R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313222 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Zaczynamy dużo znaczyć
w światowym peletonie

 

Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek


Michał Kwiatkowski i Maciej Paterski.
Fot. Jacek Gardy

– Które to były dla Pana Mistrzostwa Świata w kolarstwie szosowym?

– Były to moje szóste Mistrzostwa Świata. Dwa razy startowałem jako zawodnik do lat 23 i cztery razy jako kolarz elity. Debiutowałem jako orlik w Stuttgarcie w roku 2007, w niedzielę zająłem siedemnaste miejsce. Byłem siedem sekund za Michałem Kwiatkowskim na mecie.

– Napisaliście Panowie, reprezentanci Polski, wzorcowy scenariusz na szosie, wspaniały scenariusz drużynowej jazdy po indywidualny sukces mistrza świata. Jaka rolę miał Pan do spełnienia?

– Cały scenariusz wyścigu dla nas był niesamowity, wręcz wymarzony. Cała drużyna była do dyspozycji Michała. Wszyscy pracowali dla niego. Jedni mieli za zadanie wspomagać go od początku wyścigu, inni znowu, by zostać z Michałem jak najdłużej. Ja byłem w tej drugiej grupie i miałem pomóc Michałowi w decydującej fazie wyścigu.

– Ponad 250 kilometrów do pokonania na szosie. Czy miał Pan kryzys na trasie, a jeśli tak - to, w którym momencie jazdy?

– Kryzys dopadł mnie dokładnie na 4 rundy do końca, gdy Włosi podkręcili mocno tempo i wówczas bardzo cierpiałem. Przez około 2 rundy było niesamowicie ciężko i nawet byłem bliski odpuszczenia. Cieszę sie, bo przetrzymałem ten moment i później było już tylko lepiej!

– Pomagał Pan Michałowi Kwiatkowskiemu do samego końca i przyjechał na metę za nim, na siedemnastym miejscu, raptem ze stratą siedmiu sekund. Mogło być lepiej?

– Do końca wyścigu czułem, że mam dużo sił. Widziałem jak gonili Michała a ja nadal mogłem tam być z najlepszymi, więc nie odpuszczałem. Do tego trasa i podjazdy na niej nie sprawiały mi problemu, jak w końcówce zeszłorocznych mistrzostw świata we Florencji.

– Jakie wnioski wyciągnał Pan dla siebie z Ponferrady, z tej niesamowitej dla nas-Polaków niedzieli kolarskiej w Hiszpanii?

– Przede wszystkim, że byliśmy mocnym zespołem na tych mistrzostwach, i to że Polska zaczyna dużo znaczyć w światowym peletonie. A jeżeli chodzi o mnie, to zwycięstwo Michała i to że mogłem tam być z najlepszymi w końcówce, dało mi ogromną satysfakcję i motywację do pracy.

– Jutro, 1 października, wyścig kolarski na trasie Mediolan - Turyn, w którym startuje Pan w barwach CCC Polsat Polkowice? To już koniec sezonu, ostatni start w tym roku?

– Jutro startuję w wyścigu Mediolan - Turyn, razem z Bartkiem Matysiakiem, Adrianem Honkiszem oraz trzema cudzoziemcami w naszej ekipie: Włochem Davide Rebellinem, Białorusinem Bronislauem Samoilau i Bułgarem Nikołajem Michajłowem. Po nim wracam w końcu do domu. 5 października wystartuję w drużynowych Mistrzostwach Polski na czas i ponownie wracam do Włoch na moje trzy ostatnie wyścigi sezonu. Kończę sezon 12 października.

– Wygrał Pan w tym roku prestiżowy Tour of Norway, dobrze pojechał w Tour de Pologne (najlepszy "góral") i zajął 17. miejsce w Ponferradzie. Ten rok, jak mi się wydaje, był i jest dla Pana w jakimś sensie przełomowy? Stał się Pan jednym z liderów CCC Polsat Polkowice i reprezentacji Polski.

– Zgadza się, jest to mój najlepszy sezon w karierze. Bardzo potrzebowałem jakiegoś zwycięstwa, no i w końcu się udało. Duży wpływ na to miała drużyna, w której panuje super atmosfera, zawodnicy, obsługa. Mam z pewnością więcej wolnego pola jeżeli chodzi o wyścigi niż w ostatniej drużynie. Inaczej jest nastawiać się tylko na pomoc, całkiem zaś inaczej myśleć, by zwyciężyć, wygrać, być pierwszym.
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL