R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21299144 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-15
Rowerami wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry

 

Dziewięć dni sierpniowej jazdy 

Kiedy kilka lat temu na Międzynarodowych Targach Poznańskich, podczas październikowego Tour Salonu, pojawiła się informacja (i wraz z nią folder), że powstał szlak rowerowy Nysa Łużycka - Odra, wiedziałem już wówczas, że prędzej lub później pokonam go na swym bicyklu.  

Dziewięć dni sierpnia 2008, od 22 do 30, było dla grupy jedenastu amatorów rowerów z Wielkopolski i takiej też na nich turystyki czasem poznawania niezwykłego miejsca, jakim jest granica polska-niemiecka, od jej początku do końca. Nieśpiesznego, wakacyjnego, z poczuciem odkrywania czegoś na nowo, o czym wiemy z historii i co wcześniej każdy z nas widział w jakimś tam fragmencie (najczęściej jako przejście graniczne).


Wystartowali w Czechach, jechali w Niemczech, ukończyli wyprawę w Polsce.  

Pierwotnie miało ruszyć w drogę dwanaścioro osób, ale ostatecznie do miejscowości Nova Ves (Czechy), na miejsce rozpoczęcia wyprawy wzdłuż Nysy Łużyckiej, dotarły dwie panie i dziewięciu mężczyzn. 

Uczestnicy wyprawy

Grażyna Głowacka, mgr chemii z wykształcenia i pedagog z sercem, jest radną powiatu poznańskiego i zarazem sprawdzoną w rozlicznych imprezach rowerzystką. Wraz z mężem Ryszardem pedałowała w 2002 z podpoznańskiego Suchego Lasu do Isernhagen pod Hanowerem (w sumie 682 km przez siedem dni). Rok później uczestniczyła w wyprawie z Polski przez Niemcy do Danii (wyspa Fionia), na Światowy Zlot Rowerzystów.


W tym miejscu Nysa Łużycka (z prawej) wpada do Odry.

Dzielna pani Grażyna zadbała tym razem o to, by jadący wzdłuż Nysy Łużyckiej i Odry byli jednolicie ubrani - w niebieskie koszulki, na piersiach promujące powiat poznański, na plecach zaś przedstawiające dokładną trasę przejazdu. W tym miejscu wypada podziękować staroście powiatu poznańskiego Janowi Grabkowskiemu, wielkiemu przyjacielowi pasjonatów cyklizmu, za okazaną pomoc.

Renata Walkowska, najmłodszy uczestnik wyprawy - 36 lat, jest prawnikiem i specjalizuje się w prowadzeniu spraw gospodarczych, zaś czas wolny lubi spędzać na rowerze. Na swym Treku przed rokiem pedałowała po Austrii i Słowacji (wzdłuż naddunajskiej trasy rowerowej), jechała dwa lata wcześniej przez Obwód Kaliningradzki, Litwę, Łotwę i Estonię. Podróżowała także w 2005 dwa tygodnie po Ukrainie na bicyklu.

Z dziewięciu mężczyzn najmłodszy był Piotr Cholewiński (rocznik 1961 - pracownik HCP), mający za sobą udział w wyprawach po Słowacji, Austrii, Ukrainie. Ireneusz Rutkowski, ekonomista z wykształcenia, był głównym organizatorem. To on ustalał trasę sierpniowego przejazdu, zadbał o mapy, noclegi, wreszcie o logistyczne wsparcie w postaci samochodu firmy EUROBUS Andrzeja Różewskiego, wiozącego nasze torby.

Ryszard Głowacki, jak jego żona Grażyna, ma spore doświadczeniu w międzynarodowych wyjazdach rowerowych. Podobnie jak Zbigniew Rembicki z podpoznańskich Biskupic oraz Zdzisław Mikołajczyk i Andrzej Żok z Wolsztyna.

Przedsiębiorca budowlany z Poznania Bogdan Grzesiak i księgowy Marek Jaskuła debiutowali w takim wyjeździe.


Autor tej strony nad Odrą w okolicach Bad Freienwalde.

Autor tych słów trochę już popedałował na rowerze po Europie (Włochy, Czechy, Niemcy, Austria, Słowacja, Dania, Ukraina) i dziewięć sierpniowych dni było dlań wzbogaceniem swego turystyczno-poznawczego doświadczenia.  

Początek jazdy w Czechach

Nova Ves, Czechy. Tu, na południowo-zachodnich stokach Gór Izerskich (563 metry nad poziomem morza), rozpoczyna swój bieg Nysa Łużycka. Gdzieś w lesie, w specjalnym obramowaniu z kamieni, z połączenia dwóch rzek - Nysy Biedrzychowskiej i Nysy Czarnej. Stosowna tablica o tym wszystkim informuje.

22 sierpnia przed południem, przy przebijających się przez wierzchołki drzew promieniach słońca, złożyliśmy wobec siebie wzajemne zobowiązanie, że pojedziemy wzdłuż Nysy Łużyckiej, aż do tego miejsca, gdzie wpada ona do Odry. I dalej w stronę słonej wody - do Morza Bałtyckiego.


Z wieży widokowej w Cedyni roztacza się wspaniały widok na okolicę.

Nova Ves, Jablonec, Liberec - pierwszy dzień w zdecydowanej większości upłynął nam na podziwianiu czeskich krajobrazów, także na pokonywaniu licznych wzniesień, aż do granicy z Niemcami. Pierwsze 54 km to było pedałowanie wzdłuż górnego odcinka Nysy Łużyckiej, w Czechach właśnie.

Gdzie stykają się trzy granice

I później, już w miejscowości Olbersdorf, niektórzy z nas zanurzyli się do kolan w czystej rzece o kamienistym dnie, gdzie stykają się granice Polski, Niemiec i Czech. I gdzie stoją tylko słupy graniczne, nie ma już za to czujnych kiedyś w w tym miejscu pograniczników.

W tym momencie każdy z nas moczący swe stopy w zimnej wodzie aż nadto dobrze uświadomił sobie, że jest to jednak inna już Europa - zmieniona w ostatnich kilku latach.

I następnie przejazd do Bogatyni na nocleg, pierwszy podczas tej wyprawy. I nad ranem następnego dnia, 23 sierpnia, budzi naszą rowerową społeczność radosna wiadomość z Pekinu: Maja Włoszczowska wicemistrzynią olimpijską w kolarstwie górskim kobiet. 

Pokonaliśmy w dziewięć dni 840 kilometrów, zajęło to nam ponad 50 godzin (a zatem ponad dwie doby). Trzy razy przekroczyliśmy granicę stu kilometrów w ciągu jednego dnia. Ten ostatni, 30 sierpnia, zapisał się jako najdłuższy etap wyprawy - ponad 124 km w ciągu ponad siedmiu godzin.

Generalnie, rzecz biorąc, pogoda nam sprzyjała, ale w niedzielę 24 sierpnia na trasie ze Zgorzelca do Łęknicy i dalej na miejsce noclegu w miejscowości Żarki Wielkie nieustannie padał intensywnie deszcz. To był prawdziwy horror, ponad cztery godziny jazdy w ulewie.  

Od Gór Izerskich do Morza Bałtyckiego

Jechaliśmy szlakiem, który wije się przeszło 591 kilometrów od Gór Izerskich do Morza Bałtyckiego i prowadzi przez miasta o bogatej przeszłości i europejskiej przyszłości. Zittau (Żytawa), Gorlitz, Zgorzelec, Bad Muskau, Guben, Gubin, Eisenhuttenstadt, Frankfurt nad Odrą, Słubice, Kostrzyn nad Odrą, Cedynia, Schwedt, Mescherin, Gryfino, Penkun, Locknitz, Gartz, Nowe Warpno, Ueckermunde, Anklam, Usedom - te miejscowości poznaliśmy z wysokości rowerowego siodełka.

Pedałowaliśmy po szlaku, na którym nie można się zgubić. Jest on swego rodzaju wizytówką niemieckiego systemu tras rowerowych. Tablice i znaki są czytelne, nikt ich nie niszczy, odległości podaje się z dokładnością do stu metrów.

Zaskakujące jest to, że na owym szlaku widać ludzi, ale starszych. Młodych rzadko można spotkać. Odnosi się wrażenie, że młodzi Niemcy gdzieś się przenieśli, ulotnili, wybrali zapewne starą Bundesrepublik Deutschland.

Jechaliśmy wzdłuż dwóch rzek, które stanowią granicę polsko-niemiecką. Nysa Łużycka wyznacza ją na dystansie prawie 200 km (198,7 km), Odra na znacznie dłuższej długości.

Nysę, prawie przez cały czas, mieliśmy prawie pod ręką i w zasięgu wzroku. Odra, czym bliżej słonej wody (czytaj Bałtyku), tym szersza i jakby bardziej monumentalna w swej wielkości, meandrująca niekiedy dwa kilometry od ścieżki rowerowej. I ginąca nam niekiedy z horyzontu.

Obie rzeki są cudnie urokliwe, zaś przyroda je otaczająca dowodzi, że troska o naturalne środowisko jest silniejsza od dzieła destrukcji i braku odpowiedzialności niektórych ludzi.

Widoczne ślady wojny

Od II wojny światowej minęły 63 lata, ale jej ślady są nadal widoczne nad obu rzekami. Szczególnie to widać nad Nysą Łużycką, gdzie jednego dnia (25 sierpnia) między Łęknicą a Gubinem naliczyłem prawie dziesięć zerwanych mostów. Wysadzali je w powietrze saperzy wycofujących się oddziałów hitlerowskich przed nacierającymi na zachód wojskami Armii Czerwonej.


Most w Karninie - pomnik wspaniałej techniki ma zostać odbudowany.

Potrzeba jeszcze dużo pieniędzy i wielu lat, by choćby częściowo odbudować infrastrukturą drogowo-kolejową między Polską a Niemcami. 

W minionych kilkunastu latach po polskiej stronie granicy z Niemcami powstała cała sieć targowisk, z myślą o kupujących tu obywatelach Bundesrepubliki. Dziś widać, że los ich jest, w gruncie rzeczy, przesądzony. Ceny w obu krajach się szybko upodabniają (wyjątkiem papierosy), zatem polscy sprzedawcy zwijają swe interesy. W niektórych miejscach te place wymiany towaru za euro, przykładem Bogatynia, ograniczają się do kilku stoisk. W Świnoujściu to handlowe kurczenie przy granicy widać dramatycznie najpełniej. 

Od 26 sierpnia do końca swej wyprawy mieliśmy niezłych, wiecznie uśmiechniętych towarzyszy podróży. Niemiec, naukowiec - był kiedyś w Poznaniu (wymiana z UAM), imieniem Gert i jego holenderska frau Koosje raz nas wyprzedzali na swych rowerach, innym razem my ich. Rozstaliśmy się już na niemieckiej części wyspy Uznam, w okolicach dużych rozlewisk, gdzie tysiącami króluje ptactwo wszelkiej maści.


Wspólne zdjęcie z niemiecko-holenderską parą w miejscu, gdzie Nysa Łużycka wpada do Odry. 

Taka 9-dniowa jazda to nie tylko rozkosz pedałowania, podziwiana majestatycznej nadrzecznej przyrody i jej piękna. Gołym okiem widać, że w niemieckich miastach są tysiące wolnych mieszkań (Gorlitz), że niemieckie biura nieruchomości zachęcają Polaków do kupowania po atrakcyjnych cenach mieszkań po zachodniej stronie Odry.

Od Olbersdorf do Świnoujścia widać dość często po niemieckiej stronie Odry napisy w języku polskim. Przejawia się w tym troska o turystę znad Wisły i Warty, by zajrzał do gospody, by poznał niemiecką kulturę i przeszłość, by wreszczie zechciał coś kupić. Także mieszkanie lub dom z ogródkiem.

Jechaliśmy cztery dni wzdłuż Odry i ani ja, ani też też moi współtowarzysze ani razu nie dostrzegli na rzece niemieckiej barki. Może mieliśmy pecha, może nie patrzyliśmy tam gdzie trzeba, ale wydaje się, że Odra jest rzeką żeglugowo martwą. Dwa polskie zestawy barek (Odratrans - jeden, drugi bydgoskiego armatora) nie są w stanie zmienić tej konstatacji. Jeśli już pływały pod niemiecką banderą, to jachty i statki wycieczkowe gdzieś w okolicach Schwedt - Gartz.


Piękne chmury nad Nowym Warpnem. 

Jest ich wiele. Bad Muskau, Łęknica - rozległy (ponad 5 km kwadratowych powierzchni), największy i najsłynniejszy park krajobrazowy stylu angielskiego w Polsce i w Niemczech. Znajduje się on na obu stronach rzeki Nysy Łużyckiej, która stanowi granicę polsko-niemiecką. Centrum parku znajduje się w niemieckiej miejscowości Bad Muskau. Dwie trzecie obszaru znajduje się po stronie polskiej w okolicy miasta Łęknica. 2 lipca 2004 roku Park Mużakowski został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Parkiem opiekuje się Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszawie. Objeżdżaliśmy park rowerami, nie jest to zabronione, całych kilkanaście kilometrów, podziwiając piękno majestatycznego terenu o zróżnicowanej wysokości.

Ostatni dzień jazdy

Ostatniego dnia wsiedliśmy w Nowym Warpnie na statek niemieckiej linii żeglugowej Adler Schiffe, by za 5 euro przeprawić się w niecałe 15 minut do miejscowości Altwarp. Stąd przez Ueckermunde, Anklam, Usedom, Zirchow pedałowaliśmy w stronę Polski. 

W Cedyni powtórzyliśmy sobie lekcję z historii, przypominając zwycięską w 972 roku walkę Mieszka I z jednym z książąt niemieckich - Hodonem. W niemieckiej miejscowości Karnin zobaczyliśmy jak straszy od II wojny światowej podnoszony most kolejowy (wysadzony przez hitlerowskich saperów w kwietniu 1945 roku), swego rodzaju pomnik techniki.


Niemcy na potęgę stawiają w pasie nadmorskim turbiny wiatrowe.

Nie sposób wymienić tych wszystkich miejsc, które widzieliśmy. Nasza podróż w sierpniu 2008 była turystycznym zmaganiem z terenem, warunkami pogodowymi, była także znakomitą okazją, by popatrzeć na Niemcy. Na ich plany, problemy, aspiracje.

I porównać je z naszymi, by dostrzec ile musimy zrobić, by Nysa Łużycka i Odra nie dzieliły Polaków i Niemców cywilizacyjnie, bo politycznie już nie dzielą.

Życie granicznego miasta

Stefan Pilaczyński pochodzi z Koła, studia wojskowe kończył w Poznaniu (Wyższa Szkoła Oficerska im. Stefana Czarnieckiego), jako oficer służbę pełnił w Gubinie. Dziś jest prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Gubińskiej. 25 sierpnia, w czwartym dniu naszej wyprawy, Stefan Pilaczyński poświęcił swój cenny czas, przybliżając nam historię miasta i jego współczesne problemy. Pokazał nam wnętrza zrujnowanego kościoła farnego, także udostępnił wejście na miejscową wieżę widokową. W tym miejscu dziękuję panu prezesowi, w imieniu całej naszej grupy, za pokazanie życia granicznego miasta i życzę dużo sukcesów w społecznej pracy. 

W słynnej miejscowości nadmorskiej Ahlbeck, 2 kilometry przed Świnoujściem, na miejscowej plaży (przyjeżdżała tu w latach dwudziestych XX wieku Marlena Dietrich), stanęliśmy do pamiątkowych zdjęć.

I dwóch z nas, Irek Rutkowski i autor tych słów, wykąpało się w zimnych wodach Bałtyku. Później była już jazda do Świnoujścia, gdzie po słynnym przejściu granicznym nie ma już praktycznie śladu, gdzie nie widać dorożek, i gdzie widać, jak słabnie wzdłuż ulicy lip handlowanie z Niemcami.

Warto było przemierzyć ten graniczny szlak. Znam Niemcy od lat, wiem o nich i ich historii sporo, ale przecież ta rowerowa wyprawa miała dla mnie cenny poznawczo wymiar. Także dla Grażyny Głowackiej i Renaty Walkowskiej, jak i siedmiu pozostałych kolegów, którzy dotarli do celu podróży.

                                                                          Piotr Kurek

Wyprawa rowerowa wzdłuż Nysy ŁuŻyckiej i Odry - dzień po dniu
 

Dzień pierwszy, 22 sierpnia, Nova Ves - Bogatynia: dystans - 75,876 km, średnia prędkość - 14,0 km/h, maksymalna prędkość - 55,0 km/h, czas jazdy - 5:25;07 h

Dzień drugi, 23 sierpnia, Bogatynia - Gorlitz/Zgorzelec: dystans - 63,654 km, średnia prędkość - 14,3 km/h, maksymalna prędkość - 53,6 km/h, czas jazdy - 4:27;47 h

Dzień trzeci, 24 sierpnia, Zgorzelec - Łęknica: dystans - 82,174 km, średnia prędkość - 18,1 km/h, maksymalna prędkość - 41,8 km/h, czas jazdy - 4:33;02 h

Dzień czwarty, 25 sierpnia, Łęknica - Guben/Gubin: dystans - 96,881 km, średnia prędkość - 17,7 km/h, maksymalna prędkość - 49,8 km/h, czas jazdy - 5:27;59 h

Dzień piąty, 26 sierpnia, Gubin - Słubice: dystans - 82,002 km, średnia prędkość - 16,5 km/h, maksymalna prędkość - 45,3 km/h, czas jazdy - 4:59;14 h

Dzień szósty, 27 sierpnia, Słubice - Cedynia: dystans - 115,32 km, średnia prędkość - 18,0 km/h, maksymalna prędkość - 41,5 km/h, czas jazdy - 6:24;10 h

Dzień siódmy, 28 sierpnia, Cedynia - Gryfino: dystans - 83,260 km, średnia prędkość - 15,7 km/h, maksymalna prędkość - 49,8 km/h, czas jazdy - 5:17;58 h,

Dzień ósmy, 29 sierpnia, Gryfino - Nowe Warpno: dystans - 115,580 km, średnia prędkość - 17,5 km/h, maksymalna prędkość - 41,8 km/h, czas jazdy - 6:36;14 h

Dzień dziewiąty, 30 sierpnia, Nowe Warpno - Świnoujście: dystans - 124,400 km, średnia prędkość - 17,6 km/h, maksymalna prędkość - 46,7 km/h, czas jazdy - 7:03;00 h

------------------------------------------------------------------------------------------

ŁĄCZNY DYSTANS - 839,147 km, ŁĄCZNY CZAS JAZDY - 50 godzin 14 minut 52 sekundy

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL