R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 22522909 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2018-01-17
Żywiołowy Alain, przyjaciel Winokurowa
i jak zwykle niezawodni Wielkopolanie

 

Sopockie wątki i refleksje po maratonie Skandii


Alain Mompert (2568) gotowy do startu w sopockim maratonie Skandii i Czesława Langa.

Sopot był w niedzielę miejscem spotkania ponad tysiąca pasjonatów MTB, którzy przyjechali do nadmorskiego grodu, by rywalizować w kolejnej, już piątej, edycji Skandia Maraton Lang Team.

MIEJSCE STARTU. Jak można opisać Sopot? Słowami o tym, że jest to najlepsze polskie kąpielisko, że znajduje się tutaj najdłuższe w Europie drewniane molo, że kompleks kortów tenisowych jest największy w kraju, że miasto żyje i pulsuje turystyką, kulturą, biznesem i także sportem.

W niedzielę przed godziną 11, kiedy ponad 400 zawodniczek i zawodników stanęło w gotowości do startu, by rywalizować na dystansie Mini (33 km), stojący w pierwszym rzędzie Francuz Alain Mompert cofnął się pamięcią wstecz o całych 21 lat...

– Przyjechałem do Polski 29 lipca 1989 roku. I zamieszkałem w Sopocie, na ulicy Żeromskiego. Przez dziewięć lat spoglądałem z dziesiątego piętra, z okien swego mieszkania, na miasto i zielone okolice Łysej Góry. Rok później założyłem tutaj firmę (CEETAC), która w tym roku obchodzi jubileusz dwudziestolecia.

– Stoję na starcie i ogarnia mnie nostalgia. Ponad 20 lat w Polsce, tutaj poznałem Grażynę, urodziwą Polkę, z którą od wielu, wielu ładnych lat dzielę wspólny los. Jestem pasjonatem kolarstwa, fanem Czesława Langa i jego organizacyjnych przedsięwzięć: Tour de Pologne, Skandia Maraton Lang Team.

– W tym roku startowałem we wszystkich dotychczasowych edycjach Skandii, za chwilę ruszę na trasę z okolic miejsca, gdzie przed 21 laty wylądowałem w Polsce. Życiowo, na trwałe. To niebywałe, jak los zatacza ładne koło. Gdyby ktoś mi w 1989 roku powiedział, że 20 lat później stanę w stroju kolarskim i na rowerze w Sopocie - obok miejsca, gdzie zamieszkałem - by ścigać się w prestiżowej imprezie sportowej, nie starczałoby mi wyobraźni.

Alain Mompert, rocznik 1964, startuje na dystansie Mini. Wysoki mężczyzna mówi z francuskim akcentem, pięknie śpiewa, jest człowiekiem-duszą, jakby jedną z głównych twarzy maratonów Skandii i Czesława Langa. Od ich początku, od kwietnia 2007 roku.

W niedzielę ruszył ostro rozpoczął jazdę, ale na 18 kilometrze gałąź uderzyła go w oko. Popłynęła krew, ale nie zszedl z trasy, dojechał do mety. Na miejscu 126., z czasem - 1:40:06 h. A później dopiero pojechał do szpitala, by założono mu opatrunek. Jego pech dostrzegli organizatorzy, dostał upominek, jakby wynagradzający fizyczny ból.

ZWYCIĘZCY. Kiedy w ubiegłym tygodniu odbyłem dłuższą rozmowę o kolarstwie, o maratonach i sporcie z Robertem Banachem (Mróz Active Jet), zawodnik z Gdańska wrócił pamięcią do lat, gdy jako młody chłopak próbował naśladować ojca.

– Ojciec był lekkoatletą, skakał o tyczce. Reprezentował Lechię Gdańsk. Jego rekord życiowy - 4 metry 20 centymetrów. Ja też chciałem przelatywać nad poprzeczką i czyniłem to jako kilkulatek. Robiłem to na wysokości około 2 metrów.

– Później, gdy na sankach złamałem nogę, miałem ją unieruchomioną w gipsie przez pół roku. Po jego zdjęciu lekarz zalecił ruch i jazdę na rowerze. Tak rozpoczęła się przygoda z rowerem, która trwa od 1992 roku.

– Pamiętam wyjazd w tymże 1992 roku do Warszawy na zawody kolarzy górskich. Miałem wówczas czternaście lat, brat Bartek - sześć. Impreza odbywała się na warszawskim Bemowie i brały w niej udział także dzieci. Bartek miał za nic aspiracje warszawskich rówieśników i od startu do mety dzielnie pedałował po swe pierwsze zwycięstwo, po swój sukces. Był lepszy od kilkudziesięciu innych chłopaków. Był jakby maskotką naszej gdańskiej ekipy, zwycięską maskotką.

W niedzielę bracia Bartosz Banach (1978) i Robert Banach (1986) byli najlepsi w sopockim maratonie Skandii. Młodszy Bartek był o sekundę lepszy od Roberta na 88-kilometrowej trasie Grand Fondo. Za kolarzami Mroza przyjechali Radosław Tecław z Bydgoszczy, Michał Putz z Powidza, Przemysław Ebertowski z Gdyni i Andrzej Kaiser z Bytowa.

Bracia Banachowie wygrali cztery maratony Skandii w tym roku: Robert w Chodzieży, Bartek w Bielawie, w Białowieży i Sopocie.

W Sopocie kibicowali im rodzice - Danuta i Ryszard, Ania (Robert) i Michalina (Bartek), licznie sympatycy ich talentów. Jeden i drugi byli zgodni, że wygrywanie jest miłe, zwyciężanie zaś u siebie (w Trójmieście) ma dodatkowy wymiar. Nie do przecenienia. O tym, jak jadą i jak wygrywają był informowany na bieżąco dyrektor sportowy teamu Mróz Active Jet Piotr Kosmala, asystujący kolarzom szosowym w Kielcach.

Oni wygrywali w Sopocie, inny Mrozowiec Jacek Morajko został w niedzielę mistrzem Polski w wyścigu ze startu wspólnego. Jakby nie patrzeć, 2010 rok jawi się jako bardzo dobry rok dla ekipy, której sponsorem głównym jest Wojciech Mróz - wielkopolski człowiek biznesu. Marek Rutkiewicz wygrał majowy wyścig Szlakiem Grodów Piastowskich, Jacek Morajko triumfował niedawno w Małopolskim Wyścigu Górskim i teraz dołożył trykot krajowego mistrza. I do tego dochodzą spektakularne zwycięstwa obu braci Banachów w Skandia Maraton Lang Team.

KAZACH W KOSZULCE ASTANY. Aleksander Laurenenko jest Kazachem. W Sopocie stanął na starcie dystansu Mini w koszulce Astany. W drugim szeregu startujących. Ma 38 lat i świetną kolarską przeszłość. Jest przyjacielem Aleksandra Winokurowa.

W 1994 roku podczas szosowych mistrzostw świata, które odbyły się w Palermo (Włochy) w wyścigu ze startu wspólnego reprezentant Kazachstanu zajął 10. miejsce. – To moje największe kolarskie osiągnięcie. Chociaż wcześniej, w latach 1990 i 1991, zdobywałem tytuły mistrza ZSRR w jeździe na torze.

W 1998 roku opuścił Kazachstan i zamieszkał w Kaliningradzie. Jest trenerem i wychowawcą młodzieży w jednej ze sportowych szkół. Do Sopotu wraz z nim przyjechało 35 osób, z których najstarszą był 63-letni Wiktor Rubcow a najmłodszym 12-letni Nikita Starczenko.

– Bardzo nam się w Sopocie podobało, przyjedziemy we wrześniu do Białegostoku - zapewnił mnie Aleksander Laurenenko, który dziękował Czesławowi Langowi za ładną imprezę, i który z nim stanął do pamiątkowych zdjęć.

Aleksander Laurenenko zajął 44 miejsce, czas - 1:28:38 h.

WIELKOPOLANIE NIE ZAWIEDLI. W sobotę o poranku, gdy jechałem samochodem w stronę Gdańska, na obwodnicy Gniezna dostrzegłem Wiesława Wiącka (ojciec) i Karola Wiącka (syn). Rowery na aucie, nie musiałem się nawet domyślać, w którą stronę Polski jadą.

W Sopocie w niedzielę wystartowało dużo Wielkopolan. Roman Kołodziejczyk, jego syn Bartek, małżeństwo Dorota i Maciej Pawińscy, wiceburmistrz Piotr Witkowski - to reprezentanci Chodzieży. Najwięcej było poznaniaków, ale ścigali się także pasjonaci MTB z Wrześni, Koła, Konina, Jarocina, Gniezna, Puszczykowa, Powidza, Koźminka.

Znakomity prawnik Marek Witkiewicz z Poznania pierwszy w kategorii M5 na Grand Fondo, Kazimierz Maląg z Antonina pod Ostrowem pierwszy w M6 na Grand Fondo, Roman Kołodziejczyk z Chodzieży pierwszy w M4 na Grand Fondo.

Byłem w Sopocie, startowałem i starałem się jak najlepiej jechać na dystansie Mini. Dorota Pawińska z Chodzieży wyprzedziła mnie dość wcześnie. To aktualna mistrzyni Polski w maratonach MTB samorządów (Starostwo Powiatowe - Wydział Komunikacji), w połowie trasy nagle pozdrawia mnie silnie pedałująca pani. – Jestem mamą Mateusza Kanoniczaka.

Jej syn, poznaniak, w październiku 2008 roku wylosował w Gdańsku, na zakończenie cyklu maratonów Skandii i Czesława Langa, czarną Skodę Fabię. Później do kolarskiej rywalizacji dołączył ojciec, teraz mama Grażyna.

Wczoraj w Sopocie przez większą część dystansu rywalizowałem z Maciejem Włodarczykiem (2571) z Piły. Lekarzem-urologiem, uczestnikiem corocznych wrześniowych Michałków (maraton MTB) w Wieleniu nad Notecią. Pan Maciej, rocznik 1963, odjeżdżał mi z reguły na podjazdach, ja starałem się go dogonić i wyprzedzić na zjazdach. Ta zmiana miejsc miała wiele odsłon, ale ostatecznie wjechaliśmy prawie obok siebie. Pan Maciej miejsce 351 - czas 2:11:56, ja miejsce 350 - 2:11:47. By być szybszym na mecie na odcinku asfaltu pędziłem z prędkością 51,4 km/h.

Piotr Rakowski jest głównym informatykiem Polskapresse - Oddział Poznań i sopocki maraton bardzo, ale to bardzo mu się podobał. – Trasa jak w górach, dużo podjazdów, co bardzo lubię. Żałuję tylko, że startowałem na samym końcu i ciągle musiałem się przebijać do przodu, co absorbuje siły i wyczerpuje też psychicznie. Ostatecznie byłem 106., z czasem 1:37:35 h.

ZOBACZYMY SIĘ W NAŁĘCZOWIE. Najbliższa edycja Skandia Maraton Lang Team już w najbliższą sobotę w Nałęczowie. Pierwotnie impreza ta miała się odbyć 30 maja, ale została - z uwagi na majowe powodzie - przeniesiona na 3 lipca.

Kolarze Mroza wystartują całą piątką w Nałęczowie: Robert Banach, Bartosz Banach, Krzysztof Krzywy, Wojciech Halejak i Łukasz Osiecki.

Nałęczów - to już po raz trzeci Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Maratonie MTB. Dla ludzi mediów jest to niepowtarzalna okazja, by na pięknej trasie pościgać się w trzech kategoriach wiekowych, przeżyć sportowe emocje i później stanąć na podium. To prawo zarezerwowane będzie tylko dla dziewięcioro najlepszych ludzi pióra, kamery i mikrofonu.

Byłem w Nałęczowie przed rokiem i przed dwoma laty. Uzdrowisko jest piękne, władze miasta życzliwe rowerzystom i kolarzom, stąd zapewne sobotni maraton MTB może, jak w Sopocie, zgromadzić dużo ludzi i tym samym stworzyć niepowtarzalną atmosferę. 

Tekst napisany 29 czerwca 2010

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL