R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21299165 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-15
To była słoneczna wyprawa do Wiednia i przez Słowację

 

Dwanaście dni w drodze

To była piękna wyprawa rowerowa. Wzięło w niej udział pięcioro osób - jedna pani i czterech mężczyzn, trasa zaś wiodła z Bratysławy do Wiednia i ze stolicy Austrii ponownie na Słowację. Ostatnim jej etapem był 60-kilometrowy przejazd ze Starego Smokowca, przez przejście graniczne Łysa Polana, do Zakopanego.

UCZESTNICY. Co tu dużo mówić, cała grupa to doświadczeni rowerzyści, mający za sobą udział w wyprawach po innych krajach, nie mówiąc o rajdach turystycznych po Polsce.

Renata Walkowska, rocznik 1972, była najmłodszym uczestnikiem wyprawy rowerowej. Pani prawnik jest posiadaczką roweru marki TREK, ma niesamowite poczucie humoru i przejechane tysiące kilometrów po Ukrainie, Obwodzie Kaliningradzkim, Litwie, Łotwie i Estonii.

Ireneusz Rutkowski, główny organizator pedałowania po Słowacji i Austrii, liczy sobie 54 lata, jest doktorem ekonomii i pracuje we wrocławskim oddziale NFZ. Uwielbia jazdę na rowerze, przed rokiem i dwoma laty organizował jazdy po Ukrainie, Litwie, Łotwie i Estonii. W tym roku zapragnął jazdy, na swej trekkingowym bicyklu marki FUJI, pod słowackimi Wysokimi Tatrami i po naddunajskiej ścieżce rowerowej.

Roman Ruga (rocznik 1952) swego Authora składał sam, zajęło mu to cztery godziny. Pracuje w poznańskim MPK, jest konstruktorem i lubi pedałować. Bierze udział w imprezach rowerowych, w tym roku jeździł już w Niemczech, w okolicach Dahme-Spreewald, na Słowację i do Wiednia wybrał się z prawdziwą przyjemnością.

Piotr Cholewiński, jak prezydent Lech Wałęsa, zna się na elektryce, pracuje w HCP - ostatnio jednak nie w swym wyuczonym zawodzie. Ma rower marki Unibike i spore doświadczenie w wielodniowych przejazdach - poza granicami naszego kraju, także w Polsce.

Piotr Kurek, autor tych słów, był piątym uczestnikiem wyprawy. Jechałem nie na swym nieśmiertelnym rowerze TREK 930 SHX, tylko na Whelerze Pro 59. Nowym rowerze górskim, z oponami o szerokości 2,1 cala. To była prawdziwa radość jazdy na bicyklu z salonu rowerowego SAIKO (Złotkowo, ulica Złota 5) Janusza Kowalskiego, szosowego mistrza świata z 1974 roku.

DOJAZD DO BRATYSŁAWY. Do Bratysławy dotarliśmy samochodem transportowym marki Volkswagen. Dowiózł nas i nasze rowery, bardzo szybko i bezpiecznie, 37-letni Paweł Śliwiński. Siedzi już 19 lat za kółkiem, w swej karierze zawodowej woził przez cztery lata wojewodę wielkopolskiego Andrzeja Nowakowskiego, przez pół roku obecnego wojewodę Tadeusza Dziubę.

Zmiennikiem pana Pawła był 60-letni Andrzej Różewski. Wyjechaliśmy z Poznania kilkanaście minut po północy z 22 na 23 czerwca i w Bratysławie byliśmy o godzinie 8.15. Za nami został dystans 674 kilometrów.

START NAD DUNAJEM. Po całonocnej jeździe, po wyładowaniu z samochodu rowerów i swych bagaży, o 9.15 byliśmy już na rowerach. Na bratysławskim deptaku, nad Dunajem - rozpoczynając swą wyprawę. Pierwszym naszym celem był Wiedeń.

Z Bratysławy do granicy słowacko-austriackiej, po naddunajskiej ścieżce rowerowej, jest niecałe sześć kilometrów. Do Wiednia - 60 kilometrów. Trasa wiedzie przez pola, malowniczymi wałami nadrzecznymi, w okolicach Hainburga nad wielką rzeką. Jedzie się bezpiecznie, szybko, wzdłuż doskonale oznakowanego szlaku. Jednego z najważniejszych w Europie.

Na naddunajskiej ścieżce rowerowej panuje ożywiony ruch, widać pojedyńczych rowerzystów i całe grupy. Niektóre z nich jadą z flagami swych państw, inne karnie podążają za swym liderem.

Po drodze są miejsca, gdzie można odpocząć, gdzie można się zatrzymać, gdzie za środki z Unii Europejskiej powstały platformy widokowe i zarazem informacyjne - o zwierzętach, roślinach i drzewach.

Miejscem, gdzie obowiązkowo trzeba się zatrzymać jest Hainburg. Port nad Dunajem, miasto, gdzie Haydn przez kilka lata mieszkał, i gdzie wielka rzeka majestatycznie płynie wielkim zakrętem.

Wjazd ścieżką rowerową, od strony Bratysławy, może szokować. Jedziemy asfaltową ścieżką, na lewo od niej aż do Dunaju rozciąga się olbrzymie terytorium FKK. Dziesiątki, setki gołych ludzi - pań i panów - odpoczywa tutaj: leżąc, czytając książki i gazety, wreszcie popatrując wzajemnie na siebie.

Jesteśmy w Wiedniu. Pierwszego dnia pokonaliśmy, z Bratysławy do stolicy Austrii, 85 kilometrów. Średnia prędkość - 15,4 km/h, czas jazdy - 5 godzin 34 minuty 1 sekunda.

DNI NASTĘPNE. W niedzielę 24 czerwca cały dzień pedałowaliśmy po Wiedniu, podziwiając stolicę Austrii i zazdroszcząc jej mieszkańcom, że mają tak wspaniałe warunki do jazdy rowerowej. W śródmieściu - na prawie 5-kilometrowym ringu, w innych miejscach na ścieżkach rowerowych.

W poniedziałek 25 czerwca powrót do Bratysławy z Wiednia i jazda do Devina, na miejsce noclegu. To piękne miejsce nad Dunajem, które licznie odwiedzają turyści, gdzie przed wiekami nad rzeką postawiono olbrzymią twierdzę. Ząb czasu jej specjalnie nie uszkodził i teraz tysiące ludzi poznaje prawdę o przeszłości.

Devin, Bratysława, Dubova, Trnava, Pieszczany, Trenczyn - to kolejne miejsca naszego słowackiego pedałowania. I poznawania historii i dnia dzisiejszego naszych południowych sąsiadów.

W Trenczynie wsiadamy do pociągu i jedziemy do Popradu. W jego okolicach, w Wielkim Sławkowie, w pensjonacie "Floriana", znajdujemy dla siebie przestrzeń ciszy, spokoju i odpoczynku. Jego właściciel Florian Krajnak, kiedyś piłkarz - dziś człowiek biznesu, stwarza niepowtarzalną aurę, byśmy codziennie mogli pokonać długie kilometry po górach. Raz do Lewoczy (ponad 100 km), innym razem do Starego Smokowca i Szczyrbskiego Plesa (70 km), wreszcie wokół słowackich Wysokich Tatr i miejscowości leżących poniżej nich (124 km).

Wielki Sławków, ul. Stredna 118. Polecam polskim turystom ten adres pensjonatu "Floriana" (telefon 0905 521 190). Za niecałe 30 złotych znajdziecie funkcjonalne miejsce odpoczynku, bez względu na to, czy chcecie jeździć na rowerze wokół gór, czy też zimą na nartach.

POWRÓT DO POLSKI. Przejechaliśmy po drogach i ścieżkach rowerowych Austrii i Słowacji prawie 900 kilometrów. Bezpiecznie, bez problemów, choć Irek Rutkowski w drodze z Wiednia do Bratysławy dwa razy przebił w przednim kole dętkę.

Wracaliśmy do kraju 4 lipca ze Starego Smokowca, kierując się w stronę przejścia granicznego Łysa Polana. Po przejechaniu 20 km zaczęło mżyć, później intensywnie padać. W końcu nad głowami mieliśmy ulewę.

Łysa Polana - Zakopane, 22 kilometry do pokonania. Znów w deszczu, po nierównej - bardzo dziurawej drodze. Aż dziw bierze, że od Łysej Polany do Zakopanego prowadzi tak fatalna droga. Od tablicy z napisem Zakopane asfalt jest równy, standardowo europejski.

PODSUMOWANIE. Irek Rutkowski starannie przygotował wyprawę. Nocowaliśmy w dobrych warunkach za nieduże pieniądze, słońce świeciło nam prawie cały czas. Romka Rugę użądliła boleśnie w dolną wargę pszczoła, Piotr Cholewiński upadł na rowerze (na szczęście niegroźnie), poznaliśmy smak słowackich czereśni i piękno górskiego krajobrazu.

To było dwanaście dni w drodze (bez żadnej przerwy). Spotkaliśmy w różnych miejscach naszej podróży cyklistów z innych krajów - jak choćby Szwedki z Jonkoping (kłaniam się Polce Christinie Frolik) przed pałacem prezydenckim w Bratysławie.

Poznaliśmy weekendowy Wiedeń i góry Słowacji. To była piękna wyprawa. Każdy z nas pięciorga dopisał sobie do swej biografii wrażenia z dwóch kolejnych krajów Europy. Warto było jechać, pedałować, trudzić się i z wysokości siodełka poznawać niespiesznie stolicę Austrii i duże fragmenty Słowacji.

                                                                                          Piotr Kurek

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL