R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 19427485 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-08-23
13 lat kolarskiego ścigania

 

Zenon Czechowski o swej sportowej karierze


Zenon Czechowski (od lewej), Paweł Cieślik, Mateusz Mróz, Marcin Sapa, Mateusz Taciak, Jagoda Garczarek, Przemysław Wegner i Arkadiusz Garczarek. Europejski Dzień Bez Samochodu, Poznań - wrzesień 2009.
Fot. Wojciech Głuszak

Wojciech Matusiak, Zbigniew Krzeszowiec i Zenon Czechowski - połowa polskiej drużyny na Wyścig Pokoju 1970 roku spotkała się niedawno na przyjacielskim spotkaniu. Był także Janusz Kowalski, mistrz świata amatorów z roku 1974. Wspomnieniom nie było końca.

– Pięćdziesiąt lat raz jedyny w życiu się obchodzi - to słowa Zenona Czechowskiego, byłego kolarza, który urodził się w 1946 roku w Poznaniu, i który zaprosił do swego domu na Górczynie serdecznych kolegów i przyjaciół.

– Mieszkałem na Jeżycach, na ulicy Dobrzyńskiej (teraz nie istnieje - tędy przechodzi Poznański Szybki Tramwaj, niewielkiej, raptem 200 metrów długości, gdzie dom stał obok domu. Na tej ulicy mieszkało chyba 30 moich rówieśników.


Ten tekst ukazał się 30 grudnia 1996 roku, prawie dwadzieścia lat temu, na łamach "Głosu Wielkopolskiego".
Fot. Zbigniew Długi

– Graliśmy w piłkę nożną i palanta, biegaliśmy, jeździliśmy na rowerach. Kiedy niektórzy moi koledzy postanowili grać w hokeja na trawie (Lech miał wówczas na ulicy Obornickiej taką sekcję), ja też tam poszedłem: miałem nawet już legitymację. Ale gdy moja matka dowiedziała się, że chcę grać w hokeja - zaczęła krzyczeć i zrezygnowałem.

– Moi koledzy - Wojciech Czajka i Zbigniew Szymański oraz Jarosław Dycfeld - postanowili uprawiać kolarstwo. Oni już mieli wyścigowe i poszli się zapisać do sekcji kolarskiej Lecha. Więc ja poszedłem z nimi, choć nie miałem jeszcze roweru.

– Był marzec 1960 - podpowiada Bogdan Bartkowiak, prezes Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów, były kolarz Lecha, przyjaciel Zenona Czechowskiego. – Wcześniej o miesiąc do klubu trafił Marian Kegel. Uczył się wówczas za malarza pokojowego i przyjeżdżał na swej wyścigówce, niebieskiem "Sporcie". Zawsze przyjeżdżał na treningi ubrudzony od farby - wspomina B. Bartkowiak.


Zenon Czechowski z żoną Jolantą i jego serdeczny przyjaciel Bogdan Bartkowiak z żoną Mirosławą. Bal Kolarzy, Granowo, 3 lutego 2006.
Fot. Piotr Kurek

– Kiedy zapisałem się do klubu, do sekcji kolarskiej, nie miałem nadziei, że będę ten sport długo uprawiał. Po prostu, chciałem się czymś zająć. Taki to był początek. Wtedy na trening w Lechu przyjeżdżało dwudziestu, trzydziestu kolarzy. Spotykaliśmy się przy Izbie Rzemieślniczej na ówczesnej ulicy Marchlewskiego (obecnie aleja Niepodległości). Stąd wyjeżdżaliśmy na szosę. To była dla mnie wspaniała zabawa. Dwie, trzy godziny na rowerze, spotykaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu.

– I tak chwyciłem, połknąłem bakcyl kolarstwa. Do tego stopnia, że nic innego już mnie nie interesowało - tylko sport, tylko kolarstwo. Wówczas też nie marzyłem o reprezentacji, o olimpiadzie, o Wyścigu Pokoju, tylko myślałem, żeby spotkać się z kolegami na treningu, wyjechać na wyścig i tam uzyskać jak najlepszy wynik.

Zenon Czechowski nie pamięta swego pierwszego zwycięstwa. Ani kiedy to było, ani w jakiej miejscowości, ani w w jakim klimacie i nastroju to się odbywało, z jakimi zawodnikami się ścigał.


Zenon Czechowski honoruje najlepszych zawodników. Memoriał Mariana Kegela, Swarzędz, 16 marca 2014.
Fot. Piotr Kurek

– Ale pamiętam dokładnie, jak w 1965 roku (byłem jeszcze juniorem) wygrałem wszystkie ogólnopolskie wyścigi. Wówczas Henryk Łasak zgodził się, by kilku najlepszych junioróww Polsce wzięło udział w wyścigu Warszawa - Łódź. I wtedy również przyjechałem w czołówce, w której byli tylko kadrowicze z Wyścigu Pokoju. Ja w ogóle nie śmiałem z nimi finiszować na mecie w Łodzi. Przyjechałem za nimi, grzecznie z tyłu, by przypadkiem nie podpaść nikomu.

– Po tym wyścigu Łasak zabrał mnie na obóz kadry seniorów przed mistrzostwami świata, jako zawodnika, któremu chciałby się bliżej przyjrzeć. To zaproszenie potraktowałem bardzo poważnie, z przejęciem. I miałem cichą nadzieję, że pojadę na mistrzostwa świata. Łasak był już zdecydowany, ale wtedy nie można było załatwić tak szybko paszportu, a ja go nie miałem. W końcu nie wyjechałem, ale w 1966 znalazłem się w kadrze młodzieżowej. Na jednym z obozów Łasal powiedział mi, że nie jestem przewidziany na Wyścig Pokoju, tylko na olimpiadę w 1968 roku w Meksyku.

– W 1966 roku pojechałem po raz pierwszy ścigać się na Zachodzie, w Belgii, gdzie przebywałem przez miesiąc. Wygrałem tam wyścig, był wówczas maj.


Kolarze i dziennikarze. 9 lutego 2007 otrzymałem Dziennikarskie Koziołki (najbardziej prestiżową nagrodę branżową w Wielkopolsce), czego świadkami byli Zenon Czechowski, Janusz Kowalski i Bogdan Bartkowiak.
Fot. archiwum Piotra Kurka

– W 1966 roku startowałem także w mistrzostwach świata seniorów w Niemczech, tylko tylko w wyścigu drużynowym. Łasak nie chciał mnie puścić w wyścigu indywidualnym, gdyż miał do dyspozycji bardziej utytułowanych kolarzy - Jana Kudrę, Józefa Gawliczka, Jana Bekera, Kegela, Rajmunda Zielińskiego. Pecha wówczas mieliśmy w wyścigu drużynowym, gdyż złapaliśmy gumy, leżeliśmy w kraksie - zajęliśmy dopiero jedenaste miejsce.

– W 1966 Łasakowi zaczął palić się grunt pod nogami. Ekipa Polski przegrała Wyścig Pokoju, nie powiodło się i na mistrzostwach świata. Zaczęły się ataki na trenera kadry narodowej. I wówczas Łasak wciągnął mnie na listę kandydatów na Wyścig Pokoju w 1967 roku.

– W tamtych czasach Wyścig Pokoju to była impreza - marzenie dla każdego mlodego kolarza. Wcześniej wydawał mi się on taki ładny, kolorowy - do oglądania w telewizji. Wystartowałem po raz pierwszy w Wyścigu Pokoju w 1967 roku. I wówczas otworzyły mi się oczy: te ciągłe, natarczywe pytania polskich dziennikarzy - dlaczego panowie przegraliście, dlaczego tak słabo wypadliście, dlaczego... Zrozumiałem wówczas, jak wielkiej presji podlega reprezentant Polski. Męczące było przeświadczenie, że cała wówczas Polska pasjonuje się Wyścigiem Pokoju, ogląda go i czeka na nasze sukcesy.


Zawody kolarskie w Puszczykowie, 11 września 2005. Piotr Linkowski (od lewej), Bogdan Bartkowiak, Ryszard Pawlak. Zenon Czechowski i Bogdan Wiśniewski.
Fot. Piotr Kurek

– Ogromnie to przeżywałem. Wyścig Pokoju trochę mi zbladł. Tym bardziej na początku (rozgrywany był na trasie Warszawa - Berlin - Praga), na etapie z Bydgoszczy do Słupska ponieśliśmy straszne straty. Później je odrabialiśmy, by w końcu wygrać ten Wyścig Pokoju drużynowo (Kegel, Jan Magiera, Czesław Polewiak, Andrzej Bławdzin, Gawliczek i ja). Wygrałem wówczas dwa etapy (do Berlina, później na terenie Czechosłowacji - w Hradec Kralove), a starsi koledzy krzywo na mnie spoglądali. Zająłem 22. miejsce w klasyfikacji indywidualnej.

– W 1968 pojechałem raz jeszcze na Wyścig Pokoju, uczyniłem to z wielką ochotą. Chciałem sobie udowodnić, że jestem dobry, że potrafię się ścigać, ale starsi koledzy (Magiera, Bławdzin, Kegel, Polewiak, Zygmunt Hanusik) "wyleczyli" mnie z tego wyścigu. Był moment, że mogłem ten Wyścig Pokoju wygrać indywidualnie. Koledzy jednak się nie zgodzili. Powiedzieli mi o tym prosto w oczy.

– Po raz pierwszy i zarazem ostatni startowałem na olimpiadzie w Meksyku, w 1968 roku. Indywidualnie i drużynowo. Nie odniosłem tam jednak sukcesów. W wyścigu indywidualnym wycofalem się, w drużynowym zajęliśmy szóste miejsce.


Zenon Czechowski i Ryszard Szurkowski. Wyścigi kolarskie na poznańskich Smochowicach, 19 maja 2012.
Fot. Piotr Kurek

– Talent Ryszarda Szurkowskiego na szosie dostrzegłem po raz pierwszy w 1968 roku, podczas wyścigu z Łodzi do Warszawy. Zobaczyłem wówczas, że jest bardzo mocny. W jednym z następnych wyścigów, do Starachowic, Szurkowski pokazał nam, że jest silny, i że może wygrać z każdym. Po raz pierwszy wystartował w Wyścigu Pokoju w 1969 roku, a w naszej ekipie jechało kilku starszych zawodników (Magiera, Bławdzin, Polewiak, Gawliczek), którzy - podobnie jak przed rokiem, kiedy nie chcieli bym wygrał WP - uniemożliwili to Szurkowskiemu. Był liderem zespołu i miał duże szanse wygrać ten wyścig.

– Po Wyścigu Pokoju 1969 roku Łasak zrozumiał, że musi postawić na młodych zawodników. Takich, którzy pomogą Szurkowskiemu i Czechowskiemu, nie zaś będą im blokować droge do wielkich zwycięstw. Doszło do tego, że Łasak prosił Szurkowskiego i mnie, byśmy wskazali z kim chcemy jechać w następnym Wyścigu Pokoju.

– W 1970 roku na WP pojechali Wojciech Matusiak, Krzysztof Stec, Andrzej Kaczmarek, Zbigniew Krzeszowiec, Hanusik, Szurkowski i ja. A więc ekipa rówieśników. I dobrze nam szło. Także w innych wyścigach - we Francji, w Anglii, w Szwajcarii, gdzie wygraywaliśmy sporo. Od tego czasu rozpoczął się boom kolarskim w Polsce, pasmo sukcesów. Trwające dobrych kilkanaście lat.


Pamiątkowe foto: Andrzej Kaczmarek (od lewej), Ryszard Szurkowski, Krzysztof Rex, Piotr Kurek, Marek Kluj i Zenon Czechowski. Poznań, 26 października 2012. Trzej znakomici kolarze wspominali w Domu Kultury "Dąbrówka" czasy Wyścigu Pokoju.
Fot. Wojciech Wiktor
 
– Łasak. By być dobrym trenerem, trzeba znać kolarstwo. Trzeba umieć rozmawiać z ludźmi. Być dobrym psychologiem, motywować zawodników do sukcesu, do wielkich osiągnięć. I to z młodymi ludźmi, bo w wieku 21-22 lat. Jeżeli ktoś to potrafi, to będzie dobrze, będzie osiągał sukcesy. Łasak potrafił nas słuchać, uwzględniał nasze racje, nie prowadził kadry w sposób autokratyczny i bezrozumny. Znałem różnych trenerów, ale dwóch wyróżniało się od reszty w sposób wybitny: Feliks Stamm i wlaśnie Łasak.

– Przez trzynaście lat uprawiałem wyczynowo kolarstwo. Uczestniczyłem w pięciu Wyścigach Pokoju. Co roku przejeżdżałem 20.000 kilometrów. Najwięcej w zimowym okresie treningowym, od grudnia do maja.

– Kegel. Dobry kolarz, kolega, ale i nerwus. Nie umiał pewnych spraw przetrawić, przeżyć. Byliśmy w jednym klubie, jeździliśmy w reprezentacji, do końca byliśmy przyjaciółmi. Zgubił go własny charakter. Po raz pierwszy jechałem w Wyścigu Pokoju w 1967 roku i widziałem jak silny był wówczas Kegel: nigdy później nie widziałem go tak równie mocnego. Wygrał wtedy Belg przed Czechem Smolikiem. Marian zajął siedemnaste miejsce, ale mógł być znacznie wyżej. Kegel, jak Szurkowski, jak Szozda, jak Mytnik, godził w sobie trzy umiejętności - szybkość na finiszu, jazdę na czas, wspinanie się w górach. I stąd wyniki: dziewiąty na mistrzostwach świata, czwarty na mistrzostwach świata, dziesiąty na olimpiadzie.


Zenon Czechowski przed swoim domem w podpoznańskim Rosnówku. Wrzesień 2009.
Fot. Piotr Kurek

– Co to znaczy być dobrym sportowcem? Trzeba przede wszystkim umieć cierpieć. Na boisku, na bieżni, na szosie. Kto bardziej potrafi przystosować swój organizm do wysiłku i cierpienia zarazem - ten wygrywa.

– Zmiany, które nastąpiły w Polsce, polityczne i społeczno-gospodarcze - dobrze, że tak się stało - sprawiły jednak, że ucierpiał na tym sport. Także i kolarstwo. Myślę, że sportowi trzeba pomóc, gdyż jest to kwestia przyszłości naszych dzieci, ich zdrowia i dobrego samopoczucia.

– Jestem przerażony tym, co dzieje się na drogach. Gdzie mają się podziać ci, którzy chcą jeździć nas rowerach - i to bezpiecznie. Boję się jeździć po zatłoczonych ulicach, ostatnio częściej niż na rower wybieram się na ryby.

– Warto czasami opowiedzieć o sobie, bo całe nasze życie składa się ze wspomnień i nadziei.
 

                                                      Wysłuchał Piotr Kurek


Rozmowę z Zenonem Czechowskim przeprowadziłem w końcu 1996 roku. Jej powyższy zapis ukazał się w poniedziałek 30 grudnia 1996 roku, prawie dwadzieścia lat temu, na łamach "Głosu Wielkopolskiego".

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL