R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17786656 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-28
Ojciec i syn, czyli urodzeni
zwycięzcy wyścigów kolarskich

 

Artur Spławski i jego syn Sławomir
w tym roku nie schodzili z podium



Ojciec i syn, czyli Artur Spławski i Sławomir Spławski. Maraton MTB w Obornikach, 17 maja 2014.
Fot. archiwum Sławomira Spławskiego

Artur Spławski to znany polski polski kolarz szosowy. Już masters. Startuje także w wyścigach przełajowych, w maratonach MTB. I wygrywa, wygrywa, wygrywa... W tym roku skończył 54 lata, z czego aż czterdzieści zajęła mu przygoda z rowerem. Jego syn Sławomir Spławski nie jest wcale gorszy od ojca i w tym roku praktycznie nie schodził z podium. O nich będzie to opowieść.

Ojciec. Artur Spławski urodził się 4 lutego 1960 roku w Poznaniu. Czternaście lat później, na przełomie zimy i wiosny, po raz pierwszy w życiu stanął na starcie wyścigu kolarskiego. Przełaje odbywały się nad Jeziorem Małtańskim i młody poznaniak zajął w inauguracyjnym starcie szóste miejsce. Uradowało go to bardzo i wkrótce w kolejnych przełajach już był drugi.

Jego talent dostrzegli trenerzy zasłużonego dla wielkopolskiego kolarstwa klubu Stomil Poznań - Bogdan Wiśniewski i Ryszard Pawlak. Dzięki nim młody adept otrzymał rower szosowy marki Jaguar.

– Był w czerwonym kolorze. Na nim wystartowałem w 1974 roku w Małym Wyścigu Pokoju jako reprezentant Nowego Miasta (dzielnica Poznania). Wygrałem jazdę indywidualną na czas w Kicinie na dystansie 8 km, byłem liderem MWP i podczas ostatniego (czwartego) etapu z Bogucina na stadion poznańskiej Warty uczestniczyłem w kraksie. Zdarzyła się ona na ulicy Głównej, prawie pod moim domem - wspomina 54-letni masters.

– Mój rower nadawał się tylko do naprawy, ale otrzymałem pomoc: dostałem rower od kogoś stojącego na chodniku. Dojechałem na Stadion im. 22 Lipca. Nie wygrałem MWP 1974, zająłem w nim szóste miejsce, ale pokazałem swój charakter, waleczność, pasję do kolarskiej rywalizacji. Zwróciłem po raz kolejny na siebie uwagę trenerów i działaczy kolarstwa.

Artur Spławski kilka lat później trafił do kadry polskich juniorów. W roku 1977 pojechał do Stanów Zjednoczonych reprezentować Polskę na szosowych Mistrzostwach Świata, miał wówczas siedemnaście lat. W końcu lat siedemdziesiątych trafił do szerokiej kadry przed Wyścigiem Pokoju. Trenował wówczas z niezapomnianym Stanisławem Szozdą i na zgrupowaniu w Karkonoszach podczas szybkiej jazdy szkoleniowej upadł. Doznał kontuzji, która wyeliminowało go ze startu w imprezie na trasie Warszawa - Berlin - Praga.

Reprezentował barwy Polski w wielu imprezach międzynarodowych. Jeździł razem w jednej drużynie z Leszkiem Piaseckiem, Markiem Szerszyńskim i innymi znakomitymi naszymi szosowcami lat osiemdziesiątych.

Ścigał się z sukcesami. Ma na swym koncie wygraną etapową na Tour de Pologne. Był rok 1982, kolarze rywalizowali w lipcu na trasie z Warszawy do Słupska, rozpisanej na prolog i osiem etapów. Na przedostatnim, z miejscowości Cedry Małe do Władysławowa - długości 139 km, był pierwszy. Triumfował w tym TdP w klasyfikacji generalnej Andrzej Mierzejewski, jechali zaś w nim - między innymi - Tadeusz Krawczyk, Andrzej Serediuk i Adam Zagajewski.

Zwycieżał jako senior (zawodnik elity, jakbyśmy dziś powiedzieli) i jako masters w wielu wyścigach. Dokładnych statystyk nie prowadzi, ale będzie tego naprawdę dużo. Gdzieś w przedziale między 200 a 300, bliżej tej drugiej wielkości. Jego największy triumf to tytuł wicemistrza świata mastersów wywalczony w austriackim St. Johan w 1997 roku. Przed nim był tylko Franciszek Harbacewicz, jego serdeczny przyjaciel z Goleniowa. Przed rokiem (2013) z Włoch przywiózł brązowy medal Mistrzostw Świata, gdy wywalczył go w drużynowej rywalizacji mastersów razem z Natalią Jędrzejczyk, Franciszkiem Harbacewiczem i Lechosławem Michalakiem.

Artur Spławski jest jednym z najlepszych polskich mastersów. Trenuje trzy-cztery razy w tygodniu, w granicach 50 kilometrów. – Mam swój wiek, swe lata, a więc nie będę jeździł po 100 kilometrów dziennie - mówi jeden z najbardziej rozpoznawalnych kolarzy w Wielkopolsce, były zawodnik Klubu Sportowego Stomil Poznań, gdzie nad rozwojem jego kariery dbali Ryszard Pawlak, Bogdan Wiśniewski i Franciszek Przecinkowski.

W tym roku wcześnie rozpoczął sportową rywalizację. W styczniu w Bieganowie został wicemistrzem Polski mastersów w kolarskich przełajach, w tym samym miesiącu startował w Szwajcarii (Mistrzostwa Świata mastersów w kolarstwie przełajowym), gdzie był najlepszym z Polaków (17. miejsce). W letni czas we Włoszech zdobył brązowy medal w Mistrzostwach Europy mastersów w kolarstwie szosowym - w wyścigu ze startu wspólnego na dystansie 100 kilometrów. Na torze samochodowym "Poznań", w ramach czwartków kolarskich, wygrał w sezonie 2014 rywalizację w swej kategorii wiekowej dziesięć razy. Jeśli do tego dodamy zwycięstwa w innych imprezach i także maratonach MTB, będzie tych triumfów ponad trzydzieści.
 


Ojciec i syn, Artur Spławski i Sławomir Spławski u siebie w domu, czyli w Bogdanowie.
Fot. archiwum Sławomira Spławskiego

Syn. 26 października 2014 wielkopolscy szosowy spotkali się na kończących sezon 2014 wyścigach na torze samochodowym "Poznań". Najpierw rywalizowały panie i mastersi od 50 roku życia wzwyż. Po nich amatorzy cyklosportu i zawodnicy do lat 49, którzy mieli do pokonania dystans 61 kilometrów (15 rund do 4086 metrów).

Po kilku okrążeniach na atak zdecydowało się trzech kolarzy. Uciekali Krzysztof Fartuszyński ze Złotoryi, Adam Mastalerz z Szubina i Krzysztof Orlik z Poznania. Peleton nie zareagował właściwie, zatem na cztery rundy przed finiszem wyrwał się z niego Sławomir Spławski i zaczął gonić trzyosobową czołówkę. Nie zważając na nic i nie tracąc nadziei, doszedł on do czołowej trójki na ostatniej rundzie. Odpoczął trochę, przyczaił się i z ostatniego wirażu wyszedł jako pierwszy. I prowadzenia nie oddał już do końca.

– To był sukces spektakularny, przed zmrokiem, kończący mój dobry rok - śmieje się 30-latek z Bogdanowa pod Obornikami, który w tym roku nie schodził z podium. Brałem udział w ponad trzydziestu wyścigach (szosowych i maratonach MTB) i tylko w dwóch nie dane było mi stanąć na którymś z trzech pierwszych miejsc.

Urodził się w roku 1984 - 3 lipca. I kiedy nauczył się chodzić, zapragnął być jak ojciec - kolarzem. Podpatrywał go od małego, jak wygrywa, jak pokonuje zakręty, jak jest chwalony przez kibiców i innych zawodników. I tak bardzo zamarzył sobie, że zacznie uprawiać ten trudny i zarazem piękny sport. Tak też się i stało.

Jego pierwszym klubem był Borant Tarnovia (rok 1997), którego trenerem był Zbigniew Szymański. W następnym sezonie trafił pod opiekuńcze skrzydła wielce doświadczonego Franciszka Przecinkowskiego (Stomil Poznań), by kolejno reprezentować Limaro Stomil Kórnik (Robert Taciak) i od 2002 roku GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne (Bernard Broński). Rok później został orlikiem i kolarzem KTC Konin. Pod koniec sezonu wyjechał do Belgii, gdzie jeździł w teamie Storez pod opieką Romana Bobka, który w przeszłości był masażystą ojca w Stomilu. Kiedy wrócił do kraju, podpisał kontrakt z grupą DHL Author, którą prowadził Zbigniew Szczepkowski. W okresie przygotowawczym do sezonu 2005 zachorował i to był koniec kariery kolarskiej.

W latach 1999-2004 odniósł wiele sukcesów, wygrał wiele wyścigów. Trzy razy zdobył tytuł mistrza Polski (2000 w Krakowie w kolarstwie torowym - madison, w tym samym roku w Nowogardzie w kolarstwie szosowym w jeździe parami na czas, w 2004 w Kaliszu w kolarstwie torowym - madison).

– Wygrałem wiele wyścigów, gonię ojca w liczbie osiągnięć i mam wiele do zrobienia - mówi 30-letni Sławek Spławski. – Najcenniejsze w mej karierze są te trzy koszulki mistrza Polski. Dwie pierwsze zdobyłem z Mateuszem Taciakiem. Jeździliśmy razem jako juniorzy młodsi, jesteśmy z tego samego rocznika 1984, który dał naszemu kolarstwu wielu znanych szosowców. Maciej Bodnar i Tomasz Marczyński, Michał Gołaś i Bartłomiej Matysiak to nasi rówieśnicy.

– W 2002, w wieku osiemnastu lat, dostąpiłem zaszczytu reprezentowania Polski na Mistrzostwach Świata w kolarstwie przełajowym. Byłem juniorem, ścigaliśmy się 2 lutego w belgijskim Heusden - Zolder, gdzie dopingowały nas tysiące kibiców. Pogoda była taka przełajowa, czyli błota, wody i deszczu nie brakowało. Zająłem 44. miejsce, ale kolega z reprezentacji Krzysztof Kuźniak z Zielonej Góry został wicemistrzem świata. Wystartowałem wówczas świeżo po chorobie. Ogólnie rzecz biorąc, nie miałem szczęścia w sporcie, bo zawsze przed ważnymi imprezami los krzyżował mi plany

– Na pamiątkę z Belgii do dziś zachowałem swój identyfiktor z numerem 865. Chciałem być dalej reprezentantem kraju, ścigać się w biało-czerwonych trykotach. Przyszedł rok 2005 i dopadła mnie choroba. Walczyłem z nią, ale lekarze odradzali mi dalsze uprawianie sportu. W końcu przeważyła troska o zdrowie. Rower wyścigowy zawiesiłem na kołku.

Rok później jest już w Londynie i jest cenionym fachowcem w wielkim salonie rowerowym Action Bikes. – Pracowałem w sercu olbrzymiej metropolii przy Victoria Street, z widokiem na Big Bena. Zanim pojechałem do stolicy Zjednoczonego Królestwa, pod okiem Ryszarda Pawlaka i pracujących z nim fachowców z Poznania nauczyłem się dobrze i solidnie naprawiać rowery, przy czym składania kół nauczył mnie Robert Płotkowiak.

– W Londynie na dzień dobry postanowili mnie sprawdzić i kazali złożyć koło. Wszystko było oddzielnie: obręcz, piasta, szprychy. Dałem radę i przez ponad rok wspierałem brytyjski świat rowerów. Byłem cenionym fachowcem. Może w sukcesach kolarzy z United Kingdom (sir Bradleya Wigginsa i innych) jest mikrocząstka mej pracy? - śmieje się kolarz, który tak na dobrą sprawę przed dwoma laty wrócił do czynnego uprawiania cyklizmu.

Wie aż nadto dobrze, że kolega z dawnych lat Mateusz Taciak kilka razy startował w Tour de Pologne, że reprezentował nasz kraj na tegorocznych Mistrzostwach Świata w hiszpańskiej Ponferradzie, że należy do czołówki polskich szosowców (szczególnie w jeździe na czas). – Spotykam się z Mateuszem, odwiedzam go, rozmawiamy o kolarstwie. Jestem jego kibicem, tak jak jego żona, jego dwójka dzieci i ojciec Robert Taciak - trener i działacz.

– Mam trzydzieści lat, wróciłem do kolarstwa. Pozostaje mi teraz odrobić stracony czas. Skupiam się na pracy (www.autofolie.prv.pl: przyciemniam szyby samochodowe, zmiana koloru), rower traktuję jako hobby. Przed dwoma laty wygrałem 15 wyścigów, przed rokiem startowałem w około 30 wyścigów (stawałem na podium, nie wygrywałem), w tym roku triumfowałem w ponad trzydziestu. Miałem ładną serię zwycięstw w październiku tego roku. W sobotę 4 października w Kwidzynie (finał cyklu Skandia Maraton Lang Team) byłem pierwszy w klasyfikacji open na dystansie Mini - 42 kilometry (startowało prawie 500 osób). 12 października na torze samochodowym "Poznań" byłem pierwszy i 26 października w tym samym miejscu znów byłem pierwszy.

– Po ojcu odziedziczyłem talent do kolarstwa. Lubię ten rodzaj wyzwania, ten stan przedstartowej gorączki i napięcia, gdy trzeba rower starannie przygotować, zadbać o każdy szczegół. I później pozostaje tylko czekać na sygnał startu. I jak w Kwidzynie ścigać się w stawce prawie 500 kobiet oraz mężczyzn i być pierwszym.

W sezonie 2015 Sławek Spławski będzie jednym z liderów Merx Teamu z Wągrowca. Razem z nim będą jeździć i Marta Gogolewska, i Paweł Rychlicki (były kolarz grupy Mróz), i Łukasz Rakoczy, i Lech Ergang, i Mirosław Kołacki, i Aleksander Dorożała, i Ryszard Kołacki (sponsor grupy - skuteczny człowiek biznesu). Zobaczymy ich na maratonach MTB Skandii i Czesława Langa oraz tych wielkopolskich, także na szosie.

Wspólne pasje. Artur Spławski (54 lata) i Sławomir Spławski (30 lat) kochają kolarstwo. Potrafią się ścigać, do perfekcji opanowali wygrywanie. Ale to tylko jedna z ich pasji. Mają jeszcze i inną: samochody. Potrafią się ścigać, szybko pędzić na torze samochodowym "Poznań", hobbystycznie rywalizować z najlepszymi kierowcami kraju. I tak jak z rowerami, oboje potrafią auto rozłożyć na części i złożyć je. I nadać w ten sposób każdej marce dodatkową wartość.

Przez długie lata mieszkali w Poznaniu. Teraz ich adresem zamieszkania jest Bogdanowo, miejscowość na wlocie drogowym do Obornik. Ten fakt sprawił, iż kolarstwo w tym wielkopolskim miasteczku jakby nabrało nowego wymiaru. W maju tego roku odbył się tutaj dobrze zorganizowany maraton MTB, przyszłoroczny jest już wyznaczony na sobotę 9 maja. W rolach głównych - jako zawodnicy i ambasadorowie Obornik - wystąpią ojciec i syn. Artur Spławski i Sławomir Spławski. Urodzeni zwycięzcy wyścigów kolarskich. W tym roku wygrali ich łącznie, razem - ponad sześćdziesiąt!

                                                                          Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL