R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313259 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Ten rok jest do zapamiętania

 

Z Mają Włoszczowską rozmawia Piotr Kurek


Maja Włoszczowska - ikona Jeleniej Góry, prawie stutysięcznego miasta, była dziś gwiazdą Tour Salonu w Poznaniu.

– Czy byłaby Pani uprzejma podsumować rok 2011? Swój rok sportowy.

– Bez wątpienia jest to rok do zapamiętania, bardzo burzliwy. Kiedy sumuję jednak swoje sportowe wyniki, był to zdecydowanie najlepszy rok w mojej karierze. Kończę go na trzecim miejscu w rankingu UCI, podobnie jak w roku 2003, gdy też byłam trzecia. Kończę także na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Gdyby nie absencja w Czechach, zawody w Nowym Meście, byłoby miejsce trzecie w Pucharze Świata. I, przede wszystkim, dwa medale: srebrny na Mistrzostwach Europy na Słowacji i także srebrny/prawie złoty na Mistrzostwach Świata w szwajcarskim Champery. Ten rok utwierdził mnie w przekonaniu, że mogę w 2012 roku walczyć o złoto podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. I że kolejne lata mogą być równie udane.

– Ile wyścigów wygrała Pani w tym roku?

– Myślę, że tych zwycięst było kilka. Natomiast dla mnie najważniejsze były te drugie i trzecie miejsca. Srebro ze Szwajcarii traktuję prawie jak złoty medal, podobnie wywalczony na Słowacji. Wygrałam wyścigi w Niemczech, we Francji, w minioną niedzielę na trasie przyszłorocznych Mistrzostwa Świata w Austrii. Ale najcenniejsze w tym roku są te drugie miejsca.

– Ten rok był dla Pani przełomowy, burzliwy. W lipcu tego roku wybrałem się na rowerową wyprawę wzdłuż wschodniej granicy Polski. Ruszyłem z Przemyśla, by dojechać w dwa tygodnie do Puńska, ale w połowie trasy, we Włodawie, kupuję "Gazetę Wyborczą" i oczom nie wierzę...

– W tym roku zakończyła się moja współpraca z Andrzejem Piątkiem. Nadszedł taki czas, by podsumować pewien etap mej sportowej kariery. Powiem krótko, był to ostatni czas, by coś zasadniczego zmieniać przed Igrzyskami Olimpijskimi w Londynie. Uczyniłam tak, ale w tej decyzji zawarte jest wspólne stanowisko Polskiego Związku Kolarskiego, teamu CCC Polkowice, koleżanek z drużyny. Zaczął się nowy rozdział, ale w dotychczasowych mych osiągnięciach i sukcesach mieszą się zasługi Andrzeja Piątka. Teraz pracuję z nowym szkoleniowcem. Ale przede wszystkim, każdy zawodnik musi dbać sam o swoje sukcesy. Mam nadzieję, że nie tylko ja, ale Anna Szafraniec, Ola Dawidowicz, Magda Sadłecka i Paula Gorycka zaczną odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.

– Jak układa się współpraca z Markiem Galińskim, trenerem kadry narodowej i zarazem najbardziej utytułowanym kolarzem górskim w Polsce, czterokrotnym olimpijczykiem?

– Bardzo dobrze. Jestem z tej współpracy bardzo zadowolona. Zmienił się mój rytm treningów, dzięki czemu stały się one bardziej zróżnicowane i mniej nudne. Podoba mi się podejście Marka do tego, co robię: dużo rozmawiamy o treningach, o planach, o startach. Jest mnóstwo dialogu i myślę, że o to chodzi w relacji trener - zawodniczka.

– Za kilka dni w Ustroniu wystartuje Pani po raz ostatni w tym roku w wyścigu XC - JBG2 Race.

– Myślę, że ten wyścig drugiej kategorii, zgłoszony do kalendarza UCI, jest chyba ostatnim nie tylko w Polsce, ale zapewne i w Europie. Organizują go bracia Adrian i Paweł Brzózkowie i myślę, że zima nas nie dopadnie zanim nie dojedziemy do mety. W Ustroniu też będziemy zdobywać punkty do kwalifikacji olimpijskich.

– Wkrótce rok 2012. Jak zamierza Pani trenować i w jakich uczestniczyć wyścigach?

– Do 23 maja jest w kalendarzu bardzo dużo wyścigów. Zapowiada się ciężki rok dla mnie. W tej chwili Polska, po dotychczasowych wyścigach, plasuje się na ósmym miejscu w rywalizacji kobiet, co zapewnia nam dwa miejsca w Londynie. Trzeba w roku olimpijskim ten stan posiadania utrzymać. Ja będę koncentrowała swą uwagę na przygotowaniach do olimpiady.

– Zna Pani trasę olimpijską w Londynie?

– Trasa jest bardzo specyficzna. Poznałam ją w w tym roku, w maju. Jest przygotowana pod potrzeby telewizji i kibiców. Będzie ją można całą pokazać w telewizji. Liczy standardowo około 5 kilometrów, jest bardzo szybka i interwałowa. Większość trasy stanowią przeszkody sztuczne. Trzeba będzie być bardzo żwawym. Liczę, że na olimpiadzie będą jeździły grupki kolarzy i kolarek, gdyż ciężko się będzie oderwać rywalom, co będzie się bardzo - taką mam nadzieję - podobać kibicom.

– Trzeba będzie ostro ruszyć po starcie.

– Zdecydowanie tak. I pilnować siebie, by nie popełnić żadnego błędu. Bo każdy taki błąd może spowodować odpadnięcie z walki o medale.

– Wyścig w Ustroniu będzie Pani ostatnim startem w tym roku. Jakie ma Pani plany do końca tego roku?

– Jeszcze cały czas trenuję. W tym roku będę miała trochę krótszą przerwę, około dwóch-trzech tygodni. Jeden tydzień poświęcę na wakacje, gdyż naprawdę potrzebuję psychicznego i fizycznego odpoczynku przed ciężkim rokiem, jaki mnie czeka. Ten okres jesienno-zimowy jest dla mnie czasem, w którym robię to, na co nie mam wolnych chwil w sezonie. A więc spotkania z rodziną, z przyjaciółmi - nadrabianie zaległości w kontaktach z najbliższymi.

– Jeździ Pani na rowerze marki Scott. Ile ich Pani miała w tym roku do swej dyspozycji?

– Wychodzi, że pięć. Jeden szosowy, jeden do jazdy indywidualnej na czas, rower górski 26 cali oraz rower górski 29 cali, jak również rower górski 29 cali specjalnie przygotowany na Mistrzostwa Świata w Szwajcarii. Zatem pięć. Mam jeszcze rower górski o pełnej amortyzacji, ale w tym sezonie nigdzie na nim nie startowałem.

– Coraz więcej zawodniczek i zawodników startuje na rowerach górskich 29-calowych. Jakie są ich zalety?

– Bardzo sobie chwalę. Zdobyłam na nim tytuł wicemistrza świata, niewiele brakowało do złota. Zatem można powiedzieć, że rower się sprawdza. Świetnie się na nim pokonuje wszelkie trudności techniczne: kamienie, korzenie. Jest mniej zwrotny, trochę cięższy niż 26-calowy i dlatego gorzej pokonuje się na nim strome podjazdy. Ja w tym roku od połowy lipca praktycznie jeżdżę cały czas na 29-calowym rowerze górskim.

– Na czym pojedzie Pani na olimpiadzie w Londynie?

– To się jeszcze okaże. Liczę na to, że uda się nam raz jeszcze dostać na trasę olimpijską w Londynie, może w kwietniu 2012 roku. W maju tego roku testowałam ją na 26-calowym rowerze. W tej chwili nie wiem, który rower, 26-calowy czy 29-calowy, będzie lepiej się spisywał na olimpijskiej trasie. Mam nadzieję, że będzie okazja, by to sprawdzić. W Londynie - na olimpijskiej trasie.

– Trzy razy z rzędu, w latach 2009-2011, w Jeleniej Górze odbywały się zawody XC sygnowane Pani imieniem i nazwiskiem. Czy w 2012 roku odbędzie się ich czwarta edycja?

– Bardzo liczę na duży sukces tej imprezy w przyszłym roku. Do tej pory mieliśmy terminy majowe i pierwszy weekend czerwca. W roku 2012, z uwagi na Igrzyska Olimpijskie, wybrałem termin już po Londynie, a zatem mam nadzieję, że w sierpniu będzie okazja do wielkiej fety w Jeleniej Górze. Także z udziałem zawodników z międzynarodowej czołówki. Nieco modyfikuję trasę. Będzie to impreza dwudniowa: pierwszego dnia - sprinty na rowerach górskich, następnego dnia - zawody XC. Wiem, że Czesławowi Langowi, jako głównemu organizatorowi imprezy Maja Włoszczowska MTB Race, władzom Jeleniej Gory i Telewizji Polskiej sprinty bardzo się podobają. Warto wiedzieć też i to, że w 2012 roku po raz pierwszy odbędą się Mistrzostwa Świata w tej specjalności kolarskiej.

– Co Pani radzi pasjonatom rowerów? Czy już trzeba je zawiesić na ścianie, czy nadal pedałować?

– Dopóki nie ma śniegu - trzeba jeździć i to jak najdłużej. Z tego co wiem, początek listopada upłynie pod znakiem ciepła. Więc z tym wieszaniem roweru na hak jeszcze bym się wstrzymała.

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL