R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 27290596 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-07-20

 
Kolarski król Kaszub

 

Szymon Sajnok czuje się najlepiej w Kartuzach


Szymon Sajnok mistrzem świata w kolarskim wieloboju. Apeldoorn (Holandia), 3 marca 2017.
Fot. Peter de Jong/AP

 – Ta sobota była dla mnie morderczo wyczerpująca i zarazem wielce radosna. Zostałem mistrzem świata w omnium, czyli torowym wieloboju - mówi Szymon Sajnok, reprezentant Polski. – To był ogromny wysiłek fizyczny, napięcie psychicznie trwało cały dzień, ale swym dokonaniem wpisuję się do historii rodzimego i światowego kolarstwa - podkreśla 20-latek z Kartuz. 

Rozmawiamy w poniedziałek przed południem. Pytam o szczegóły rywalizacji, mistrz świata chętnie i szczegółowo odpowiada. – W kolarskim wieloboju na holenderskim torze w Apeldoorn rywalizowało 24 kolarzy, po jednym z każdego kraju. Pierwszą odsłoną był scratch, czyli jazda na 40 rundach - w sumie 10 kilometrów. Nie poszło mi tak, jak oczekiwałem. Zająłem 11. miejsce, czyli miejsce mniej więcej w środku stawki zawodników. Trudno było odskoczyć i powtórzyć manewr Adriana Teklińskiego z Hongkongu (w kwietniu 2017 zdobył tam tytuł mistrza świata), gdy odjechał rywalom, gdyż tempo jazdy było szalone, ponad 50 kilometrów na godzinę - objaśnia przebieg pierwszej konkurencji zawodnik CCC Sprandi Polkowice.  

– Po scratchu mieliśmy godzinę przerwy i zostaliśmy poproszeni na start wyścigu na tempo. To jazda na 40 rundach, przy czym pierwszych pięć jest jakby rozbiegowych (bez punktowania), każde następne daje zwycięzcy jeden punkt. Początek miałem dobry, pojechałem jak szalony, zdublowałem grupę i otrzymałem za to premię 20 punktów. I jeszcze pięć razy punktowałem. W sumie zdobyłem 25 punktów i w tej konkurencji zająłem drugie miejsce. 


Trener i zawodnik, Jacek Kasprzak i Szymon Sajnok.
Fot. archiwum Szymona Sajnoka

Szymonowi Sajnokowi, jak sam mówi, poprawił się po drugim wyścigu nastrój. – Wyścig australijski (eliminacyjny) odbył się po trzygodzinnej przerwie. Wygrałem go, ale będę szczery: miałem kilka momentów trudnych. Gdybym odpadł, nie liczyłbym się w klasyfikacji końcowej - mówi otwarcie o swych momentach słabości.

Kiedy rozpoczynał się wyścig punktowy, czwarta odsłona mistrzowskiego omnium, Szymon Sajnok wiedział, że ma szanse na na zwycięstwo. – Jechaliśmy 100 rund, czyli 25 kilometrów. Emocje były do samego końca, gdyż przed ostatnim finiszem miałem tyle samo punktów, co Holender Jan Wiliem van Schipp. Dałem z siebie wszystko, na metę wjechałem pierwszy. Zdążyłem jeszcze triumfalnie unieść ręce, za linią mety zatrzymać się i unieść swój rower w górę. 

Szymon Sajnok jeszcze do dziś przeżywa ten sobotni dzień. Cztery wyścigi przez cały dzień, najlepsi kolarze świata. I ten niezapomniany finał: uroczysta gala, podczas której otrzymał koszulkę mistrza świata i złoty medal. Chwilę później utonął w ramionach kolegów z torowej reprezentacji Polski: zawodniczek i zawodników, trenerów, mechaników i masażystów. 


Mistrz świata i koledzy z torowej reprezentacji Polski.
Fot. archiwum Jacka Kasprzaka

W niedzielę wracał z Holandii do kraju. Na lotnisku w Gdańsku czekała mama Małgorzata, siostra Oliwia, wujkowie i znajomi, także prezes GKS Cartusia Kartuzy Wiesław Hirsz. Emocji i radości było co niemiara. I później powrót do domu - do Kartuz.  

Tu się urodził, tu zaczynał chodzić, tu nauczył się polskiej i kaszubskiej mowy, tu rozpoczęła się jego przygoda z rowerem i kolarstwem. – Namówili mnie do tego koledzy w domu, w którym mieszkam: Piotr Flisikowski i Krzysztof Gizela. Oni już juz zrezygnowali z treningów i wyścigów w GKS Cartusia Kartuzy, ja dopiero zaczynam, po 10 latach sportowego znoju, drogę do sławy. 

Pierwszym trenerem był Franciszek Ilisiński, kolejnym Dawid Hirsz (obaj już nie żyją), następnie cennych wskazówek dostarczała mu Aleksandra Zabrocka. Później słuchał i wdrażał w życie rady Sebastiana i Dariusza Malewskich. 


Szymon Sajnok podczas wyścigu szosowego w Japonii, rok 2017.
Fot. Shizu Furusaka 2017

Pamięta swój pierwszy wyścig. Miał 11 lat (rok 2008) i wystartował w zawodach cross country w Elblągu. – Zająłem wówczas trzecie miejsce. Pierwsze lata w kolarstwie to była rywalizacja na rowerach górskich. W którymś momencie zacząłem przygodę z szosą i torem.  

Nie pamięta dokładnie, gdzie to było (Kalisz, czy też Łódź), gdy wjechał po raz pierwszy w życiu na betonowy tor kolarski. – To strach jechać po pochyłości, wielka obawa przed upadkiem. Ale przezwyciężyłem te stany psychiczne, dziś jestem mistrzem świata. Ale za każdym razem gdy wjeżdżam na taki obiekt, wiem aż nadto dobrze, by być skoncentrowanym do granic. Tu nie ma miejsca na rozluźnienie, na brak rozwagi.

W ostatnich trzech latach jako reprezentant Polski objechał najważniejsze tory kolarskie świata. Trenuje, co oczywiste, najczęściej na naszym - w Pruszkowie. Dwa razy wygrał zawody Pucharu Świata w ominum, w Apeldoorn (2016) i przed rokiem w Los Angeles. – Kiedy zaczynałem startować w imprezach międzynarodowych byłem nieznany dla innych. Po zwycięstwach w Holandii i USA jestem rozpoznawalny dla czołówki światowej. 3 marca 2018 zostałem mistrzem świata - mówi nie bez dumy. 


Szymon Sajnok wygrywa zawody Pucharu Świata w omnium w Holandii na torze Apeldoorn. Rok 2016. 
Fot. www.cyclephotos.be
 

Za rok torowe mistrzostwa świata mają się odbyć w Polsce - w Pruszkowie. – Nie będę ukrywał, że chciałbym powtórzyć swój sukces w miejscu, które dobrze znam i gdzie trenuję z kolegami z reprezentacji kraju. Wiem, że będę mógł wówczas liczyć na doping rodziny, przyjaciół z bliskich memu sercu Kaszub - rozmarza się z nadzieją. 

Od tego roku jest zawodnikiem CCC Sprandi Polkowice, najsilniejszej (sportowo i finansowo) polskiej grupy kolarskiej. – Piotr Wadecki mnie obserwował, dostrzegł moje sportowe możliwości i zaproponował bycie kolarzem tej grupy. Przyjąłem to z radością. W przyszłym tygodniu lecę z kolegami z teamu do Malezji na znany azjatycki Tour de Langkawi. 

Ma 184 cemtymetry wzrostu, 76 kg wagi. I trzy rowery do swej dyspozycji: czerwony Cervelo (torowy - ten mistrzowski z Apeldoorn), szosowy Guercotti (teamowy) oraz górski. Tym ostatnim lubi sobie pojeździć w rodzinnych stronach: po Kartuzach i Kaszubskim Parku Krajobrazowym - w kierunku miejscowości Ostrzyce. 


Szymon Sajnok przełajowym mistrzem Polski. Bytów, rok 2015.
Fot. archiwum Szymona Sajnoka

Zaczynał przygodę z rowerami i kolarstwem przed dziesięciu laty w Kartuzach. Ma 20 lat i tytuł mistrza świata. Przed nim najlepsze lata kariery. Ma za sobą ukończoną Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Świdnicy (kolarstwo), gdzie jego kolegami byli, między innymi, Alan Banszek, Sebastian Matusiak, Adrian Kaiser (syn Andrzeja - znanego maratończyka MTB), czy też Maciej Pojawa. – To były wspaniałe trzy lata. Po pierwsze, piękno miasto na Dolnym Śląsku. Po drugie, grono oddanych nam pedagogów i trenerów. Po trzecie, zdałem tutaj maturę w roku 2016 i teraz studiuję na wyższej uczelni. 

Mówi o sobie, że jest Kaszubem z krwi i kości. Zna Kartuzy, 16-tysięczne miasto, na wylot. Teraz za sprawą swego sukcesu został jego najbardziej znanym mieszkańcem. Nie zamierza się nigdzie przenosić, chociaż chciałby podróżować po świecie. 


Szymon Sajnok lubi wygrywać. 
Fot. archiwum Szymona Sajnoka
 

– Byłem w Stanach Zjednoczonych, byłem w Japonii i Chinach, w większości europejskich krajów. Nie byłem dotąd w Rosji i w Afryce. Ścigałem się na torze w kolumbijskim Cali, fascynuje mnie Ameryka Południowa. Byłem w tych miejscach jako zawodnik. Jadę tam niejako do pracy i wracam do domu. Ale marzy mi się swobodne podróżowanie, stąd czytam rozmaite książki na ten temat. Teraz rozkoszuję się wielką literaturą: "Wielki Gatsby" Francisa Scotta Fitzgeralda towarzyszy mi w tych dniach radości i wielkiego sukcesu. 

Je wszystko, chociaż jak szczerze przyznaje: – Moja mama cudnie gotuje. Ale jest Kaszubką i ziemniaki są zawsze na pierwszym miejscu. O makaron muszę grzecznie poprosić. Teraz, jako mistrz świata, mogę w tym względzie liczyć na większą wyrozumiałość. Słucha muzyki hip hopowej, także innej. 


Adrian Tekliński (drugi z lewej) i Szymon Sajnok (trzeci z prawej) przed startem do wyścigu szosowego na torze samochodowym "Poznań", 31 sierpnia 2017.
Fot. Piotr Kurek

Jest częścią Wielkiego Teamu (nie bójmy się tego słowa), który stworzył trener Jacek Kasprzak. To Adrian Tekliński, to Szymon Sajnok, to Wojciech Pszczolarski, to Alan Banaszek, to Daniel Staniszewski, to Dawid Czubak, to Szymon Krawczyk, to Bartosz Rudyk. – Tego nie można kupić za żadne pieniądze: bycie reprezentantem Polski w tym towarzystwie. Wszyscy utalentowani, wszyscy ambitni do granic. Wzajemnie się wspieramy, cieszymy ze swych sukcesów, podpowiadamy sobie. Dwa tytuły mistrzów świata przez dwa lata ma swą wymowę. Myślę, że w roku 2019 i na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio (2020) pokażemy swą klasę i możliwości. 

Szymon Sajnok od urodzenia mieszka w Kartuzach, więc można o nim napisać, że jest teraz także kolarskim królem Kaszub. 

                                          Piotr Kurek

  

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL