R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 28557326 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-10-22

 
Niewiele zabrakło do setki

 

Na rowerze z Poznania do Czempinia
i z powrotem w wieczorny czas


Autor Wielkopolskiego Rowerowania jedzie do Czempinia.
Fot. Katarzyna Borówkowska

Sobota - dzień odpoczynku, niedziela - dzień pracy. Biorąc pod uwagę takie swe zawodowe powinności i zobowiązania, siadłem dziś na rower i pokonałem 85.59 kilometrów z Poznania do Czempinia i z powrotem. Jutro od samego rana jestem w Trzebani (gmina Osieczna), gdzie z prawdziwą przyjemnością poprawdzę z mikrofonem w ręku zawody kolarzy górskich w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej.

Ruszyłem dziś w drogę stosunkowo późno, bo po godzinie trzynastej. Zdecydowałem, że pojadę z os. Kosmonautów (najpiękniejsze w ojczyźnie naszej) w stronę mostu Lecha i dalej ścieżką rowerową w stronę Ostrowa Tumskiego. Od początku jazdy czuję wiatr w twarz i wiem, że tak będzie na całej trasie z Poznania do Czempinia, bo takie przyjąłem założenie i wyzwanie.


Ścieżka rowerowa między Nowinkami a wsią Pecna.
Fot. Piotr Kurek

Niedaleko mostu Jordana spotykam fanów wszelakiej rekreacji - Małgorzatę i Krzysztofa Nita. Biegają, startują w maratonach MTB, widziałem ich w Łebie podczas Duathlonu na Wydmach. Krótka pogawędka i dalej w drogę - wschodnią Wartostradą.

Na ulicy Starołęckiej macha mi ręką Michał Kowalczyk, sympatyczny i utalentowany kolarz ekipy Euro Bike Kaczmarek Electric. Jedzie na rowerze szosowym, w swym cv ma udział jako reprezentant Polski w Mistrzostwach Świata (Szwajcaria) i Europy (Słowacja) w kolarstwie górskim.

Szlaban na Starołęckiej zmusza mnie do zatrzymania przed torami kolejowymi, dojeżdża do mnie jeden z zawodników FTI Racing Team: – Powoli wracam do treningu, byłem w Pruszkowie na torze kolarskim, gdzie zaliczyłem spektakularny upadek na plecy - objaśnia mi swe zamiary kolarz z ekipy Artura Kozala.


Małgorzata i Krzysztof Nita. Fani rekreacji i imprez rowerowych.
Fot. Piotr Kurek

Ze Starołęki jadę kładką rowerową nad Wartą (wzdłuż torów kolejowych) na Dębiec, stamtąd w stronę Lubonia i Puszczykowa. Po drodze dołączył do mnie fan kolarstwa z Rataj (na nowym Treku), z którym rozstaję się w na wysokości słynnej lodziarni Kostusiaków w Puszczykówku. Wcześniej obaj dostrzegamy równocześnie czerwony samochód z dwoma rowerami na dachu, mającymi przypięte numery startowe (to wracała dobra poznańska wiara MTB z Krzywinia).


Dobry adres w Mosinie, Leszczyńska 45. Karmią tu po mistrzowsku.
Fot. Piotr Kurek

Z Puszczykówka do Mosiny prowadzi asfaltowa i bezpieczna ścieżka rowerowa. Dojeżdżam do Miasta Eleganta, mam ponad 30 kilometrów za sobą i czuję lekki głód. Jadę w stronę Czempinia i wiem, że na ulicy Leszczyńskiej (pod numerem 45) dobrze karmią. Lokal "Obiady Domowe" jest otwarty. Zamawiam schabowego z ziemniakami, zestawem surówek i kompotem. Płacę niecałe 20 złotych za wielce pożywne jedzenie i miłą obsługę. Ściany lokalu pomalowane są na zielono, zdobią je sentencje literackie i nie tylko. Oto ich przykład: "Szczypta soli", "Szczypta pieprzu", "Nie szczypta kelnerek".


Taki rower wita nas przy wjeździe do Czempinia od strony Poznania.
Fot. Piotr Kurek

Krosno, Drużyna, Nowinki, Pecna, Iłówiec i Czempiń. Na rynku w Czempiniu spoglądam na licznik - 45 kilometrów. Pora wracać do Poznania, mając teraz cały czas wiatr w plecy.
Po drodze robię trochę zdjęć.

Lubię wieczorną jazdę na trasie Mosina, Puszczykowo i dalej do Poznania. Znam tutaj każdy zakręt, każdą dziurę (takie też są). Puszczykowo w wieczorny czas jawi się jako idealna scenografia do hollywoodzkiego filmu. To kraina ludzi bogatych i zamożnych. Sklepy otwarte, z piekarni o dobrej renomie rozchodzą się kuszące zapachy.

Docieram na Stary Rynek, stamtąd na Cytadelę, gdzie w po godzinie 20 kończy się misterium męki pańskiej (tłumy ludzi). I jeszcze kawałek pedałowania Szelagowską i Naromowicką i jestem w domu.


Czas wracać do Poznania. Jestem w Puszczykowie, jest godzina 19.10.
Fot. Piotr Kurek

Pokonałem dziś 85,59 kilometrów. Pedałowałem ponad sześć godzin, średnia to zaledwie niecałe 14 kilometrów na godzinę, ale tak to jest zawsze, gdy człowiek zagląda tu i tam, nawet jeśli są to znane okolice. Do pierwszej w tym roku setki na rowerze zabrakło niecałe 15 kilometrów.

Jutro niedziela - dzień pracy dla mnie. W niedzielę 25 marca od samego rana jestem w Trzebani (gmina Osieczna), gdzie z prawdziwą przyjemnością poprawdzę z mikrofonem w ręku zawody kolarzy górskich w ramach Leszczyńskiej Ligi Rowerowej, którą organizują pasjonaci nie tylko MTB - z Wojciechem Mizuro na czele.

                                                                Piotr Kurek

   

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL