R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 20093518 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-09-23
Przeczytane u innych

 

Nie tylko o Tour de Pologne...
Z Czesławem Langiem rozmawiał Olgierd Kwiatkowski ("Gazeta Wyborcza")

Olgierd Kwiatkowski: Mam wrażenie, że kolarstwo nadal zjeżdża w dół, ale nie wiem, czy do mety, czy w przepaść?

Czesław Lang: Biorąc pod uwagę światową recesję, to kolarstwo ma się bardzo dobrze. U nas nie płaci się 20 czy 30 mln euro zawodnikowi. Armstrong, Contador zarabiają dużo, ale nieporównywalnie mniej niż gwiazdy Formuły 1, tenisa czy piłki nożnej. Marcin Sapa przeszedł do grupy ProTour Lampre i zarabia 40 tys. euro rocznie. A od kolarzy wymaga się, żeby przejechali 40 tys. kilometrów rocznie, czyli taki Sapa zarabia jedno euro za kilometr. Nie zdarzają się bankructwa. Jeden sponsor się wycofuje, bo niestety najczęściej grupa miała jakiś problem z dopingiem, ale w zamian przychodzi następny. Pod tym względem kolarstwo jest normalne. Kryzys nie będzie nam grozić. Nie ma kwot z kapelusza, są realne sumy.


Czesław Lang od kilkunastu lat organizuje Tour de Pologne, zawody XC dla profesjonalistów i od 2007 roku powszechne maratony dla amatorów. Na zdjęciu z Iwoną Bocian Zaciewską z Telewizji Polskiej - Gdańsk, 5 października 2008, finał Skandia MTB Maraton.

– Ale jest konflikt między organizatorami największych wyścigów, jest doping .

– Konflikt został zażegnany. Podczas igrzysk w Pekinie wszyscy się dogadali. Stworzono kalendarz światowy. Są w nim Tour de France, Giro d'Italia, Vuelta, Tour de Suisse, Tour de Pologne i dobre klasyki. Najlepszy kolarz zostanie zwycięzcą Ligi Światowej. Różnica jest taka, że w największych tourach organizatorzy będą mogli dobierać grupy według własnego uznania. Konflikt zrodził się, bo organizatorzy Tour de France [firma ASO - przyp. ok.] chcieli mieć wpływ na wszystko. Bali się, że stracą sponsorów, bo są bardzo drodzy. W Tour de France miejsce na koszulce lidera kosztuje 20 mln euro. Za tyle można uzyskać taką samą reklamę w kilku wyścigach na świecie, które też są ciekawe i chętnie oglądane. Weźmy Tour de Pologne. Mieliśmy w tym roku lepszą obsadę niż Vuelta. Startowało u nas przecież sześciu kolarzy z pierwszej dziesiątki Tour de France. Francuzi zobaczyli, że nie mogą wojować z całym światem, że w kolarstwie jest nie tylko Francja, Hiszpania, Włochy. Powstaje nowa drużyna w Rosji, nabiera renomy wyścig w Australii, gdzie wystartuje Lance Armstrong. Kolarstwo wychodzi poza tradycyjne państwa.

– Czy do dopingu trzeba się przyzwyczaić, czy już zawsze będzie w kolarstwie?

– Podjęliśmy z nim walkę. Stworzyliśmy system, nawet zbyt rygorystyczny, ale sami kolarze zawinili. Świetną sprawą jest paszport biologiczny, dzięki któremu pole do oszustwa jest niewielkie. Wydajemy - mówię my, bo jako organizator wyścigu też płacę za kontrole - sześć milionów euro rocznie. Walczymy tak mocno może dlatego, że mamy mniej do stracenia niż inne dyscypliny. W kolarstwie nie sprzedajemy biletów. Nasze przychody to logo sponsora na koszulce.

– Mimo tej walki Riccardo Ricco, zwycięzca dwóch etapów Tour de France, wielka nadzieja włoskiego kolarstwa, został przyłapany na dopingu.

– Został złapany i natychmiast wykluczony. Nie miało znaczenia, co wygrał i kiedy. Od razu został potraktowany jako oszust. Kto go teraz weźmie? Patrzą na niego jak na koksiarza. Przegrał prawdopodobnie swoją karierę.

– Wraca Lance Armstrong. Niektórzy zarzucają mu - zwłaszcza Niemcy, doświadczeni wpadkami dopingowymi Jana Ullricha, czy niedawno Stefana Schumachera - że reprezentuje stare pokolenie kolarzy "koksiarzy".

– Głupio to brzmi, jeśli takie zarzuty stawiają Niemcy, którzy jako pierwsi na świecie stworzyli cały system dopingowy, a ich instytuty sportu wdrażały go w życie. Armstrong jest człowiekiem wyjątkowym. Facet choruje na nowotwór, lekarze dają mu najwyżej kilka tygodni życia, a on potrafi się z tego pozbierać. Mówią, że miał jakieś fantastyczne środki w czasie leczenia, miał takie jak każdy Amerykanin. Fantastyczną miał psychikę. Tour de France wygrywał głową, pewnie w dużej mierze dzięki niej wyleczył się też z nowotworu. Teraz podjął odważną decyzję o powrocie, bo nie miał łatwego życia, gdy był kolarzem. Po każdym zwycięstwie w Tour de France tysiące ludzi stawiało pytanie: Ciekawe, czego on się znowu nażarł? Armstrong był bardziej kontrolowanym człowiekiem niż Al Capone. Miał założone podsłuchy, rewizje w domu, w hotelach, w samochodach. Pewnie dlatego skończył się wcześniej ścigać. Mógł nie wytrzymać tej presji.


– Ma 37 lat. Czy może jeszcze wygrać wielki wyścig?

– Powiedziałbym, że ma dopiero 37 lat. Ścigałem się do 36. roku życia i to był mój najlepszy okres. Mistrzem świata został 40-letni Jan Zoetemelk. Wiek nie dyskwalifikuje Armstronga. W Stanach odpoczął od nagonki, ale cały czas dbał o formę. To facet, który uwielbia wyzwania. Rzucił je nowotworowi, maratonom, teraz ma kolejne. Kocha jazdę na rowerze, kocha walczyć, czuć adrenalinę. Wraca, by wygrywać. Powrót Armstronga to impuls dla kolarstwa. Włożył kij w mrowisko. Oj, będzie się działo w peletonie. Sam nie mogę się doczekać jego startów.

– Armstrong powiedział, że będzie walczył o zwycięstwo w Giro d'Italia, a nie w Tour de France. Wierzy mu pan?

– Jeśli wystartuje, to będzie walczył. To urodzony zwycięzca. Jeśli pojawią się możliwości, będzie starał się wygrywać. Jeśli będzie pomagał innym, to zrobi to tak, żeby było widać jego zasługi w zwycięstwie kolegi.

– Kto jest dziś najlepszym kolarzem?

– Najbardziej wartościowym jest dla mnie Szwajcar Fabian Cancellara. Człowiek z charyzmą, kompletny. Świetnie pojechał w igrzyskach olimpijskich, wygrał parę znaczących klasyków.

– A nie któryś z Hiszpanów? Oni zgarnęli w tym sezonie wszystko. Wygrali trzy wielkie toury i mistrzostwo olimpijskie ze startu wspólnego.

– Hiszpanie kojarzą mi się z górami. Oni szykują się na Tour de France, Giro, Vueltę, nie są tacy wszechstronni jak Cancellara.

– Polskie kolarstwo szosowe nadal jest w głębokim kryzysie. Czy jest szansa na jego przezwyciężenie?

– Tour de France, ale w klasykach może powalczyć. Ma charakter. Nie przejmuje się niczym. Mamy Sylwest– Marcin Sapa podpisał kontrakt z Lampre. Nikt nie powie, że od razu pojedzie w ra Szmyda. Tylko kiedy popatrzy się w jego statystyki, okazuje się, że on nic nie wygrał. Sylwek jest typowym pomocnikiem. Życzę mu, żeby się w końcu przełamał. Ja też pojechałem do Włoch jako pomocnik Francesco Saroniego, Francesco Mosera, ale w wieku 34 lat uwierzyłem, że sam też mogę coś zrobić. Był tydzień, że wygrałem kilka wyścigów. W niektórych nie czułem żadnego oporu, tak mnie niosło. Mamy dziś Michała Kwiatkowskiego - najlepszego juniora na świecie. Jest mistrzem świata, ma dwa tytuły mistrza Europy. Talent, perełka. Kończy wiek juniora i nie wiadomo, co z nim począć. A trzeba się nim zająć, poświęcić mu pięć lat tu, w Polsce.

– Nie lepiej, żeby wyjechał za granicę?

– Lepiej byłoby, żeby na Zachód pojechał ukształtowany zawodnik, znający swoją wartość. Pójdzie jako nastolatek, zostanie tylko pomocnikiem, zginie w tłumie. Trudno będzie mu się przebić.

– Może w końcu pora zmienić prezesa Polskiego Związku Kolarstwa. Od 1996 roku jest nim Wojciech Walkiewicz. Pan nie chciałby pan nim zostać?

– Robię bardzo dużo dla kolarstwa. Tour de Pologne oglądało na żywo średnio 2 mln ludzi, kroniki wieczorne 4-5 mln. Mój wkład w promocję dyscypliny jest duży. Gdybym nie robił przez 13 lat serii wyścigów górskich, nie byłoby pewnie Mai Włoszczowskiej, Marka Galińskiego, Ani Szafraniec, Oli Dawidowicz. Żeby byli aktorzy, musi być teatr. Ja robię ten teatr. Nie potrzeba mi innej funkcji.

– Ale powoli myśli pan o rezygnacji z funkcji dyrektora Tour de Pologne.

– Do pewnych zadań wdrażam moją córkę Agatę. Jej mąż już zajmuje się mini Tour de Pologne. Człowiek z roku na rok nie jest młodszy i trzeba myśleć, żeby komuś przekazywać stopniowo swoje zadania.

– Tak bardzo wykończył pana tegoroczny Tour de Pologne z fatalną pogodą, strajkiem kolarzy, skracaniem etapów?

– Wzmocnił mnie i moich współpracowników. Przeszliśmy trudną próbę i wyszliśmy z niej zwycięsko. Nowi ludzie zainteresowali się tą dyscypliną. Zobaczyli, w jak ciężkich warunkach muszą jeździć kolarze. Od UCI na 100 możliwych punktów za organizację tego wyścigu otrzymaliśmy 99,5. W przyszłym roku mamy jeszcze bardziej atrakcyjny termin wyścigu - w sierpniu, tuż po Tour de France. Podpisaliśmy nowy czteroletni kontrakt z TVP. Stale się rozwijamy.

Wywiad z Czesławem Langiem ukazał się 29 grudnia 2008 na sportowych stronach "Gazety Wyborczej".


 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL