R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyslij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jestes 38754727 gosciem na naszej stronie
Aktualizowano: 2022-09-30
Od przekopu do przekopu,
czyli rowerem po Mierzei Wiślanej

 

128 kilometrów w sierpniowy czas


Autor relacji na granicy z Rosją.

Fot. archiwum Piotra Kurka

To była przepiękna jazda rowerowa. Nad morzem, w wakacyjny czas. Świeciło słońce, było gorąco - także w sosnowym lesie między Mikoszewem a Piaskami. Postanowiłem dojechać do granicy z Rosją, zobaczyć dwa przekopy i zachwycić się pięknem okolicy na wschód od Gdańska.


Jak zamierzyłem - tak zrobiłem. Pokonałem we wtorek 9 sierpnia 2022 dystans 128 kilometrów. Zajęło mi to ponad osiem godzin. Z Sobieszewa do granicy z Rosją przejechałem 62,5 km. Droga powrotna liczyła ciut więcej kilometrów - wyniosła ponad 66 km.

Znam polskie wybrzeże Bałtyku dość dobrze, żeby nie powiedzieć, że bardzo dobrze. I nie chodzi tutaj o to, że wypoczywałem w tym, czy też innym miejscu. Ta znajomość odnosi się do faktu, że pedałowałem nad naszym morzem wielokrotnie i prawie na całej jego długości. Teraz postanowiłem swym rowerowym wysiłkiem domknąć trasę nad Baltic Sea na odcinku, którego dotąd nie pokonywałem na dwóch kółkach: od Sobieszewa do Piasków i z powrotem.  

Wyspa Sobieszewska ma swój urok. Teraz pierwszy raz na niej wypoczywałem i stąd też ruszyłem w stronę Świbna. Jedzie się do tej miejscowości 5 kilometrów (autonomiczna ścieżka rowerowa) i po dotarciu do niej urzeka nas Wisła. Jej przekop, wykonany w ostatnich latach XIX wieku przez Niemców, by rzeka nie czyniła szkód, nie zalewała nie tylko Żuław, jest wielkim osiągnięciem hydrotechnicznym. O historii budowy przekopu informuje solidna tablica przy przeprawie promowej w Świbnie.

Płynie się promem na drugą stronę Wisły (przekopu) raptem sześć minut. Załoga jest zgrana (na holowniku i promie), od rowerzystów miłe panie pobierają opłatę pięciu złotych. Za samochód kasują 20 złotych. Na drugiej stronie największej polskiej rzeki, która uchodzi do morza, jest Mikoszewo. To początek pedałowania po Mierzei Wiślanej. Pierwsze kilometry jadę szosą, ale gdy widzę zielony rower przy drodze - skręcam w lewo.

Zaczynam jazdę w lesie. W większości sosnowym. Jest ciepło, ale korony drzew chronią przed nadmiernym działaniem słońca. Poruszam się po drodze rowerowej R10. To międzynarodowy szlak dla fanów dwóch kółek. Znakomicie oznakowany. Nie sposób się tutaj zgubić. Raz po raz zatrzymuję się, by zrobić zdjęcia.

Jantar Leśniczówka - 0,5 km, Jantar - 1,5 km, Junoszyno - 4,5 km, Stegna - 7,5 km. Dalej jest Sztutowo, gdzie zaczynają się niezłe górki, jazda w górę i w dół. I tak cały czas aż do Kątów Rybackich. Dojeżdżam do miejsca, o którym głośno w mediach i kręgach politycznych: do przekopu Mierzei Wiślanej. Turystów nie brakuje. Patrzą na powstającą budowlę, robią sobie wzajemnie zdjęcia i głośno komentują. Słyszę: – Tędy lotniskowiec nie przepłynie. Ktoś inny dodaje: – Ani duży  statek.

Jadę dalej w stronę Krynicy Morskiej. To najpiękniejszy fragment trasy R10, gdyż momentami Bałtyk mamy na wyciągnięcie dłoni. Czy może być coś piękniejszego niż pedałowanie w w sosnowym lesie w sierpniowy (czytaj słoneczny) czas, gdy podmuchy powietrza czuje się ożywczo od morza. Momentami myślę, że jestem Synem Wiatru na rowerze na wschodnim krańcu polskiego wybrzeża.

Zamierzyłem dojechać do granicy z Rosją i dojechałem. Jest godzina 16.10 dziewiątego sierpnia 2022. Spotykam miłego pana Michała. Robi mi zdjęcie. Za plecami nam tablicę z napisem "Granica Państwa".

Z lasu do szosy w Piaskach mam kilka kilometrów do pokonania i dylemat: jak wracać do przekopu Wisły w Mikoszewie? Lasem, czy też może szosą? Lasem jest bezpieczniej, ale wiem, że zajmie mi to więcej czasu. Decyduję się na jazdę po asfalcie, wiedząc aż nadto dobrze, że od Krynicy Morskiej do przeprawy promowej będę czuł pęd samochodów na swym lewym łokciu. Większość aut jedzie poprawnie, szanując mnie na drodze jako rowerzystę. Ale trzech kierowców prawie spycha mnie do rowu: to krajanie z numerami PZ..., PN,,, i PP. Wstyd mi za was kierowcy z Wielkopolski.

Docieram na prom po 20, pływa do godziny 21 i tylko do końca września. Patrzę na licznik: pokonałem 122 km, z czego połowę w lesie (R10) i w połowie po ruchliwej drodze  asfaltowej z Piasków aż do Mikoszewa.

Sześć minut na promie i jestem w Świbnie. Stąd już tylko sześć kilometrów do Sobieszewa, które na osiem dni stało się moim domem. Piękny wieczór, niespieszna jazda i wyrobione wysiłkiem przekonanie, że trasa rowerowa R10, którą pokonałem, jawi się jako jedna z najpiękniejszych w Polsce.

Przejechałem ją, polecam ją, rekomeduję ją z całego serca innym.

                                   Piotr Kurek
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzie�y rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL