R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21751548 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-12-12
Maratony MTB

 

Maratończyku, czas na rowery!

 

 

Mieszkają w miastach i na wsiach, pracują w rozmaitych profesjach, są w różnym wieku. Łączy ich jedna pasja. Nie bójmy się tych słów, wielka pasja! Kochają jazdę na rowerze. Nie jest to jednak zwykłe pedałowanie po ulicach, po ścieżkach i drogach. Ich gna pęd przygody, trochę szaleństwa, dążenie do przeżycia czegoś niezwykłego.

To pasjonaci, entuzjaści maratonów na rowerach górskich. Mogliby każdą sobotę i niedzielę spędzać w swych domach - podejmując znajomych kawą i winem, gapiąc się w telewizor, leniuchując.

Nie, po stokroć nie!!! Oni potrafią pokonać kilkaset kilometrów swymi samochodami - wioząc na dachu lub w środku rowery - by wystartować w maratonie MTB. W jeździe na swych górskich bicyklach - w różnych częściach naszego, pięknego kraju. Raz w Karkonoszach, innym razem w Poznaniu i jego okolicach.

Piszę te słowa jako dziennikarz i zarazem weteran maratonów MTB. Był rok 1997 i nikt w Polsce ich wówczas nie organizował. Ci, którzy mieli takie pragnienia, którzy chcieli poznać smak przygody, przeżyć niepowtarzalne chwile, poczuć odrobinę wolności i czegoś nowego - jechali na południe Europy. Do Włoch, nad jezioro Garda - w Dolomity.

Niebawem minie dziesięć lat od dnia, w którym grupa poznańskich entuzjastów kolarstwa górskiego - pod wodzą Andrzeja Glesmanna - ruszyła w tamte okolice. Dzień 3 maja 1997 roku zapamiętamy – Edward Pluciński, Wiesław Siedziński, Jerzy Ciesielski, autor tych słów – na całe życie. O ósmej rano byliśmy gotowi do startu w maratonie MTB.

Miejscowość Riva del Garda, na północnym krańcu największego włoskiego jeziora, słońcem, rześką pogodą, oklaskami jej mieszkańców jak i turystów, wyprawiała kolarzy MTB z całego świata na ich przygodę z górami. Z wysokości 66 metrów nad poziomem morza, na takiej wysokości leży Garda, wyruszali na swych "Trekach" i "Giantach" na wspinaczkę. Niezależnie od tego, czy mieli do pokonania najkrótszy, średni czy długi dystans (123 km), musieli wjechać na górę o wysokości prawie 1500 metrów. To były dwie godziny stałego, morderczego podjazdu.

Ale po drodze, na tych tych pierwszych kilometrach spotkałem w grupie ponad 700 maratończyków innych Polaków. Jak to miło, kiedy dziennikarz spotyka kolegę z tej samej branży. Był nim Miłosz Kędracki. Piszący o rowerach, z którym długie kilometry pięliśmy się pod górę.

Ukończyłem ten maraton - mój pierwszy maraton MTB w życiu. Jechałem na rowerze marki "TREK 830" ze sztywnym widelcem. Numer startowy 448. To był najkrótszy z dystansów, picollo - trzydzieści kilka kilometrów, na jego przejechanie potrzebowałem 3 godzin i pięciu minut. Mogłem jednak jechać dalej, na grande, limit czasu wynosił bowiem 3 godziny i 30 minut. Ale przecież upajała mnie radość, że oto dałem radę, że jestem na mecie.

Warto startować, warto jechać, warto się trudzić, wstawać z pedałów na podjeździe, pochylać się nad kierownicą na zjazdach, otóż wszystko to jest ważne, by przeżyć na zawsze niezapomniane chwile. Na trasie i na mecie. I później wymiana myśli z tymi, którzy dali radę - dojechali do miejsca, gdzie liczy się czas i klasyfikuje zawodników.

Ta moja włoska radość 1997 roku była bodźcem i skuteczną podnietą, by rok później znów spróbować. W tym samym miejscu, w otoczeniu serdecznych poznańskich przyjaciół - Andrzeja Glesmanna, Wiesława Siedzińskiego, Lecha Rucińskiego, Aleksandra Morozowskiego.

Dzień przed startem spotkałem Gary Fishera, Amerykanina, współtwórcę roweru górskiego, światowca. Przyznał, że Garda i Dolomity, to cud dany przez naturę, Boga, historię. Dla kogo? - można zapytać. Dla kolarzy górskich, gdyż w tym miejscu Europy krzyżują się dwa prądy powietrzne: alpejski i śródziemnomorski. Startujemy, jedziemy, lżej niż w innym miejscu świata oddychamy i się męczymy. Te racje wyłożył mi w obszernym wywiadzie dla "Głosu Wielkopolskiego".

Dzień później mieszkaniec Kalifornii Gary Fisher, rocznik 1950, był z nami poznaniakami, na starcie. Na swym rowerze jako zawodnik. Z przyjemnością stanął do wspólnego zdjęcia i ucieszył się bardzo, radośnie, że oto Polacy oddalają się 1200 kilometrów od swych domów, by poczuć radość uczestnictwa w czymś niepowtarzalnym. Nie krył swej radości, że niektórzy z nich startują na rowerach z jego nazwiskiem. Powiedział wówczas, i to się spełniło, że chętnie chętnie przyjedzie nad Wisłę. Był w Polsce już dwa razy, ostatnio we wrześniu 2006 roku.

Żyjemy w roku 2007. Od kilku lat maratony MTB organizowane są w Polsce. Maciej Grabek i Grzegorz Golonko - to ci, którzy trafnie wyczuli potrzebę tysięcy Polaków. Za czymś niezwykłym, przygodą, za dawką adrenaliny, za radością przekraczania mety po przejechaniu kilometrów. Trzydziestu, sześćdziesięciu, czy stu.

Rok 2007, jak nigdy dotąd w przeszłości, oferuje polskim pasjonatom kolarstwa górskiego wiele możliwości. Maratonów MTB będzie aż nadto. I to w różnych częściach kraju. Od kwietnia po późną jesień. Od Bałtyku po Tatry.

Od pamiętnego dla mnie roku 1997 mija dziesięć lat. Z radością obserwuję, jak w Polsce przybywa zwolenników zdrowego trybu życia. Tych, którzy ruszają się na wszelkie możliwe sposoby - na nartach, na nogach i rowerach. Tysiące rodaków startuje w maratonach MTB. I inaczej już nie będzie. Dziś 1000 kolarzy w jednym miejscu zdaje się być polską normą uczestnictwa.

Jestem przekonany, że w tym roku do grona znanych maratończyków dołączą inni - młodsi i starsi. Wiek w tym przypadku jest bez znaczenia - ja debiutowałem w wieku 52 lat. Na rower, na maraton MTB, na spotkanie w miłym gronie nigdy nie jest za późno.

Nie dziwi zatem wcale fakt, że Czesław Lang - wspaniały przed laty kolarz, wicemistrz olimpijski z Moskwy (1980), dziś organizator Tour de Pologne i zawodów MTB - dołączył w tym roku do grona tych, którzy dla innych robią coś pożytecznego. Pierwszy maraton Langa odbył się w Chodzieży 29 kwietnia.

Kalendarz maratonów MTB w tym roku jest prawie optymalny. Cieszy fakt, że Czesław Lang, Maciej Grabek i Grzegorz Golonko potrafili tak ułożyć terminy imprez, by nie dochodziło do takich sytuacji, że oto jednego dnia odbywają się w kraju aż trzy ważne maratony (13 maja jeden wyjątek - Murowana Goślina (Golonko), Warszawa (Lang), Wrocław (Grabek).

Szykować rowery, jechać gdzieś w Polskę. I startować. Przeżyć przygodę. Nie w samotności, ale obok innych i z innymi. Podzielić się radością z żoną, dziewczyną, dziećmi. Ja od dziesięciu lat w tym biorę udział. I zachęcam innych do tego samego. Naprawdę warto.

 

Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL