R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21322486 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Lance Armstrong żegna się z peletonem

 

Od soboty do soboty - 2 (8.01. - 15.01.2011)

Mija drugi tydzień roku 2011. Czas refleksji i zadumy nad tragedią sprzed trzech lat, gdy pod Kórnikiem zginęli poznańscy pasjonaci MTB. To także czas, gdy Ryszard Szurkowski świętował swoje 65. lecie, i gdy Amerykanin Lance Armstrong w dalekiej Australii szykuje się do rozstania z zawodowym peletonem.

Pamiętamy o tej tragedii

Zdarzyła się ona trzy lata temu, dokładnie 9 stycznia 2008 roku. Tego dnia dwaj poznaniacy Zbigniew Jędrzejczak i Marek Wawrzyniak - prawie rówieśnicy, koledzy, partnerzy wspólnych jazd rowerowych - wybrali się na kolarski trening. Jak się okazało, ostatni.


W tym miejscu przed trzema laty, 9 stycznia 2008, rozegrała się tragedia.

Dostawczy Mercedes, kierowany przez niespełna 20-latka, potrącił ich tego dnia około godziny 14 na obwodnicy Kórnika. Marek Wawrzyniak zginął na miejscu, Zbyszek Jędrzejczak zmarł pięć dni później w poznańskim szpitalu przy ulicy Przybyszewskiego.

Obaj kochali jazdę na rowerze, obaj od lat rywalizowali w zawodach cross country i maratonach MTB. Pokonywali tysięce kilometrów rocznie na swych rowerach górskich. I na szosie, jak i po bezdrożach.

Ich pogrzeby - Zbyszka w Kórniku, Marka w Poznaniu - zgromadziły prawie całe wielkopolskie środowisko kolarskie, nie tylko MTB. Rok później, w lutym 2009 roku, niezastąpiony Wojciech Gogolewski, prezes ogniska TKKF "Pałuki" z Wągrowca i zarazem główny animator imprez MTB w naszym regionie, zorganizował na poznańskich Winogradach kolarski Memoriał Marka i Zbyszka. Było bardzo zimno, śniegu nie brakowało, kolarze też dopisali. Rok temu odbyła się druga edycja - równie udana, jak ta pierwsza.

6 lutego 2011 roku kolarska Wielkopolska, mile widziani zawodnicy z innych regionów kraju, spotyka się po raz trzeci na Winogradach, by przełajowym ściganiem pokazać, że pamięta o dwóch tragicznie zmarłych kolegach i pasjonatach MTB.

Ryszard Szurkowski ukończył 65 lat

Urodził się w styczniu 1946 roku, jest zatem zodiakalnym Koziorożcem. W tym tygodniu, 12 stycznia, nasz bohater ukończył 65 lat.

W minioną sobotę, 9 stycznia, Ryszard Szurkowski – jako najzacniejszy przedstawiciel środowiska kolarskiego (jest prezesem PZKol) – honorował Maję Włoszczowską, która zdobyła czwarte miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" i Telewizji Polskiej na najlepszego sportowca naszego kraju w 2010 roku. Triumfowała Justyna Kowalczyk przed Tomaszem Gollobem i Adamem Małyszem.

Dwa razy wygrał ten plebiscyt (kiedyś był on bardziej prestiżowy), ale wcześniej wygrywał wyścigi kolarskie. Sześć razy startował w Wyścigu Pokoju, z czego cztery razy wygrał. W 1973 roku w Barcelonie popędził razem ze Stanisławem Szozdą po tytuł kolarskiego mistrza świata. W swym życiu, jak nieraz z poczuciem humoru podkreśla, siedemset razy stawał na podium. Aż 350 razy jako zwycięzca, jako triumfator, jako polski bohater lat siedemdziesiątych. – Byłem dobry, bo często stawałem na podium – mówi polski kolarz wszech czasów.

Całe życie związał z kolarstwem. Od 31 marca 2010 ubiegłego roku pełni funkcję prezesa Polskiego Związku Kolarskiego i jego głowę zaprzątają rozmaite problemy. Myślę, że z nadejściem wiosny 2011 środowisko kolarskie wyłoni nowego prezesa, zaś Ryszard Szurkowski nadal będzie z ludźmi, którzy bardzo go szanują i zapraszają. Na wyścigi szosowe, na maratony MTB, na imprezy rowerowe. A to do Wrześni, a to do Połczyna-Zdroju, a to do Poznania, czy wreszcie na spektakularny Tour de Pologne dla Amatorów na trasie z Nowego Targu do Bukowiny Tatrzańskiej, gdzie ścigał się z Franceso Moserem, Janem Brzeźnym i setkami pasjonatów cyklizmu. W sierpniu ubiegłego roku, w środku polskiego lata, na wielkiej imprezie Czesława Langa.

Życzę Ryszardowi Szurkowskiemu stu lat, dobrej pamięci, znakomitej formy i zdrowia, by nadal mógł być z tymi, dla których rower jest pasją, żywiołem życia, wielką i niezastąpioną przygodą.

Lance Armstrong żegna się z szosą

Amerykanin Lance Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France, ostatecznie żegna się z szosą. Z kolarską rywalizacją na najwyższym poziomie.

Ten czas, w którym będzie głośno medialnie mówił światu i kolarzom ekip Pro Tour: By, by, by!!!, rozpisany jest na prawie tydzień. Bo tyle trwa Santos Tour Down Under, australijski wyścig z cyklu World Tour.

Zanim jednak Amerykanin wsiądzie na rower z numerem 11, jako zawodnik teamu RadioShack, i po raz ostatni wystartuje w wyścigu poza granicami USA, dzieli się już obecnie refleksjami na temat ostatnich lat swej przygody z rowerem.

– Przyznaję szczerze, mój comeback, mój powrót po trzech latach przerwy, do zawodowego kolarstwa nie potoczył się tak, jak planowałem. Chciałem wygrać, w 2009 roku, po raz ósmy Tour de France, ale akceptuję to, co się stało - powiedział dziś Amerykanin dziennikarzom na konferencji prasowej w Adelajdzie.

Lance Armstrong, rocznik 1971, odszedł na sportową emeryturę w 2005 roku i wrócił do kolarstwa w 2009 roku. Nie wygrał po raz ósmy Tour de France i teraz w Australii, która po raz kolejny życzliwie go podejmuje i gości, zamierza powiedzieć: By, by, by!!!

Usłyszą to kolarze z zawodowego peletonu: Andre Greipel, Mark Cavendish, Robbie McEven, Alessandro Ballan i wielu, wielu innych wielkich współczesnych tytanów i gigantów szosy. W australijskim wyścigu startuje dziewiętnaście ekip, także te, w barwach których jeżdżą Polacy.

Niestety, ani Lampre-ISD, ani Liquigas-Cannondale, ani Saxo Bank, ani RadioShack nie zabrały do Australii żadnego Polaka. Tak więc żaden polski kolarz nie będzie świadkiem, jeszcze nie wiadomo, czy sentymentalnego, pożegnania Lance'a Armstronga ze światowym peletonem. 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL