R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21322530 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Przejechali 200 kilometrów

 

Trasa Okonek - Poznań pokonana przez 11 cyklistów w dobrym tempie


Wtuleni w mgłę rozpoczęli jazdę w Okonku, zakończyli po 200 kilometrach w Poznaniu. To była piękne pedałowanie - w rytmie 25,7 km na godzinę.

Tylko kompletny świr wstaje w niedzielę o 3.30 w nocy po to, by przejechać na rowerze 200 kilometrów. Takich świrów było 30 października 2011 aż jedenastu. O 5.05 meldujemy się na Dworcu Głównym PKP w Poznaniu. Ku naszej wielkiej radości na miejscu są już pierwsi kolarze z naszej przejazdowej ekipy. Krótka wymiana zdań. Pojawiają się następni uczestnicy.

W kilka osób przechodzimy do kas, zakup biletów idzie sprawnie i podczas gdy zjeżdżąją się kolejni koledzy zajmujemy miejsca w podstawionym już pociągu do Okonka. Ostatni wsiadają na 30 sekund przed jego odjazdem. Ruszamy punktualnie o 5.36 w składzie 11-osobowym, a więc mniej niż się zapisało. Ale i tak pokaźna grupka zwraca na siebie uwagę wśród zaskoczonych przechodniów..., którzy mogą pomyśleć: co ci wariaci robią o 5 rano na rowerach?

Podróż mija w chłodnej atmosferze za sprawa wyłączonej klimatyzacji. W końcu jedziemy w pierwszej klasie! Na nasze nieszczęście okazało się, że tylko nasz przedział był taki chłodny, reszta chłopaków siedziała w ciepełku. No ale sympatyczna rozmowa rozgrzewała skutecznie.

Po drodze zjedliśmy śniadanko, przygotowaliśmy wyposażenie i punktualnie o 8.21 wjechaliśmy na peron w Okonku. Niesamowite uczucie przyjechać pociągiem PKP punktualnie do celu ...

Tu czekała na nas już grupka kolarzy z Złotowa w sile czterech bikerów. Przywitanie i w drogę, bo zimno.

Pierwsze kilometry wyprawy prowadziły po polnych piaszczystych drogach. I tu pierwszy z nas musiał się wycofać. No ale, jak ktoś zakłada, że przejedzie 200 km szlaku terenowego na miejskiej damce, to nie ma się co dziwić?. Jak koledze rzeczy zaczęły z koszyka na kierownicy wypadać zrozumiał, że chyba nie ten sprzęt zabrał? Upewniwszy się, że wie gdzie jechać - ruszyliśmy dalej.

Następny odcinek biegł wzdłuż rzeki Gwda. Przepełnia mnie nostalgia i zaduma, gdyż prawie równo rok temu razem z Tomkiem płynęliśmy Gwdą na kajaku, a teraz pedałuję wzdłuż tej rzeki na rowerze.

Odcinek do Piłyu przebiegał głównie terenem, po w miarę równych i szybkich duktach. Tempo było naprawdę przyzwoite, zresztą jak podczas całego przejazdu, ale o tym później. W międzyczasie zadzwonił Zbycho (Wiktor), który razem z Wojtkiem (Wiktorem) miał do nas dołączyć przed Piłą, ale jakoś im to za bardzo nie wychodziło. Raz byli przed nami, raz za - na północ od Piły, a potem na zachód, nie ma co - trochę ich nosiłó po okolicy. Koniec końców: dolączyli do nas przed Trzcianką.

Na 56 km trasy pękła mi szprycha w tylnim kole, które zaczęło solidnie bić na boki, trochę się obawiałem, że nie wytrzyma do końca.

Słońce chyli się już ku zachodowi, więc uzbroiliśmy się w lampki, kurtki i kamizelki odblaskowe, dodatkową ciepłą odzież, bo ostatni odcinek był do pokonania już w zupełnych ciemnościach.

Ubrałem cieplejsze rękawiczki, ochraniacze na buty i dodatkową ocieplaną kamizelkę I to była bardzo mądra decyzja, bo do samego końca było cieplutko i przyjemnie.

W Szamotułach było już całkowicie ciemno i nasz mały peleton oświetlony lampkami i odblaskami robił spore wrażenie. Dalej przez Pamiątkowo, Żydowo, Rokietnicę i Kiekrz dojechaliśmy do odcinka trasy biegnącego ze Strzeszynka nad Rusałkę.

Jazda w zupełnej ciemności przez las w grupce doborowych kolarzy mających jedynie kilka lampek jako oświetlenie robi niesamowite wrażenie. Normalnie nie mogłem się napatrzeć i nacieszyć tym odcinkiem naszego wypadu. Gdy dojechaliśmy do Sołacza (końca TTR-N ) ogarnęło mnie uczucie smutku, w tamtej chwili mógłbym tak jechać bez końca. Zwłaszcza, że po kilku kryzysach wreszcie nogi puściły, nabrały ochoty do jazdy.

Jednak zadowolenie było takie: jedziemy pod Starego Marycha, by pstryknąć sobie pamiątkową wspólną fotkę. Uczyniwszy to - pogratulowaliśmy sobie nawzajem, podziękowaliśmy za wspaniały dzień, sprawną i zgraną jazdę i obiecaliśmy, że należy to powtórzyć.

Nie ma oficjalnych statystyk na ten temat, ale ustanowiliśmy chyba rekord trasy. 200 kilometrów pokonaliśmy w 7 godzin 49 minut, ze średnią prędkością 25.7 km/h.

Należy podkreślić, że trasa TTR-N jest naprawdę doskonale oznakowania. Poza jednym krótkim odcinkiem za Czarnkowem całą można przejechać praktycznie bez spoglądania w mapę, nawigując jedynie po znakach, które są czytelne, umieszczone w logiczny sposób z odpowiednim wyprzedzeniem (np. przed zakrętem).

Wyprawa nie byłaby tak udana gdyby nie przepiękna pogoda, która nam towarzyszya. Był to jeden z nielicznych dni, w którym Matka Natura okazała swoją łaskawość.

W wyprawie udział wzięli: Jacek Wichłacz, Marek Jeszka, Paweł Weber, Gabor Sass, Wojciech Sołtys, Zbigniew Wiktor, Wojciech Wiktor, Stanisław Walkowiak, Demon, Filip, Piotr Kustoń i Michał Wiktor.

Ekipa ze Złotowa: Marek Dereszkiewicz, Wiesław Fidurski, Jan Biela, Sławomir Dereszkiewicz.

Dziękuję, że mogłem z wami chłopaki jechać tego dnia. Było super!

Michał Wiktor

 

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL