Piotr Kurek

 

Godni siebie rywale
Artur Małkowski przed Michałem Górniakiem
w zawodach przełajowych w Swarzędzu


Artur Małkowski przed Michałem Górniakiem, o centymetry na mecie w wyścigu pamięci o Marianie Kegelu. Swarzędz, 28 października 2018.
Fot. Piotr Kurek

Artur Małkowski (Euro Bike Kaczmarek Electric Team) i Michał Górniak (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link) stoczyli dziś zaciętą i wielce pasjonującą walkę o zwycięstwo w Swarzędzu w wyścigu poświęconym pamięci Mariana Kegela - znakomitego wielkopolskiego kolarza. Rywalizację godnych siebie rywali wygrał młodszy z nich. Artur Małkowski wyprzedził Michała Górniaka na finiszowej kresce zaledwie o kilka centymetrów.

Szesnasta edycja wyścigów przełajowych poświęconych pamięci Mariana Kegela odbyła się dziś - 28 października 2018. Minionych piętnaście edycji imprezy, w latach 2003-2017, było przeprowadzonych zawsze na wiosnę.

Tadeusz Kubiak zdecydował z kolegami z Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów, że wyścig pamięci o Marianie Kegelu, razem jeździli w barwach Lecha, odbędzie się jesienią. Były obawy, że może być przenikliwie zimno i deszczowo, ale pogoda dziś sprzyjała fanom kolarstwa. Zaczęło delikatnie padać, gdy ostatni zawodnik dojechał do mety.


Było na co popatrzeć w niedzielnym wyścigu w Swarzędzu.
Fot. Piotr Kurek

Na start zdecydowała się jedna pani - Lidia Trzepiżur ze Swarzędza i 40 mężczyzn. Najstarszym z nich był Tadeusz Kubiak z Gowarzewa (dziś świętuje swe imieniny, przed dwoma tygodniami ukończył 73. lata), któremu na starcie uczestnicy zaśpiewali sympatycznie "Sto lat". Najmłodszym z nich był 12-letni Sebastian Szymański ze Swarzędza.

Głównymi aktorami niedzielnych zmagań kolarskich w Swarzędzu byli Michał Górniak i Artur Małkowski. W wyścigu kategorii cyklosport rywalizowali na dwunastu rundach (jedna około 1600 metrów). Po starcie najszybciej ruszył Artur Małkowski, ale już po pierwszym okrążeniu jechali oni razem. Oddalali się od rywali, powiększali nad nimi przewagę i... I nagle samotnie na prowadzeniu znalazł się Michał Górniak - mistrz Polski MTB 2016 w kategorii cyklosport właśnie. Artur Małkowski został z tyłu, za starszym kolegą, a powodem tej sytuacji były problemy z łańcuchem i także upadek na trasie.

W wyścigu memoriałowym (pięć rund) ta dwójka znów dyktowała tempo jazdy i walczyła o zwycięstwo między sobą. Zmieniali się na prowadzeniu i na ostatniej prostej stoczyli pasjonujący pojedynek o pierwsze miejsce. Tak szybko pedałowali, tak szybko pędzili na końcową kreskę, że kibicom w okolicach mety wydawało się przez moment, że wjadą na siebie, że dojdzie do upadku.


Tadeusz Kubiak (od lewej), Mirosław Jakubowski i Bogdan Bartkowiak - koledzy Mariana Kegela.
Fot. Piotr Kurek

Szybszy o kilka centymetrów był Artur Małkowski (rocznik 1999), Michał Górniak - był drugi, trzeci - Artur Spławski, czwarty - Jerzy Neumann, piąty - Bartłomiej Przybylski, szósty - Krzysztof Kruk.

– Wczoraj startowałem w Barlinku w zawodach przełajowych, które wygrał Mariusz Gil przed Pawłem Szczepaniakiem i Rafałem Chmielem - mówił Artur Małkowski. – Byłem w sobotę piąty, ale w swej kategorii wiekowej wygrałem z Jakubem Najsem - cieszył się 19-latek, dla którego to dopiero trzeci rok kolarskiej przygody. Zaczynał w poznańskim Roweromaniaku, w ubiegłym sezonie reprezentował Agrochest Team, w tym związał się z Piotrem Pawlakiem i "Eurobajkami".

Michał Górniak siadł dziś na czerwony rower przełajowy marki "Specialized" i mimo braku treningów (wiele pracy zawodowej i obowiązki rodzinne) pokazał, że jest w nim moc.


Pamiątkowa fotografia na zakończenie imprezy.
Fot. Piotr Kurek

By nie ograniczać się tylko do opisu dwóch głównych aktorów niedzielnej imprezy, informuję, że w poszczególnych kategoriach zwyciężali: kobiety - Lidia Trzepiżur, młodzik - Sebastian Szymański, junior młodszy - Szymon Marciniak, junior - Michał Siodła, amator - Wawrzyniec Przybył, M30 - Bartosz Mikołajczak, M40 - Dębkowski, M50 - Artur Spławski, M60 - Jerzy Neumann, M70 - Tadeusz Kubiak.

Najlepszych uczestników dzisiejszych zawodów honorowali: Wojciech Pawlak (prezes PTC, adwokat i wielki fan rowerów) oraz niestrudzony Tadeusz Kubiak.

W imprezie, jak co roku, nie zabrakło poznańskich ludzi kolarstwa: Kazimierza Marchewki, Ryszarda Pawlaka, Mirosława Jakubowskiego i Bogdana Bartkowiaka. Wspominali oni Mariana Kegela - szosowca, pierwszego Wielkopolanina w Wyścigu Pokoju (1965), olimpijczyka z Meksyku (1968). Jego sukcesy, przygody, niezwyczajne sytuacje.


Na starcie najstarsi i najmłodsi uczestnicy niedzielnej imprezy kolarskiej w Swarżędzu.
Fot. Piotr Kurek

Powiem krótko, na zasadzie podpowiedzi dla prezesa PTC Wojciecha Pawlaka i Tadzia Kubiaka: warto za rok znów zrobić imprezę w Swarzędzu w październiku, gdy jesień jest piękna i sceneria godna rywalizacji godnych rywali. W tym roku byli nimi Artur Małkowski i Michał Górniak.

                                               Piotr Kurek

  

Autostradą w stronę zamku
Ścieżka rowerowa z Obornik do Stobnicy
liczy 12 km i jest niezwykłą atrakcją turystyczną


Ta ścieżka rowerowa została oddana do użytku w czwartek 17 października 2018.
Fot. Piotr Kurek

Dziś jechałem na rowerze z Obornik w stronę zamku w Stobnicy. Pedałowałem nie po ruchliwej drodze do Obrzycka, ale po ścieżce rowerowej, która została oddana do użytku w minionym tygodniu. Jej długość to 12 kilometrów i powstała na dawnej linii kolejowej - do Wronek. Jest wykonana wzorcowo i w niedzielę wyborczą panował na niej niezwykle ożywiony ruch.

– Panie, co to się działo w miniony czwartek - mówiła z przejęciem w głosie Małgorzata Krzyścin, którą spotkałem omega replica watches pod plakatem wyborczym Tomasza Szramy, burmistrza Obornik. – W Słonowach miała miejsce pierwsza odsłona oddawania tej drogi do użytku publicznego. Był pan burmistrz, sporo ludzi. A później w Stobnicy, gdzie kończy się niezwykle urokliwa trasa, było hucznie, radośnie z dobrym jedzeniem. Kiełbasa smakowała nad wyraz, także grochówka - podkreślała dziś, 21 października 2018, na rogatkach Obornik jej mieszkanka.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania na szlaku rowerowym do Stobnicy. Słonawy, 21 października 2018.
Fot. Agnieszka Nowak

Pani Małgosia spacerowała z koleżanką Teresą Gaczyńską. I obie, na wyprzódki, zachwalały to, co powstało na zachód od Obornik. Na szlaku dawnej linii kolejowej jest, istnieje ścieżka rowerowa. Liczy 12 kilometrów od miejscowości Słonawy i kończy się około 100 metrów przed dawnym mostem kolejowym z Stobnicy.

Napiszę krótko, to prawie arcydzieło, to porządna robota wykonana przez fachowców i dobrze zaprojektowana. Myślę tak sobie, głośno i publicznie, że słową szacunku, uznania i podziękowań należą Tomaszowi Szramie, burmistrzowi do dziś Obornik. On był motorem, inicjatorem tego przedsięwzięcia.

Ledwo rozpoczniemy pedałowanie w Słonawach a po kilkuset metrach z lewej strony widzimy czerwony budynek dawnego dworca kolejowego. Podobny a może i taki sam jest w Bąblinie, także w Kiszewie i w Stobnicy.


Dawny budynek stacyjny w miejscowości Kiszewo.
Fot. Piotr Kurek

Dziś było chłodno, żeby nie powiedzieć, że zimnawo. Temperatura podczas mej jazdy wahała się od 8,3 do 11,3 stopni Celsjusza. Na całej trasie, w jedną i w drugą stronę, widziałem wielu rowerzystów. Z niektórymi zamieniłem kilka słów.

– Wspaniała trasa rowerowa - mówił mi pan Marek z Rogoźna, którego spotkałem w Stobnicy. – Przyjechałem samochodem do Obornik, wyjąłem z niego rower i dalej w drogę na nim. Jestem zachwycony tym, co tu powstało. Następnym razem przejadę za jednym zamachem dystans Rogoźno-Oborniki-Stobnica i z powrotem - podkreślił swą gotowość do pokonania kilkudziesięciu kilometrów na dwóch kółkach.

– Panie, pamiętam jak jeździły tu pociągi - opowiadał Pan Mirosław, mieszkaniec Stobnicy. Stał przed pięknym domem, z ładnym dachem i patrzył w oczy wnukowi Pawłowi. – I doskonale pamiętam, jak maszynista rozpędzał pociąg w Kiszewach, to przed Stobnicą musiał mocno hamować, by zbyt szybko nie wjechać na most przez Wartę.


W niedzielę wyborczą, 21 października 2018, na ścieżce rowerowej nie brakowało fanów dwóch kółek.
Fot. Piotr Kurek

Ten most jest dziś granicą, do niego prawie dociera ścieżka rowerowa. Ten most jest barierą. Ale myślę tak sobie, bardzo głośno, że jeśli władze województwa wielkopolskiego i dwóch powiatów (obornickiego i szamotulskiego) się dogadają, to można będzie przedłużyć i pociągnąć dalej, na zachód, tą ścieżkę rowerową. Ta, która powstała, nie ma swej odpowiedniczki w Wielkopolsce (można ją porównać z trasą Połczyn-Zdrój - Złocieniec), ale i tak jest najładniejsza. Jedziemy przez ponad 10 kilometrów lasami. Po jednej i drugiej stronie drzewa pięknie się jesiennie ubrały. Jest co podziwiać, co fotografować.

– Stobnica, ach Stobnica! - wzdychały przede mną dwie panie: Hanka i Janka. Stąd się wywodzą, ciepło myślą o wsi, w której mieszka niewiele ponad 100 osób. – Kiedyś przyjeżdżał tutaj autobus KSK z Poznania, by dać ludziom szansę zbierania dorodnych grzybów. Panie to mówią i w ich koszykach widzę podgrzybki i maślaki. I cieszą się z tego, że ostatnio głośno o Stobnicy.


Wojciech Majchrzak i Piotr Kurek przy nadwarciańskim moście w Stobnicy.
Fot. Przemysław Majchrzak

Objeżdżam Stobnicę. Z okolic mostu widać powstający w oddali zamek, ale pan Mirosław radzi mi, bym pojechał w stronę miejscowego cmentarza. I stamtąd dojrzał, to najwłaściwsze słowo, dzieło architektoniczne, które tutaj się buduje. Korzystam z jego podpowiedzi i jadę w tamtą stronę. A później wracam w stronę głównej drogi i kieruję się w stronę Obrzycka. Jest zwężenie drogi. I robię skręt w prawo. Piękny mur i kuta brama - otwarta na oścież.

Gdybym wjechał, może spotkam właściciela - tak sobie myśle. Ale słyszę szum silnika samochodowego. I widzę wyjeżdżające auto dobrej marki. Jest moment i za chwilę rozmawiam z kierowcą. – Panie jest dużo grzybów, bardzo dużo - mówi radośnie do mnie przez uchylone okno auta. Mam niepowtarzalną okazję rozmawiać z człowiekiem, który od trzech lat buduje zamek, o którym w tym roku stało się głośno w mediach. – Nie lubię rozgłosu, nie potrzebuję medialnego szumu. Robię swoje, to dzieło jest pionierskie, wszystko jest lege artis, czyli zgodnie z prawem - patrzy mi w oczy Pan P., o bardzo ujmującym uśmiechu.


Nad dachami Stobnicy góruje powstający zamek.
Fot. Piotr Kurek

Informuję go, że dziś, w dzień samorządowych wyborów w Polsce, przywiodła mnie w te okolice ciekawość, by zobaczyć ścieżkę rowerową z Obornik do Stobnicy, by ją przejechać, opisać i zareklamować w Polsce. I głośno wyrażam myśl, że oto powstała autostrada (rowerowa) w stronę zamku w Stobnicy. Wzorcowa, w przepięknym krajobrazie.

Mój rozmówca się śmieje, a ja mu mówię, że Oborniki i okolice jawią się jako oaza zielonej przyrody, dobrych gospodarzy i tej najpiękniejszej ścieżki rowerowej w naszym regionie. Dziś w jedną i drugą stronę pedałowały, mimo zimna, dziesiątki osób.

Burmistrzowi Obornik Tomaszowi Szramie należą się słowa uznania za to, co zrobił. Te słowa opublikuję dziś, w niedzielę 21 października, już po godzinie 21, kiedy zostaną zamknięte lokale wyborcze. Gdybym był mieszkańcem tego miasta nad Wartą, głosowałbym na samorządowca, który budową ścieżki rowerowej do Stobnicy przechodzi do historii, i któremu wdzięczni mieszkańcy Obornik i okolic są wdzięczni za to do czego się przyczynił, a co w różnych miejscach dzisiaj o tym słyszałem.

                                 Piotr Kurek

  

W stronę słońca i złotych liści 
Rowerem  po Wielkopolskim Parku Narodowym


Jezioro Góreckie zachwyca swą urodą o każdej porze roku.
Fot. Piotr Kurek

Dziś wybrałem się rowerem do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z Poznania, co oczywiste. Zajrzałem tu i tam, spotkałem wiele dobrych i ciekawych ludzi. I już po zmroku pedałowałem w stronę domu.

Pażdziernikowe słońce już od kilkunastu dni sprzyja ludziom ruchu: pieszym, rowerzystom, biegaczom. Do tej pory nie miałem specjalnie wiele czasu, by skorzystać z promieni ciepła i popatrzeć na niepowtarzalny początek polskiej jesieni 2018.

Ale dziś postanowiłem popedałować w stronę Wielkopolskiego Parku Narodowego. Wjechałem w jego przestrzeń od strony Puszczykowa, by dotrzeć w okolice Jarosławca. Ale ta kraina ma największy urok nad Jeziorem Góreckim, najpiękniejszym w naszym regionie.


Z młodą parą nad Jeziorem Góreckim. 
Fot. Olga Kijowska  

Jadę od strony parkingu, mijam olbrzymią mapę i mknę po złotych liściach w dół. A tam młodzi ludzie całują się namiętnie, usta w usta. To rodzaj poślubnej ustawki Pani Urszuli i Pana Marcina, którzy w scenerii Jeziora Góreckiego zapragnęli uwiecznić swą radość z pierwszych dni wspólnego życia. I aby to uczynić, zaprosili aż troje fotoreporterów.

Staję z nowożencami do wspólnej fotografii, wykonuje ją młoda Ukrainka, Pani Olga z Kijowa, która w Poznaniu może wykonywać swój zawód. Ale przecież nie przyjechałem tutaj dla zdjęć, tylko po to, by porozkoszować się przyrodą.

Dziś Jezioro Góreckie było uśpione przez słońce. Żadnej fali, żadnej zmarszczki na tafli wody. Cichuteńko i spokojnie. Ale słońce dawało swą moc ponad doroczną normę październikową. Trasa wokół jeziora już usłana liśćmi, choć nie jest to jeszcze złoty kobierzec.


Maria Palacz - aktywna pozańska rowerzystka - nad jeziorem Kociołek.
Fot. Piotr Kurek

I te barwy jesieni. Piękne, niepowtarzalne. Pedałuję od strony Góreckiego w stronę Kociołka. To też jezioro, tylko ciut mniejsze, bardziej kameralne. Widzę przed sobą panią, która stawia dzielnie kijki nordic walking. Podjeżdżam bliżej i oczom nie wierzę: to Maria Palacz. Bardzo aktywna rowerzystka. Miałem okazję w roku 2005 wraz z nią i innymi pasjonatami turystyki na dwóch kółkach przemierzać przez dwa tygodnie Ukrainę, w wyprawie zorganizowanej przez niezastąpionego Ireneusza Rutkowskiego.

Być w Wielkopolskim Parku Narodowym, być w Puszczykowie i nie odwiedzić Piotra Miśkiewicza - toż to byłby grzech! Ulica Wrzosowa 11, siedziba firmy BCM Nowatex. Prezesi klubów sportowych, zawodnicy i zwykli turyści dobrze wiedzą od lat, że w tym miejscu szyje się stroje nie tylko dla kolarzy. Spodenki, koszulki, podkoszulki, kurtki - wszystko to jest ładnie wyeksponowane i dostępne dla każdego klienta.


Piotr Miśkiewicz - wielki przyjaciel ludzi rowerów i kolarstwa.
Fot. Piotr Kurek

Tym razem dostrzegam jednak inną proporcję w handlowej prezentacji: więcej jest rzeczy, które są niezbęne do jazdy/ pedałowania typowemu Kowalskimu. A więc kurtki na jesień, także potrzebne na mroźne dni.

Ale Pan Piotr pokazuje mi próbki materiałów, najwyższej jakości ze Szwajcarii, z których wkrótce przygotuje nowe rzeczy dla fanów dwóch kółek. – Jak wszystko dobrze pójdzie, przed świętami Bożego Narodzenia zaprezentujemy ofertę na najwyższym poziomie jakościowym - podkreśla.


Jezioro Góreckie bez jednej zmarszczki, spokojne nad wyraz. 17 października 2018.
Fot. Piotr Kurek

Jest też okazja, by porozmawiać trochę o kolarstwie, o młodych talentach. Pan Piotr Miśkiewicz od dziesięciu lat jest sponsorem kolarzy z Darłowa, zaś BCM Nowatex dumnie brzmi w nazwie klubu, którego gwiazdami są Marta Jaskulska i Daria Pikulik - olimpijka z Rio de Janeiro. To także Wiktoria Pikulik, Nikola Sibiak, Nikola Seremak, Wiktoria Kierat i Marlena Karwacka.

Przejechałem dziś 62 kilometry na swym Wheelerze Pro 59. Aż chciałoby się jutro znów siąść na rower i popedałować w stronę słońca, pięknych jezior Wielkopolskiego Parku Narodowego i tej wyjątkowej w tym roku październikowej aury.

                                     Piotr Kurek 

 

Wieczór wspomnień i gratulacji
135 medali zdobyli przez 50 lat
kolarze ze Strzelec Krajeńskich


Dariusz Gil - najlepszy kolarz w 50-letniej historii LKS POM Strzelce Krajeńskie.
Fot. Piotr Kurek

W piątkowy wieczór Dom Kultury w Strzelcach Krajeńskich wypełnił się do ostatniego miejsca. Przez ponad dwie godziny świętowano 50-lecie Ludowego Klubu Sportowego POM Strzelce Krajeńskie, zasłużonego wielce dla rodzimego kolarstwa. Jego reprezentantki i reprezentaci zdobyli przez półwiecze 135 medali na imprezach międzynarodowych i krajowych: mistrzostw świata, Europy i Polski.

Wszystko rozpoczęło się w roku 1968, choć wcześniej odbywały się w tym mieście i okolicy wyścigi kolarskie. Raz w dniu 1 maja, innym razem w Boże Ciało, także 22 lipca. I nie tylko tak z okazji świat państwowych i kościelnych.

Henryk Stuchly ma siedemdziesiąt kilka lat i pamięta tamte lata. – W tymże 1968 roku brałem udział w Mistrzostwach Polski w kolarstwie przełajowym, które odbywaly się w Prudniku. Panie, co tam się działo. Dwustu chłopa na starcie w wyścigu seniorów (elity, jak byśmy dziś powiedzieli). Rywalizacja była niezwykle zacięta się na trasie od początku wyścigu a o tytuł mistrzowski zaciekle walczyli Franciszek Surmiński i Ryszard Szurkowski. Dla kolarza z Dolmelu Wrocłąw, podopiecznego trenera Mieczysława Żelaznowskiego, był to pierwszy tytuł mistrza Polski. I od tego rozpoczęła się jego oszałamiająca kariera sportowa - wspomina były kolarz i człowiek o duszy artysty, który pięknie maluje.


Oni tworzyli i nadal tworzą historię klubu kolarskiego ze Strzelec Krajeńskich.
Fot. Piotr Kurek

W piątek wspominano kolarzy, prezesów klubu i trenerów. Wszystkim im dziękowano za sukcesy, za medale, za lata treningów, za rozsławianie Strzelec Krajeńskich.

– Chciałem być bardzo kolarzem. Nie przyjęto mnie do klubu za pierwszym razem, także za drugim - mówił w piątkowy wieczór Dariusz Gil, najbardziej znany i utytułowany kolarz ze Strzelec Krajeńskich. – Trener Zbigniew Głębocki radził mi, bym zajął się piłką nożną. Ale ja byłem uparty i dopiąłem w końcu swoje. Kiedy w końcu dowiedziałem się, że mogę zostać kolarzem i dostanę rower w poniedziałek, nie mogłem doczekać się tego dnia. Emocje były tak wiele, że opuściłem lekcje.

Został zawodnikiem i godnie reprezentował Strzelce Krajeńskie, Lubuskie i Polskę. Zdobył czternaście tytułów mistrza kraju. Był przełajowcem pierwszej klasy, tworzył podwaliny pod sukcesy polskiego MTB. Jako junior sięgnął po brąz mistrzostw świata w przełajach.


Bracia Gilowie (Mariusz z lewej i Dariusz) na pierwszym planie. Strzelce Krajeńskie, 28 września 2018.
Fot. Zbigniew Głębocki

– W roku 1996 przyczyniłem się do tego, że Polska mogła wystawić dwóch zawodników na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie, gdzie kolarstwo górskie debiutowało jako nowa dyscyplina. Do USA jednak nie pojechałem, nie zostałem olimpijczykiem. I to z jednego tylko powodu: miałem poważną kontuzję kolana - mówi 45-latek, którego teraz zajmuje wędkowanie i prawie artystyczna fotografia.

Jego brat Mariusz nadal się ściga z powodzeniem w przełajach i maratonach MTB. Też zdobył tyle samo medali co starszy brat.

Byli oni obaj razem w piątek na uroczystej gali z okazji 50-lecia LKS POM Strzelce Krajeńskie. Byli razem z ojcem Jerzym.


Dwaj znani synowie i ojciec: Dariusz, Jerzy i Mariusz Gilowie.
Fot. Piotr Kurek

– Kiedy kończył się Wyścig Pokoju, co roku mieliśmy około 40-50 młodych chętnych do uprawiania kolarstwa - mówi Zbigniew Głębocki, trener i kronikarz wielu zdarzeń z minionych pięćdziesięciu lat. Przez LKS przewinęło się przez półwiecze nie mniej niż tysiąc ludzi.

Najbardziej znani i zasłużeni stali wczoraj na scenie w świetle jupiterów.

Przez te 50 lat uczynili Strzelce Krajeńskie nieoficjalną stolicą polskiego kolarstwa przełajowego, uczynili miasto znanym nie tylko w Polsce. Wczoraj był powód do dumy dla byłych prezesów, trenerów i zawodników. I okazja do radosnego świętowania.

Prowadzenie klubu kolarskiego w Polsce nigdy nie było łatwą sprawą, nie jest też tak i obecnie. Zaczynali w roku 1968, przetrwali okres transformacji ustrojowej i nadal działają. Na scenie zaprezentowali się wczoraj najmłodsi - dziewczęta i chłopcy, kontynuatorzy dzieła Henryka Stuchly, Bogdana Hałuchy, Edwarda Piecha, braci Gilów, Rafała Chmiela, czy też młodych reprezentantów kraju Damiana Sławka i Michała Paluty.

Była też wczoraj okazja, by poinformować uczestniczących w gali o tym, że w połowie stycznia 2019 w Strzelcach Krajeńskich przez dwa dni odbędą się Mistrzostwa Polski w kolarstwie przełajowym.

                                                    Piotr Kurek     

Get Adobe Flash player

Polacy pamiętają
o Ryszardzie Szurkowskim
(2018-11-07)
Krzysztof Kozanecki dziękuje za pieniądze, inicjatywy i słowa wsparcia Ryszard Szurkowski, Clemens Ujejski, Krzysztof Kozanecki i Tomasz Derejski. Kolonia, 10 czerwca 2018. Ostatnie chwile przed... [ więcej >> ]
 
86 km na rowerze
w Dzień Niepodległości
(2018-11-11)
Dziś złamałem granicę 5000 km w roku 2018 Piotr Miśkiewicz (na pierwszym planie) zna WPN jak mało kto. Fot. Piotr Kurek Ruszałem dziś na rowerze w drogę o godzinie 8.50, wróciłem d... [ więcej >> ]
 
Artur Małkowski najlepiej
przedzierał się przez mgłę
(2018-11-10)
Wyścigi przełajowe nad Maltą W sobotni poranek poznańska Malta tonęła we mgle. Fot. Piotr Kurek Dziś nad Jeziorem Maltańskim odbyła się pierwsza edycja cyklu PTC Malta Tour - wyścigów pr... [ więcej >> ]
 
Przełajowcy na start (2018-11-09)
Jutro wyścigi nad poznańską Maltą Tadeusz Kubiak organizuje zawody kolarskie i startuje także w innych (na pierwszym planie na zdjęciu podczas I Memoriału Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata na po... [ więcej >> ]
 
Najtrudniejszy wyścig w życiu (2018-11-05)
Ryszard Szurkowski miał poważny wypadek i teraz walczy o powrót do zdrowia Ryszard Szurkowski ma 72 lata i nadal ściga się w zawodach kolarskich mastersów. Fot. archiwym Krzysztof... [ więcej >> ]
 
Ładnie się ścigali
na poznańskich Winogradach
(2018-11-04)
I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata Początek wyścigu elity i mastersów. Na prowadzeniu Paweł Szczepaniak, za nim Maksymilian Bieniasz. Fot. Rafał Stasik Kolarze pamiętają o ... [ więcej >> ]
 
Joanna i Maksymilian, czyli dobrzy
strażnicy pamięci o kolarzach
(2018-10-30)
W niedzielę spotykamy się na Winogradach Joanna Wąsiel, Maksymilian Bieniasz i ich pociechy. Fot. archiwum Joanny Wąsiel – Znaliśmy bardzo dobrze Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata - m... [ więcej >> ]
 
To już w najbliższą niedzielę
na poznańskich Winogradach
(2018-10-30)
I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana Swata W najbliższą niedzielę, 4 listopada, na poznańskich Winogradach odbędzie się I Memoriał Jacka Głowackiego i Sebastiana. W jesiennych zmaganiach na r... [ więcej >> ]
 
Godni siebie rywale (2018-10-28)
Artur Małkowski przed Michałem Górniakiem w zawodach przełajowych w Swarzędzu Artur Małkowski przed Michałem Górniakiem, o centymetry na mecie w wyścigu pamięci o Marianie Keg... [ więcej >> ]
 
Kto wygra tym razem? (2018-10-25)
Wyścig przełajowy im. Mariana Kegela już po raz szesnasty w Swarzędzu Marian Kegel - wielki talent kolarski - cztery razy jechał w Wyścigu Pokoju, ścigał się na Igrzyskach Olimpijskich w Meksyku. ... [ więcej >> ]
 
Wiklinowa i ... rekordowa (2018-10-22)
Szósta Męczennica Rowerowa Uczestnicy szóstej Męczennicy Rowerowej dotarli do Nowego Tomyśla. Fot. Ireneusz Rutkowski Napisać o szóstej Męczennicy Rowerowej (14 październi... [ więcej >> ]
 
Autostradą w stronę zamku (2018-10-21)
Ścieżka rowerowa z Obornik do Stobnicy liczy 12 km i jest niezwykłą atrakcją turystyczną Ta ścieżka rowerowa została oddana do użytku w czwartek 17 października 2018. Fot. Piotr Kurek Dziś j... [ więcej >> ]
 
Autostrada na czas (2018-10-21)
Za tydzień spotykamy się pod Lesznem   Henryk Charucki (od lewej), Stanisław Szozda, Joanna Wołodźko i Ryszard Szurkowski podczas wyścigu kolarskiego na Moście Rędzińskim we Wrocławiu. 30 sie... [ więcej >> ]
 
Gala pełna świateł (2018-10-19)
W Murowanej Goślinie podsumowano Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018 Sylwia Szpulewska-Larek (z lewej) i Joanna Połuch przepięknie rywalizowały w sezonie 2018 w maratonach MTB, które organi... [ więcej >> ]
 
W stronę słońca i zlotych liści (2018-10-17)
Rowerem  po Wielkopolskim Parku Narodowym Jezioro Góreckie zachwyca swą urodą o każdej porze roku. Fot. Piotr Kurek Dziś wybrałem się rowerem do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Z... [ więcej >> ]
 
Spotykamy się w piątek
w Murowanej Goślinie
(2018-10-16)
Uroczysta Gala Rowerowa Już w najbliższy piątek, 19 października, w Murowanej Goślinie odbędzie się uroczysta Gala Rowerowa, kończąca sezon cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018. Na to wydar... [ więcej >> ]
 
Biegiem na rower! (2018-10-15)
Mariusz Gil honorowym ambasadorem cyklu Scott Cyclocross Challenge   W najbliższą sobotę, 20 października, fani jazdy na rowerach przełajowych spotykają się w Choszcznie. Będzie to pier... [ więcej >> ]
 
Szybka jazda we Włoszakowicach (2018-10-14)
Maraton MTB "Za klangorem żurawi" To był niezwykle udany maraton MTB: w ładnej okolicy i w jesiennym słońcu, z udziałem znanych zawodników. Fot. Piotr Kurek Świeciło słońce,... [ więcej >> ]
 
Wycieczki Pana Piotra (2018-10-10)
100 razy na rowerze po 100 kilometrów Piotr Rakowski w sobotę 13 października organizuje po raz setny wycieczkę rowerową po Wielkopolsce. Fot. archiwum Piotra Rakowskiego Pan Piotr Rakows... [ więcej >> ]
 
Gratulacje dla organizatorów (2018-10-10)
"Pieczona Pyra" po raz dwudziesty Rajd rowerowy "Pieczona Pyra" odbył się w niedzielę 7 października 2018 po raz dwudziesty. Fot. Ilona Ciok Ponad 400 osób wzięł... [ więcej >> ]
 
Zwycięstwo za zwycięstwem (2018-10-09)
Mateusz Mróz triumfuje w Mściszewie Mateusz Mróz na trasie mściszewskiego maratonu MTB. 7 października 2018. Fot. Hanna Marczak Mateusz Mróz w dobrym stylu kończy powoli s... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL