R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21313280 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Osiemnaście razy na Pożegowo

 

Z Marcinem Sapą rozmawia Piotr Kurek


3 października polscy fani kolarstwa zasiądą przed telewizorami, by kibicować naszym szosowcom - startującym w mistrzostwach świata w Australii, w tym Marcinowi Sapie
.

– Od 29 września do 3 października w Australii odbędą się kolarskie mistrzostwa świata. Wiadomo, że będzie Pan jednym z sześciu polskich zawodników elity, którzy pojadą w wyścigu ze startu wspólnego. Jakie nadzieje wiąże Pan z tym startem?

– Nastrój przed wyjazdem do dalekiej Australii jest dobry. Moje oczekiwania są takie, że byłoby dobrze ukończyć wyścig w pierwszej dwudziestce, pierwszej trzydziestce.

– Po przylocie do Australii ostatnim sprawdzianem formy polskich kolarzy będzie wyścig w Geelong 26 września.

– Myślę, że podczas tego wyścigu okaże się, kto z nas - Maciej Bodnar, Jarosław Marycz, Michał Gołaś, Bartosz Huzarski, Przemysław Niemiec i ja - jest w najlepszej formie. I wówczas też zostanie ustalona taktyka polskiego teamu na wyścig w dniu 3 października.

– Tegoroczna ekipa na mistrzostwa świata to zawodnicy jeżdżący na zachodzie Europy.

- Tak, to prawda. Kolarze z polskich zespołów kończą praktycznie sezon w końcu sierpnia. I nie mają możliwości rywalizacji z najlepszymi. A do mistrzostw świata nie wystarczy tylko trening, niezbędna jest szosowa konfrontacja w wyścigach.

– Czy to są Pana pierwsze mistrzostwa świata?

– Nie. Po raz pierwszy reprezentowałem Polskę w 2007 roku podczas mistrzostw świata w Niemczech, w Stuttgarcie. Tegoroczne są zatem drugimi w mojej karierze kolarskiej.

– Ile tysięcy kilometrów w tym roku Pan przejechał, w ilu brał wyścigach?

– Kilometrów dotąd nie podliczyłem, ale tegoroczny mój program startów był skromniejszy niż przed rokiem, gdy zaczynałem jazdę w ekipie Lampre, i gdy w jej barwach startowałem i ukończyłem Tour de France.

– Wygrał Pan w tym roku jeden z etapów prestiżowego wyścigu Bayern Rundfarht.

– Drugi rok jeżdżę w ekipie Pro Tour i w drugim roku startów w roli kolarza zawodowego udało mi się wygrać etap. Meta usytuowana była na płaskim odcinku drogi, ale tego dnia jechaliśmy po bawarskich górach i wzniesieniach. Było dużo zjazdów i podjazdów - niektóre miały aż 4 kilometry. Nie brakowało ostrych zakrętów. Tego dnia padał deszcz, mocno wiało. Uciekaliśmy ostatnie siedemdziesiąt kilometrów we trójkę, na ostatnich kilometrach jechałem z Christianem Meierem - kolarzem grupy Garmin Transitions. I zwyciężyłem. W drugim roku zawodowstwa pierwsza wygrana. I duża radość z tego powodu. Niektórzy kolarze Pro Touru dłużej czekają na ten smak sukcesu.

– Czy wie Pan, że trasa tegorocznych mistrzostw świata w Australii nie należy do łatwych?

– Każdy taki wyścig jest trudny, po pokonaniu kilkudziesięciu kilometrów będziemy pokonywali piętnaście rund po 11 kilometrów każda. W sumie ponad 260 kilometrów. Dużym utrudnieniem może być wiatr, ale na każdym okrążeniu jest sporo zakrętów i wówczas nie można jechać na końcu, gdyż można stracić kontakt z czołówką i już jej nie dogonić.

– Dwa lata w Lampre. Jak Pan je ocenia?

– Ścigam się na rowerze ponad dwadzieścia lat, te dwa ostatnie są najlepsze. Zbyt późno trafiłem do takiej grupy, ale radzę polskim orlikom, by szukali na zachodzie swej sportowej szansy, jeśli chcą być prawdziwymi kolarzami.

– Startuje Pan w największych wyścigach świata. Ilu rówieśników widzi Pan obok siebie?

– Coraz mniej. Kiedy przegląda się listy startowe, widać wyraźnie, że światowy peleton odmładza się, że coraz więcej talentów z roczników osiemdziesiątych i dziewięćdzisiatych próbuje rządzić na szosie. Przykładem może być 20-letni Słowak Peter Sagan, ale on nie jest jedyny.

– A jak widzi Pan sportową przyszłość kolegi z reprezentacji, Jarosława Marycza?

– Jarek jest talentem najczystszej próby i może być wielkim kolarzem. Jeździ w dobrym teamie - Saxo Bank. Startował ostatnio w ważnych wyścigach i wydaje się, że z całej naszej szóstki może być najlepiej przygotowany do startu w Australii. I być może będzie naszym liderem.

– Polskie kolarstwo szosowe sięga dna?

– W Polsce nie ma mody na kolarstwo szosowe. Obserwuję wysiłki Pana Dariusza Miłka, głównego prywatnego sponsora polskiego cyklizmu, by team CCC Polast Polkowice miał w 2011 roku paszporty biologiczne, i by mógł startować w Tour de Pologne, także w innych najważniejszych wyścigach. Polskie kolarstwo ma olbrzymie zaległości, ale od czegoś trzeba zacząć. Myślę z optymizmem, że może inni zechcą naśladować Pana Miłka.

– Czy brak sponsorów jest jedyną przyczyną, że polskie kolarstwo plasuje się w przedziale europejskich średniaków, że daleko nam do potęg: Włoch, Francji, Hiszpanii, Australii, Holandii i Belgii?

– To nie tylko brak pieniędzy. Gdzie ma trenować młody polski kolarz? Na polskich, bardzo niebezpiecznych i pełnych samochodów drogach. Lepiej zatem siąść na rower górski i pojechać do lasu, nacisnąć na pedały na polnych ścieżkach. I później wystartować, w jakże modnych, w maratonach MTB.

– Gdzie się Pan przygotowuje do startu w Australii?

– Na terenie znanego poligonu, na asfaltowej drodze Złotniki - Biedrusko. Pokonuję ją wielokrotnie, przez kilka godzin. Także na trasie Poznań - Puszczykowo - Mosina - Stęszew - Buk - Poznań. To są płaskie trasy, ale w Mosinie jest podjazd, na Pożegowo, dość stromy i wymagający wysiłku. Ostatnio aż osiemnaście razy wjeżdżałem na Pożegowo.

– Po mistrzostwach świata wraca Pan do Polski. Będzie to czas odpoczynku?

– Odpocznę od roweru, ale będę miał sporo pracy w swym sadzie w okolicach Sompolna. Będę zbierał jabłka - nasze polskie. Są one najsmaczniejsze i najzdrowsze, gdyż w odróżnieniu od tych z zachodniej Europy nie zawierają aż tyle chemii. Polecam jabłka odmian Champion, Ligol i Eliza.

– Jeździ Pan dwa lata w peletonie zawodowym, obok największych kolarzy XXI wieku. Kogo peleton Pro Touru darzy największym szacunkiem?

– Fabian Cancellara, Tom Bonnen, Jens Voigt. Jest dużo takich kolarzy. Powiem inaczej, mało jest kolarzy, których koledzy by nie lubili. Generalnie, zawodowy peleton - to jedna wielka ekipa, jedna wielka rodzina.

– Od kilku tygodni słyszy się informacje o możliwych i spodziewanych przetasowaniach w ekipach Pro Touru.

– Zapowiadają się spore zmiany. Bracia Frank i Andy Schleckowie z ojcem tworzą nowy team, z kolarstwa wycofuje się Milram, także Cervello. Dużo się pozmienia.

– Jak Pan się czuje w Pro Tourowym otoczeniu?

– Dobrze się czuję, nie ma na co narzekać. W 2011 roku rozpocznę trzeci sezon w Lampre. I nie powinien być on gorszy od tych dwóch ostatnich.
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL