R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 35605452 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2020-11-25
Witamy na stronie Kurek-Rowery.pl

 
Alojzy Kamel nie żyje!
Odszedł zasłużony sędzia kolarski


Alojzy Kamel byl znanym sędzią kolarskim.
Fot. archiwum Jerzego Placka


Z ogromnym smutkiem informuję, że w dniu 23 listopada 2020 przegrał walkę z koronawirusem Alojzy Kamel. Miał 74 lata.


Był sędzią klasy narodowej UCI. Był komisarzem Polskiego Związku Kolarskiego, wyróżnionym brązową, srebrną i złotą odznaką PZKol. Trzy lata temu otrzymał tytuł Honorowego Sędziego Polskiego Związku Kolarskiego.  Przez dziesięciolecia związany z kolarstwem. Pełnił, między innymi, obowiązki przewodniczącego Poznańskiego Okręgowego Związku Kolarskiego.

Z sympatii do Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów sędziował nasze wyścigi na szosie i przełaje. W ostatnich latach nie opuszczał zawodów na Malcie, hipodromie Wola i w Swarzędzu. To w Swarzędzu 10 października tego roku sędziował Memoriał Mariana Kegela. To wówczas spotkaliśmy się z Nim po raz ostatni.

Cześć Jego Pamięci!


                  Jerzy Placek
                  z upoważnienia Zarządu
                  Poznańskiego Towarzystwa Cyklistów
 

 

Przełaje na europejskim poziomie
Zawody w Gościęcinie na 500 osób


Joanna Wąsiel z Poznania jedzie po pierwsze miejsce w wyścigu pań masters.
Fot. Dariusz Krzywański

– To były kolarskie przełaje na europejskim poziomie - słyszę od Andrzeja Kaisera i Maksymiliana Bieniasza o zawodach w Gościęcinie-Bryksach. Zgadza się nimi Marek Konwa, najlepszy polski zawodnik tej specjalności. Ta trójka triumfowała w niedzielę na Opolszczyźnie, dokąd przyjechało prawie 500 kobiet i mężczyzn z całego kraju, z zagranicy zjawili się Belgowie, Duńczycy, Holenderzy, Francuzi, bardzo licznie Czesi i Słowacy.  

Ozdobą każdych zawodów przełajowych jest zawsze wyścig elity mężczyzn i orlików. Nie inaczej było w Gościęcinie-Bryksach. Na starcie stanęło 46 zawodników. Poza Polakami byli to także Belgowie (aż czterech), Francuzi (trzech), Słowacy (trzech), po jednym Czechu, Białorusinie, Holendrze, Duńczyku.  Mieli oni do pokonania dystans 30 kilometrów.

Marek Konwa, aktualny mistrz Polski w kolarskich przełajach, w niedzielę był nie do pokonania. Jechał od startu do mety jak natchniony. – Podziwiałem jego jazdę, mówi Maks Bieniasz z Poznania. – Zakręty brał po mistrzowsku, przeszkody pokonywał płynnie, na prostych jechał jak szosowiec. Gdy wjeżdżał na ostatnie okrążenie jego przewaga nad Bartoszem Miklerem wynosiła ponad pół minuty. W tym momencie już nie naciskał pedałów do oporu, pedałował rozluźniony ze świadomością, że dziś wygra - podkreśla poznaniak.


Bartosz Mikler potwierdził swą klasę w Gościęcinie, zajmując drugie miejsce w wyścigu elity mężczyzn.
Fot. archiwum Bartosza Miklera

Marek Konwa pierwszy, Bartosz Mikler - drugi (strata 22 sekundy),  Belg Wout Vervoot - trzeci (38 sekund za zwycięzcą i pierwszy wśród orlików). W pierwszej dziesiątce znalazło się pięciu Polaków (także Patryk Stosz, Stanisław Nowak i Adam Żuber)  oraz pięciu obcokrajowców. Mariusz Gil zajął jedenaste miejsce.

– To nie był łatwy wyścig - mówi Bartosz Mikler z Jarocina. – Przed startem liczyłem na to, że znajdę się w pierwszej piątce. Ruszyłem na trasę jako trzeci, w połowie pierwszej rundy byłem już drugi - za Markiem Konwą. Pedałowal on od początku bardzo mocno, na ostatnie okrążenie wjechał z przewagą 37 sekund nade mną. Z tyłu za mną żwawo pomykał Belg, ale ostatecznie byłem drugi. Cieszę się z tego wyniku. To był piękny wyścig - czyni ukłony w stronę organizatorów i rywali z zagranicy  jarocinianin.  

Rywalizację kobiet bezdyskusyjnie wygrała Węgierka Kata Blanka Vas. Wyprzedziła drugą na mecie Belgijkę Suzanne Verhoeven o 1 minutę 52 sekundy, trzecią Holenderkę Paulienę Rooijakkes o ponad 3 minuty. Najlepsza z Polek Barbara Borowiecka wywalczyła czwartą pozycję.


Andrzej Kaiser jedzie po kolejne zwycięstwo, za nim Michał Bogdziewicz.
Fot. Ola Sulikowska

W ubiegłym tygodniu pisałem o trzech mocarzach polskich przełajów: Bartoszu Miklerze z Jarocina, Maksymilianie Bieniaszu z Poznaniu i Andrzeju Kaiserze z Bytowa. Bartosz Mikler dzielnie walczył z Markiem Konwą i zawodnikami z zagranicy, zajmując drugie miejsce i potwierdzając, że jest kolarzem numer dwa w Polsce w elicie mężczyzn. Maksymilian Bieniasz jechał skupiony, skoncentrowany i wygrał wyścig najmłodszych mastersów, podobnie uczynił to Andrzej Kaiser w swej kategorii wiekowej.

Wielką niespodzianką sobie i nie tylko sprawiła Joanna Wąsiel z Poznania, wygrywając rywalizację pań masters. Jakby tego było mało, jej koleżanka Anna Borowicz była w tej kategorii trzecia.

W najliczniej obsadzonym wyścigu wystartowało 89 juniorów młodszych, młodzików - 67, młodziczek - 28, juniorek młodszych - 35, żaków i żaczek - 55, masters II - 27, masters III i IV - 15, pań masters i amatorek - 8, masters I - 20, amatorów (mężczyzni) - 33, elity mężczyn i orlików - 46, juniorów - 41, kobiet (elita, orliczki i juniorki) - 30. Razem, jakby nie liczyć, wychodzi 494 osób.


Maksymilian Bieniasz wygrał wyścig najmłodszych mastersów.
Fot. foto@devilonbike

Frekwencja była zatem na medal, podobnie organizacja wyścigów. Nie dziwi wcale zatem, że w niedzielę w Gościęcinie-Bryksach Jan Paterak, główny animator zawodów od 27 lat, odbierał zasłużone gratulacje.

– Staraliśmy się zrobić imprezę na europejskim poziomie i myślę, że się udało. Pomagało mi ponad 30 osób, miałem wsparcie Urzędu Gminy w Pawłowiczkach i wójta Jerzego Treffona. Także Starostwa Powiatowego w Kędzierzynie-Koźlu. Sędzią głównym był Chorwat Bruno Valcic, Andrzej Godlewski szybko zestawiał wyniki i słał je do internetu. W roku 2011 organizowaliśmy Mistrzostwa Polski w kolarstwie przełajowym, w niedzielę międzynarodowy Super Puchar Polski Gościęcin-Bryksy chyba spodobał się zawodnikom i kibicom - mówi  nie bez satysfakcji Jan Paterak.

                                      Piotr Kurek
 

Przełajowa podróż
przez trzy dziesięciolecia
Andrzej Kaiser jedzie do Gościęcina


Andrzej Kaiser (nr startowy 2) pędzi na metę maratonu MTB (Grand Prix Kaczmarek Electric). Nowa Sól, 13 września 2020.
Fot. FOTOMTB.pl

Andrzej Kaiser dziś (19 listopada) ma urodziny, już czterdzieste siódme. I tylko część dnia spędzi w domu z najbliższymi, by w południe wsiąść do samochodu i ruszyć w drogę. Z rowerem i przyjaciółmi z Bytowa oraz Trójmiasta na Opolszczyznę (Kędzierzyn-Kożle i Gościęcin), gdzie od piątku do niedzieli rywalizować będą nie tylko najlepsi kolarze przełajowi naszego kraju, ale także zawodnicy z Czech i innych państw.

Kolarz z Kaszub zbliża się powoli do pięćdziesiątki i imponuje formą sportową. Startuje na szosie, w maratonach MTB i kolarskich przełajach. I wygrywa, wygrywa, wygrywa... Jest mastersem na medal, wzorem dla innych. Jeśli chodzi o sposób odżywiania, troskę o zdrowie, czy też formuły przygotowania do wyścigów i ich eleganckiego wygrywania.

Urodził się w Bytowie 19 listopada 1973 roku, tutaj zaczynał - podobnie jak Czesław Lang - swą przygodę z rowerem i kolarstwem. Miał kilkanaście lat, gdy trafił do klubu sportowego Baszta Bytów i tam poznał trenera Euzebiusza Marciniaka.  

– Było to już po Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie w roku 1980, gdzie Czesław Lang w pięknym stylu wywalczył srebrny medal w szosowym wyścigu ze startu wspólnego, przegrywając tylko z Rosjaninem Siergiejem Suchoruczenkowem. Mieliśmy zatem jako młodzi adepci kolarstwa z Kaszub wzór do naśladowania, zaś nasz trener miał w tym sukcesie niemały udział.

Andrzej Kaiser miał czternaście lat (był rok 1987), gdy po raz pierwszy jako młodzik wystartował w wyścigu przełajowym. Było to nie w Bytowie, a w Sochaczewie. – Pamiętam swój rower, choć od tego czasu minęły już trzydzieści trzy lata. To był polski Jaguar Cross. Solidnie metalowy, ale potwornie ciężki. Czuło się go na plecach podczas podbiegów, zaś po zawodach niejeden raz pozostawały na barku bolesne i czerwone ślady.

Andrzej Kaiser ma czternaście lat, startuje w Sochaczewie i wszystko dla niego jest nowe. Tak wchodzi w świat polskich przełajów, gdzie rządzą wówczas Grzegorz Jaroszewski, Jan Antkowiak, Edward Piech, Sławomir Barul i inni.

Cztery lata później, w styczniu 1991, jedzie do Holandii na mistrzostwa świata w kolarstwie przełajowym. Ma 17 lat, po raz pierwszy startuje w biało-czerwonym trykocie, reprezentuje jako junior Polskę. – Emocje były niesamowite i to nie tylko sportowe. Byłem młodym chłopakiem, był to pierwszy mój wyjazd na zachód Europy, pierwsze zetknięcie z innym obrazem życia.

Gieten w Holandii, gdzie odbywał się światowy championat przełajowców, to niewielkie miasteczko. Raptem kilka tysięcy mieszkańców, stąd niedaleko do Niemiec. W wyścigu juniorów Polskę reprezentuje trzech zawodników. Jadą znakomicie. Dariusz Gil ze Strzelec Krajeńskich jest trzeci i zdobywa brązowy medal, Tomasz Bukowski z Ełku jest ósmy, Andrzej Kaiser - trzynasty. Trener kadry narodowej Józef Szymański ze Strzelc Krajeńskich jest przeszczęśliwy. Ma trójkę juniorów w pierwszej piętnastce świata.

– To było dwadzieścia dziewięć lat temu - mówi Andrzej Kaiser. – A ja ciągle się ścigam, rywalizuję i sprawia mi to przyjemność. – Był styczeń 2015, w Bytowie odbywały się mistrzostwa Polski w przełajach. W wieku 41 lat stanąłem po raz ostatni w wyścigu elity. Jechałem u siebie, nad jeziorem Jeleń. Byłem czwarty na linii mety. Wygrał Marek Konwa, Mariusz Gil był drugi, Kacper Szczepaniak - trzeci.

Między styczniem 1991 (holenderskie Gieten) i styczniem 2015 (Bytów) zapisany jest wielki rozdział kolarskiego życia Andrzeja Kaisera. Trenował, ścigał się, reprezentował Polskę razem z wielkimi tego sportu: Dariuszem Gilem (rówieśnik - 1973), Markiem Galińskim (czterokrotnym olimpijczykiem - rocznik 1974) i Sławomirem Barulem (olimpijczykiem z Atlanty - rocznik 1964).

Z tą trójką reprezentuje Polskę trzy lata pod rząd (1995-1997) w niesamowitej imprezie: Tour de France MTB. – To było dziesięć dni jazdy przez Francję, w pięcioosobowych składach: jedna kobieta i czterech mężczyn. Jechały z nami Beata Sałapa i Dorota Warczyk. Były to lata formowania się świata rowerów górskich na najwyższym poziomie, jechali wszyscy najwięksi mocarze tego sportu. Byliśmy równymi partnerami, Dariusz Gil zapisał na swym koncie zwycięstwo etapowe - wspomina romantyczne lata końca XX wieku.

Andrzej Kaiser znany jest bardziej ludziom polskiego MTB, ale przecież nie można tracić z pola widzenia jego miłości do rywalizacji na rowerach przełajowych. Ścigał się na nich jako junior, jako zawodnik elity, od kilku lat jako masters.

Jako masters zdobył trzy razy z rzędu tytuł mistrza Polski. W styczniu 2020 w Szczekocinach, przed rokiem w Strzelcach Krajeńskich, przed dwoma laty w Koziegłowach. W tym sezonie wygrał wiele wyścigów, teraz jedzie na Opolszczyznę, by rywalizować z innymi. – Mam mocnych rywali: Bogdan Czarnota, Mirosław Bieniasz i Andrzej Michniak z niejednego pieca kolarskiego chleb jedli, mają duże doświadczenie i trzeba mocno się napracować, by być z nim wygrać - mówi Andrzej Kaiser.

Trzydzieści trzy lata pięknej kariery sportowej Andrzeja Kaisera. Nadal się ściga i niekiedy wspomina. – Był styczeń roku 2011. Jechałem na mistrzostwa Polski w kolarstwie przełajowym do Gościęcina. Na drogach leżał śnieg, zaspy były na półtora metra wysokości. W nocy przed imprezą przyszła odwilż. Trasa przypominała miejscami strumyk, rzeczkę. To była więcej niż błotna rywalizacja. Mariusz Gil został mistrzem Polski elity mężczyzn, Marek Cichosz (kolega z Bytowa) - był drugi, ja zdobyłem brązowy medal - relacjonuje zdarzenie sprzed dziewięciu lat "Kaszubski Wilk", bo tak niekiedy nazywają go przyjaciele.

I ja jeszcze dodam coś od siebie. W Gieten w roku 1991 startował Holender Adrie van der Poel i zdobył wówczas czwarty rok z rzędu tytuł wicemistrza świata elity mężczyzn w przełajach. Pięć lat później we francuskim Montreuil został mistrzem świata. Gdyby ktoś nie wiedział, to informuję: to jest ojciec Mathieu van der Poela, który zachwyca swą jazdą i sukcesami fanów kolarstwa na całym świecie. W przełajach, zawodach MTB i na szosie.

                                   Piotr Kurek   

 

Na każdym rowerze do zwycięstwa
Maksymilian Bieniasz jedzie do Gościęcina


Maksymilian uwielbia startować w wyścigach przełajowych.
Fot. Dariusz Krzywański


Jazda na rowerze w jego wykonaniu jest niezwykle inspirująca. I nie chodzi o zwykłe pedałowanie, ale sportową rywalizację. Na szosie, w kolarskich przełajach, w maratonach MTB. Również na fat bike'ach. Maksymilian Bieniasz z Poznania od lat zadziwia formą i sposobem wygrywania wyścigów. W najbliższy weekend wystartuje na Opolszczyźnie, tym razem w zawodach po piachu, błocie i przez przeszkody.


Ma 35 lat (rocznik 1985) i ponad dwadzieścia pięć lat przygody z rowerem i kolarstwem. Zaczynał  bardzo wcześnie, bo w wieku siedmiu lat. Był rok 1992, gdy Maks otrzymuje od brata Mirka Montanę, rower górski. I zaczyna na nim jeździć. Dużo, więcej i jeszcze więcej. I ciągnie go, jak brata, do kolarstwa.

Mirosław Bieniasz (rocznik 1976) był dla braci (Maksa, Marcina, Mariusza i Mateusza) wzorem do naśladowania. W sportowym, kolarskim wymiarze. Siostry (Monika i Marlena) nie przejawiały specjalnego zainteresowania, by podążać drogą znanego kolarza Piotra Przydziała - triumfatora Tour de Pologne z roku 2000, który dla pięciu braci M był Wielkim Motywatorem. I prawie sąsiadem w okolicy Dębicy.

Pierwszy klub sportowy to Dromader Dębica. Ma trzynaście lat (jest rok 1998) i Maks zostaje w swej kategorii wiekowej mistrzem okręgu krakowskiego w kolarstwie górskim. W tym samym roku zdobywa tytuł mistrza Małopolski w kolarstwie przełajowym. Jest rok 2000 i reprezentuje Polskę ma zawodach Pucharu Europy MTB w Annency, gdzie zajmuje 24. miejsce. W 2002 roku na Mistrzostwach Polski MTB w Kielcach zdobywa w kategorii junior tytuł wicemistrzowski, przegrywając z Kryspinem Pyrgiesem (Optex Opoczno).

Dromader Dębica jest pierwszym klubem, kolejne to - Cracovia, Construction Cracovia, Górskie Orły, Górskie Orły Raba Wyżna, KS Wierchy Rabka Zdrój, Kellys Team, Futura Orbea, znów Kellys Team, BDC Team, Bieniasz PGNiG Racing Team i Bieniasz Rowerowania Team.

Lista jego sukcesów jest imponująca: na szosie, w zawodach XC, w przełajach, w maratonach MTB.
– Pochodzę z południa Polski, mieszkam w Poznaniu od kilkunastu lat i umiem dobrze liczyć - mówi Maksymilian Bieniasz. – Do tej pory, przez całe swe sportowe życie, stałem na podium ponad 500 razy. Dokładnie 586.

– Mam 35 lat i wiem dużo o rowerach - śmieje się Maks Bieniasz, od kilkunastu lat związany z Poznaniem (mieszka z żoną Joanną i dziećmi w Plewiskach). – Jako zawodnik startowałem w wyścigach szosowych, w ekstremalnych maratonach MTB i równie trudnych zawodach XC. Dwa razy triumfowałem w mistrzostwach Polski na fat bike'ach w Karłowie na Dolnym Śląsku. Wygrywam także wyścigi przelajowe. Przez moje ręce i nogi przeszło już kilkadziesiąt rowerów. Łza się w oku kręci, kiedy pomyślę o swym pierwszym rowerze.

Sześć lat jeździł  w barwach teamu Kellys. Właściciel marki Słowak Branislav Divinec z Bratysławy wiele razy mu dziękował (także i bratu Mirkowi), że testowali te rowery, że 'katowali" je aż do zmęczenia materiału, do pękniętej lub złamanej ramy. Do tego stopnia, że jeden z modeli, najbardziej wytrzymały, nosił dumnie nazwę Kellys Sabotage.

Jest listopad 2020, sezon kolarskich przełajów w pełni. Maksymilian Bieniasz w nich startuje regularnie i to z sukcesami. – 11 listopada wygrałem rywalizację w Koziegłowach w kategorii najmłodszych mastersów, przedział wieku od 35 do 44 lat. Okazałem się lepszy o sekundę od swego najgroźniejszego rywala, jakim jest Szczepan Paszek z Bolesławca.

Maks Bieniasz od lat regularnie ściga się w przełajach. Widział trudne lata tej specjalności kolarskiej w Polsce, teraz cieszy go widok setek ludzi na starcie. – Od kilku lat widzę, że sytuacja się poprawia. Są chętni do organizacji imprez, są one coraz lepiej przeprowadzane. I rośnie frekwencja. 11 listopada w Koziegłowach startowało ponad 400 osób, w tym kilkudziesięciu Czechów. Za południową granicą mam wielu przyjaciół, których zachęcałem, by przyjechali do Polski na zawody. By zobaczyli, że się staramy! - mówi nie bez dumy.

Ondrej Zeleny (Czech) i Maks Bieniasz, dwaj przyjaciele,  spotkają się w niedzielę w Gościęcinie na międzynarodowych zawodach przełajowych. – Jadę dobrze przygotowany, chciałbym znów wygrać, choć wiem, że kiedy przyjeżdżają Czesi to przybywa mocnych rywali - podkreśla.

Maks Bieniasz ma zawsze kolorowe rowery, barwnie się też ubiera. Ma w sobie coś z artysty sportu, życia i ładnego widowiska, co mu tylko pomaga w prowadzeniu biznesu (dobry adres: Rowerownia Poznań, ul. Grunwaldzka 232). W nadchodzący weekend nie zabraknie go w Gościęcinie, nie zabraknie też tam jego żony Joanny Wąsiel i Anny Borowicz. Cała trójka wystartuje, będzie rywalizować, jechać na całego.

Maks Bieniasz chce wygrywać, żona i koleżanka Anna zdobywają doświadczenie i coraz wyżej plasują się na kolejnych zawodach w rywalizacji kobiet. Tak trzymać!

                              Piotr Kurek

 

 

Bartosz Mikler jedzie do Gościęcina
Kolorowa postać kolarskich przełajów


Bartosz Mikler jedzie po siódme miejsce podczas wyścigu przełajowego w Czechach. Wrzesień 2020, Mlada Boleslav.
Fot. Ewa Sulikowska

Bartosz Mikler jedzie do Gościęcina, gdzie w niedzielę odbędą się kolarskie zawody przełajowe w międzynarodowej obsadzie. Zawodnik z Jarocina udaje się tam dobrze przygotowany, z nadzieją na zajęcie dobrego miejsca - może nawet na odniesienie zwycięstwa. Oczywiście, w rywalizacji elity mężczyzn. Mistrz Polski z roku 2015 wśród orlików jest niezwykle barwną postacią w społeczności tych, którzy ścigają się po błocie, piachu, trawie i nierównościach.

Ma 26 lat i kilkanaście lat przygody z rowerem za sobą. Zaczynał ją mając 9 lat. – Był rok 2003, gdy w Nędzerzewie pod Kaliszem w letni czas odbywały się regionalne eliminacje cyklu Family Cup. Startowało kilkudziesięciu chłopaków, rówieśników oraz ciut starszych lub trochę młodszych ode mnie. Pierwszy start w życiu na rowerze górskim i od razu podium. To był ten początek - mówi kolarz przełajowy, który w ostatnich trzech latach staje regularnie na podium mistrzostw Polski wśród elity mężczyzn.

Bartek Mikler zachował ten rower w kolorach czerni i czerwieni na zawsze. Marka DBR na dobrym osprzęcie, dar od ojca (Robert Miklerem jest prezesem Victorii Jarocin i zasłużonym działaczem kolarstwa), stoi jako cenna pamiątka w domowej piwnicy.

Teraz startuje w przełajach na rowerze marki Accent. – To polski produkt, który znakomicie mi służy. Producentowi przekazałem swoje propozycje, jak ma wyglądać rama, jakie mają być w niej kąty, jaki osprzęt. Wszystko zostało wykonane na mój wzrost (181 cm), ja zaś starannie dołożyłem temu technicznemu dziełu swoje kolory: pomarańczowy i czarny - mówi jarocinianin.

Sam startuje, uczy kolarstwa jarocińską młodzież i pisze książkę. – Nigdy nie miałem problemów z pisaniem, znam język polski dobrze i teraz postanowiłem swoje myśli przekazać innym. Dzielę się z nimi od dłuższego czasu na Facebooku, ale wyrażam to poprzez zdjęcia i krótkie ich opisy. Teraz przyszedł czas na słowo drukowane. Nie mam jeszcze tytułu, ale sadzę, że będzie tego ze 100 stron. Wcześniej jednak opinii publicznej zostanie zaprezentowany film "Kolor" o mnie, 45-minutowy, który przygotowuje Mikołaj Dziarżyński - informuje mnie zodiakalna Ryba.

Ludzie spod tego znaku mają ponoć artystyczną duszę i ta teza znakomicie sprawdza się w przypadku Bartka Miklera. Od sezonu 2016/2017 jest praktycznie drugim kolarzem przełajowym w Polsce, po Marku Konwie. Barwnie ubrany, na barwnym rowerze i sposobem bycia nawiązującym do Słowaka Petera Sagana, zyskał liczne grono swych fanów. Jeżdżą za nim na zawody, kibicują mu i pilnie śledzą jego profil na Facebooku - ma ponad trzy tysiące swych followersów.

– Film "Kolor" będzie o mnie i o Jarocinie, wielkopolskim miasteczku znanym z festiwali muzyki rockowej, jego historii i urodzie. Myślę, że zostanie pokazany do końca tego roku, choć jeszcze nie wiadomo na jakiej platformie cyfrowej - tłumaczy mi z emocjami godnymi artysty.

Bartek Mikler jest artystą polskich przełajów. Znakomicie jeździ technicznie, szczególnie wówczas, gdy jest błoto po ulewnych opadach. – Marek Konwa jest znakomitym polskim kolarzem, ale trzy razy udało mi się z nim wygrać. To wielka sprawa. Po raz pierwszy w grudniu 2019 w Szczekocinach. Po raz drugi w tym roku w Czechach (Mlada Boleslaw) podczas międzynarodowych wyścigów kategorii C2, w których ja byłem siódmy, Marek zaś dwunasty - mówi nie bez emocji.

22 listopada polski Gościęcin znów będzie areną rywalizacji Marka i Bartka, – Kibice nie będą się nudzić, jadę dobrze przygotowany i wiem, że forma Marka ciągle idzie w górę. Przyjadą Czesi i zawodnicy z innych krajów. Będzie widowisko, emocji nie zabraknie - raduje Bartka Miklera myśl o sportowym święcie przełajowców.

Gościęcin w niedzielę, w piątek - Kędzierzyn-Koźle, w sobotę - też Kędzierzyn-Koźle. Trzy dni, trzy wyścigi przełajowe w Polsce. Teraz, jakby wbrew pandemii i sytuacji społeczno-epidemiologiczej, licznie obsadzone i dobrze zorganizowane. W Koziegłowach 11 listopada startowało ponad 400 osób, w tym kilkudziesięciu Czechów. Podobnie było 7 listopada w Drzonkowie.

– Startuję z przyjemnością w polskich wyścigach. Coraz lepiej są zorganizowane, co może tylko cieszyć. W ostatnich latach dużo jeździłem na zawody do Czech, teraz z wielką satysfakcją obserwuję jak licznie rywalizują u nas Czesi - podkreśla jarocinianin. I dodaje: - Widzę, że Polacy przez lata dobrze podpatrywali Belgów i Holendrów, jak ci robią wyścigi, i teraz przenoszą te wzorce nad Wisłę i Odrę.

Mama Donata, tata Robert, brat Szymon będą kibicować Bartkowi w najbliższych dniach, podobnie jego fani. Kciuki zaciskać będzie jego szkoleniowiec Bogdan Czarnota. Jarocinian, który dziś przed południem - we wtorek 17 listopada - trenował na rowerze razem z Maciejem Paterskim, oczami swej wyobraźni widzi na starcie w Gościęcinie byłego kolarza ekip Liquigas, CCC i Wibatech Merx, też mieszkańca Jarocina.


                              Piotr Kurek  

 

     

Most w Stanach - atrakcja
nie tylko dla fanów dwóch kółek
Nowosolska autostrada rowerowa


Dawny most kolejowy w Stanach pod Nową Solą robi wrażenie po modernizacji dla potrzeb pieszych i rowerzystów.
Fot. Piotr Kurek

Most w Stanach pod Nową Solą dumnie pokazuje swe oblicze we wrześniowym słońcu. Jest na co popatrzeć, jest nad czym się zadumać, spojrzeć z niego w dół - na rzekę Odrę. I rowerem po nim przejechać. To teraz wielka atrakcja dla turystów pieszych i tych na dwóch kółkach.

Był budowany ponad sto lat temu przez Niemców jako jednotorowy most kolejowy. Jego długość robi wrażenie - prawie 700 metrów. Tędy jeździły pociągi z Nowej Soli w stronę Wolsztyna. Aż do połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Powódź roku 1997 zniszczyła część torowiska w okolicach wsi Bobrowniki i wyłączyła z eksploatacji linię kolejową łączącą Lubuskie z Wielkopolską. Przez następne dwie dekady ten robiący wrażenie swą wielkością obiekt niszczał i popadał w ruinę.

W minioną sobotę postanowiłem przejechać na swym niezawodnym Wheelerze Pro 59 cały odcinek ścieżki rowerowej z Nowej Soli aż do Sławocina o długości 32 kilometrów. Tak, jak postanowiłem, tak też i zrobiłem.


Ta tablica informacyjna stoi przed wjazdem na most w Stanach.
Fot. Piotr Kurek

Już na początku swego pedałowania, w Otyniu spotykam troje rowerzystów (Panie Anna i Jolanta i Pan Zbyszek). Ładnie ubrani z kaskami na głowach wpadli mi w oko. Okazuje się, że przyjechali aż z Poznania, by zobaczyć ładny szlak dla amatorów dwóch kółek. Krótka rozmowa, robię im zdjęcie. Mówią, że są mieszkańcami Winograd (os. Wichrowe Wzgórze), i że są pod wrażeniem mostu w Stanach.

Od Otynia do mostu jest kilka kilometrów. Sobota, popołudnie przed godziną 14. Kilka minut później spotykam tutaj Rafała Nowaka, prezesa UKS Peleton Nowa Sól. Kończy z kolegą znakowanie trasy maratonu MTB, który jutro tędy pojedzie.

Przed mostem duży ruch rowerzystów. W jedną i drugą stronę. Jestem na moście. Robi wrażenie. W miejscu, gdzie były tory, ułoźona drewniana nawierzchnia dobrej jakości. Po jednej i drugiej stronie obiektu, na przęsłach, wiszą rozpięte transparenty historyczne i zdjęcia.

Zsiadam z roweru, czytam, oglądam i zanurzam się w przeszłość. Niemcy tu mieszkający postanowili zbudować most w 1908 roku. Jest zdjęcie pokazujące pierwsze roboty, jest rozkład jazdy z roku 1914, są fotografie stacji kolejowych, biletów. To utrwalony czas ponad stu lat. To zamknięty już rodział historii.

I czas ostatnich kilku lat, gdy władze Nowej Soli i okolic postanowiły na dawnym szlaku kolejowym poprowadzić ścieżkę rowerową, ąż do Sławocina. To 32 kilometry, na granicy z Wielkopolską. Na przęsłach widzę mapę tej autostrady dla cyklistów, są opisy jej powstawania.


Spojrzenie z mostu na Odrę.
Fot. Piotr Kurek

Czytam, robię zdjęcia i jadę do Sławocina. Docieram tam przed godziną 16. Tutaj kończy się szlak. Przepiękny, wiodący w większości przez lasy. W miejscach niebezpiecznych stoją betonowe słupki, do których podwieszone zostały łaty z drewna a nie metalowe barierki.

W na końcu ścieżki zjeżdżam w leśną drogę i kieruję się w stronę Rudna. W latach 60- tych i 70-tych XX wieku był to jeden z najbardziej odwiedzanych ośrodków wypoczynkowych w Wielkopolsce. W sobotni czas sporo tu ludzi, ale nad tutejszym jeziorem pustki. Ludzie suszą  grzyby i wystawiają twarze do słońce przed domkami letniskowymi.

Nurtuje mnie myśl, czy dałoby się przedłużyć lubuską magistralę rowerową ze szlakiem dla cyklistów, który wiedzie z Wolsztyna do Świętna?


Ścieżka rowerowa Nowa Sól - Sławocin prowadzi po dawnym szlaku kolejowym.
Fot. Piotr Kurek

Z Rudna dojeżdżam do drogi Wolsztyn-Nowa Sól, przecinam ją i zanurzam się w las. Skręcam w prawo i jestem na ścieżce rowerowej. Jadę w stronę Świętna, kilka kilometrów pedałowania. Stacja kolejowa Świętno prezentuje się okazale, tory nie zostały jeszcze rozkradzione.

Ze Świętna jadę szosą w stronę Nowej Soli. Za jednym z kanałów obrzańskich skręcam w prawo i po niecałych dwustu metrach jestem przy torach i moście kolejowym w dobrym stanie (to jeszcze Wielkopolska). Wracam na szosę i po około dwóch kilometrach znów odbijam w prawo. I jestem wkrótce przy dawnym przystanku kolejowym Rudna Krzyż (też Wielkopolska).

Świętno (Wielkopolska) - Sławocin (Lubskie), raptem cztery kilometry. Muszę jechać ruchliwą szosą, ale najlepiej byłoby połączyć te miejscowości szlakiem rowerowym.

Wracam do Nowej Soli po ścieżce rowerowej. Zmierzcha się, gdy spotykam na drodze Krzysztofa Śnieżko. Jedziemy ponad dwadzieścia kilometrów razem. Słucham mieszkańca Otynia, graniczy z Nową Solą, o tym, jak rodziła się idea przekształcenia dawnego szlaku kolejowego w pomysł "Kolej na rower", jak społeczność samorządowa nie tylko miasta nad Odrą, ale i okolicznych gmin dokładała się finansowo do projektu. I jak wreszcie jesienią ubiegłego roku pierwsi cykliści mogli korzystać z uroków jazdy.


Kończyłem jazdę z Krzysztofem Śnieżko (z lewej) przed godziną 21.
Fot. Karol Pientyszak

Na most w Stanach w Panem Krzysztofem wjeżdżaliśmy już w ciemnościach. Jest ładnie oświetlony. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Kończyłem jazdę w sobotę przed godziną 21. Przekulałem tego dnia 82 kilometry, z czego 64 km na ścieżce, zaś 18 km po szosie i na leśnych ścieżkach wokół Rudna, Świętna i Sławocina.

W niedzielę z mikrofonem w ręku prowadziłem maraton MTB w Nowej Soli. Na starcie pojawili się samorządowcy Nowej Soli i Otynia: starościna nowosolska Iwona Brzozowska, burmistrz Otynia Barbara Wróblewska i prezydent Nowej Soli Jacek Milewski.

Dzielę się z nimi wrażeniami z sobotniej jazdy po moście w Stanach i ścieżce rowerowej do Sławocina. – Niech Pan będzie ambasadorem dobrej sprawy - mówi do mnie następca Wadima Tyszkiewicza (poprzedni prezydent Nowej Soli, teraz senator). – To tylko cztery kilometry dzielą Sławocin od Świętna, by połączyć je asfaltem dla rowerzystów. Wszystko w rękach samorządowców Wielkopolski, nam bardzo zależy, by połączyć Nową Sól i Wolsztyn bezpiecznie dla fanów dwóch kółek - to słowa Jacka Milewskiego.

Dedykuję te słowa dla władz województwa wielkopolskiego, powiatu wolsztyńskiego, Wolsztyna. Niech zobaczą most w Stanach, zobaczą standard tej ścieżki rowerowej i zdecydują. Czym szybciej, tym lepiej!

                              Piotr Kurek

 

W pełni na to zasłużył
Redaktor Wojciech Michalski
Superseniorem Poznańskiego Sportu


Piotr Kurek (od lewej), Wojciech Michalski, Krzysztof Rex - przyjaciele i fani sportu, tworzyli dziennikarską "Kaczkę". Poznańska Gala Sportu, 2 stycznia 2020.
Fot. Tomasz Szwajkowski

W czwartkowy wieczór 2 stycznia 2020 Wojciech Michalski, dziennikarz z krwi i kości oraz wielki entuzjasta piłki nożnej, stanął na scenie głównej Zamku w Grodzie Przemysła, by otrzymać tytuł Superseniora Poznańskiego Sportu podczas uroczystej gali. Twórca "Kaczki", futbolowej reprezentacji żurnalistów w mieście nad Wartą, w pełni na ten tytuł zasłużył.

Był rok 1978, przełom lutego i marca, gdy w Opolu odbywały się mistrzostwa Polski dziennikarzy w piłce nożnej. Była to druga z kolei impreza, którą zorganizowali koledzy z tego miasta, i na którą w najsilniejszym składzie pojechała "Kaczka". Wojtek Michalski zebrał kolegów po fachu z różnych redakcji, którym gra w piłkę nożną nie była czymś obcym.


Łza się w oku kręci. Mecz piłkarski dziennikarzy podczas Wyścigu Pokoju 1977, 12 maja, w podpoznańskim Błażejewku - dzień przerwy w imprezie. Polacy (w jasnych strojach) pokonali drużynę "Reszty świata" 5:3. W polskim zespole grali między innymi: Janusz Cieśliński, Stanisław Garczarczyk, Lech Cergowski, Krzysztof Wyrzykowski, Andrzej Karczewski, Dariusz Szpakowski, Andrzej Wituski, Krzysztof Jaślar, Piotr Kurek, Wojciech Michalski, Zbigniew Kubiak, Jacek Nachyła i Wojciech Mitttelstaedt.
Fot. Tomasz Koebsch

Ekipa z Poznania dotarła do finału, w którym zmierzyła się w Warszawą, drużyną opartą na dziennikarzach "Przeglądu Sportowego". Wojciech Michalski (kapitan), Zbigniew Kubiak i Piotr Kurek (wszyscy z "Gazety Zachodniej", czyli wcześniej i później "Gazety Poznańskiej"), Zbigniew Karpiński ("Głos Wielkopolski") i Krzysztof Jaślar (TVP Poznań) w imponującym stylu rozgromili warszawiaków 6:0 i zostali mistrzami Polski w halowej piłce nożnej. Był to pierwszy tytuł dla poznaniaków.

Wojtek powołał "Kaczkę" do życia wcześniej, w roku 1975. Swój pierwszy mecz rozegrała w podpoznańskim Kleszczewie, sędziował go Marian Kustoń, z mikrofonem w ręku na żywo komentował go red. Edmund Pacholski z poznańskiej Rozgłośni Polskiego Radia.


Superseniorzy Poznańskiego Sportu 2020: Marian Dudziak (od lewej), Bogdan Kramer, Olga Kuźmińska, Wojciech Michalski i Halina Polakowska-Rosadi.
Fot. Piotr Kurek

W Kleszczewie rozpoczynała się świetność futbolowej "Kaczki". Przez ponad trzydzieści lat zespół rozegrał około 400 spotkań na terenie całej Wielkopolski. A w mistrzostwach Polski dziennikarzy team Wojtka Michalskiego aż siedem razy okazywał się najlepszy.

Przez team przewinęło się kilkudziesięciu dziennikarzy. Ich lista jest naprawdę długa, ale o sukcesach, poza kapitanem, decydowali: Krzysztof Jaślar (ten od rozrywki w TVP), Zbigniew Kubiak, Zbigniew Karpiński, Konrad Napierała, Zenon Milczewski, Leszek Gracz i Sławomir Lechna, także Piotr Kurek. Drużyna miała swych licznych sympatyków i przyjaciół, którzy też kochali grę w piłkę. Zaliczyć bez wątpienia trzeba do nich Krzysztofa Rexa (nauczyciela i animatora sportu szkolnego w Poznaniu), Jana Buszę (znakomitego chirurga), Krzysztofa Jordana (biznesmena, dyrektora turnieju tenisowego Polish Open), Przemysława Stracha (prawnika, prowadził sekretariat prezydenta Lecha Wałęsy), Andrzeja Kyclera, Ryszarda Wegnera (adwokata) i Zbigniewa Górnego (dyrygenta).

Prowadzenie "Kaczki" było dodatkowym zajęciem dla Wojtka Michalskiego. Zaczynał pracę w dziennikarstwie w roku 1972, pisząc pierwsze teksty o Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. Przez 11 lat związany był z działem sportowym "Gazety Poznańskiej", by od roku 1983 kontynuować misję dziennikarską w poczytnym "Expressie Poznańskim" w dziale sportowym jako jego kierownik a następnie zastępca redaktora naczelnego od 1989 roku. Później była praca w "Dzienniku Poznańskim" i kilkanaście lat w "Przeglądzie Sportowym", aż do przejścia na emeryturę.

Urodził się siedem miesięcy po zakończeniu II wojny światowej, 10 grudnia 1945 w Rawiczu. Tam pokończył szkoły, studiował na Wydziale Prawa UAM, którego został absolwentem w 1969 roku. Nie dane było mu jednak kontynuować tradycji prawniczych, tylko wybrał dziennikarstwo.


Dziennikarska "Kaczka" w podstawowym składzie. Wojciech Michalski, kapitan drużyny, z lewej strony w przysiadzie.
Fot. archiwum Piotra Kurka

Pisał o różnych dyscyplinach sportu, ale najczęściej o piłce nożnej. Znał się na niej i zna nadal jak mało kto. W "Kaczce" był królem pola, pomocnikiem na medal. Ładnie dryblowal i strzelał gole. Z każdym kolejnym rokiem wyławiał z poznańskich redakcji kolejnych zdolnych pasjonatów futbolu i wzmacniał skład. Konrad Napierała, późniejszy redaktor naczelny "Gazety Poznańskiej" i "Dziennika Poznańskiego", trafił do "Kaczki" jako student UAM.

W czwartkowy wieczór Wojtek Michalski został nagrodzony jako Supersenior Poznańskiego Sportu na gali w Zamku, stając obok olimpijczyka Mariana Dudziaka (sprintera), Bogdana Kramera (żeglarza i bojerowca), Józefa Wybieralskiego (hokeisty na trawie), Stanisława Głuszaka (działacza sportowego), Ryszarda Wieczorka (koszykarza i naukowca), Olgi Kuźmińskiej (trenerki tańca i gimnastyki artystycznej), Haliny Polakowskiej-Rosadi (koszykarki) i Teresy Zarzeczańskiej (pływaczki, pokonała wpław kanał La Manche).

Przez ponad 40 lat swej pracy i działalności Wojtek Michalski zasłużył się wielce dla poznańskiego sportu, jako nagradzany dziennikarz i animator futbolu żurnalistów. W czwartek 2 stycznia 2020 odbierał gratulacje, także od kolegów z "Kaczki" - Krzysztofa Rexa i autora tych słów. Ciepło i serdecznie mówił także ze sceny o Wojtku i mu gratulował red. Marek Lubawiński (współprowadzący galę w Zamku z Natalią Madaj-Smolińską i Krzysztofem Ratajczakiem), dziennikarz "Głosu Wielkopolskiego", mający za sobą występy w "Kaczce" i od siedmiu lat członek kapituły honorującej poznańskich superseniorów.

Na zakończenie wypada napisać, że jestem rówieśnikiem Wojtka, że w tym samym roku zaczynaliśmy przygodę z dziennikarstwem w "Gazecie Poznańskiej", że wspólnie sięgnęliśmy po raz pierwszy po tytuł mistrzów Polski w halowej piłce nożnej, że, że, że...

Znamy się prawie 50 lat. Za nami lata wspólnej pracy i lata pięknej pasji do sportu.

                                           Piotr Kurek
                                           Supersenior Poznańskiego Sportu 2019
 

Przełaje na europejskim poziomie (2020-11-23)
Zawody w Gościęcinie na 500 osób Joanna Wąsiel z Poznania jedzie po pierwsze miejsce w wyścigu pań masters. Fot. Dariusz Krzywański – To były kolarskie przełaje na europejskim p... [ więcej >> ]
 
Alojzy Kamel nie żyje! (2020-11-24)
Odszedł zasłużony sędzia kolarski Alojzy Kamel byl znanym sędzią kolarskim. Fot. archiwum Jerzego Placka Z ogromnym smutkiem informuję, że w dniu 23 listopada 2020 przegrał walkę z koronaw... [ więcej >> ]
 
Przełajowa podróż
przez trzy dziesięciolecia
(2020-11-19)
Andrzej Kaiser jedzie do Gościęcina Andrzej Kaiser (nr startowy 2) pędzi na metę maratonu MTB (Grand Prix Kaczmarek Electric). Nowa Sól, 13 września 2020. Fot. FOTOMTB.pl Andrzej Kaise... [ więcej >> ]
 
Na każdym rowerze do zwycięstwa (2020-11-18)
Maksymilian Bieniasz jedzie do Gościęcina Maksymilian uwielbia startować w wyścigach przełajowych. Fot. Dariusz Krzywański Jazda na rowerze w jego wykonaniu jest niezwykle inspirująca. I ni... [ więcej >> ]
 
Bartosz Mikler jedzie do Gościęcina (2020-11-18)
Kolorowa postać kolarskich przełajów Bartosz Mikler jedzie po siódme miejsce podczas wyścigu przełajowego w Czechach. Wrzesień 2020, Mlada Boleslav. Fot. Ewa Sulikowska Bartosz... [ więcej >> ]
 
Maksymilian Bieniasz
zwycięski w Koziegłowach
(2020-11-12)
Przełajowy Puchar Polski na medal Maksymilian Bieniasz na najwyższym stopniu podium. Koziegłowy, 11 listopada 2020. Fot. foto@devilonbike – To była piękna impreza kolarska - m&oac... [ więcej >> ]
 
Kolarskie przełaje na Woli w innym terminie (2020-11-05)
Niełatwa decyzja działaczy PTC   Start wyścigu przełajowego na hipodromie Wola. 8 marca 2020. Fot. Piotr Kurek   W najbliższą niedzielę, 8 listopada 2020, na poznańs... [ więcej >> ]
 
Spektakularne sukcesy na Majorce (2020-11-04)
Artur Spławski triumfuje nie tylko w szosowym Pucharze Europy matsersów Artur Spławski (siedzi na podium) pokazał swą kolarską klasę na Majorce. Fot. Violetta Dura-Kolasińska – T... [ więcej >> ]
 
Przełajowcy nie składają broni (2020-11-04)
W sobotę zawody Pucharu Polski w Drzonkowie Zawody odbędą się w przepięknym kompleksie sportowo-rekreacyjnym w Drzonkowie. W najbliższą sobotę, 7 listopada 2020, w Drzonkowie odbędą się kola... [ więcej >> ]
 
Była sobie ulica (2020-11-03)
Ireneusz Rutkowski wraca do lat dzieciństwa ...mojej ulicy już nie ma. Nie ma Mamy i Taty, Babci i Dziadka. Nie ma brata Leszka. Wujka Jerzego i Pani Zosi. Środkiem jezdni nie przechadza się Hra... [ więcej >> ]
 
Ładna jazda na koniec sezonu (2020-10-28)
Ostatni w tym roku wyścig szosowy w ramach czwartków kolarskich Ostatni w tym roku wyścig szosowy w ramach czwartków kolarskich. Poznań, 28 października 2020. Fot. Tadeusz Olszewsk... [ więcej >> ]
 
Trzy razy z rzędu pierwszy (2020-10-22)
Artur Kozal najszybszy na torze "Poznań" Damian Miela (od lewej), Artur Kozal i Miron Kłosiński. 22 października 2020. Fot. Romuald Szaj Artur Kozal (FTI Racing Team) wygrał dzisie... [ więcej >> ]
 
Kacper Gieryk wygrywa
jazdy indywidualne na czas
(2020-10-21)
Ma 17 lat i talent po ojcu Kacper Gieryk (w środku) wygrał z Marcinem Robakowskim (z lewej) i Arturem Kozalem. Poznań, 22 września 2020. Fot. Piotr Kurek Kacper Gieryk (KTK Kalisz) wygrał we... [ więcej >> ]
 
Nastolatkowie pokazali moc (2020-10-20)
Kacper Gieryk i Jan Modzelewski najszybsi podczas ostatniej czasówki na torze "Poznań"   Jan Modzelewski (od lewej), Kacper Gieryk i Kacper Kistowski. Ostatnia czasów... [ więcej >> ]
 
Zamarł nasz kolarski świat (2020-10-17)
Jutro w Wolsztynie miał być wielki finał cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric MTB 2020 Joanna Balawajder (z lewej), Piotr Kurek i Adrianna Nowak. Chodzież, 11 października 2020. Fot. archiwum Ad... [ więcej >> ]
 
Piękny prezent na urodziny (2020-10-15)
Artur Kozal znów zwycięski Damian Miela (2. miejsce), Artur Kozal (zwycięzca), Romuald Szaj - organizator czwartków kolarskich i Jakub Kędziora (3. miejsce). Fot. Piotr Kurek Ar... [ więcej >> ]
 
Słoneczne zakończenie sezonu (2020-10-12)
Alfabet chodzieskiego maratonu MTB Filip Jeleniewski (240) na prowadzeniu w wyścigu elity mężczyzn. Chodzież, 11 października 2020. Fot. FOTOMTB.pl To było słoneczne zakończenie sezonu marato... [ więcej >> ]
 
Filip Jeleniewski triumfuje w Chodzieży (2020-10-11)
Maratończycy chwalili trasę maratonu MTB Filip Jeleniewski (z prawej) wygrał maraton MTB z cyklu Grand Prix Kaczmarek Electric w Chodzieży. Fot. Piotr Kurek Filip Jeleniewski (Rybczyński-B... [ więcej >> ]
 
Piotr Nowacki nie do pokonania (2020-10-10)
Pogoda sprzyjała kolarzom w Swarzędzu Piotr Nowacki (nr startowy 51) był głównym bohaterem sobotnich zawodów w Swarzędzu. Fot. Piotr Kurek Piotr Nowacki z Piły był dziś nie do ... [ więcej >> ]
 
Osiem razy na Gontyniec (2020-10-09)
W najbliższą niedzielę w Chodzieży Grand Prix Kaczmarek Electric MTB Daria Kasztarynda od kilku lat należy do czołówki kobiet wielkopolskiego MTB. Fot. archiwum Darii Kasztaryndy &nd... [ więcej >> ]
 
Spotykamy się w sobotę (2020-10-08)
Swarzędzkie przełaje po raz osiemnasty Przed rokiem, też w październiku, triumfował Artur Małkowski. Fot. Piotr Kurek W najbliższą sobotę, 10 października, w Swarzędzu odbędą się kolarskie... [ więcej >> ]
 
 

Logo BCM Nowatex - Producent odzie�y rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL