R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21322475 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Co zrobić z Alberto Contadorem?

 

Od soboty do soboty - 4 (22.01. - 29.01.2011)

Kolejny tydzień 2011 roku. Na wielkopolskim gruncie kolarska społeczność Gniezna podsumowała swe ubiegłoroczne sukcesy i szykuje się do wielkich imprez rowerowych w tym roku na swym terenie. W Azji trwa ciekawy wyścig kolarski z udziałem ekipy CCC Polast Polkowice, zaś cały świat cyklizmu zajmuje sprawa Alberto Contadora.

Gniezno szykuje wielkie imprezy

Dariusz Łukasiewicz, rocznik 1963, jest prezesem Gnieźnieńskiego Klubu Kolarstwa Górskiego. Znanego nie tylko w mieście, które u początku naszej państwowości wybiło się na stolicę Polski.

W minionym tygodniu prezes Łukasiewicz, w obecności starosty gnieźnieńskiego i przedstawicieli władz miasta, podczas Gali Rowerowej w hotelu "Nest" dokonał podsumowania aktywności członków GKKG w roku 2010. Co tu dużo mówić, jest i było się czym pochwalić.

Po pierwsze, aktywnych członków (czytaj zawodników) jest coraz więcej. Po drugie, startują w Polsce w rozmaitych imprezach. Także tych najbardziej medialnych i dobrze zorganizowanych, jak choćby Skandia Maraton Lang Team. W ubiegłym roku było osiem ich edycji i ekipa z Gniezna (AGpol GKKG) w klasyfikacji generalnej drużyn zajęła czwarte miejsce. Dwaj jej zawodnicy – Tomasz Wachowiak (1992 - Grand Fondo) i Franciszek Sawicki (1956 - Medio) - zajęli w całorocznej rywalizacji pierwsze miejsca w swych kategoriach wiekowych.

Prezes Dariusz Łukasiewicz dawał dobry przykład, gdyż w maratonach Czesława Langa i Skandii uczestniczył aż siedem razy (na osiem edycji). Nie było go tylko w Nałęczowie (zasłużone wakacje), ale ósme miejsce w generalce (Mini - M-4) jest dobrą zachętą, by w tym roku powalczyć o wyższą pozycję.

Sportową gwiazdą GKKG jest Michał Putz, który w roku ubiegłym dostąpił zaszczytu reprezentowania Polski na mistrzostwach świata w w maratonie MTB - wraz z braćmi Robertem i Bartoszem Banachami (Mróz Active Jet).

Wyżej wymienieni, jak również Paweł Farion, Patryk Puc, Oskar Pluciński, Łukasz Putz, Dawid Marosz, Piotr Putz, Szymon Bereźnicki, Tomasz Góralczyk, Artur Lisiecki i Radosław Jaskulski byli bardzo widoczni na trasach MTB w całym kraju.

Sami także organizują przez cały rok imprezy i w tym roku zapraszają do Gniezna na trzy wielkie imprezy rowerowe. 3 kwietnia odbędzie się właśnie na ich terenie inauguracja cyklu Puchar Wielkopolski - Thule Cup (zawody XC), zaś w maju aż dwa rywalizować będą kolarze. Szosowi - 15 maja, tydzień później, czyli 22, odbędzie się maraton na rowerach górskich - Mistrzostwa Wielkopolski w maratonie MTB. Warto w tym roku wybrać się do Gniezna na imprezy organizowane przez pasjonatów MTB, którym przewodzą Dariusz Łukasiewicz i Radosław Jaskulski.


Spoglądamy na naszych kolarzy

W dalekiej Malezji odbywa się Tour de Langkawi, bodaj najważniejszy wyścig wieloetapowy w Azji. Pierwsza edycja odbyła się w 1996 roku i wygrał ją Australijczyk Damian McDonald. Od tego czasu impreza się rozrosła: ma więcej etapów i biorą w niej udział coraz silniejsze ekipy.

Dyrektor sportowy CCC Polsat Polkowice Piotr Wadecki wysłał do Malezji sześciu kolarzy: czterech Polaków (Rafał Ratajczyk, Błażej Janiaczyk, Bartłomiej Matysiak i Łukasz Bodnar), Niemca Andre Schulze i Portugalczyka Jose Mendesa.

Za nami siedem etapów. "Pomarańczowi" nie jadą zbyt rewelacyjnie, ale dokładna analiza wyników każdego etapu pozwala na stwierdzenie, że Andre Schulze na każdym płaskim etapie przyjeżdża w czołówce, najlepiej z całej szóstki CCC Polsat Polkowice finiszuje. W górach dużo stracił, ale z czołowymi sprinterami wadzi się bark w bark.

Jose Mendes to inna bajka. Na dwóch etapach górskich, czwartym i piątym, najlepiej pojechał z polkowickiego teamu. Wyścig ma dziesięć etapów, kończy się we wtorek w Kuala Lumpur (stolicy Malezji) i dziś można powiedzieć, że team kierowany przez Piotra Wadeckiego zyskał w osobach Niemca dobrego sprintera, zaś Portugalczyka - wspinacza, kolarza umiejącego świetnie jeździć po górach.

I jeszcze jedno. Bohaterem wyścigu jest Andrea Guardini (Farnese Vini-Neri Sottoli). Włoch ma 21 lat i wygrał cztery z siedmiu etapów. Na finiszu zachowuje się niezwykle dojrzale, wiedząc aż nadto dobrze, kiedy można rozpocząć decydujący skok.

Być może Andrea Guardini pójdzie śladami Włocha Alessandro Petacchiego, który kilkanaście lat temu, właśnie na azjatyckiej ziemi - w Tour de Langkawi,  udanie rozpoczynał pasmo swych wielkich kolarskich sukcesów.

Co zrobić z Alberto Contadorem?

Tak sobie od kilku dni myślę, że najbardziej niespokojne noce mają od pewnego czasu dwaj ludzie kolarstwa, dwaj Hiszpanie. Alberto Contador jest kolarzem, zawieszonym w swej aktywności sportowej od kilku miesięcy. Tym drugim człowiekiem jest Juan Carlos Castano - prezes hiszpańskiej federacji kolarskiej.

Pan prezes z podległymi mu ludźmi, czując na swych plecach nacisk UCI i WADA, podjął decyzję: Alberto Contadora należy zdyskwalifikować na rok za obecność clenbuterolu w jego organiżmie.

Tą decyzję można nazwać strachliwą, bojaźliwą, podyktowaną obawą, by nie zajmować zdecydowanego stanowiska. To jest jakby zajęcie miejsca w rozkroku na barykadzie.

Juan Carlos Castano kierując Contadora na dwanaście miesięcy kolarskiego niebytu, wystarczająco sygnalizuje, iż wierzy, że clenbuterol znalazł sie w jego organizmie z powodu spożycia skażonego mięsa, ale daje też dowód, że brakuje mu odwagi, by oczyścić trzykrotnego triumfatora Tour de France ze stawianych zarzutów.

Contador w piątek na Majorce przez godzinę tłumaczył się i wyjaśniał, że jest niewinny. – Miałem około 500 kontroli antydopingowych: wzywali mnie na nie z kina, z urodzinowego przyjęcia, z domu. Wierzyłem w paszport biologiczny i cały system antydopingowy. Teraz moja wiara runęła. Będę się bronił wszelkimi dostępnymi środkami, gdyż niczego nagannego nie zrobiłem i bronię swego honoru.

Zapowiada się batalia między Alberto Contadorem a Juanem Carlosem Castano. Gdzieś w tle słychać opinie wybitnych lekarzy, którzy twierdzą, że może należałoby wprowadzić nowe regulacje prawne: karać za świadomy doping, nie zaś za to, że sportowiec (w tym przypadku kolarz) trafił na złą, nafaszerowaną (clenbuterolem) żywność.

I jeszcze jedno: mądrzy ludzie mówią, i teraz o tym przypominają, że lepiej mieć nieraz podejrzanego na wolności niż karać niewinnego. 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL