R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 27719913 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-08-16

 
Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl

 

Artur Kozal najszybszy na finiszu
Kolejny czwartek kolarski w sierpniu


Artur Kozal zwycięsko finiszuje.
Fot. Piotr Kurek

Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) wygrał dziś wyścig w ramach czwartków kolarskich na torze samochodowym "Poznań". Uczynił to po piorunującym finiszu z peletonu, wyprzedzając minimalnie Grzegorza Golonko z Łomianek i Jana Zugaja z Nowogardu (JF Duet Goleniów).

Dziś startujący, dwie panie i 82 mężczyzn, starali się jakby nie patrzeć na temperaturę (26 st. Celsjusza), na warunki pogodowe, tylko bardzo szybko pedałować. Po prostu, po godzinie 18, gdy zaczęli jazdę, na każdym okrążeniu (było ich dziesięć - 41 km) ktoś się wyrywał do przodu, próbując jakiegoś odjazdu.


Grzegorz Golonko (od lewej), Artur Kozal i Jan Zugaj oraz Anna Szaj.
Fot. Piotr Kurek

Na pierwszej rundzie mocno pociągnął Paweł Wasiński z Kąkolewa (Strefasportu.pl MW Invest), bardzo aktywnie jechał Karol Piekarski z Poznania (FTI Racing Team), także Artur Kozal i Grzegorz Golonko. Wszelkie próby odskoczenia rywalom jednak się nie powiodły. Gdy wjeżdżali na ostatnią rundę, wiadomo było, że o pierwszym miejscu zadecyduje finisz z peletonu.

Tak też i się stało. Dziś najszybciej mknął, w piorunującym tempie, do końcowej kreski Artur Kozal. Tuż za nim Grzegorz Golonko i Jan Zugaj. Oni zajęli trzy pierwsze miejsca i stanęli na podium. Potrzebowali 53 minut 24 sekund, by przejechać 41 kilometrów. Średnia wypadła powyżej normy czwartkowych wyścigów: 46,07 km na godzinę.


Pamiątkowa fotografia na zakończenie czwartku kolarskiego.
Fot. Piotr Kurek

Zapracowali na nią wszyscy, którzy dziś próbowali swych sił w odjazdach i odskokach. Wyścig mógł się podobać kibicom, których nie brakowało wokół toru samochodowego "Poznań".

                                                Piotr Kurek 
 

 

Artur Sobkowiak z brązowym medalem
Mistrzostwa Polski XCE w Lublinie


Trzech najlepszych Mistrzostw Polski XCE w Lublinie.
Fot. archiwum Artura Sobkowiaka

W Lublinie po raz kolejny rozegrano Mistrzostwa Polski XCE. Na trasie poprowadzonej ulicami Starego Miasta ścigało się kilkadziesiąt zawodniczek i zawodników na rowerach górskich. Brązowy medal w wyścigu elity wywalczył Artur Sobkowiak z Piły (Kameleon Team).

Wyścigi XCE w formule mistrzostw Polski odbywają się od roku 2013. To jazda na rowerach górskich na dystansie od 700 metrów do kilometra, pełna przeszkód i utrudnień Ściga się czterech zawodników, awansuje dwóch do kolejnego biegu. W finale spotyka się czterech najlepszych.

W Lublinie startowali z Rynku, by następnie przejechać ulicami: Złotą, Archidiakońską, Grodzką, Ku Farze, Rybną, Bramową i Jezuicką. Rywalizację utrudniały licznie umieszczone na trasie przeszkody.

Mistrzem Polski 2018 w sprintach rowerowych MTB XCE został Tomasz Budziński. W rywalizacji kobiet zwyciężyła Marta Turoboś. W ramach zawodów rozegrano również wyścig dla amatorów. W tej kategorii wygrał Przemysław Gierczak (wszyscy z LKK LUKS Sławno).


Artur Sobkowiak na lubelskiej Starówce.
Fot. archiwum Artura Sobkowiaka

Artur Sobkowiak z Piły w wyścigu elity zajął trzecie miejsce. – Wygrałem jeden z dwóch wyścigów półfinałowych. W decydującej rozgrywce jechałem na drugim miejscu, ale jeden błąd popełniony na przeszkodzie kosztował mnie drugie miejsce - mówi Artur Sobkowiak, 22-latek z Piły. – To mój największy sukces w dotychczasowej karierze sportowej. Ścigam się na rowerach górskich od roku 2009. Cztery lata temu, w roku 2014, podczas Mistrzostw Polski w kolarstwie górskim, Środa Wielkopolska i Żerków, zająłem 6. miejsce w eliminatorze. Byłem, po prostu, drugi w finale B.

W niedzielnej imprezie w Lublinie startował Borys Góral z Piły, historyczny mistrz Polski w eliminatorze z roku 2013. Była to pierwsza impreza mistrzowska w naszym kraju w tej specjalności kolarskiej - w Żerkowie. Wzięło w niej wówczas udział aż 57 mężczyn, którzy rywalizowali na oczach publiczności pod tamtejszą wieżą telewizyjną.

Borys Góral wówczas wygrał, zdobył tytuł mistrzowski. W Lublinie w wyścigu półfinałowym ruszył ostro, prowadził, ale na jednej z przeszkód poleciał w powietrze i upadł. Do mety dojechał trzeci. I później kibicował koledze z Piły, Arturowi Sobkowiakowi.

Trzeci kolarz tegorocznych MP XCE w Lublinie Artur Sobkowiak pojawi się w niedzielę w Pobiedziskach na kolejnej edycji Bike Cross Maraton Gogol MTB. Zawodnik znany ze szybkiego startu tym razem pojedzie dystans Mega, czyli 42 kilometry.

                                                Piotr Kurek

  

Jedziemy do Pobiedzisk
W niedzielę kolejna edycja cyklu
Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018

W najbliższą niedzielę, 19 sierpnia, w Pobiedziskach odbędzie się kolejna edycja cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018. Kobiety i mężczyzni będą pedałować po urokliwych terenach leśnych wokół Promna. Impreza odbędzie się w innej formule niż wszystkie dotychczasowe, gdyż przypominać będzie bardziej klasyczne XC niż maratonowe zmagania.

Walka o pierwsze miejsca rozegra się na rundach. Każda liczy 7 km i w przypadku dystansu Mini trzeba będzie pokonać ich trzy, Mega - aż sześć.

Jako pierwsi, o godzinie 10.00, wystartują najlepsi zawodnicy na dystansie Mini: będzie ich setka. O 12.00 wszyscy pozostali z trasy 21 km, natomiast o 14.00 panie i panowie z Mega - 42 km.

Edycja w Pobiedziskach to już jedna z ostatnich z cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018, podczas której można zdobywać punkty w klasyfikacji generalnej.

19 sierpnia
Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018

Organizator: Ognisko TKKF "Pałuki"
Gdzie: Pobiedziska - parking leśny przy rezerwacie Promno
Start: godzina 10.00 - dystans Mini Top 100, 12.00 - Mini, 14.00 - Mega. Dwa dystanse do pokonania: Mini - 21 km, Mega - 42 km. Biuro zawodów czynne od 8.30 do 13.30.
Więcej informacji: http://gpmtb.pl

 

 

Wielkopolanie podbili Parzęczew
Mistrzostwa Polski cyklosportu i masters
w jeździe indywidualnej na czas i parami


Dwie pierwsze pary z Wielkopolski - kategoria M30. Parzęczew, 12 sierpnia 2018.
Fot. archiwum Pawła Rychlickiego

W Parzęczewie pod Łodzią podczas minionego weekendu odbyły się Mistrzostwa Polski kategorii cyklosport i masters w jeździe indywidualnej na czas i parami. Zawodniczki i zawodnicy z Wielkopolski zdobyli wiele medali - złotych, srebrnych i brązowych. Mówiąc w wielkim skrócie, dobra wiara z naszego regionu była bardzo widoczna na tej imprezie, stając raz za razem na podium.

– W Parzęczewie wszystko wypadło na szóstkę - mówi Artur Kozal z Mosiny, zawodnik FTI Racing Team. – Ścigaliśmy się na dobrze przygotowanej trasie. Zachowane zostały warunki bezpieczeństwa. Organizacja była bezbłędna, także ceremonia nagradzania najlepszych wypadła okazale i uroczyście - podkreśla wielokrotny uczestnik mistrzostw Polski.

W sobotę panie i mężczyzni rywalizowali na dystansie 20 kilometrów w jeździe indywidualnej na czas. Wystartowały 23 kobiety i 180 panów. Najlepsze czasy uzyskali: Marzena Moniuszko (niezrzeszona) - 00:29:26,510 i Piotr Klin (Lubelski Klub Kolarski) - 00:24:57,230.

Kamila Wójcikiewicz z Poznania (Rybczyński-Bikes Remmers TP-Link) uzyskała drugi czas dnia - 00:30:47,110 - i zdobyła tytuł mistrzyni Polski w kategorii cyklosport kobiet. Wśród mężczyzn na najwyższym miejscu podium stanęli: Michał Kostuch (FTI Racing Team) - M40A, Mirosław Jaszowski (Merx Team) - M50B, Stanisław Paterka (Merx Team) - M70B.


Kamila Wójcikiewicz mistrzynią Polski w jeździe indywidualnej na czas.
Fot. archiwum Kamilii Wójcikiewicz

W sobotę po srebrne medale sięgnęli: Marcin Robakowski (KKFP Wolsztyn) - CM20, Artur Spławski (Merx Team) - M50B, Jerzy Drzewiecki (Merx Team) - M60B. Brązowe medale wywalczyli: Przemysław Mocek (Bike Serwis Scott Team) - CM20 i Robert Żmudzin (FTI Racing Team) - M30.

Najstarszym zawodnikiem soboty był Jerzy Leśniak (KTC Kołobrzeg), rocznik 1929, który trasę 20 kilometrów pokonał w czasie 00:50:11,120.

W niedzielę do ścigania przystąpiły pary - w sumie 71, w tym siedem kobiecych. Najszybszą okazała się dwójka Sławomir Spławski (Merx Team) i Michał Ładosz (Hetman), która 20 km przejechała w czasie 00:24:51,820 i zdobyła tytuł mistrzowski w kategorii M30. Do listy zwycięzców dopisujemy Przemysława Mocka (Bike Serwis Scott Team) i Michała Braulińskiego (Power of Science Training Centre) - CM20, Mirosława Jaszowskiego i Artura Spławskiego (Merx Team) - M50B oraz Stanisława Paterkę (Merx Team) i Edmunda Grabowskiego (Grupa Kolarska Tczew) - M70B.

Srebrnymi parami zostały: Monika Szotowicz (STC Stargard) i Marta Gogolewska (Merx Team) - K30, Marcin Robakowski (KKFP Wolsztyn) i Paweł Kazanowski (Inżynieria Rowerowa) - CM20, Artur Kozal i Robert Żmudzin (FTI Racing Team) - M30, Sławomir Urbański i Michał Kostuch (FTI Racing Team) - M40A, Bogusław Kramarczyk (Prox Kenda) i Lech Ergang (Strefasportu.pl MW Invest) - M50B, Jerzy Rogalski i Wiesław Kamiński (Merx Team) - M60B.

Brązowe medale wywalczyli Grzegorz Golonko (Active Jet) i Krzysztof Paterka (LKK) - M40A. Było do nich blisko i innym Wielkopolanom - Leszek Sadowski (FTI Racing Team) i Zdzisław Krawiec (GOK Gracze) - M60A. Ryszardowi Kołackiemu i Jerzemu Drzewieckiemu (Merx Team) - M60B, Tadeuszowi Kubiakowi (PTC) i Stanisławowi Walaskowi (Busko-Zdrój), którzy zajęli czwarte miejsca w swych kategoriach wiekowych.


Niedzielny start par.
Fot. archiwum Pawła Rychlickiego

Mówiąc w wielkim skrócie, ekipa Ryszarda Kołackiego z Wągrowca (Merx Team) zdobyła 9 medali - 5 złotych i 4 srebrne. Silny FTI Racing Team zdobył jeden tytuł mistrzowski, dwa wicemistrzowskie i jedno trzecie miejsce. Najbardziej sensacyjnie wypadł Sławek Urbański z Wągrowca, zdobywając z Michałem Kostuchem srebrny medal w rywalizacji par. Wielkopolanin regularnie startuje w wyścigach na torze samochodowym "Poznań" i od trzech lat zrobił niebywałe postępy. Tak sobie głośno myślę, że za tym sukcesem kryją się jego treningowa determinacja i dobre rady szkoleniowca.

Wielkim pechowcem imprezy był Ryszard Kołacki z Wągrowca. W niedzielę kilkanaście sekund przed startem w jego rowerze zaklinował się łańcuch. Było trochę nerwowej szarpaniny, w końcu się udało ruszyć, ale ze stratą 21 sekund. Gdyby nie to, byłby pewny brązowy medal. – Takie historie się zdarzają, są częścią kolarstwa - mówi Pan Ryszard, skuteczny człowiek biznesu i wielki fan kolarstwa. – I dodaje: – To były bardzo udane mistrzostwa Polski. Dziękuję swym zawodnikom za postawę i osiągnięcia, zasłużyli na szampana.

                                            Piotr Kurek 
  

Drużyny kolarskie na start!
Maciej Richter zaprasza do Krzywinia


FTI Racing Team wystawi w Krzywiniu aż cztery drużyny.
Fot. Piotr Kurek

W najbliższą niedzielę, 19 sierpnia, w Krzywiniu odbędzie się ciekawa impreza kolarska: szosowy wyścig drużynowy - Solid Team Race. Jego uczestniczy zmierzą się z dystansem 40 kilometrów. Imprezę organizuje Maciej Richter i jego ekipa ze Stowarzyszenia KS Solid Sport.

Przed laty Polacy byli mocarzami w tej specjalności kolarskiej. Nie tylko Ryszrad Szurkowski i jego koledzy sięgali po medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Od kilku lat czynione są rozmaite starania, by kolarskie wyścigi drużyn znów organizować i dać szanse sprawdzenia się w takiej rywalizacji zepołom.

Niedzielny wyścig odbędzie się na 40-kilometrowej trasie: Krzywiń-Wieszkowo- Żelazno-Stankowo- Stary Gostyń-Gostyń-Dusina-Daleszyn-Osowo- Stankowo- Żelazno- Lubiń- Krzywiń. Na tej jednej rundzie będą trzy konkretne podjazdy, z którymi zmierzą się szosowcy. Na starcie staną 6-osobowe zespoły, na mecie liczyć się będzie czas czwartego zawodnika. Jest to wyścig open, be podziału na kategorie. Mogą też startować zespoly kobiece, ale będą oddzielnie klasyfikowane tylko w przypadku, gdy będzie ich minimum cztery.

– Liczę, że na starcie stanie kilkanaście zespolów - mówi Maciej Richer, główny organizator. – FTI Racing Team wystawia aż cztery składy. Leszczyńska Strefasportu.pl MW Invest osobami Pawła Wasińskiego, Przemysława Rozwalki, Damiana Mieli oraz Przemysława Papieża i ich kolegów zechce powalczyć o pierwsze miejsce. Kibolski KS, czyli kibice Lecha Poznań też się pojawią w Krzywiniu - podkreśla Maciej Richter. I dodaje: - Wyścig będzie się odbywać przy zamkniętym ruchu drogowym.

Solid Team Race - 19 sierpnia 2018

program imprezy
8:00-10:30 - odbiór numerów w biurze zawodów
10:50 - odprawa przed wyścigiem
11:00 - start pierwszej drużyny
14:30 - dekoracja zwycięzców
14.45 - zakończenie imprezy

Do imprezy można zgłaszać się internetowo (http://solidsport.pl/zapisy/zapisy-solid-team-race), także w dniu imprezy. Biuro zawodów zlokalizowane będzie w hali sportowej w Krzywiniu, ulica Chłapowskiego 34, od godziny 8 do 10.30. 
  

 

Słoneczny maraton MTB w Górze
Przemysław Papież i Wojciech Mizuro
w niedzielę w rolach głównych


Daniel Huzar (od lewej), burmistrz Góry Irena Krzyszkiewicz i Janusz Tumiłowicz. Góra, 12 sierpnia 2018.
Fot. Piotr Kurek

Dzisiaj, w niedzielę 12 sierpnia, w Górze odbył się maraton MTB o nazwie "Sto procent pasji" w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej. W wielce sympatycznej imprezie sportowo-rekreacyjnej, którą zorganizował miejscowy DGR Team, wzięło udział ponad 250 osób - w tym 75 dzieci do lat dziesięciu. Bohaterami zawodów okazali się zwycięzcy na obu dystansach (Mega i Mini) - Przemysław Papież i Wojciech Mizuro, obaj z Leszna, rówieśnicy, czterdziestolatkowie z rocznika 1978.

Maraton MTB w Górze odbył się już siódmy rok z rzędu. Do sprawdzonej przez lata trasy organizatorzy dołożyli nowe ścieżki, atrakcyjne nad wyraz. Bardziej doświadczeni zawodnicy tym razem będą mieli do pokonania 60 kilometrów, ci z dystansu Mini zmierzyli się z rywalami na 37 km. Także juniorzy i młodzicy skorzystali z szansy sportowej rywalizacji - na 12 i 8 kilometrach.

Kiedy ruszali na trasę o godzinie 11.00 (Mega) świeciło słoneczko i było ciepło. Honorowym starterem była pani burmistrz Góry Irena Krzyszkiewicz, którą zachwyciła uroda imprezy, ładna jej organizacja i liczny - jak na wakacyjną porę - udział pań i panów.


Ruszyli na trasę górowskiego maratonu MTB.
Fot. Piotr Kurek

Co tu dużo mówić, ci którzy tutaj choć raz startowali - znów się cieszyli, że jadą pięknymi lasami (na południe od Góry), nie zabrakło polnych dróg, przytulili się do zbiornika Ryczeń i przecięli rzekę Barycz. Ostatnie metry wiodły po asfaltowej drodze przy przepięknym kompleksie sportowym w Górze - na miejscowy stadion.

Faworytem do zwycięstwa na najdłuższym dystansie wydawał się Paweł Wasiński z Kąkolewa (Strefasportu.pl MW Invest), aktualny mistrz Polski na szosie w kategorii cyklosport, który swój tytuł wywalczył 1 lipca w Starachowicach. W miniony piątek pokazał swe sportowe możliwości w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie w Tour de Pologne Amatorów na dystansie 58 kilometrów (ponad 2000 startujących) uplasował się na siódmym miejscu.

Tym razem musiał jednak uznać wyższość kolegi z teamu - Przemysława Papieża, który na finiszu okazał się szybszy, o sekundę, od innego mieszkańca Leszna - Michała Stachowskiego (REAL 64-sto). Paweł Wasiński zameldował się na mecie 28 sekund za triumfatorem trasy Mega, na którego na końcowej kresce czekały dwie córeczki (bliźniaczki), żona i mama.


Mateusz Mróz (od lewej), Wojciech Mizuro i Emilian Pajzert - trzech najlepszych zawodników na dystansie Mini.
Fot. Piotr Kurek

Mówiąc krótko, panowie Papież, Stachowski, Wasiński oraz ich rywale - Bartosz Wujczak, Piotr Krysman, Mariusz Chyła, Daniel Huzar, Tomasz Tęgi, Mikołaj Poloch, Dariusz Drobniak i Janusz Tumiłowicz pokonywali w takiej właśnie kolejności dystans 60 km ze średnią prędkością od prawie 26 do 23 km na godzinę. W tej stawce było dwóch mieszkańców Góry: Daniel Huzar był siódmy open, Janusz Tumiłowicz - 11.

Na dystansie Mini nie było niespodzianek. Triumfował pewnie Wojciech Mizuro z Leszna (REAL 64-sto). Regularnie wygrywa rozmaite maratony MTB, w piątek jechał też Tour de Pologne Amatorów, w którym uplasował się w pierwszej dwudziestce i wyprzedził wielkie nazwiska polskiej szosy: Czesława Langa, Krzysztofa Sujkę, Jana Brzeźnego, Jana Faltyna, czy też Henryka Charuckiego.

Drugi open na Mini okazał się Mateusz Mróz z Czapur (Galibier BikeFun Team) - były kolarz szosowy i reprezentant Polski, trzecie miejsce zajął utalentowany Emilian Pajzert z Leszna (REAL 64-sto).


Przemysław Papież (zwycięzca na Mega) z córkami oraz Paweł Wasiński.
Fot. Piotr Kurek

W Górze nie mogło zabraknąć pań. Żadna z nich nie zdecydowała się na start na dłuższym dystansie. Na Mini pewnie zwyciężyła Julia Borowska z miejscowości Kąty (Kross Euro-Rower.pl) przed Sylwią Tumiłowicz z Góry (DGR Racing Team) i Iwoną Chyłą z Leszna (REAL 64-sto).

Sympatyczną imprezę w Górze zorganizowali Janusz Tumiłowicz, Marcin Sobański, Daniel Huzar i koledzy oraz ich rodziny - wszyscy spod znaku DGR Racing Team. Były przepyszne pierogi, chleb ze smalcem i kiszonymi ogórkami. Ciasta i napojów nie brakowało.

To była impreza zorganizowana z sercem, czego byłem świadkiem i jej moderatorem z mikrofonem w ręku. 75 dzieci do lat dziesięciu miało swe rowerowe zmagania na zielonej murawie stadionu. Wszystkie one otrzymały drobne upominki (PGNiG) i po trzy pierogi każda pociecha.

To był wielce słoneczny i sympatyczny maraton MTB. Jego zaś dwoma głównymi aktorami: Przemysław Papież i Wojciech Mizuro, obaj z Leszna, obaj z rocznika 1978. Triumfatorzy z obu dystansów pokazali swą moc i wjeżdżali na końcową kreskę oklaskiwani i oczekiwani nie tylko przez ich rodziny.

                                            Piotr Kurek

   

Paweł Cieślik w pierwszej piętnastce
75. Tour de Pologne
Kolarz z Tarnowa Podgórnego
potrafi jeździć po górach


Paweł Cieślik nie zawiódł oczekiwań fanów kolarstwa nie tylko z Wielkopolski.
Fot. Stiel Photography, World of Cycling

Paweł Cieślik zaprezentował znakomitą dyspozycją na ostatnim etapie 75. Tour de Pologne, pechowym dla ekipy CCC Sprandi Polkowice, wjeżdżając do pierwszej "15" - zarówno na mecie, jak i w finałowej klasyfikacji generalnej.

Kolarze CCC Sprandi Polkowice byli bardzo zmotywowani, by utrzymać koszulkę lidera klasyfikacji górskiej, w której jechał w piatek Łukasz Owsian i pokazać się z jak najlepszej strony na finałowym, najtrudniejszym etapie Tour de Pologne.

Niestety, tego dnia nie mogli oni narzekać na nadmiar szczęścia. Najpierw defekt przeszkodził Owsianowi w walce o miejsce w ucieczce. Potem odjechała 18-osobowa grupka, do której "pomarańczowi" nie zdołali się załapać.

Później nastpił kolejny nieprzyjemny incydent, gdy upadł Michal Schlegel. Doznał on urazu obojczyka i został przetransportowany do szpitala w Zakopanem. Jego przygoda z Tour de Pologne dobiegła zatem końca.

Nie sprzyjał "pomarańczowym" też skład ucieczki, gdyż przodu był Patrick Konrad, który przed etapem miał 27 punktów w klasyfikacji górskiej. Wygrał on 4 premie 1.kategorii, przejmując koszulkę koloru magenty od Owsiana i wygrywając w końcowym zestawieniu.

Bardzo dobrze tego dnia czuł się jednak Paweł Cieślik, który odpowiadał na przyspieszenia głównych aktorów kolarskiego widowiska i do ostatniego podjazdu, prowadzącego do mety, wjechał w około 20-osobowej grupie faworytów. Ostatecznie zameldował się na 13.miejscu, ze stratą 43 sekund do zwycięzcy etapowego, Simona Yatesa, który samotnie zaatakował na przedostatnim podjeździe. W ten sposób Cieślik wywalczył 14.pozycję w końcowej klasyfikacji generalnej, 1:32 min. za triumfatorem całego wyścigu Michałem Kwiatkowskim.

– Ostatnie dwa etapy czułem się bardzo dobrze, a dziś faktycznie samopoczucie było najlepsze. Do tego dostałem spore wsparcie od kolegów, którzy przez wiele kilometrów mnie osłaniali na najtrudniejszych podjazdach. Gdy pierwszy raz wspinaliśmy się pod Gliczarów, poczułem, że jestem w stanie wjeżdżać z najlepszymi i nabrałem pewno ści siebie. Gdy wyścig wszedł w decydującą fazę faktycznie dawałem radę utrzymać tempo pod górę, a z czołówką straciłem kontakt dopiero na ostatnim wzniesieniu, gdy zaczęły się decydujące ataki. Był to podjazd, który niekoniecznie odpowiadał mojej charakterystyce, gdyż był bardzo siłowy i trzeba było tam wykręcać ponad 400 watów - mówi kolarz ekipy CCC Sprandi Polkowice.

– Mam mieszane odczucie dotyczące zajętego miejsca. Przyjechałem na ten wyścig po to, by powalczyć i porównać się z kolarzami World Touru. Widzę, że jeszcze mi do tych najlepszych trochę brakuje i potrzebuję regularnych startów w ich gronie, by wejść na ten najwyższy poziom - podkreśla mieszkaniec podpoznańskiego Tarnowa Podgórnego.

   

Michał Kwiatkowski zwycięzcą
75. Tour de Pologne
Simon Yates wygrał ostatni etap


Michał Kwiatkowski wygrał 75. Tour de Pologne.
Fot. Szymon Gruchalski

Michał Kwiatkowski (Team Sky) wygrał 75. Tour de Pologne UCI World Tour. W klasyfikacji generalnej polski kolarz wyprzedził Simona Yatesa (Mitchelton-Scott) oraz Thibaut Pinaut (Groupama-FDJ). Na ostatnim etapie BUKOVINA RESORT - Bukowina Tatrzańska zwyciężył Simon Yates.
 

136 kilometrów i aż sześć górskich premii pierwszej kategorii - królewski etap 75. Tour de Pologne z BUKOVINA RESORT do Bukowiny Tatrzańskiej był godnym finałem wyścigu, który w tym roku obchodzi 90. urodziny. Przed startem Michał Kwiatkowski miał w klasyfikacji generalnej dość sporą przewagę nad głównymi rywalami, ale był ostrożny, bo wyczerpujące rundy wokół Bukowiny rządzą się swoimi prawami.

Niedługo po starcie z BUKOVINA RESORT zawiązała się 19-osobowa ucieczka, w której jechał jeden Polak - Maciej Paterski (reprezentacja Polski). Polak wygrał pierwszą górską premię TAURON Rzepiska Ściana HARNAŚ, ale później najskuteczniej wspinał się Patrick Konrad (Bora-Hansgrohe), który wygrał cztery premie i w efekcie zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji najlepszy góral TAURON.


Trzech najlepszych kolarzy 75. Tour de Pologne.
Fot. Szymon Gruchalski

Skład ucieczki zmieniał się, tempa nie wytrzymywali kolejni zawodnicy, a jeszcze inni dojeżdżali z peletonu. Jednak na drugim podjeździe pod Ścianę BUKOVINA z przodu został już tylko Valerio Conti (UAE Team Emirates). Jednak i on został szybko wchłonięty przez główną grupę. Po pokonaniu ostatniej górskiej premii zaatakował Simon Yates. Znakomity góral dość szybko osiągnął około 30 sekund przewagi, stając się tym samym zagrożeniem dla Michała Kwiatkowskiego. W pogoń za Brytyjczykiem pomknął Sergio Henao, główny pomocnik Kwiatkowskiego na Tour de Pologne, a także sam lider.

Na niecały kilometr przed metą, na finałowym podjeździe w Bukowinie Tatrzańskiej, przewaga Yatesa znacznie zmalała, ale Kwiatkowski, w tym momencie zdany już tylko na siebie, musiał odpierać ataki kolejnych rywali. Yates wpadł na metę samotnie z przewagą 12 sekund nad resztą stawki. Drugi finiszował Thibaut Pinot, a trzeci Davide Formolo (Bora-Hansgrohe). Kwiatkowski dojechał szósty, tracąc do zwycięzcy czternaście sekund. Przewaga wywalczona na poprzednich etapach pozwoliła mu jednak pewnie wygrać klasyfikację generalną. Drugi Yates stracił do Polaka ostatecznie 15 sekund, a trzeci Pinaut 20 sekund.

Michał Kwiatkowski został więc zwycięzcą klasyfikacji generalnej CARREFOUR 75. Tour de Pologne i zdobył nagrodę główną wyścigu - samochód Hyundai Tucson. Kolarz Team Sky triumfował także w klasyfikacji najlepszy sprinter HYUNDAI oraz najlepszy Polak LOTOS. Najlepszym góralem TAURON został Patrick Konrad, a najaktywniejszym zawodnikiem LOTTO Jenthe Biermans (Katusha Alpecin). Klasyfikację drużynową wygrała grupa AG2R La Mondiale.

 
  

Niezapomniana wyprawa rowerowa
Przejechałem ponad 600 kilometrów
z Zubrzycy Górnej przez Bieszczady do Przemyśla


Autor Wielkopolskiego Rowerowania na Przełęczy Knurowskiej.
Fot. Zdzisław Szreder

To była niezapomniana wyprawa rowerowa. Przez kilkanaście dni czerwca 2018 przejechałem ponad 600 kilometrów z Zubrzycy Górnej w Beskidzie Żywieckim przez Bieszczady do Przemyśla. Uczyniłem to nie w pojedynkę, ale w dobrym towarzystwie sprawdzonych fanów dwóch kółek - Marii Matuszek, Jacka Baraniaka, Tadeusza Kabacińskiego, Marka Zysa i Zdzisława Szredera.

Kiedy w zimowy czas tego roku zadzwoniła do mnie Maria Matuszek z Kiekrza i zapytała o to, czy miałbym ochotę uczestniczyć w wyprawie rowerowej przez Bieszczady, odpowiedziałem jej krótko: – Pojadę i to z wielką ochotą.

Maria Matuszek, wielce doświadczona organizatorka turystyki rowerowej, wzięła na siebie cały ciężar przygotowań. Starannie wyznaczyła trasę, miejsca noclegów, wszystkie je załatwiła. Zadbała także o nasz przewóz i naszych rowerów z Kiekrza do Zubrzycy Górnej w Beskidzie Żywieckim. Wygodnym samochodem marki Opel z przyczepką na nasze bicykle.


Pierwszy dzień wyprawy, jazda w okolicach Czarnego Dunajca.
Fot. Piotr Kurek

Dzień pierwszy. Wyruszyliśmy w drogę w niedzielę 17 czerwca o poranku z Zubrzycy Górnej. Rozpoczęliśmy pedałowanie o godzinie 8. Przed nami tego dnia było kilkadziesiąt kilometrów do pokonania po Podhalu. Niełatwego, bo w podgórskiej okolicy. Te pierwsze były dla nas wielce denerwujące, gdyż na trasie w stronę Czarnego Dunajca panował wielce ożywiony ruch samochodowy. Mówiąc w wielkim skrócie, cały czas mieliśmy po swej lewej stronie auta z tablicami rejestracyjnymi KNT. Co tu dużo mówić, tutejsza wiara umie i potrafi prowadzić swe pojazdy z zachowaniem bezpiecznego dystansu od rowerzysty.

W Czarnym Dunajcu wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która prowadzi wokół Tatr. Gdybyśmy skręcili w prawo - moglibyśmy być po pokonaniu około 25 km na Słowacji. Bierzemy jednak kurs w lewo i pedałujemy w stroną Nowego Targu. Świeci słońce, ptaszki śpiewają, dusza się raduje. Żyć, nie umierać. Jedziemy niezbyt szybko, ciesząc się czerwcowym pięknem Podhala.

Ścieżka powstała na dawnym szlaku kolejowym. Przypominają o tym tablice informacyjne. Ruch na niej jest naprawdę duży. Pedałują po niej turyści i miejscowi. Z jednej strony widać zwykłe rowery, z drugiej górskie i szosowe.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w drodze z Cisnej do Ustrzyk Górnych.
Fot. Zdzisław Szreder

W Nowym Targu trafiamy na kolejną ścieżkę rowerową, która prowadzi w stronę Jeziora Czorsztyńskiego. Powstała niedawno, czuje się jeszcze świeży zapach asfaltu. Jedziemy cały czas wzdłuż rzeki, mając Dunajec na wyciągnięcie ręki.

Pierwszy nocleg wypada nam w Willi pod Smrekami w Knurowie. Gospodarze (przemiła Pani Dorota i jej mąż) są Wielkopolanami. Zbudowali tutaj dla siebie przepiękny góralski dom, ale jest on na tyle duży, że znajdzie też tutaj miejsce dla siebie turysta (www.willapodsmrekami.pl - 603 054 103).

Wieczorem sumujemy pierwsze wrażenia i kilometry. Pokonaliśmy prawie 70 kilometrów po Podhalu, zahaczając o Ludźmierz (najstarsza wieś w tej okolicy) i Dębno, gdzie w przepięknym kościółku drewnianym brał ślub filmowy niezapomniany Janosik (Marek Perepeczko). Pani Dorota i jej mąż nie skąpią nam opowieści, jak tu żyją i jak rok po roku wrastali w miejscową społeczność.


Serpentynowy zjazd w okolicach Wetliny.
Fot. Piotr Kurek

Dzień drugi. Z Knurowa po deszczowym poranku rozpoczynamy trzykilometrowy podjazd na Przełęcz Knurowską. To prawie dwieście metrów różnicy, z poziomu 686 do 883 metrów. Jest co robić! A później 6-kilometrowy zjazd do Ochotnicy Górnej - na 612 metrów i kolejne 7 km w dół do Ochotnicy Dolnej (474 metrów n.p.m.). Zakręt goni zakręt, trzeba umiejętnie operować hamulcami i balansować rowerem, wioząc ze sobą kilkanaście kilogramów bagażu.

W Starym Sączu natrafiamy na pierogarnię z tradycjami i zaspakajamy swe żywieniowe potrzeby. Nocleg wypada nam Piwnicznej-Zdroju, po przejechaniu prawie 70 kilometrów, w większości z góry w dół.

Dzień trzeci. Ruszamy, jak zwykle, w drogę o godzinie 8.00, choć tego dnia, 19 czerwca, mamy do pokonania dystans około 50 kilometrów. Jedziemy do Krynicy-Zdroju, ożywieni dobrymi nadziejami, że Orły Nawałki pokonają w pierwszym meczu na Mundialu reprezentację Senegalu. W Muszynie zatrzymujemy się na kawę i dobre lody.

Wieczorem nie widać radości w Krynicy-Zdroju, gdzie nie brakuje turystów i wczasowiczów.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w Krynicy-Zdroju.
Fot. Zdzisław Szreder

Dzień czwarty. Upał panuje niemiłosierny. Moja Sigma pokazuje w drodze do Gorlic temperaturę w słońcu ponad 39 stopni Celsjusza. Zachwyca nas dworek w Ropie i kasztel obronny w Szymbarku. Stąd do Gorlic jedziemy ścieżką rowerową, którą ktoś nierozważnie ubogacił siatką z plastyku (fatalnie się po niej jedzie, trzeba koniecznie to poprawić!).

W Gorlicach rozstaję się z problemem, który towarzyszył mi od początku wyprawy: powietrze z tylnego koła uchodziło minimalnie, prawie niezauważenie. Trafiam do salonu rowerowego "Ostre koło", gdzie Pan Sebastian szybko znajduje przyczynę takiego stanu rzeczy (usuwa opiłek z opony) i wymienia mi dętkę. Czyni to szybko i sprawnie. Rekomenduję i polecam to miejsce każdemu, kto w tej okolicy będzie w rowerowej potrzebie.

Pobyt w Gorlicach to nocleg u Pani Anny i Pana Stefana (Stróżówka 145 - 608 013 098), którzy prawie 20 lat temu zawitali tutaj z Głogowa, zbudowali okazałą posiadłość i prowadzą działalność agroturystyczną; to zwiedzanie skansenu naftowego, czy wreszcie wspólne foto z postacią Ignacego Łukasiewicza, dzięki któremu w roku 1854 w tym właśnie mieście zapłonęła pierwsza w świecie uliczna lampa naftowa.


Idealna droga dla rowerzystów.
Fot. Piotr Kurek

Dzień piąty. W słoneczny dzień jedziemy do Dukli. W Nowym Żmigrodzie pijemy dobrą kawę i w popołudniowy czas jesteśmy w niewielkim miasteczku, przez które przez cały czas jadą ciężarówki w stronę Słowacji.

Dzień szósty. Pierwsze siedem kilometrów jazdy, do Tylawy, pedałujemy z duszą na ramieniu. Po asfaltowej drodze pędzą tiry i olbrzymie ciężarówki po żwir i tłuczeń do pobliskiej kopalni kruszywa. Ale dalej już, w drodze do Komańczy, ruch samochodów jest znacznie mniejszy. Jedziemy wolno podziwiając cerkwie, okolice i agroturystykę dr. inż. Ryszarda Wojtasiewicza (absolwenta Politechniki Berlińskiej) w Wisłoku Wielkim.

Komańcza - niewielka mieścina, niecałe tysiąc mieszkańców - znana jest z tego, że latach pięćdziesiątych (od pażdziernika 1955 do października 1956) w tutejszym klasztorze nazaretanek był internowany kardynał Stefan Wyszyński. Przypominają o tym tablica i sale pamięci w tym kościelnym zakątku Polski.


Chwila przerwy w drodze z Gorlic do Dukli.
Fot. Piotr Kurek

Nocujemy w schronisku PTTK, w którym w tamtych latach mieszkali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa - pilnujący najważniejszego polskiego duchownego.

Dzień siódmy. Zaczynamy jak zawsze jazdę o ósmej rano, z Komańczy do Cisnej. W Osławicy kosztujemy oscypków, docieramy do Zagrody Chryszczata w Smolniku nad Osława. To miejsce niezwykłe dla Bieszczad. Jest tu bar, są noclegi (droższe i tańsze), jest galeria rzeźby i można posłuchać muzyki na żywo.

Tu od czasu do czasu gra Leszek Możdżer, pianista jazzowy, który twierdzi, że dźwięki jego fortepianu tutaj właśnie brzmią najczyściej i najpełniej w Polsce. W tym roku znów zagra w sierpniu - dokładnie jedenastego. Na ścianach urzekające fotografie Bieszczadników autorstwa Tomasza Gąsiorowskiego, ludzi zakochanych w tych stronach. Wielu z nich już nie żyje, inni nadal cieszą się swą miłością do Bieszczad.

Kawę w Zagrodzie Chryszczata (Facebook:@zagrodachryszczatasmolnik) podaje Jakub Łobocki. Pochodzi z Pomorza, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskał doktorat z filozofii, i którą tamże wykładał. Oprowadza nas po tym ulubionym miejscu Bieszczadników, artystów, twórców i ludzi wolnego ducha, opowiada ze swadą i znajomością rzeczy.


Zagroda Chryszczata w Smolniku.
Fot. Piotr Kurek

Kilkaset metrów stąd, także w Smolniku, Pani Wiesia z mężem prowadzą sklep rozmaitości. – Przyjechaliśmy tutaj z Bydgoszczy, o wiele lat za późno. Robimy nalewki, sprzedajemy regionalne różności - mówi pełna energii i radości życia.

Dziesięć kiloemtrów przed Cisną zaczyna padać deszcz, który wkrótce staje się ulewą. Mokniemy, by schować się pod dachem przystanku autobusowego. W Zakątku Włóczykija meldujemy się zmoczeni.

A później obiad w kultowej "Siekierezadzie", bodaj najważniejszej restauracji Bieszczad. Zdobią ją piękne zdjęcia Bieszczadników, także plakat  (z twarzą Leona Niemczyka) kultowego filmu Ewy i Czesława Petelskich "Baza ludzi umarłych". Zamawiam schabowego z pieczonymi ziemniakami i zestawem surówek oraz otrzymuję drewnianą siekierkę z numerem 24. Po kilkunastu minutach słyszę słowa "Siekiera dwadzieścia cztery", jakby po rosyjsku z ukraińską intonacją. Dobrze tu karmią.


"Siekierezada" w Cisnej: dobrze tu karmią.
Fot. Piotr Kurek

Dzień ósmy. Cisna - Ustrzyki Górne, raptem 40 kilometrów. Ruszamy w drogę o ósmej rano. W Wetlinie jest czas na kawę. 23,9 km od startu rozpoczyna się morderczy, pełen serpentyn, podjazd. Dystans 1,9 km pokonuję w 18 minut 40 sekund. Zjeżdżam z drogi, by z punktu widokowego podziwiać piękno tych okolic, tych stron. Widok na Połoninę Wetlińską zapiera dech w piersiach. A później zjazd w dół, serpentynami. Co chwilę zatrzymuję się, oglądam za siebie i fotografuję panoramę bieszczadzkich gór.

Jesteśmy blisko trójstyku trzech granic: polskiej, slowackiej i ukraińskiej.

Wieczorem tego dnia w Ustrzykach Górnych widzimy jak z minuty na minutę, w jednym z miejscowych lokali, uchodzi optymizm i entuzjazm z polskich kibiców. Przed końcowym gwizdkiem sędziego meczu Polska - Kolumbia zostajemy sami w restauracyjnej strefie kibica.


Cisna emanuje zielenią.
Fot. Piotr Kurek

Dzień dziewiąty. Ustrzyki Górne - Brzegi Dolne, wyszło ponad 60 kilometrów. W Stuposianach (bieszczadzki biegun zimna - w roku 2006 zanotowano tutaj minus 35 stopni Celsjusza) przy drodze spotykamy Panią Zosię. Pytamy ją, jak się żyje w tym miejscu. – Tej zimy było prawie dwa metry śniegu - odpowiada. I dodaje: – Mieszkam tu od lat 50-tych XX wieku. Młodzież wyjechała stąd, zostali tylko starsi. Wegetujemy tutaj - mówi z rezygnacją.

Nocleg wypada nam w miejscowości Brzegi Dolne, 2 km za Ustrzykami Dolnymi, w bardzo ładnym obiekcie noclegi "U Kiesza". Jego właściciel, Pan Krzysztof, jest przedsiębiorcą, zna te okolice od urodzenia. Barwnie opowiada o zwierzętach (niedźwiedziach - jest ich ponoć 236, według obliczeń leśników, rysiach i wilkach), o pionierskich latach, o Grekach, o handlu, o swej sportowej przeszłości (biathlon), o pasji narciarskiej. Jest człowiekiem sukcesu, światowym. Raczy nas nie tylko historią, ale i czymś mocniejszym. A noclegi "U Kiesza" (www.bieszczady.pl/ukiesza) za 44 złote - to prawdziwa perełka.

Dzień dziesiąty. Ruszamy w drogę o innej porze niż zwykle - całą godzinę później, o dziewiątej. Przed nami Arłamów (miejsce internowania Lecha Wałęsy w roku 1981, obecnie znany hotel - tutaj przebywała nasza reprezentacja przed Mundialem w Rosji).


Bieszczady - to kraina cerkwi i cerkiewek.
Fot. Piotr Kurek

Brzegi Dolne, Krościenko, Liskowate, Jureczkowa i podjazd do Arłamowa. Prawie 10 km pod górę. Jest co robić. I kiedy dojeżdżam do tablicy z napisem Arłamów, zaczyna padać deszcz. Będzie nam towarzyszył przez dwie godziny, także z burzą i grzmotami.

Gdzieś na śródleśnym parkingu Nadleśnictwa Bircza przeczekujemy opady, później pedałujemy w stronę Kalwarii Pacławskiej. Ostatnie dwa kilometry prowadzę rower w deszczu od strony miejscowości Huwniki (249 metrów n.p.m.). Kiedy docieram do Domu Pielgrzyma ulewa ustaje.

Dzień jedenasty. Jedziemy z Kalwarii Pacławskiej do Przemyśla. Teren pagórkowaty, jesteśmy w mieście nad Sanem przed godziną 12. Naprzeciw Urzędu Miasta siedzi na ławce wojak Szwejk. Można go objąć ramieniem, przytrzymać jego żołnierską czapkę, potarmosić za nos. I zrobić sobie zdjęcie.


Do Arłamowa prowadzi idealna droga.
Fot. Piotr Kurek

Dojechaliśmy do celu naszej wyprawy na trasie Zubrzyca Górna - Przemyśl. Pokonalismy ponad 600 kilometrów na rowerach w jedenaście dni.

Kto jechał? Maria Matuszek ma za sobą wyprawy rowerowe po Polsce i poza jej granicami. W roku 2002 pokonała trasę 700 km w siedem dni z Suchego Lasu pod Poznaniem do Isernhagen pod Hanowerem (z triumfalnym wjazdem pod Bramę Brandenburską w Berlinie), w roku 2009 z Polski przez Czechy i Słowację dojechała na Węgry do miasta Tamasi.

Jacek Baraniak (rówieśnik Zbigniewa Krzeszowca) ma w swym turstycznym cv trzytygodniową wyprawę z Polski przez Litwę, Łotwę, Estonię, Finlandię, Wyspy Alandzkie, Szwecję do Polski, podczas której pokonal 1700 kilometrów. Pięć lat temu przejechał Polskę od Poznania do Zakopanego, przez Jurę Krakowsko-Częstochowką, Kraków, Podhale.


Za Arłamowem dopadł nas deszcz i burza. Marek Zys (z lewej) i Zdzisław Szreder w stosownych strojach czekają na zmianę pogody.
Fot. Piotr Kurek

Tadeusz Kabaciński z Pobiedzisk, podobnie jak Maria Matuszek, pokonał trasę 700 km w siedem dni z Suchego Lasu pod Poznaniem do Isernhagen pod Hanowerem.

Marek Zys z Chłudowa, najmłodszy uczestnik bieszczadzkiej wyprawy - rówieśnik Lecha Piaseckiego, pięć lat temu przejechał Polskę od Poznania do Zakopanego, przez Jurę Krakowsko-Częstochowką, Kraków, Podhale.

Zdzisław Szreder wadził się na rowerze trzynaście lat temu przez dwa tygodnie po Ukrainie.

I wreszcie autor tej relacji: jechałem do Hanoweru w roku 2002, pedałowałem po Ukrainie (2005), brałem udział w skandynawskiej wyprawie, także w tej na Węgry. Również w innych jazdach zagranicznych i po Polsce.


Wnętrze cerkwi w Komańczy. 
Fot. Piotr Kurek  

Mówiąc w wielkim skrócie, w stronę Bieszczad jechała wielce sprawdzona rowerowa wiara z Poznania i okolic. Mamy za sobą tysiące pokonanych kilometrów, wiemy jak jeździć bezpiecznie po drogach, jaki zabrać bagaż, jak formować szyk na drodze. I jak cieszyć się każdego dnia wieczorem z przebytej trasy, z wrażeń i tego, co zobaczyliśmy.

Bieszczady 2018. Jak je opisać na podstawie swych, Naszej Drogiej Marii i kolegów wrażeń. Pierwsze, co uderza, to bardzo dobry stan dróg. Jest to niezwykle ważne, kiedy na zjazdach pędzi się z prędkością prawie 60 kilometrów na godzinę, mając sakwy lub torby z bagażem. Po drugie, zdecydowaną większość trasy pokonaliśmy po drogach publicznych. Łączna dlugość ścieżek rowerowych, gdyby je wszystkie policzyć (Czarny Dunajec - Nowy Targ, Nowy Targ - Dębno Podhalańskie, Szymbark - Gorlice), wynosi około 50 kilometrów.

Na każdym etapie naszej wyprawy mieliśmy zapewnione noclegi, ale na każdym kroku widzieliśmy dużo, naprawdę dużo miejsc, gdzie można znaleźć miejsce pod dachem. Nie trzeba wozić w nadmiarze jedzenia, gdyż wszędzie można je kupić.


Chwila przerwy w wyprawie. Cisna.
Fot. Piotr Kurek

Bieszczady mają swą historię. Jej najnowszą można liczyć od 1945 roku, od śmierci generała Karola "Waltera" Świerczewskiego w marcu 1947 lub w przypadku Ustrzyk Dolnych od 1951 (do tego czasu były w granicach ZSRR). Czasy powojenne i pionierskie osadnictwo stanowią już dobrze zapisaną księgę. Także lata internowania kardynała Stefana Wyszyńskiego i Lecha Wałęsy. Warto odwiedzić Zagrodę Chryszczata w Smolniku i posłuchać dra filozofii Jakuba Łobockiego o tych wszystkich, którzy stworzyli legendę tych stron Polski, ich koloryt, wyznaczyli też sznyt tutejszego życia.

Jechaliśmy zgodnie przez te strony. Codziennie w szyku, startując do szlachetnego wysiłku - z wyjątkiem jednego dnia - zawsze o ósmej rano. Marek Zys był najczęściej na czele naszej sześcioosobowej grupki, ja zamykałem stawkę. I tak dzień po dniu. Nikt z nas ani razu nie przewrócił się na drodze, nikogo z nas nie spotkała żadna przykra niespodzianka.


Pociąg Intercity "Matejko" wiezie rowerzystów.
Fot. Zdzisław Szreder

Wracaliśmy z Przemyśla do Poznania pociągiem Intercity "Matejko". Wiózł nas i nasze rowery oraz nasze wrażenia.

Główne są takie: jeśli kochasz jazdę na rowerze, jeśli lubisz czuć pęd powietrza na twarzy i szybkość, długie zjazdy, uwielbiasz zapach lip, widok gór i cerkiewek, szumiących rzek (Dunajca, czy też Popradu), to jedź w stronę polskiej krainy, którą nam było dane poznać od 16 do 28 czerwca tego roku. I radości z tych uniesień nie przysłoniła nam klęska naszych piłkarzy.

                                                      Piotr Kurek    

Get Adobe Flash player

Niezapomniana wyprawa rowerowa (2018-07-03)
Przejechałem ponad 600 kilometrów z Zubrzycy Górnej przez Bieszczady do Przemyśla Autor Wielkopolkiego Rowerowania na Przełęczy Knurowskiej. Fot. Zdzisław Szreder To była niezapo... [ więcej >> ]
 
Artur Kozal najszybszy na finiszu (2018-08-16)
Kolejny czwartek kolarski w sierpniu Artur Kozal zwycięsko finiszuje. Fot. Piotr Kurek Artur Kozal z Mosiny (FTI Racing Team) wygrał dziś wyścig w ramach czwartków kolarskich na torze s... [ więcej >> ]
 
Artur Sobkowiak z brązowym medalem (2018-08-16)
Mistrzostwa Polski XCE w Lublinie Trzech najlepszych Mistrzostw Polski XCE w Lublinie. Fot. archiwum Artura Sobkowiaka W Lublinie po raz kolejny rozegrano Mistrzostwa Polski XCE. Na trasie... [ więcej >> ]
 
Jedziemy do Pobiedzisk (2018-08-16)
W niedzielę kolejna edycja cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018 W najbliższą niedzielę, 19 sierpnia, w Pobiedziskach odbędzie się kolejna edycja cyklu Bike Cross Maraton Gogol MTB 2018. Kobie... [ więcej >> ]
 
Wielkopolanie podbili Parzęczew (2018-08-14)
Mistrzostwa Polski cyklosportu i masters w jeździe indywidualnej na czas i parami Dwie pierwsze pary z Wielkopolski - kategoria M30. Parzęczew, 12 sierpnia 2018. Fot. archiwum Pawła Rychlickieg... [ więcej >> ]
 
Drużyny kolarskie na start! (2018-08-14)
Maciej Richter zaprasza do Krzywinia FTI Racing Team wystawi w Krzywiniu aż cztery drużyny. Fot. Piotr Kurek W najbliższą niedzielę, 19 sierpnia, w Krzywiniu odbędzie się ciekawa impreza ... [ więcej >> ]
 
Słoneczny maraton MTB w Górze (2018-08-12)
Przemysław Papież i Wojciech Mizuro w niedzielę w rolach głównych Dzisiaj, w niedzielę 12 sierpnia, w Górze odbył się maraton MTB o nazwie "Sto procent pasji" w rama... [ więcej >> ]
 
Paweł Cieślik w pierwszej piętnastce
75. Tour de Pologne
(2018-08-11)
Kolarz z Tarnowa Podgórnego potrafi jeździć po górach Paweł Cieślik nie zawiódł oczekiwań fanów kolarstwa nie tylko z Wielkopolski. Fot. Stiel Photography, World of ... [ więcej >> ]
 
Michał Kwiatkowski zwycięzcą
75. Tour de Pologne
(2018-08-10)
Simon Yates wygrał ostatni etap Michał Kwiatkowski wygrał 75. Tour de Pologne. Fot. Szymon Gruchalski Michał Kwiatkowski (Team Sky) wygrał 75. Tour de Pologne UCI World Tour. W klasyfikacji ... [ więcej >> ]
 
Dziś wielkie kolarskie święto
w Bukowinie Tatrzańskiej
(2018-08-10)
Tauron Tour de Pologne Amatorów Tour de Pologne Amatorów odbywa się od 2010 roku. Fot. Szymon Gruchalski Piątek to nie tylko decydujące rozstrzygnięcia w 75. Tour de Pologne, a... [ więcej >> ]
 
Artur Spławski dał dziś pokaz
swej kolarskiej mocy i talentu
(2018-08-09)
Sierpniowy czwartek z premiami pieniężnymi   Artur Spławski dał pokaz swej mocy i talentu. Tor samochodowy "Poznań", 9 sierpnia 2018. Fot. Piotr Kurek Artur Spławski z Bogdan... [ więcej >> ]
 
Georg Preidler wygrywa etap (2018-08-09)
Michał Kwiatkowski powiększa przewagę Georg Preidler wygrał dziś w Bukowinie Tatrzańskiej. Fot. Szymon Gruchalski Georg Preidler (Groupama-FDJ) wygrał szósty etap Tour de Pologne z Zako... [ więcej >> ]
 
Pokaz siły Michała Kwiatkowskiego (2018-08-08)
Polak nadal liderem 75. Tour de Pologne Michał Kwiatkowski wygrywa w Bielsku-Białej. Fot. Szymon Gruchalski Michał Kwiatkowski (Team Sky) wygrał piąty etap Tour de Pologne z Kopalni Soli "... [ więcej >> ]
 
Marcin Robakowski z Paproci
najlepszy w czasówce na 20 kilometrów
(2018-08-08)
Ścigały się trzy panie i 47 mężczyzn  Marcin Robakowski po raz trzeci w tym roku wygrał jazdę indywidualną na czas na torze samochodowym "Poznań". Fot. Piotr Kurek Marcin Robako... [ więcej >> ]
 
W iedzielę maraton MTB w Górze (2018-08-08)
DGR Team serdecznie zaprasza na imprezę z pasją W najbliższą niedzielę, 12 sierpnia, w Górze odbędzie się maraton MTB o nazwie "Sto procent pasji" w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowe... [ więcej >> ]
 
Piękny finisz Michała Kwiatkowskiego (2018-08-07)
Polak nowym liderem 75. Tour de Pologne To było zwycięstwo w pięknym stylu. Szczyrk, 7 sierpnia 2018. Fot. Szymon Gruchalski Michał Kwiatkowski (Team Sky) wygrał czwarty etap 75. Tour de Polog... [ więcej >> ]
 
Alvaro Hodeg wygrywa w Zabrzu
i zostaje liderem Tour dew Pologne
(2018-08-06)
Michał Paluta piąty po trzech etapach Kolumbijczyk Alvaro Jose Hodeg wygrał w Zabrzu. Fot. Szymon Gruchalski Alvaro Jose Hodeg (Quick-Step Floors) wygrał trzeci etap 75. Tour de Polog... [ więcej >> ]
 
Fantastyczny finisz Pascala Ackermanna (2018-08-05)
Niemiec wygrywa drugi etap 75. Tour de Pologne Pascal Ackermann popisał się fantastycznym finiszem w Katowicach. Fot. Szymon Gruchalski Pascal Ackermann (Bora-Hansgrohe) wygrał drugi etap 75. T... [ więcej >> ]
 
Marta Gogolewska i Mateusz Mróz
najlepsi w Suchym Lesie
(2018-08-05)
Kolejna edycja Bike Cross Maraton Gogol MTB Start zawodniczek i zawodników na dystansie Mega. Suchy Las, 5 sierpnia 2018. Fot. Piotr Kurek Świeciło słońce, było ciepło, wiatr nadmiernie ... [ więcej >> ]
 
Pascal Ackermann najszybszy w Krakowie (2018-08-04)
Niemiec pierwszym liderem 75. Tour de Pologne Pascal Ackermann wygrał pierwszy etap 75. Tour de Pologne. Fot. Szymon Gruchalski Pascal Ackermann (Bora-Hansgrohe) wygrał pierwszy etap 75. Tou... [ więcej >> ]
 
Spotykamy się w Suchym Lesie (2018-08-04)
W niedzielę Bike Cross Maraton Gogol MTB Start na dystansie Mega w Suchym Lesie - rok 2017. Fot. Hanna Marczak W niedzielę (5 sierpnia) w Suchym Lesie odbędzie się kolejna edycja cyklu Bike Cr... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL