R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18567163 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-06-26
Kolarstwo jest jego żywiołem

 

Dariusz Banaszek jest jednym z kandydatów
do funkcji prezesa Polskiego Związku Kolarskiego


Dariusz Banaszek ma za sobą 33 lata aktywności w polskim kolarstwie. Na zdjęciu z Alanem Banaszkiem.

Fot. archiwum Dariusza Banaszka

Dariusz Banaszek kandyduje do funkcji prezesa Polskiego Związku Kolarskiego. Wybory już wkrótce - w przyszłym tygodniu, w sobotę 10 grudnia 2016. Będzie to opowieść o człowieku, który rower, sportową rywalizację, kierowanie ekipami kolarskimi, także biznesem uczynił treścią swego życia. I to z sukcesami.

Urodził się 3 maja 1970 roku Warszawie, a zatem kilka dni przed rozpoczęciem Wyścigu Pokoju na trasie Praga-Warszawa-Berlin. Wielce pamiętnego, gdyż szczęśliwego i zwycięskiego dla Ryszarda Szurkowskiego i drużyny polskiej.

To było 46 lat temu, gdy Ryszard Szurkowski, Zenon Czechowski (kapitan ekipy), Zygmunt Hanusik, Wojciech Matusiak, Zbigniew Krzeszowiec, Andrzej Kaczmarek i Krzysztof Stec rządzili niepodzielnie na szosach między trzema stolicami podczas majowej imprezy, gdy wygrali 9 z 15 etapów, i gdy Polak (Ryszard Wielki) triumfował indywidualnie w klasyfikacji generalnej.

Dariusz Banaszek śmieje się serdecznie, gdy pytam go, kiedy nauczył się jeździć na rowerze. – Sam nie pamiętam, ale w rodzinnych opowieściach i wspomnieniach pojawiam się jako dwulatek na rowerze. Szalenie, z zacięciem i entuzjazmem pedałujący po pokoju - mówi były kolarz Legii Warszawa.


Mistrzowie polskiego kolarstwa. Poznań, 23 listopada 2016.
Fot. Piotr Kurek

Od małego dziecka wiedział, że będzie jeździł na rowerze. – Wzorem dla mnie był Grzegorz Banaszek (rocznik 1956), który był kolarzem. Lubiłem patrzeć na jego szosówkę, na strój. Mówiąc krótko, chciałem być taki jak on - mój brat stryjeczny.

Romet to był pierwszy jego rower, na którym samodzielnie pedałował. Miał wówczas pięć lat. Rok wcześniej poszedł do szkoły podstawowej, także rok wcześniej niż jego rówieśnicy do pierwszej komunii świętej: był rok 1977 i otrzymał wówczas w prezencie rower Romet-Sprint z przerzutkami. – Był koloru czerwonego, do końca życia go nie zapomnę! - podkreśla.

– Mieszkałem wówczas w Wólce Radzymińskiej i do najbliższego kiosku z gazetami w Sierakowie, 5 kilometrów w jedną stronę, jeździłem prawie codziennie. Kupowałem je, czytałem i wycinałem artykuły o kolarstwie, by następnie je wkleić do zeszytu. Byłem zawładnięty myślą, by wiedzieć wszystko o kolarstwie - wspomina swe wczesne fascynacje i marzenia.

W tamtych latach nie przyjmowano do klubu zbyt młodych chłopców, ale już w pierwszej i drugiej klasie szkoły podstawowej podpisywał się trzema słowami (Banaszek Dariusz Kolarz) lub skrótem BDK. – Kolarstwo było mi bliskie od najmłodszych lat. I tak już zostało na zawsze.


Dariusz Baranowski i Marcin Sapa w barwach BDC. Targi Rowerowe w Kielcach, rok 2011.
Fot. Piotr Kurek

– Do pierwszego klubu kolarskiego zapisał mnie Mirosław Banaszek - brat Grzegorza. Trafiłem do Orła Warszawa, na ulicę Podskarbińską, gdzie był tor kolarski. Mnie jednak ciągnęło na szosę. I stąd stamtąd po trzech miesiącach zabrał mnie i zapisał do Poloneza Warszawa. Było to w roku 1983.

– Polonez Warszawa. Miałem trzynaście lat, gwiazdą kolarską tego klubu był Ryszard Szurkowski. Pamiętam ile mieli dobrych rowerów, kół, dętek. I moim kolegą - rówieśnikiem podczas treningów i wyścigów był Norbert Szurkowski, syn Ryszarda. To także Sławomir Bandurski, Dariusz Kruszewski i Piotr Budek. W tych swych pierwszych latach startów wygrywałem bardzo dużo. Na trzydzieści imprez w roku - wygrywałem 28. W klubie trenerem był Henryk Brożyna - triumfator Bałtyckiego Wyścig Przyjaźni. Jako junior młodszy trafiłem do kadry narodowej prowadzonej przez Grzegorza Mogiłę.

Jest rok 1987 i Dariusz Banaszek nominowany jest do składu reprezentacji Polski na Wyścig Przyjaźni do Bułgarii. – To była moja pierwsza podróż zagraniczna, pierwszy lot samolotem. Przeżycie goniło przeżycie, mieliśmy silną ekipę. Ścigaliśmy się drużynowo na dystansie 50 kilometrów i zajęliśmy piąte miejsce w tych nieoficjalnych Mistrzostwach Europy.


Piotr Kosmala i Dariusz Banaszek są przyjaciółmi od ponad dwudziestu lat. W środku dwaj kolarze - Jiri Polnicky z Czech i Adrian Banaszek (syn pana Darka). Szosowe mistrzostwa świata w Katarze, październik 2016.
Fot. archiwum Dariusza Banaszka

– Zanim tak pojechałem, trzeba było odwiedzić siedzibę Polskiego Związku Kolarskiego przy Hali Mirowskiej. Marian Więckowski, trzykrotny triumfator Tour de Pologne, wręczał nam reprezentacyjne dresy i stroje. Pamiętam to tak dokładnie, jakby to było wczoraj - odświeża pamięć sprzed prawie 40 lat.

Rok później pod wodzą trenera Wincentego Majki reprezentuje Polskę na szosowych mistrzostwach świata w Danii (Odense). – Jako drużyna juniorów przegraliśmy walkę o 3. miejsce o trzy sekundy. Jechaliśmy w składzie Jacek Mickiewicz, Paweł Biskup, Sławomirem Gieryk i ja. Przegraliśmy z Rosjanami. Był płacz i nieprzespana noc, że podium było tak blisko, ale zabrakło trochę szczęścia i kilku mocnych depnięć korbami w ten sierpniowy czas. W wyścigu indywidualnym byłem najlepszy z Polaków - 25. miejsce.

Rok później (1989) zostaje zawodnikiem Legii Warszawa. Jak przyznaje, tak na dobrą sprawę dopiero wówczas zaczęło się dla niego prawdziwe kolarstwo. Trenerem był Zdzisław Cytryniak (rok wcześniej zmarł Andrzej Trochanowski), kolejnymi (1990) - Adam Głazowski i (1991) - Zbigniew Szczepkowski.


Dariusz Banaszek, kolarz grupy VERVA ActiveJet Adrian Banaszek i niestrudzony komentator wyścigów kolarskich red. Wlodzimierz Rezner. Wyścig Dookoła Mazowsza, rok 2016.
Fot. archiwum Dariusza Banaszka

Legia - to była dyscyplina, jak na Wojsko Polskie przystało. Trzeba było słuchać trenerów i przełożonych, nie można było dyskutować, przedstawiać swych racji, punktu widzenia. A 19-letni Dariusz Banaszek do tego nie przywykł. Lubił mieć swoje zdanie. Zdarzało się, że za samodzielne myślenie był karany: przydziałem na ulicę Kozielską do oporządzania koni. – Wylądowałem tam na trzy miesiące i zmagałem się z sianem, słomą i końskimi odchodami - wspomina.

– Cierpiałem wówczas z tego powodu bardzo, ale nie ma sukcesu w życiu bez cierpienia, bez walki - a tak stało się za sprawą Marcina Wasiołka, kierownika sekcji kolarskiej Legii Warszawa.

– W roku 1991 moim trenerem w kadrze narodowej był Wacław Skarul, obecnie prezes Polskiego Związku Kolarskiego i mój kontrkandytat w w grudniowych wyborach na funkcję sternika PZKol. Co dużo mówić, nauczyłem się od niego bardzo dużo i nadal darzę go szacunkiem - podkreśla z naciskiem.

W roku 1991 prezes Polskiego Związku Kolarskiego Zbigniew Rusin zapowiedział, że kto wygra lipcowy wyścig na trasie Chełm - Warszawa o długości 268 kilometrów ten w nagrodę pojedzie na szosowe mistrzostwa świata. Kolarze pedałowali ponad sześć godzin, finiszowali na ulicy Karowej w stolicy. – Meta była na podjeździe. Wygrałem a startowali wówczas wszyscy najlepsi polscy kolarze - między innymi Zbigniew Spruch i Zenon Jaskuła.


Dariusz Banaszek na krakowskim Rynku podczas tegorocznego Tour de Pologne.
Fot. archiwum Dariusza Banaszka

Ścigał się do roku 1995. Wygrał ponad 200 wyścigów w swej sportowej karierze. Ma w swym dorobku tytuł mistrza Polski. W roku 1993 razem z Piotrem Wadeckim, Pawłem Rychlickim i Robertem Dudą triumfują podczas MP w jeździe drużynowej na 100 kilometrów (Warta Damis Szurkowski). W tymże samym roku w Bydgoszczy zdobywa tytuł wicemistrza Polski w wyścigu ze startu wspólnego - za Markiem Leśniewskim.

Na arenie międzynarodowej ściga się z powodzeniem w Wojskowych Mistrzostwach Świata w holenderskim Arnhem, gdzie razem z Pawłem Czopkiem, Sławomirem Krawczykiem i Zbigniewem Ludwiniakiem zdobywają drugie miejsce w drużynowej jeździe na 100 km. Pierwsze miejsce zajmuje ekipa NRD, trzecie Włosi - z Davide Rebellinem na czele (1991). – Przegraliśmy z Niemcami o kilka sekund - podkreśla.

Jest rok 1994 i polscy szosowcy jadą na wyścig do Gostynia. Wygrywa tam kryterium Piotr Wadecki, drugi jest Dariusz Banaszek. A później następuje spotkanie z panem Wojciechem Mrozem. Od słowa do słowa i tak oto rodzi się myśl, że znany polski człowiek biznesu zasponsoruje kolarzy.


Dariusz Wojciechowski, były kolarz grupy Mróz, i Piotr Kurek. Pan Darek nadal ściga się z powodzeniem w wyścigach kolarskich mastersów. Tor samochodowy w Poznaniu, 16 października 2016.
Fot. archiwum Piotra Kurka

– Byłem od początku narodzin grupy Mróz. Pan Wojciech kupił sześć rowerów szosowych marki Peugeot, dał nam do dyspozycji samochód Mitsubishi (czarny) i stroje kolarskie w czarnym kolorze. I dał pieniądze na zgrupowanie w hiszpańskim Calpe. Pojechaliśmy tam na początku 1995 roku, w okresie luty-marzec. Piotr Korab, Robert Duda, Paweł Rychlicki, Dariusz Wojciechowski, Dariusz Banaszek i Piotr Kosmala. Ten ostatni pojechał w roli mechanika, ale już wkrótce okazało się, że idealnie sprawdza się w roli dyrektora sportowego grupy.

– To było pierwsze takie zgrupowanie polskich kolarzy - w słonecznej Hiszpanii. Byliśmy polskimi prekursorami zimowo-wiosennych treningów na południu Europy. Pojechaliśmy wówczas trzy wyścigi, w których startowało po 200 zawodników. Jeden z nich wygrałem - mówi Dariusz Banaszek.

A w roku 1995 Dariusz Banaszek (Mróz) wygrał osiemnaście wyścigów. – Byłem naładowany energią, dobrym przygotowaniem do sezonu po hiszpańskim zgrupowaniu. Byłem jednym z tych kolarzy, którzy rozpoczęli serię wieloletnich sukcesów grupy Mróz. Ale był to mój ostatni rok kariery. Nie bez znaczenia byl fakt, że urodził mi się wówczas drugi syn (Dorian - 1995), wcześniej Adrian (1993) i później Norbert (1997) - dwaj ostatni są kolarzami.

– Urodził się drugi syn, grupa Mróz zaczęła się rozwijać, a ja miałem już odłożonych trochę pieniędzy z kolarstwa i postanowiłem zbudować centrum handlowe w Nowym Dworze Mazowieckim. W tym momencie stałem się człowiekiem biznesu.


Dragomir Kuzow (bułgarski producent rowerów) i Dariusz Banaszek.
Fot. archiwum Dariusza Banaszka

Od 1996 roku Dariusz Banaszek z całego serca kibicował grupie Mróz, której - tak na dobrą sprawę - był akuszerem. I postanowił nie rozstawać się z ulubionym sportem, tylko go wspierać. Przez trzy lata był sponsorem grup amatorskich, od 1999 zawodowych - Lukullus Banaszek Sport - III dywizja (1999), Atlas Lukullus Ambra - II dywizja (2000-2001), Ambra SNC (2002), Ambra (2003), PSB Kreisel (2004), PSB Atlas (2005), Wilier Atala (2006-2007), Banaszek Sport (2009-2010), BDC Team (2011) i BDC MarcPol (2012-2014), BDC Kolss (2015), VERVA ActiveJet (2016).

Nie miał trzydziestu lat, gdy został dyrektorem sportowym grup kolarskich. Któż w nich nie jeździł? Przewinął się przez nie peleton najlepszych naszych szosowców. Sponsorował także Marka Galińskiego - najwybitniejszego polskiego kolarza MTB, czterokrotnego olimpijczyka.

Skończył 46 lat w maju tego roku. Z rowerami i kolarstwem jest za pan brat od najmłodszych lat. Był zawodnikiem, reprezentantem Polski, sponsorem grup - amatorskich i zawodowych. Niezależny w poglądach, szybki w działaniu, odważny w biznesie Dariusz Banaszek zdecydował się w kandydować do funkcji sternika polskiego kolarstwa - prezesa PZKol.

Cztery lata temu był już zachęcany przez część środowiska, by podjął się tej roli. – Chciałem przez ten czas przyjrzeć się z bliska jak działa Polski Związek Kolarski. Byłem w zarządzie związku, byłem blisko tego wszystkiego i nauczyłem się bardzo wiele. I dziś mogę powiedzieć, że jestem w pełni przygotowany, by podjąć się zaszczytnych obowiązków.


Dariusz Banaszek sponsorował Marka Galińskiego (na zdjęciu z Grzegorzem Golonko i Andrzejem Kaiserem), naszego niezapomnianego kolarza górskiego. Dolsk, 10 kwietnia 2010.
Fot. Piotr Kurek

– Powiem krótko, kocham kolarstwo. Jeśli 82 delegatów z 16 regionów Polski w najbliższą sobotę zdecyduje się oddać mi ster narodowego cyklizmu na następnych kilka lat, to ich zapewniam teraz słowami i swą przeszłością, że ich nie zawiodę! Marzy mi się, by był to znów polski sport narodowy, numer jeden.

– Trzeba zakasać rękawy. Nie marzy mi się żadna rewolucja, ale ewolucja, by było jeszcze lepiej w polskim kolarstwie. By było więcej klubów, więcej dobrych imprez w kraju, więcej medali na najważniejszych zawodach na świecie.

Przed laty, w wieku 25 lat, przestał być zawodnikiem. Stał się człowiekiem biznesu, sponsorem grup kolarskich. Jak oblicza, w minionych 21 latach dał pracę około 300 ludziom - kolarzom, mechanikom, masażystom. Niektórzy z nich, jak Białorusin Wasil Kiryjenka - szosowy mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas w Richmond (USA-2015), są mu za okazaną pomoc dozgonnie wdzięczni.

I jeszcze jedno: familia, rodzina, klan Banaszków. Grzegorz Banaszek był dlań inspiracją, Dariusz w kolejnym pokoleniu kontynuował z powodzeniem kolarską tradycję. A teraz aż trzech Banaszków widać na szosach nie tylko Polski: to synowie Adrian i Norbert oraz Alan Banaszek - syn brata Bogdana (wielki talent, mistrz Europy na szosie, zawodnik CCC Sprandi Polkowice).

                                            Piotr Kurek

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL