R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313248 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Sądny tydzień dla kolarstwa

 

Amatorzy szukają radości życia na rowerach.


Joanna Jabłczyńska i Andrzej Kaiser. Białowieża, 23 maja 2010. Polacy pokochali maratony MTB.

To jest naprawdę trudne do wyobrażenia sobie, że w dwa lata po sportowym wydarzeniu panel sędziów zbiera się w Szwajcarii, by ustalić i zdecydować o tym, co miliony ludzi widziały w tym tygodniu w telewizji - zwycięski dla nowojorskich "Gigantów" finał Super Bowl w Indianapolis.

Tak z grubsza, trochę mniej lub trochę więcej, wygląda sytuacja, z jaką mierzy się świat zawodowego kolarstwa po werdykcie szwajcarskiego trybunału, który w poniedziałek uznał zwycięzcę Tour de France 2010 Alberto Contadora winnym stosowania dopingu. Hiszpan został pozbawiony swego tytułu i wszystkich wygranych od sierpnia 2010, ukarany dwuletnią dyskwalifikacją i poddany osądowi opinii publicznej.

Mówiąc w wielkim skrócie, doping jest problemem dla kolarstwa (i innych sportów też), które raz za razem twardo i dramatycznie musi się zmierzyć z szokującymi rewelacjami o tym, jak sportowcy ... czymś się wspomagają. Sprawa Contadora trafiła w tym tygodniu nie tylko na czołówki gazet sportowych. I jakby tego było mało, podobną decyzją trzy dni później ten sam szwajcarski trybunał podjął wobec niemieckiego championa szosy Jana Ullricha. Te dwa przypadki ilustrują szerszy problem.

Podszczuwani przez niektórych fanów cyklizmu, którzy nie zawracają sobie głowy drobnymi naruszeniami przepisów antydopingowych, kolarze wydają się szczególnie uparci (można poszukać i innych słów: nieugięci, zawzięci) w kontestowaniu oskarżeń przeciwko sobie. Dochodzenie do prawdy trwa latami (Contador - półtora roku, Ullrich - od 2007 roku), wzbudza zainteresowanie opinii publicznej i rzuca długi cień na sport, który zawsze desperacko walczył o sponsorów. Dla kibiców, takie werdykty, jak te w tym tygodniu, oznaczają po prostu, że jakikolwiek triumfator wyścigu może być zepchnięty z podium.

Kolarstwo jest tym sportem, z którym słowo doping jest najbardziej związane. Decyzje szwajcarskiego trybunału w tym tygodniu w oczywisty sposób wzmocniły w opinii publicznej stereotypy, że kolarze to "koksiarze", i że problem ma szeroki zasięg.

Trzy dni po tym, jak ukarano Alberto Contadora, szwajcarski trybunał uznał winnym Jana Ullricha, zwycięzcę Tour de France w 1997 roku. Niemiecki kolarz został oskarżony o to, że płacił hiszpańskiemu lekarzowi za środki wspomagające organizm. Ullrich został pozbawiony wszystkich zwycięstw od 2005 roku, w tym trzeciego miejsca w Tour de France w 2005 roku.

Ullrich przyznał się w piątek, że miał kontakty z doktorem Eufemiano Fuentesem. Powiedział także, że nie złoży apelacji na decyzję szwajcarskiego trybunału, chociaż nie zgadza się ze wszystkimi punktami jej uzasadnienia. "Potwierdzam, że miałem kontakty z Fuentesem" - napisał Ullrich na swej stronie internetowej. I dodał: "Wiem, że był to wielki błąd, za co przepraszam". Nie zabrakło także słów narzekania, swoistego żalu: "Dla mnie jest niezrozumiałe, że wszystko to trwało tak długo".

I jakby tego wszystkiego było mało (Contador i Ullrich - to megagwiazdy kolarstwa), w tym tygodniu nie tylko Francja przeżyła szok, gdy okazało się, że władze antydopingowe tego kraju najechały dom legendy kolarstwa Jeannie Longo - wielokrotnej medalistki olimpijskiej, która w wieku 53 lat nadal rywalizuje na rowerze i ciągle wygrywa. Policja oskarżyła jej męża o to, że kupował erytropoetynę (EPO). Longo nigdy nie miała dotąd prób pozytywnych, jej mąż znalazł się w areszcie.

Takie przypadki rozpalają długą i legalną wojnę z dopingiem, która okazuje się być permanentnym źródłem kolarskich dramatów i wykluczeń z akcji (z wyścigów) na szosach Europy. Potrzeba było półtora roku, by rozstrzygnąć sprawę Contadora.

Nie tylko ci, którzy kochają kolarstwo i znają na wyrywki wyniki Tour de France, wiedzą aż nadto dobrze, że cień podejrzenia nadal wisi nad Amerykaninem Lance'm Armstrongiem, siedmiokrotnym triumfatorem TdF w latach 1999-2005. 3 lutego 2012 roku amerykańscy prokuratorzy zamknęli dwuletnie dochodzenie w sprawie dopingu nie oskarżając go o cokolwiek. Ale Armstrong, który w emfazą zawsze podkreśla, że nigdy nie stosował dopingu i nie miał pozytywnej próby, ciągle ma na głowie agentów amerykańskiej agencji antydopingowej.

Można zapytać, dlaczego kolarze tak zawzięcie kontestują oskarżenia o doping? Kolarze najczęściej mówią, że są niewinni. Contador tłumaczył, że podejrzany clenbuterol, który wspomaga przyrost mięśni, znalazł się w jego moczu podczas Tour de France 2010 z tego oto powodu, że zjadł befsztyk. Zatruty, podtruty, nafaszerowany zakazaną substancją. Szwajcarski trybunał nie przyjął takiej argumentacji i uznał Hiszpana winnym.

Contador cieszy się niesamowitym poparciem fanów kolarstwa i nawet polityków w jego rodzinnej Hiszpanii, gdzie teraz robi... za męczennika. Hiszpańska federacja kolarska oczyściła go ze wszelkich zarzutów. Przed rokiem, José Luis Rodríguez Zapatero, ówczesny premier Hiszpanii, wykorzystał nawet oficjalny rządowy Twitter, by argumentować, "iż nie ma legalnego uzasadnienia, by prawnie ukarać Contadora".

Oskarżenia o doping nie zniechęcają jednak sponsorów. Jan Ullrich, który już się nie ściga i jest na kolarskiej emeryturze, podpisał w tym tygodniu w Bielefeld umowę ze znanym producentem kosmetyków Alpecin (znanym jako najlepszy killer łupieżu). Niemiecki kolarz będzie twarzą firmy, jej ambasadorem a najnowszą gamę szamponów reklamować zamierza prostymi słowami "Doping dla twych włosów".

Mimo skandali, sport profesjonalnego kolarstwa ma swą siłę i dynamizm, jak zawodnik wspinający się na Alpe d’Huez, słynny francuski szczyt znajdujący się dość często na trasie Tour de France. I choć jednych sponsorów afery zniechęcają do łożenia pieniędzy na ten trudny i zarazem piękny sport, to inni z optymizmem i wiarą wchodzą w świat kół, magii ścigania się po płaskim i górach, rywalizacji twardych mężczyzn koło w koło, kierownica w kierownicę.

Bob Stapleton, właściciel jednego z najlepszych teamów kolarskich w historii - HTC Highroad, który został rozwiązany w końcu 2011 roku, gdy sponsor się wycofał (producent telefonów komórkowych), napisał wielce znaczącego e-maila: "Nieprzewidywalny i długi proces, zakończony ostateczną konkluzją, skrzywdził i okaleczył każdego, także władze antydopingowe".

Stapleton, amerykański przedsiębiorca telekomunikacyjny, miał wiele powodów do frustracji. Team HTC Highroad przestał istnieć w końcu ubiegłego roku, kiedy sponsor nie przedłużył chęci wspomagania kolarzy na jeszcze jeden sezon. Ludzie z kręgu Amerykanina wiedzą, że jest on niechętny wylewaniu swych żali, ale twierdzą, że sprawa Contadora w znaczący sposób zahamowała jego poszukiwanie nowych sponsorów.

Z drugiej strony są sponsorzy, jak holenderski Rabobank, którzy niezmiennie od szesnastu lat wspierają grupę kolarską o takiej nazwie. Co więcej, bankowcy z kraju kwitnących tulipanów doszli do wniosku, że kolarstwo jest najlepszym z możliwych sposobów, by wchodzić na nowe rynki - czytaj Stany Zjednoczone. Tak doszło do sponsorowania przez Holendrów amerykańskiego Amgen Tour of California.

Holendrzy współpracują z Polakami (BGŻ) i są na trwale zakorzenieni w cyklizmie. Wchodzą do niego inni, jak choćby Nissan, który w styczniu tego roku został głównym sponsorem teamu znanego jako RadioShack Nissan Trek. Jego zawodnikiem jest Andy Schleck, nowy triumfator Tour de France 2010.

W tym sądnym dla kolarstwa tygodniu warto poczytać, co o rowerach i cyklizmie piszą w swych raportach i opracowaniach rozmaite firmy badawcze i analityczne. Okazuje się, że z każdym rokiem przybywa tych, którzy sięgają po rower, którzy ścigają się w maratonach MTB, którzy udział w imprezach sportowo-rekreacyjnych traktują jako sposób na życie.

Zamożni i dostatnio żyjący, wpływowi, w średnim wieku mężczyzni pokochali swe rowery. I większości z nich nie przychodzi wcale do głowy, by się napinać na maksa, natężać i szukać środków pobudzających sukces. Ta tendencja widoczna od lat w Europie i USA ma także swe polskie przełożenie.

Skandia Maraton Lang Team - cykl imprez niezastąpionego Czesława Langa i Pawła Ziemby - w tym roku będzie odbywać się już szósty rok. W kwietniu 2007 w wielkopolskiej Chodzieży odbył się taki pierwszy maraton, w październiku 2011 w Kwidzynie ostatnia edycja. W tym roku siedem zawodów - od Krakowa do Kwidzyna. Z udziałem zawodowców i amatorów.

Czesław Lang, Cezary Zamana (Mazovia), Grzegorz Wajs (Bike Poland), Maciej Grabek (Bike Maraton), Grzegorz Golonko (Powerade Suzuki Marathon MTB) - to główni organizatorzy maratonów MTB w Polsce. Gdyby ktoś zadał sobie trud i policzył ile kobiet i mężczyn od wiosny do jesieni ściga się w tych imprezach, wyszłyby tysiące. Dziesiątki tysięcy.

Ale przecież poza tymi dużymi imprezami, mamy w Polsce imprezy regionalne. W 2012 roku tylko w Wielkopolsce takich maratonów będzie kilkanaście (Tomasz Kaczmarek, Wojciech Gogolewski i Michał Główczewski). I można być pewnym, że ci, którzy w nich wystartują - czynią to dla zdrowia, relaksu, sympatycznej atmosfery i także dobrych nagród. Takie lokalne inicjatywy wyrastają jak grzyby po deszczu w Bydgoszczy (Zbigniew Wiśniewski), w Świętokrzyskiem (Bogdan Maziejuk), czy też w Lubuskiem (Krzysztof Murdza).

Rośnie nam na potęgę maratonowa Rzeczpospolita. Autor tych słów wystartował i ukończył w minionych pięciu latach 25 maratonów Czesława Langa i Skandii, nie stronił także czynnie (na rowerze) w minionych latach od imprez Grzegorza Golonko i Macieja Grabka. Widzę jako pasjonat kolarstwa i dziennikarz zarazem, jak dramatycznie kurczy się liczba rodzimych kolarzy szosowych i jak potężnieje ruch amatorskiego, radosnego rowerowania.

Można być więcej niż pewnym, że rok 2012 będzie kolejnym potwierdzeniem, że Polacy kochają rowery w amatorskim wydaniu, że chcą się spotykać, rywalizować. I w czasie między jedną a drugą imprezą zapewne trochę ponarzekają (tak, jak my tylko potrafimy), że światowy cyklizm ma swe strukturalne problemy, które w globalnym wymiarze egzemplifikują potwierdzone w tym sądnym tygodniu przypadki Alberto Contadora i Jana Ullricha.

                                                                        Piotr Kurek
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL