R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 27682888 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-08-14

 
Podziwiałem świątecznie
majestatyczne łąki nadwarciańskie

 

113 km z Poznania do Śremu i z powrotem 

 
Warta w okolicach Rogalina. 2 kwietnia 2018.
Fot. Piotr Kurek 

Podziwiałem w świąteczny czas majestatyczne łąki nadwarciańskie. W okolicach Rogalina: w miejscu dobrze opisanym przez rodzimą literaturę i jej podróżniczego giganta, czyli Arkadego Fiedlera.

Drugi dzień Świąt Wielkanocnych okazał się wprost wymarzony dla amatorów aktywnego wypoczynku. Świeciło słoneczko, było stosunkowo ciepło, choć nieźle dmuchał wiatr - i to z południowego kierunku.


Pałac w Rogalinie prezentuje się okazale.
Fot. Piotr Kurek

O godzinie 12 rozpocząłem pedałowanie, by po trzydziestu kilometrach dotrzeć do Rogalina - od strony Daszewic przez pola i las. Odrestaurowany pałac dumnie prezentował się w słońcu licznie spacerującym ludziom. Z alei parkowej trzeba zjechać w stronę Warty, by podziwiać tutejsze łąki.

Arkady Fiedler, autor wielu książek podróżniczych, zawsze wspominał, że u początku jego fascynacji światem i jego pięknem było dziecięco-młodzieńcze zauroczenie okolicami Rogalina. A więc dębami, Wartą i jej nadbrzeżnymi łąkami.


Nadwarciańskie łąki pełne majestatu piękna.
Fot. Piotr Kurek

Można, jest 2 kwietnia 2018, dotrzeć na te łąki, choć trzeba trochę kluczyć, by nie zamoczyć nóg. I znaleźć się w strefie naturalnego piękna. Zadziwia mnie Warta: nie brudno-szara, a niebieska. Aż chciałoby się w nią wskoczyć i przypomnieć swe wyczyny w niej sprzed kilkudziesięciu lat, gdy z kolegami w Puszczykowie dawaliśmy się ponieść nurtowi wielkopolskiej rzeki.

Czysta i trochę targana wiatrem Warta, dęby i te majestatyczne łąki nadwarciańskie. Od momentu gdy widział je po raz pierwszy Arkady Fiedler, minęło ponad sto lat. Można się tutaj zadumać nad upływającym czasem i niezmiennym pięknem okolicy, gdzie przez lata w Rogalinie mieszkali nie tylko Raczyńscy.


Mateusz Mróz podczas treningowej jazdy w okolicach Orkowa.
Fot. Piotr Kurek

Częściowo pedałuję, momentami przedzieram się przez wysokie trawy wzdłuż Warty i znów jadę rowerem. Sporo fotografuję i tak docieram do Radzewic. Odwiedzam jeszcze punkt widokowy w Czmońcu.

Tutaj ląduję na szosie i zaczynam jazdę w stronę Śremu. Mam za sobą przejechanych 49 kilometrów, jestem na wysokości Orkowa, gdy dostrzegam sylwetkę kolarza. Z daleka widać jego nienaganne ruchy, dobry rower i znajomy strój. – Nie spodziewałem się pana w tej okolicy - mówię do Mateusza Mroza, znakomitego przed laty szosowca. – Ja pana też - odpowiada.


Widok na zachodni brzeg Warty (tam, gdzie stoją domy).
Fot. Piotr Kurek

Mateusz Mróz kilka lat temu zakończył karierę wyczynowego sportowca. Ale ściga się z powodzeniem i sukcesami w imprezach MTB dla amatorów. – Święta Wielkanocne spędziłem w Szklarskiej Porębie, ale nie miałem specjalnych warunków, by potrenować na rowerze. Po drodze wysiadłem z samochodu, za jego sterami usiadła żona, a ja jadę na rowerze górskim do Czapur, gdzie mieszkam. To trening przed niedzielnym maratonem MTB w Dolsku - podkreśla.

Dojeżdżam do Śremu, na moście przez Wartę spoglądam na licznik rowerowy: 61 km. Teraz przede mną jazda po zachodniej stronie rzeki. Przed opuszczeniem miasta zaglądam na dworzec kolejowy. Tutaj, jak w wielu innych miastach Polski, transformacja ustrojowa uśmierciła linie kolejowe i budynki stacyjne. Fotografuję opadłe semafory, patrzę na zardzewiałe tory i sekunduję pomysłom Urzędu Marszałkowskiego Urzędu Wielkopolskiego, by trasę Czempiń-Śrem-Jarocin przywrócić do transportowego życia.


Zając na miarę naszych czasów i naszych możliwości, jakby powiedział prześmiewczo Stanisław Tym. Psarskie pod Śremem, 2 kwietnia 2018.
Fot. Piotr Kurek

W miejscowości Psarskie dostrzegam zająca z wikliny. Równie ładny jak kultowy "Miś" z filmu Stanisława Barei.

Psarskie, Góra, Jaszkowo, Esterpole, Brodniczka, Żabno, Mosina, Puszczykowo, Luboń, Poznań. Pedałowanie w przedwieczornych i nocnych godzinach.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania w drodze na wieżę widokową w Czmońcu.
Fot. Aleksandra Cieślewicz

113 kilometrów w świąteczny czas. Powolna jazda, smakowanie promieni słońca i wiatru, które pomagają myślom, by je ułożyć na kwiecień. 5 - czwartek kolarski na torze samochodowym "Poznań", 8 - Bike Cross Maraton Gogol MTB w Dolsku, 15 - pierwsza edycja Grand Prix Kaczmarek Electric w Rydzynie, 28 - spektakularny maraton MTB w Obornikach pod egidą DT4YOU, dzień później - kolejny Bike Cross Maraton Gogol MTB, tym razem w Czerwonaku.

Będzie się działo w tym miesiącu w naszej wielkopolskiej krainie: na szosie, w maratonach MTB, także w takich, jak ta moja świąteczna, jazdach po zdrowie i energię czerpaną z piękna krajobrazu. 
 
                                                   Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL