R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313215 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Nabrałem doświadczenia i pewności siebie

 

Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek


Maciej Paterski odpoczywa rodzinnie do 10 stycznia 2012 roku w Jarocinie i każdego dnia spędza trzy godziny na rowerze. Roszków, 28 grudnia 2011.

– 12 września 1986. Co znaczy ta data dla Pana?

– To data moich urodzin. Przyszedłem na świat w Wielkopolsce, w Krotoszynie. Jak łatwo policzyć, mam 25 lat. To dobry, by nie powiedzieć, że optymalny wiek dla kolarza. Czuję się młodo i należę od dwóch lat do młodej gwardii włoskiego teamu zawodowego Liquigas-Cannodale.

– 19 września 2011. Co znaczy to dla Pana?

– Tego dnia urodził się mój syn pierworodny - Marcel Jan. Podobnie, jak ja, urodził się w Wielkopolsce, tylko w innym mieście - w Pleszewie, a zatem niedaleko od Jarocina. Przyszedł na świat sześć dni przed szosowymi mistrzostwami świata w Danii, w których brałem udział. Był to mój ostatni wyścig w tym sezonie. Startowałem w tej imprezie jakby z dodatkową porcją energii i motywacji, ale mistrzem świata nie zostałem. Jako reprezentant Polski swe siły oddawałem na rzecz Michała Gołasia i Michała Kwiatkowskiego. Nie było szans na solowy odjazd, gdyż Brytyjczycy nadawali szalone tempo przez cały czas - aż do końcowej kreski. Zająłem 38. miejsce z tym samym czasem, co zwycięzca Brytyjczyk Mark Cavendish. Syn skończył niedawno trzy miesiące, rozwija się świetnie, dużo je i ma apetyt. Pod choinkę dostał zabawki, na rower pod choinkę ma jeszcze czas.

– Jak Pan ocenia swój tegoroczny sezon?

– Oceniam bardzo dobrze. W roku 2011 demonstrowałem równą formę. Do szczęścia brakowało jakiegoś superwyniku, w kilku ważnych wyścigach plasowałem się w pierwszej dziesiątce. Rok 2011 to mój debiut w Tour de France. Na jednym z trudnych górskich etapów (siedemnastym) uczestniczyłem dzielnie w odjeździe, pomagalem skutecznie koledze z ekipy Słowakowi Peterowi Saganowi wygrać indywidualnie 68. Tour de Pologne, startowałem w mistrzostwach świata w Danii. I na szosowych mistrzostwach Polski w Złotoryi zająłem trzecie miejsce w wyścigu ze startu wspólnego - za Tomaszem Marczyńskim i Tomaszem Smoleniem.

– W latach 2010-2011 reprezentował Pan barwy włoskiego teamu Liquigas-Cannodale. Jak minęły te dwa lata?

– Przez te dwa lata zdobyłem wiele cennego doświadczenia. Jestem bardziej spokojny, wiem teraz już dobrze, na czym polega kolarstwo zawodowe na najwyższym poziomie. To spokój, przede wszystkim, i dużo pracy, by walczyć z najlepszymi na świecie szosowcami.

– Jest Pan częścią zawodowego peletonu, zatem podlega Pan rygorom antydopingowym.

– Mamy obowiązek poddawania się kontrolom - w czasie zawodów lub nagłe, niespodziewane. Te kontrole mi w ogóle nie przeszkadzają. Nie mam w tych względzie żadnych przeciwwskazań. Poza tymi na wyścigach, niezapowiedzianych miałem w tym roku siedem. Denerwujące jest może to, że kontrolerzy mają zwyczaj wcześnie rano budzić zawodników podczas dnia odpoczynku, jak miało to miejsce podczas Tour de France.

– Jakie są plany Pana na 2012 roku?

– W sezon 2012 wejdę później niż niektórzy moi koledzy z ekipy. Moje starty rozpocznę wiosną udziałem w słynnych klasykach w Europie - w Belgii i Holandii: Liege - Bastogne - Liege, Amstel Gold Race i Strzała Walońska. To najważniejsze wyścigi na pierwszą część sezonu. Myślę, że wystartuję w 2012 roku w Tour de France. Gdyby udało mi się pojechać do Londynu, to oczywiście wyścig Igrzysk Olimpijskich. Chciałbym też wystartować w szosowych mistrzostwach świata.

– Jeśli chodzi o wyścig olimpijski, to ma Pan już rozeznanie, jak wygląda trasa?

– W tym roku, już po sierpniowym Tour de Pologne, uczestniczyłem w przedolimpijskim wyścigu w Londynie. Miałem okazję przyjrzeć się trasie, która faworyzować będzie typowych sprinterów. Można powiedzieć, że została ona jakby ustalona pod Marka Cavendisha. Na rundach są dwa podjazdy, które mogą podzielić peleton, ale 40 kilometrów powrotu na metę to jazda po płaskim.

– Jak wspomina Pan tegoroczny Tour de Pologne?

– Bardzo dobrze wspominam, gdyż miałem swój udział w zwycięstwie Petera Sagana. Przyjechałem na Tour de Pologne po starcie w Tour de France i byłem w dobrej dyspozycji i formie. Polski wyścig narodowy jest świetnie zorganizowany, jak najważniejsze imprezy kolarskie na Zachodzie, i lubię w nim startować. Dwa razy jechałem w nim jako kolarz Liquigasu, jeden raz jako zawodnik reprezentacji Polski. Czesław Lang swą wiedzę o kolarstwie przełożył na medialny rozgłos i organizacyjny sukces.

– Liquigas-Cannodale to zespół mający w swym składzie coraz młodszych kolarzy.

– Od dwóch lat Liquigas bardzo się zmienił. Odeszli starsi zawodnicy i na ich miejsce przyszli naprawdę młodzi i utalentowani szosowcy. W 2012 najstarszymi będą chyba Włoch Ivan Basso i Polak Sylwester Szmyd. Trzon ekipy stanowią ci, którzy - jak ja - nie mają jeszcze 26 lat.

– Jest Pan w Polsce od ilu dni?

– W kraju znalazłem się dzień przed wigilią Bożego Narodzenia. Od 10 do 23 grudnia byłem na zgrupowaniu ekipy Liquigas na Sardynii. Przejechałem w tym czasie około tysiąca kilometrów. Teraz w domu, w Jarocinie, nie próżnuję. Codziennie pedałuję około trzech godzin. Cieszę się z pobytu w domu, razem z żoną Asią podziwiamy jak szybko rośnie nasz syn Marcel, który w następne pokolenie przeniesie nazwisko Paterski (Maciej Paterski ma dwie siostry). Do Włoch wracam 10 stycznia - tym razem na kolejne zgrupowanie w Toskanii. Jestem w grupie kolarzy, którzy w sezon 2012 wejdą później, tak by szczyt formy wypadł na Tour de France i Igrzyska Olimpijskie. 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL