R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21322557 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
124 kilometry na rowerze
od Smokowca do Popradu

 

Wzdłuż słowackich Wysokich Tatr

To był naprawdę piękny dla mnie dzień - jazda rowerem wzdłuż słowackich Wysokich Tatr, na wysokości Smokowca i Szczyrbskiego Plesa, jak i sześćset metrów niżej, gdzieś w Popradzie, jak również w miejscowościach o nazwie Prybilina i Svit.


Jezioro Szczyrbskie Pleso jest zachwycająco piękne.

Po kilku dniach pedałowania po Słowacji na swym bicyklu marki Wheeler Pro 59, w towarzystwie poznańskich przyjaciół, dotarłem do miejscowości Velky Slavkov. Tutaj właściciel niedrogiego (250 miejscowych koron za noc - niecałe 30 złotych) i bardzo funkcjonalnego pensjonatu o nazwie "Floriana" (Stredna 118), 46-letni Florian Krajnak, zachęcił mnie do tego, by za jednym zamachem objechać ponad 100 kilometrów na rowerze. Zaproponował też kierunek jazdy. Podjąłem to wyzwanie, licząc na to, że były piłkarz - dziś człowiek turystycznego interesu dobrze wskazuje mi do poznania ten fragment swego kraju, który jest naturalnie piękny, bardzo wysoki, jakby miejscami monumentalny.


Widok na Wysokie Tatry od strony Wielkiego Sławkowa.

Teraz, w tym miejscu dziękuję Florianowi, że zalecił delikatnie, bez nacisku, ale wiedząc co mówi, jazdę rowerem na miejsce oznaczone na mapie jako Podbanske (950 metrów nad poziomem morza).

Przyznaję jednak, że zbyt późno wsiadłem we wtorek 3 lipca na rower. Była dokładnie godzina 9.50, gdy wyruszyłem w drogę. Z miejscowości Velky Slavkov (677 metrów n.p.m.) ruszyłem w drogę - mając przed sobą szczyty tatrzańskie zatopione we mgle.


Droga prowadzi ze Smokowca do Popradu.

Nova Lesna (746 metrów n.p.m.) leży w odległości 1,5 km od miejsca początku jazdy. Tu też stoi przy drodze znak informujący o tym, że jesteśmy na trasie rowerowej (cesta). Wiodącej w górę, ku znanemu w świecie kurortowi - Stary Smokowiec (1010 metrów). Jest co robić, by się zagiąć nad kierownicą, jak mówią kolarze, by na dystansie 7 kilometrów być wyżej o 264 metry. Co tu dużo mówić, jest to jednostajne pedałowanie na przełożeniach: z przodu na trybie najniższym - z tyłu najwyższym.


Jeszcze kilkaset metrów w górę i jestem w Smokowcu.

Stary Smokowiec, kurort od stu lat, ma ładną drogę, liczne hotele i pensjonaty oraz tysiące turystów i gości wczasowych. Ale przecież przegrywa z innym miejscem na mapie Słowacji rywalizację o wysokość i piękno.


Gerlach zatopiony we mgle.

Tak, tak, po trzykroć tak! Szczyrbskie Pleso , 15 kilometrów od Starego Smokowca, leży na wysokości 1335 metrów nad poziomem morza. Po drodze jest miejscowość Nova Polianka (1060 metrów n.p.m.) i na jej wyskości znajduje się zniewalający szczyt Gerlach. Całe 2655 metrów, najwyższy na Słowacji - o całe 156 metrów wyższy od naszych Rysów (2499 metrów n.p.m.) i dobrze widoczny z drogi.


Za moimi plecami Gerlach.

Szczyrbskie Pleso to międzynarodowe centrum narciarstwa, to piękne jezioro, to wreszcie miejsce, dokąd za 40 słowackich koron (4.65 zł) dowozi ze wsi Velky Slavkov kolejka. Ale przecież zdecydowałem się na pedałowanie, z wysokości 677 na 1355 metrów n.p.m. Od Wielkiego Sławkowa (pisząc po polsku) do Szczyrbskiego Plesa jest prawie trzydzieści kilometrów.


9 listopada 2004 roku przeszedł tędy niszczycielski huragan, który powalił tysiące drzew.

Jezioro o tej nazwie robi wrażenie. Każdy kto kocha fotografowanie, musi się zachwycić surowym pięknem Szczyrbskiego Plesa. Jeziora, na tle wysokich gór, kontrastującego tego dnia kolor swej wody z niebiańska jasnością chmur.


Jezioro Szczyrbskie Pleso robi wrażenie na każdym.
 

Jest godzina 13.30 - zrobiłem wiele zdjęć i już mnie korci, by ruszyć w dół - w stronę miejscowości Podbanske, o której mówił Florian. To tylko 14 kilometrów dalej i całe 405 metrów niżej. Na swym Wheelerze pędzę jak szalony w dół - osiągam prędkość 63,2 km na godzinę. Po obu stronach szosy rosną świerki, których nie zniszczył i przewalił listopadowy żywioł 2004 roku.


Podbanske leży na wysokości 950 metrów nad poziomem morza. Ze Szczyrbskiego Plesa cały czas można szaleńczo zjeżdżać w dół.

Podbanske, robię zdjęcie nazwy tego miejsca i za chwilę spotykam Słowaka. 59-letniego Jana Stepitę, emerytowanego kolejarza, który na swym rowerze jedzie długie kilometry ze mną. Zna tu każdy prawie kamień, zna najkrótszą drogę na Rysy. Ale ubolewa, że jego dwaj synowie są teraz w Londynie, za pracą, i że los jego emerytury jest być może, w przyszłości, zagrożony.


Przede mną jazda w dół.

Jedziemy w dół, Podbanske (950 metrów n.p.m.) za nami. Za nami też, za naszymi plecami Krivan, ostatni wielki szczyt Wielkich Tatr. Jan robi mi, na moje życzenie, kilka zdjęć. Zdjęć z drogi, ze szczytem Krivan w tle.

Rozstajemy się, ale przecież Jan ciut wcześniej był świadkiem jak od Garbiela, zbieracza grzybów, kupiłem piękne cztery prawdziwki (diubiaki) za 40 koron. W skupie płacą za kilogram 200 koron, w Bratysławie - dwa razy więcej.


Jeszcze kilkaset metrów w dół i później skręt w lewo - na Poprad.

Podbanskie to 48 km od startu, ale ciągle jadę szybko w dół - w granicach 50 kilometrów na godzinę. Prybylina wita mnie wiejską swojkością i wysokością 765 metrów n.p.m. To całe 590 niżej niż Szczyrbskie Pleso. W Liptowskim Hradoku odnotowuję, że jestem już 66 kilometr w drodze. Sześć kilometrów dalej odnajduję, po prawej stronie drogi, źrodełko zimnej wody. Pod postacią czerwonego muchomorka.


Woda z tego ujęcia jest zimna i krystalicznie czysta.

Wychodna (775 metrów n.p.m.) to już 80. kilometr drogi. Duża miejscowość, w której - za pieniądze Unii Europejskiej - buduje się domki z drewna, przypominające te sprzed stu czy dwustu lat.


Ten obiekt powstaje w Wychodnej.

Za Wychodną jest Vazec (792 metry n.p.m.), na jej skraju ogromny cmentarz żołnierzy niemieckich, poległych w tej okolicy w latach 1939-1945. Cmentarz robi wrażenie, liczbą poległych żołnierzy, jak i prostą stylistyką niemieckich wartości.


Każdy kilometr drogi jest urokliwy w kierunku na Poprad.

I jeszcze Strba (829 metrów n.p.m.) i Svit (763 metry n.p.m.). Jest godzina 21.00, kiedy wjeżdżam na ścieżkę rowerową. Łączy Svit z Popradem, ma 8 km długości. Opisują ją w przewodnikach rowerowych, dla miejscowych jest atrakcją i powodem do dumy zarazem.


Gigantyczne reklamy na tle gór wyglądają właśnie tak.

Jadę całe osiem kilometrów. Dość szybko, bo 33 km/h, za mną jak cień podąża Martin, łyżworolkowiec z miejscowości Lucvina.

Jestem już w Popradzie. Przejechałem prawie 120 kilometrów. Na ostatnich kilometrach towarzyszy mi cyklista, dobrze zbudowany i dobrze oświetlony. To uczony od gwiazd. Pokonuje rocznie około 15.000 km na rowerze i wie, że już nigdy nie zgubi motywacji do rowerowej jazdy.

Velky Slavkow - Nova Lesna - Stary Smokovec - Nova Polianka - Strbskie Pleso - Podbanske - Wychodne - Vazec - Strba - Svit - Poprad - Velky Slavkow. To dystans 124,860 km do pokonania, to średnia jazdy - 16,3 km/h. To całe siedem godzin 39 minut 48 sekund pedałowania.


Każdy kilometr drogi to nowe doznania estetyczne.

Słowacja pod Wysokim Tatrami jest bajecznie piękna, ale poniżej tych gór kolor łąk i pól, jak również konfiguracja dróg i ścieżek, są też ładne dla oka.

W drodze byłem od 9.50 do 22.00. Tu i tam musiałem zajrzeć, porozmawiać z ludźmi, coś zjeść i wypić. I w różnych miejscach spotkałem Polaków. W Szczyrbskim Plesie Janusz Andrzejuk z Rokitna (okolice Białej Podlaskiej), wypoczywający z żoną Malgorzatą i synem Igorem, zrobił mi ładne foto na tle Doliny Liptowskiej. W Liptowskim Hradoku ja z kolei fotografuję dzieci z Opolszyczyny. I wreszcie prawie na końcu swej pięknej jazdy w Strbie spotykam Annę i Bogdana z Podkarpacia, których pytam już o zmierzchu o drogę.

 


Dzieci z Opolszczyzny na wakacjach w Słowacji.

Każdemu kto będzie na Słowacji, gdzieś pod Gerlachem, w Smokowcu, czy w Wielkim Sławkowie, polecam taki jednodniowy objazd tej okolicy na rowerze. Naprawdę warto zachwycić się pięknem okolic.


To zdjęcie, z widokiem na Liptowską Dolinę, zrobił mi Janusz Andrzejuk z Rokitna.

By jednak być w zgodzie z faktami, jest to propozycja dla zaawansowanych technicznie i kondycyjnie cyklistów. Trzeba mieć siłę, by na kolejnych kilometrach raz się piąć pod górę, raz szybko zjeżdżać, i znów zaginać swą sylwetkę nad kierownicą. To jest całodniowy wysiłek, ponad sto kilometrów po górskich drogach.

                                                                  Piotr Kurek

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL