R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313264 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Będę ścigał się u siebie

 

Z Maciejem Paterskim rozmawia Piotr Kurek


Maciej Paterski jedzie z ekipą CCC Sprandi Polkowice na tegoroczne Giro d'Italia. Przed nim trasa o długości 3481 kilometrów rozpisana na 21 etapów. Kolarz z Jarocina trzy razy ścigał się w hiszpańskiej Vuelcie, raz w Tour de France. Majowa jazda we włoskim tourze jest dlań debiutem.

– Triumfował pan na etapie "worldtourowego" Volta a Catalunya. W Katalonii był pan także trzeci na jednym z kolejnych etapów. W obu przypadkach wywalczył pan te lokaty po imponujących ucieczkach. Poza tym uplasował się pan na 9. miejscu w Amstel Gold Race i 22. w Mediolan-San Remo. Dochodzi do tego również 2. lokata w Volta Limburg Classic i zwycięstwa we wszystkich możliwych klasyfikacjach w Tour of Croatia. Początek sezonu 2015 jest dla pana imponujący. Co się stało, że Maciej Paterski jest w tej chwili zaliczany do wielkiej trójki polskich szosowców, obok Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki?

– Myślę, że w końcu zadecydowała moja praca włożona w te wszystkie lata. Myślę też, że będę nadal utrzymywał wysoki poziom sportowy i odnosił poważne sukcesy. I to nie tylko w tym roku.

– 1 maja miał pan z kolegami z CCC Sprandi Polkowice (Sylwester Szmyd i Grega Bole) wystartować we Frankfurcie nad Menem w wyścigu szosowym, ale został on odwołany z powodu groźby zamachu terrorystycznego.

– Miałem wystartować w tym wyścigu. Zrezygnowałem jednak, gdyż czułem się już trochę zmęczony. Postanowiłem po tourze w Chorwacji trochę odpocząć i w spokoju przygotowywać się w Jarocinie do Giro. Do tej pory wziąłem udział w wielu wyścigach i pewien rodzaj relaksu był mi niezbędny. Sylwester Szmyd i Grega Bole byli we Frankfurcie nad Menem i na miejscu dowiedzieli się, że impreza została odwołana.

– Co pan robił dzisiaj, 5 maja, cztery dni przed rozpoczęciem Giro d'Italia? Z jakim nastawieniem jedzie pan do Włoch?

– Dzisiaj, 5 maja, przejechałem 70 kilometrów z Jarocina do Śmiłowa, Żerkowa i z powrotem. To była bardzo spokojna jazda. Spojrzałem na wieżę telewizyjną w Żerkowie, na zieleniące się pola i trochę zmagałem się z wiatrem. Dzisiaj jadę już do Warszawy, jutro zaś lecimy z Okęcia do Mediolanu na Giro d'Italia. CCC Sprandi Polkowice wystawia dziewięciu kolarzy na włoski tour. Każdy z nas będzie miał do swej dyspozycji po trzy rowery - dwa szosowe i jeden do jazdy na czas. Ścigać się będziemy na rowerach Guercotti włoskiej produkcji: z przodu dwie tarcze - 53 i 39, z tyłu od 11 do 28. Naszym dyrektorem sportowym będzie Piotr Wadecki, do dyspozycji będziemy mieli trzech mechaników.

– 9 maja zaczyna się Giro d'Italia 2015, wyścig o łącznym dystansie 3481 kilometrów, który został rozpisany na 21 etapów. Złożą się nań jazda drużynowa na czas, jazda indywidualna na czas, siedem etapów płaskich, osiem pagórkowatych i cztery górskie. Ktory z tych wszystkich etapów może być najtrudniejszy i na którym będzie upatrywał pan dla siebie szansy?

– To jest naprawdę trudny, wymagający wyścig. Wszystko zależeć będzie od mej dyspozycji. Napracować się także można maksymalnie, naharować nawet na płaskim etapie, gdy trzeba gonić uciekającą grupę lub jednego kolarza. Będę wspomagał Sylwestra Szmyda w jego walce o jak najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej oraz szukać dla siebie szansy, by wygrać choćby jeden etap. Wszystko będzie zależeć od mej dyspozycji.

– Jest pan bardzo mocny w terenie pagórkowatym i potrafi zafiniszować z małej grupki. Będzie to dla pana debiut w Giro d'Italia, choć ma pan już za sobą starty w Vuelta a Espana (trzykrotnie) i Tour de France.

– Jestem optymistycznie nastawiony przed startem. Moja pewność siebie wynika z pracy, jaką w tym roku i przed tym wyścigiem wykonałem. Z tego powodu się nie stresuję. Myślę, że wszystko się dobrze ułoży. Będę ścigał się jakby u siebie, gdyż we Włoszech mieszkałem całych sześć lat, od 2008 do 2013 roku. Mieszkałem w Veneto koło Treviso, gdzie w tym roku będzie meta jednego z etapów.

– Jeździł pan cztery lata we włoskiej ekipie World Touru, Liquigas-Cannondale. Czy ta wiedza o Italii będzie pomocna na trasie tegorocznego Giro?

– Na pewno. Niektóre odcinki tegorocznego Giro są mi bardzo dobrze znane. Tak więc w niektórych miejscach pojadę z dużą pewnością siebie. To niesłychanie ważne, wiedzieć, gdzie jest trudniejszy podjazd, gdzie zaś można szybciej zjechać. Jednego można się obawiać: złej pogody, śniegu na górskich drogach. Giro w ostatnich latach stało się zimne. Ale i tak wszyscy mają jednakowe warunki. Trzeba być myślowo, psychicznie przygotowanym i na takie sytuacje.

– Ekipa CCC Sprandi Polkowice otrzymała prawo startu w tegorocznym Giro. To wielka sprawa dla polskiego kolarstwa, dla jego promocji. To także trzy tygodnie wielkiej satysfakcji dla Dariusza Miłka, człowieka biznesu i głównego sponsora rodzimego cyklizmu. Czy będzie wam kibicował na trasie?

– Myślę, że pan Dariusz Miłek będzie na starcie Giro i także przez kilka pierwszych etapów będzie nam z całego serca kibicował. Sądzę, że także będzie obecny podczas ostatnich dni wyścigu, aż do jego zakończenia w dniu 31 maja.

– A kto panu będzie kibicował w Jarocinie?

– Liczę na rodzinę. Mam swój fan klub, dość liczny, grupujący sympatyków kolarstwa z Jarocina i okolic. Jeżdżą za mną na Mistrzostwa Polski, oglądali moje zwycięstwo 12 kwietnia w Sobótce, gdy wygrywałem wyścig "Ślężański Mnich". Zawsze ich dobrze widać. Szefuje tej ekipie Jarosław Opielewicz z Dobrzycy. Myślę też, że ciepło o mnie w tych majowych dniach będą myśleć Wielkopolanie i Polacy. Jadę na Giro dobrze przygotowany, z mocną ekipą. Nie jedziemy po naukę, chcemy się dobrze pokazać, potwierdzić, że polskie kolarstwo pnie się w górę.
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL