R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21299229 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-15
Kolarstwo zabite deskami z sosny syberyjskiej

 

Kto uratuje tor w Pruszkowie?

Dwa tygodnie bez ogrzewania i w zbudowanym za blisko 100 mln złotych torze kolarskim w Pruszkowie będzie można zrobić największy kurnik w Europie

A idź pan, panie z tym torem! Powinien tu być ktoś z tego całego związku i świecić oczami. Ja mam świecić? - mówi stary ochroniarz kolarskiej areny w Pruszkowie, bo bez przerwy ktoś przychodzi zły i szuka kolarskich działaczy.

Faktycznie, po co mają przychodzić do związku.

To koniec, wracamy

W siedzibie PZKol, czyli w hali BGŻ Arena, dziele życia ówczesnego prezesa Wojciecha Walkiewicza, wybudowanej za niemal 100 mln zł, wyłączono właśnie prąd, ogrzewanie, telefony. Obiekt ma w sumie prawie 10 mln zł długu wobec budującego go Mostostalu Puławy za dostosowanie toru do wymagań Międzynarodowej Unii Kolarskiej na mistrzostwa świata w 2009 roku i bieżące wobec dostawców mediów.

Co miesiąc dług powiększa się o kolejne 120 tys zł.

Mimo że na stronie internetowej toru www.bgzarena.com bije po oczach hasło: "Zapraszamy na tor. U nas zimy nie ma", temperatura od poprzedniego poniedziałku spadła z 19 do 8 stopni i pikuje.

- Już tu nie przyjedziemy, choć przecież trwają ferie i można by zgrupowanie dla kolarzy zrobić. Mieliśmy dziś ćwiczyć szybkość, ale się nie da. Nogi przy zimnie puchną - mówi trener grupy z Żyrardowa jeżdżącej co dzień od rana przez poprzedni tydzień. Trener chce pozostać anonimowy.

Zawodnicy pedałują w długich kolarskich legginsach, w kominiarkach, bluzach, ortalionach. Z rozgrzanych płuc wydobywają się kłęby pary jak z kominów elektrociepłowni Siekierki.

- W poniedziałek będzie tu sześć stopni - mówi trener. - Nie ma się gdzie umyć po treningu, nie ma gdzie zjeść czegoś ciepłego. To koniec. Wracamy.

Co to jest sosna syberyjska

Patrzymy obaj na jasne deski toru, których dni są policzone.

- Piękny tor - mówi trener z rozrzewnieniem. - Jeden z najlepszych na świecie.

Dyrektor Śliwiński z Warszawsko-Mazowieckiej Federacji Sportu też jest wzburzony krachem toru. Ministerstwo niemal rok temu zleciło kierowanej przez niego Warszawsko-Mazowieckiej Federacji Sportu, aby pośredniczyła w przekazywaniu "państwowych" pieniędzy na szkolenie kolarzy. Dzięki temu trikowi pieniądze otrzymują trenerzy i zawodnicy - z opóźnieniami - a nie komornik i wierzyciele PZKol.

- Wie pan, co to jest sosna syberyjska? Dwa tygodnie bez ogrzewania i właściwej wilgotności i będzie można zrobić z toru największy kurnik w Europie. Kurnik za 100 mln zł - mówi Śliwiński.

Gdy dyr. Śliwiński podejmował się kolarskiego dzieła, związek stał na skraju bankructwa, teraz zrobił zdecydowany krok w przód. Grozi mu rozwiązanie, wprowadzenie syndyka i zlicytowanie majątku.

Minister Giersz milczy

- Zastanawiamy się, co z tym wszystkim zrobić. Zaczekamy na wybór nowych władz i dowiemy się, czy mają pomysł na szkolenie i na tor. Długów nie zapłacimy na pewno, bo nie pozwalają na to przepisy - mówi rzecznik ministra sportu Jakub Kwiatkowski.

O budowie toru zdecydował jego szef Adam Giersz w 2002 roku. Był wtedy zastępcą Krystyny Łybackiej w Ministerstwie Edukacji i Sportu w rządzie Leszka Millera. Po prostu wpisał na listę inwestycji strategicznych, co oznaczało, że podatnicy sfinansują 70 procent budowy.

Co sprawiło, że SLD-owski rząd zapałał wartą dziesiątki milionów złotych miłością do niszowego sportu? W chwili rozpoczęcia budowy obiektu kolarstwo torowe trenowało w Polsce w sumie 500 osób, czyli dwa razy mniej niż kręglarstwo, dwa razy mniej niż łucznictwo czy nurkowanie sportowe!

Nikt wtedy nie pytał Walkiewicza, czy ma plan utrzymania toru. Nikt nie zastanowił się nad tym, że związek kolarski nie ma oczywiście pozostałych 30 procent pieniędzy na budowę.

Z czasem okazało się, że państwo sfinansowało obiekt w ponad 95 procentach, czyli wydało blisko 90 mln zł.

Teraz Giersz - minister w rządzie Donalda Tuska - nie chce się wypowiadać o torze w Pruszkowie, wystawiając na pierwszy front rzecznika prasowego.

Wybory w PZKol - przeniesione ze stycznia, bo żelazny kandydat, na którego liczył światek kolarski, czyli milioner z branży obuwniczej, były kolarz, teraz mecenas kolarstwa Dariusz Miłek rozsądnie się wycofał z kandydowania na szefa - obędą się 5 marca.

Czy znajdzie się inny straceniec, który podejmie się mission impossible?

Jeśli Ministerstwo Sportu nie weźmie odpowiedzialności za tor, zanim związek nie zbankrutuje, nawet Salomon nie wymyśli nic na ratunek. Kurs karate, wypożyczalnia rowerów, szkółka unihoka to za mało, aby tor utrzymać.

Jeśli ministerstwo w poczuciu winy i przyzwoitości zdecyduje się wziąć odpowiedzialność za tor, znajdzie się on w Centralnym Ośrodku Sportu, tak jak sportowe centra w Spale, Cetniewie, Zakopanem, Warszawie (Torwar) czy Wałczu.

Jeśli związek zbankrutuje, syndyk zlicytuje jego majątek - z łatwością uzyska za obiekty równowartość długu.

Tyle że wówczas państwo w zamian za 90-milionową inwestycję otrzyma figę z makiem. Czy wtedy Adam Giersz odzyska mowę?

Poważna sprawa idzie do sądu

Prezes Szurkowski ma wyłączony telefon. Jego poprzednik Wojciech Walkiewicz i były sekretarz generalny Jarosław Potocki są oskarżonymi.

W sprawie nie chodzi o samą budowę toru, mimo że trwała trzy razy dłużej, niż planowano (zamiast 19 miesięcy 62 miesiące) i kosztowała dwa razy więcej, niż planowano (zamiast 49 mln - 91), i że przez trzy lata od zakończenia budowy odbyły się na niej zaledwie trzy międzynarodowe imprezy.

Formalnie chodzi o działkę tuż przy torze, na której stanął hotel Victor. Została ona mianowicie przekazana pod budowę poprzez spółkę, w której udziały miała rodzina prezesa i sekretarza, a jej wartość - według Najwyższej Izby Kontroli i prokuratury - została znacznie zaniżona.

- Wie pan, ja wcale nie jestem od tego, żeby potępiać Walkiewicza. Co cztery lata na igrzyskach można zdobyć 10 kompletów medali w kolarstwie torowym. Dotąd, aby walczyć z najlepszymi, musieliśmy jeździć do Frankfurtu nad Odrą, co też sporo kosztowało. Jak nie będzie toru, nie będzie kolarzy. Jak ich nie będzie, to nie będzie medali. Można się było oburzać, ile trwa, ile kosztuje budowa. Ale zbrodnia będzie, jeśli tor zostanie zniszczony albo porzucony - mówi trener, który właśnie ze swoją drużyną szykował się do powrotu do Żyrardowa.

Były sekretarz generalny Jarosław Potocki jest oficjalnym kandydatem w wyborach na prezesa PZKol.

Radosław Leniarski "Gazeta Wyborcza"

Przez trzy lata istnienia toru odbyły się trzy międzynarodowe imprezy: mistrzostwa Europy elity w 2010 r., mistrzostwa świata w 2009 i mistrzostwa Europy do lat 23 w 2008.


 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL