R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18486237 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-06-23
Historia zaoranej ścieżki rowerowej

 

Zadanie wiceprezydenta Mirosława Kruszyńskiego
Władze Poznania rozpoznają sprawę zaorania ścieżki rowerowej na trasie Rusałka - Strzeszynek


Marcin Sapa, znany polski kolarz szosowy - mistrz Polski w wyścigu ze startu wspólnego z 2008, uczestnik Tour de France 2009, trenuje na trasie Rusałka - Strzeszynek przez cały rok - także zimą (w środku). Podobnie jak Filip Niewiada (Corratec Team Poznań, z prawej) i autor Wielkopolskiego Rowerowania. Trasa Rusałka - Strzeszynek, 9 stycznia 2010.
Fot. Piotr Rakowski 

Wiceprezydent Poznania Mirosław Kruszyński rozpozna wszelkie okoliczności skandalicznej i wielce bulwersującej sprawy zaorania przed kilkoma dniami fragmentu ścieżki rowerowej na trasie Rusałka - Strzeszynek, poinformował w poniedziałek (16 kwietnia) Wielkopolskie Rowerowanie Maciej Milewicz z Urzędu Miasta Poznania (Biuro Prasowe).


Jesienne piękno ścieżki rowerowej Rusałka - Strzeszynek, 5 października 2011.

 
Polska prywata kontra dobro publiczne w całej, wiosennej krasie. Zaorany fragment ścieżki rowerowej Rusałka - Strzeszynek, 13 kwietnia 2012.

xxx

Życzę Panu Wiceprezydentowi Mirosławowi Kruszyńskiemu, by sprawą zajął się szybko, zdecydowanie - na miarę oczekiwań tysięcy mieszkańców Poznania, którzy od 1945 roku korzystali z tej ścieżki rowerowej. Czy to jadąc do pracy, czy to rekreacyjnie poruszając się w stronę Strzeszynka i z powrotem.

Opinia publiczna oczekuje od władz miejskich konkretnych informacji. Po pierwsze, kto jest właścicielem tego gruntu, dlaczego podjął decyzję o zaoraniu 500 metrów kultowej drogi rowerowej i czy miał do tego prawo? Po drugie, co zamierzają władze miasta uczynić, by przywrócić stan poprzedni, sprzed czwartku 12 kwietnia, by ścieżka znów mogła służyć mieszkańcom Poznania i okolic? Po trzecie, czy można oczekiwać od władz miasta Poznania w miarę szybkich i transparentnych odpowiedzi? 

Od 12 kwietnia do dzisiaj, 16 kwietnia, minęło kilka dni i plac Kolegiacki milczy. Rozumiem zakłopotanie władzy miejskiej zaistniałą sytuacją, ale każdy dzień milczenia działa na jej niekorzyść.

Byłoby też dobrze, może najlepiej, by właściciel owych 500 metrów zaoranej ścieżki rowerowej się ujawnił, wytłumaczył opinii publicznej dlaczego to zrobił i ... wystąpił wspólnie z przedstawicielem władzy miejskiej na konferencji prasowej. Po to, by poinformować, że rowery znów mogą wrócić na swój dobrze utarty szlak. I by, raz na zawsze, zamknąć skandaliczną i bulwersującą sprawę.

                                                                  Piotr Kurek
Tekst napisany 16 kwietnia 2012
 

Poznaniacy jechali w sobotę do Strzeszynka
Przeszkodą nie były dlań znaki zakazu ani też zaorany fragment ścieżki rowerowej


Niedowierzanie. Co to? Część rowerzystów nie wiedziała w sobotę 14 kwietnia, że zostało zaorane około 500 metrów ich ulubionej ścieżki turystycznej. 


Postanowili jednak jechać dalej. Ruch był w sobotę niesamowity, gdyż część ludzi chciała zobaczyć, co też tu się stało w ostatnich dniach.


Jezioro Strzeszyńskie. 14 kwietnia 2012.


W drodze powrotnej ze Strzeszynka rowerzyści mogli poznać normę prawną (Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego), która nie pozwalała właścicielowi gruntu na zaoranie ścieżki rowerowej.

Tekst napisany 14 kwietnia 2012
 

Przybliżyć trochę się do prawdy
Kto wyjaśni tajemniczą orkę: policja, media, czy...


Polska prywata kontra dobro publiczne w całej krasie.

Łukasz Włodarczak w czwartek przed godziną 23 przysłał mi e-maila. 32-latek z Poznania, od dwóch sezonów aktywny maratończyk MTB, poinformował mnie, że fragment ścieżki rowerowej Rusałka - Strzeszynek jest zaorany. Wskazał też miejsce na Facebooku, gdzie można było to zobaczyć na zdjęciu!

Przyznam szczerze, najpierw ta wiadomość jakby do mnie w pełni nie dotarła. Patrząc w to zdjęcie, z każdą sekundą i minutą uświadamiałem sobie, że to jednak chyba nie fotomontaż, ani kiepski żart.

O poranku pełen emocji wsiadłem do samochodu i przed godziną ósmą byłem w miejscu, które znam od lat, na ścieżce rowerowej prowadzącej znad Rusałki do Strzeszynka. Zbliżam się do tablicy z napisem "Teren prywatny/zakaz wstępu", za nią zaś widzę zaorany fragment ścieżki rowerowej.


Łukasz Włodarczak z Poznania, maratończyk MTB, jako pierwszy poinformował mnie o zaoranym fragmencie ścieżki rowerowej Rusałka - Strzeszynek.

Nadjeżdża rowerzysta. Tadeusz Szymański, 66-letni mieszkaniec Poznania, informuje mnie, że dziennie przejeżdża około 25 kilometrów na rowerze. Dziś musiał zmienić trochę trasę, gdyż zaorany grunt - na długości 500 metrów - nie pozwala na przejazd. Zastałą sytuację określa krótko: - Barbarzyństwo!

Idę wzdłuż zaoranego gruntu. Ten, kto to robił - starał się maksymalnie zanurzyć pług w ziemię, wejść w nią z pół metra w głąb. Nie liczę dokładnie kroków, ale po przejściu około 500 metrów widzę kolejną tablicę z napisem "Teren prywatny/zakaz wstępu". To dla tych, którzy idą, spacerują lub jadą rowerami ze Strzeszynka.

Wracam. Jest godzina ósma. Spotykam Krzysztofa Ulanowskiego, dziennikarza. Pracował w wielu redakcjach, jeździł i nadal dużo jeździ na rowerze. Wspólnie patrzymy na odwróconą ziemię i nurtuje nas pytanie: kto jest autorem tego szalonego dzieła? Robię serię zdjęć i spotykam jeszcze kilkoro zadziwionych biegaczy i rowerzystów.

O 13 przed tablicą "Teren prywatny/zakaz wstępu", od strony ulicy Lutyckiej, odbywa się niezwykła konferencja prasowa. Są dziennikarze wszystkich poznańskich mediów, gdyż od poranka temat zaoranej ścieżki rowerowej zbulwersował redakcje prasowe, telewizyjne i radiowe.


Maciej Wudarski, szef Rady Osiedla Smochowice-Krzyżowniki, informuje dziennikarzy o bulwersującym akcie zaorania ścieżki rowerowej.

O zaistniałej sytuacji spokojnie i rzeczowo informują Arleta Matuszewska - przewodnicząca Rady Osiedla Strzeszyn i Maciej Wudarski - szef Rady Osiedla Smochowice-Krzyżowniki.

Po pierwsze, okazuje się, że zaorany grunt ścieżki rowerowej należy do prywatnego właściciela. Dziennikarze dzielą się informacjami, sensacjami i przypuszczeniami. Właściciel tej ziemi, nazwijmy go tu umownie Roman Swołocz (nazwisko adekwatne do czynu), jest ponoć w jej posiadaniu od 1999 roku. Jest to kilkanaście hektarów, w tym 500 metrów zaoranej z pasją i złością ziemi.

Po drugie, w tym wielce improwizowanym spotkaniu lokalnych samorządowców z mediami nie bierze żaden przedstawiciel władz miejskich.

Po trzecie, leśniczy Leśnictwa Strzeszynek Andrzej Heigelmann mówi, iż pod jego parasolem jest 750 hektarów lasu i ziemi. To teren od ulicy Niestachowskiej na wschodzie po Kiekrz na zachodzie, jak również od ulicy Koszalińskiej na północy do Słupskiej na południu.


Poznańskie media, wszystkie, pięknie i głośno zareagowały na skandaliczne zaoranie ścieżki rowerowej. Niezwykła konferencja prasowa pod znakiem zakazu.

Andrzej Heigelmann, leśnik z 36-letnim stażem - w tym 20 lat w strzeszyńskich lasach, narzeka. – Za dużo ich, czyli lasów, przechodzi w prywatne ręce. Jeden z nich należy do Wojciecha K., który kilkanaście lat temu zamarzył sobie o miejscu w Senacie, ale jako kandydat niezależny się do niego nie dostał. Pan Andrzej wstrzymuje się z otwarta krytyką, ale wyczuwam, że miałby wiele do powiedzenia o tych, którzy swój status i pozycję społeczną chcą podnosić w oczach innych posiadaniem lasu.

Okazuje się w trakcie konferencji prasowej, że ziemia należąca obecnie do Romana Swołocza (przypominam nazwisko umowne) od 1945 roku do 1999 należała do Henryka Przybyła, który żył w zgodzie z leśnikami, rowerzystami i władzami.

Ścieżka rowerowa Rusałka - Strzeszynek istniała od zakończenia II wojny światowej i nigdy dotąd właściciel jej 500 metrów nie zdecydował się na tak szalony czyn.

Co zatem powodowało umownym Romanem Swołoczem, że zrobił tak głęboką orkę, performance na cały Poznań?

Hipotez jest kilka. Tworzyli je dziś dziennikarze i oburzeni rowerzyści. Pierwsza oto, to taka, że właściciel tej ziemi postradał umysły. I poszedł, jak to się mówi, na całość. Zdumiewa jednak precyzja tego odwracania ziemi. Stąd wniosek, że Roman S. działał w pełni świadomie i motywacja była wyraźnie skalkulowana.

Po drugie, Roman S. wyrządził szkodę rowerzystom, ale chciał coś spektakularnie i dramatycznie zaznaczyć. Może to, że trzeba ustawić bramki, jak na autostradach, by rowerzyści, piesi i inni płacili, na przykład 50 groszy, za przejazd. A może ta wzorcowa orka była sygnałem dla placu Kolegiackiego i prezydenta Ryszarda Grobelnego, że musimy się dogadać według formuły: ja wyrażam zgodę na przejazd - miasto płaci coroczną opłatę za użytkowanie 500 metrów drogi.

Po trzecie, Roman Swołocz (przypominam umowność tego nazwiska) może ma jakiś większy plan. Może na ziemi, którą posiada, chciałby coś zbudować. Może nowy Sheraton, Centrum Mody, może blokowiska od lasu do lasu. Może, ciągle gdybam, miasto nie wyraziło zgody na ambitne plany tajemniczego biznesmena i on w ataku furii postanowił mocno wiosennie spulchnić ziemię.

Dziś dziennikarze, tak to już jest, dzielili się informacjami. Roman Swołocz jest wielce tajemniczą postacią. Nie wiadomo, czy pisał o nim kiedyś "Puls Biznesu", czy robił interesy w Kwidzynie (miasto życzliwe bardziej kolarzom niż Poznań), czy u Amerykanów uczył się dealowania.

Jedno jest pewne: zaorane 500 metrów ścieżki rowerowej, najpiękniejszej w Poznaniu, jest aferą, jest sprawą nie do zlekceważenia, jest kwestią do publicznego wyjaśnienia.

Tajemniczy biznesmen jeśli miał odwagę posłać pługi do akcji, niech publicznie określi swe stanowisko: co go uwiera, kto mu przeszkadza, dlaczego wywołuje społeczny ferment w Poznaniu.

Pytań, aż nadto, jest także dla ludzi z placu Kolegiackiego. Czy miasto nie wiedziało, że ścieżka biegnie przez 500 metrów prywatnego gruntu, czy, czy, czy...

Dziś cały Poznań dowiedział się o zaoranej ścieżce rowerowej, oburzali się rowerzyści. Teraz czas przerwać milczenie: dotyczy to w równej mierze władz miasta, jak i tajemniczego biznesmena, któru uznał, że na swoim gruncie może zrobić wszystko.
 
                                                                         Piotr Kurek

Tekst napisany 13 kwietnia 2012

Kto to zaorał i kto za to odpowiada?
To jest naprawdę szokujący widok


Ta wygląda, kilkaset metrów zaoranej ziemi, ścieżka rowerowa ze Strzeszynka nad Rusałkę.

To jednak prawda. Smutna prawda. Szokująca, nie do uwierzenia. Fragment najpiękniejszej ścieżki rowerowej w Poznaniu znad Rusałki do Strzeszynka, o długości kilkuset metrów, został bardzo głęboko zaorany.


Tadeusz Szymański z Poznania, którego dziś spotkałem o godzinie 7.50, miał tylko jedno słowo: - Barbarzyństwo.

Byłem tam dzisiaj o poranku, przed godziną 8. Spotkałem na zaoranej glebie rowerzystów i biegaczy, którzy przecierali oczy ze zdumienia, nie dowierzając, że takie cywilizacyjne barbarzyństwo dzieje się w Poznaniu, mieście know how i prezydenta Ryszarda Grobelnego. 


 O 8.00 spotkałem na zaoranym gruncie red. Krzysztofa Ulanowskiego. Był zszokowany.


Rok temu, 11 czerwca 2011, tędy jechał w rajdzie rowerowym prezydent miasta Poznania Ryszard Grobelny (z lewej). Dziś w tym miejscu jest zaorana na pół metra gleba. 

Tekst napisany 13 kwietnia 2012
 

Szok i niedowierzanie
Kto zaorał fragment ścieżki rowerowej na trasie Rusałka-Strzeszynek?


Zaorany fragment ścieżki rowerowej i znak informujący, że oto za znakiem jest teren prywatny. To szokujące zdjęcie od czwartku 12 kwietnia krąży na Facebooku. 
 
W czwartek o godzinie 22.51 otrzymałem informację od Łukasza Włodarczaka, że fragment kultowej ścieżki rowerowej w Poznaniu znad Rusałki do Strzeszynka został - po prostu - zaorany na długości około pół kilometra.

Ta szokująca informacja została opatrzona notą, że zdjęcie zaoranego fragmentu drogi rowerowej znajduje się na Facebooku.

xxx

Patrzę na to zdjęcie na Facebooku i oczom nie wierzę. Ścieżka rowerowa - najładniejsza w mieście, najbardziej uczęszczana, kultowa dla cyklistów wszelkiej maści - częściowo zaorana. Zakładam w dobrej wierze, że nie jest to żaden fotomontaż, żaden żart - tylko fakt.

Jeśli tak jest w istocie, że ktoś zaorał celowo i świadomie dobro ogółu, rano wcześnie to sprawdzę, to jest to skandaliczny zamach na poznańską przestrzeń publiczną.

Jestem fanem rowerów. I całe swe dorosłe życie najczęściej w Poznaniu pedałuję znad Rusałki do Strzeszynka i z powrotem. Tak czynią tysiące, dziesiątki tysięcy mieszkańców Grodu Przemysła. W ostatnich latach masowo pojawili się tutaj zwolennicy Nordic Walkingu i biegania.

Ta ścieżka żyje aktywnością poznaniaków przez cały rok. Korzystają z niej turyści rowerowi i tytani polskiej szosy, jak Marcin Sapa. Także zimą, gdy spadnie śnieg i temperatura nie przekracza minus 10 stopni Celsjusza.

Jestem fanem tej ścieżki. Ostatni raz pedałowałem tutaj w środę w godzinach popołudniowych, w czerwcu ubiegłego roku razem z prezydentem miasta Ryszardem Grobelnym.

Patrzę na fotkę na Facebooku i czynię to z niedowierzaniem. Gdyby miało się to okazać prawdą, trzeba przyjąć obywatelską postawę.

                                                                     Piotr Kurek

Tekst napisany 12 kwietnia 2012
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL