R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313229 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Nabieram pewności siebie

 

Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek


Maciej Paterski jedzie po zwycięstwo. 23 marca 2015, Katalonia.
Fot. CCC Sprandi Polkowice

– Tydzień temu, 23 marca 2015, pan jako polski kolarz w barwach CCC Sprandi Polkowice wygrywa etap w wyścigu z cyklu World Tour. To historyczne osiągnięcie dla naszego cyklizmu. Jakie uczucia i nadzieje towarzyszyły panu na ostatnich kilometrach pierwszego etapu Volta Cyclista a Catalunya?

– Jest to jedno z moich największych osiągnięć w karierze. To coś niesamowitego być pierwszym na etapie wyścigu, w którym startują gwiazdy światowego peletonu. Na ostatnich kilometrach mieliśmy pewność, że dojedziemy do mety, że peleton nas nie dogoni, że między sobą rozegramy walkę o pierwsze miejsce. Czułem się pewnie, dobrze i wiedziałem, że na finiszu jestem mocniejszy od towarzyszy ucieczki.

– Znał pan ich z wcześniejszych wyścigów?

– Tak. To są bardzo dobrzy zawodnicy, Francuz Pierre Roland (Europcar) i Belg Bart de Clercq (Lotto) to kolarze, którzy na swym koncie mają wygrane w Tour de France i włoskim Giro. To nie są anonimowi kolarze. Pierre Roland jest "góralem", Belg jest uniwersalnym zawodnikiem.

– Jak przebiegała jazda na ostatnich 10 kilometrach?

– Byłem bardzo czujny, by któryś z nich wcześniej nie zaatakował. Jedyny problem, z którym się zmagałem to bardzo silne skurcze nóg. Starałem się jechać z jak najmniejszym wydatkiem energii, by rozluźnić trochę mięśnie i zachować siły na finiszowe metry. Już za linią mety rozmawiałem z kolegami z ucieczki: oni też mieli skurcze. Roland był odwodniony do tego stopnia, że trząsł się na ostatnich metrach.

– To była bardzo spektakularna ucieczka.

– Odjechaliśmy na pięćdziesiątym kilometrze. Uciekaliśmy 130 kilometrów, czyli ponad trzy godziny. Jechaliśmy mocno, równo. Nikt z naszej trójki się nie oszczędzał.

– Dojeżdżał pan do mety jako zwycięzca. I wyciągnął ręce do przodu, w geście triumfu.

– Było moim wielkim marzeniem wygrać etap wyścigu tej rangi, czyli World Touru. Udało się, chcę to kontynuować, powtarzać. Ten sukces sprawia, że nabrałem pewności siebie.

– Dzień wcześniej startował pan w wyścigu Mediolan - San Remo, w którym było do przejechania 290 km, i w którym zajął pan 22. miejsce. I dzień później piękny sukces w Hiszpanii.

– Przejazd z Włoch do Hiszpanii nie był tak uciążliwy, jak mogłoby się to wydawać. Po wyścigu przejazd na lotnisko, godzina lotu i byliśmy już w Katalonii. Tej podróży, tego przemieszczenia się jakoś specjalnie nie odczułem. Przed wyścigiem we Włoszech i tourem w Katalonii miałem tygodniową przerwę od roweru, po Ruta del Sol, by całkowicie się zregenerować i ze świeżymi siłami przystąpić do rywalizacji na szosie. Czułem się psychicznie wyluzowany, nabrałem ochoty do ścigania.

– Jak pan przed tygodniem odbieral gratulacje po swym zwycięstwie?

– Koledzy z drużyny, dyrektor sportowy, główny sponsor cieszyli się bardzo z tego zwycięstwa. Otrzymałem dużo gratulacji z Polski. Następnego dnia, gdy stałem na starcie, podeszli go mnie: Christopher Froome, Alejandro Valverde i inni czołowi zawodnicy z kolarskim uściskiem dłoni. Tak było i przez następne dni, gdy jechałem w koszulce lidera. Zbierałam gratulacje i ja, i koledzy z naszej ekipy, że doskonale dajemy sobie radę wśród grup World Touru.

– Który raz startował pan w tym wyścigu?

– To juz szósty raz. Bez kłotopotów, bez upadków i żadnych kontuzji.

– Przed rokiem wygrał pan Tour of Norway, na Mistrzostwach Świata w Ponferradzie przyjechał siedem sekund za Michałem Kwiatkowskim, przed tygodniem wygrana w Hiszpanii. Jak zestawiać te osiągnięcia?

– W Norwegii wygrałem wyścig wieloetapowy, w Hiszpanii triumfowałem na etapie wyścigu z cyklu World Tour. To są moje największe kolarskie osiągnięcia.

– Jakie ma pan plany na najbliższe dni?

– Za chwilę wsiadam treningowo na rower (jestem z ekipą CCC Sprandi Polkowice) w hiszpańskiej Gironie. Dziś pokonam z kolegami na luzie dystans około 60 km w półtorej godziny. W sobotę startuję w wyścigu w Limburgii (jego charakterystyka jest podobna do Amstel Gold Race), wracam do domu na Święta Wielkanocne i później czeka mnie 12 kwietnia "Ślężański Mnich" w Sobótce, czyli rozpoczęcie sezonu kolarskiego 2015 w Polsce. Następnie udział w "Brabanckiej Strzale" i Amstel Gold Race.

– Ekipa CCC Sprandi Polkowice pojedzie w tym roku w Giro d'Italia. Myślę sobie głośno, że będzie pan jednym z liderów polkowickiej grupy?

– Myślę, że jestem pewniakiem na włoski wyścig. Myślowo się do tego przygotowuję i nastawiam. Po zwycięstwie w Hiszpanii nabrałem pewności siebie i chciałbym swój sukces powtórzyć w maju we Włoszech.

– 12 kwietnia kolarska Polska spotyka się w Sobótce. Przed rokiem pan wygrał wyścig elity mężczyn.

– Chciałbym pojechać jak najlepiej. Chciałbym powtórzyć sukces sprzed roku, jak będzie - zobaczymy.

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL