R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 31145747 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2019-06-20

 
Setny raz na rowerze

 

91 kilometrów w sobotni czas


Warta w okolicach Puszczykowa zachwyca swą urodą.

Fot. Piotr Kurek

To była fantastyczna jazda na rowerze. Moja, osobista, w pojedynkę. Setna w tym roku. Na trasie, którą znam od lat prawie na pamięć. Początek, co oczywiste, na poznańskim osiedlu Kosmonatów. I dalej przez most Lecha, Wartostradą... To było ponad sześć godzin pedałowania, podczas których pokonałem 91 kilometrów. Po drodze były miłe spotkania, fotograficzne utrwalanie piękna przyrody i bardzo pożywny obiad w Żabnie.

Po kolei. Do soboty 15 września przejechałem w tym roku na swym niezawodnym rowerze górskim marki Wheeler Pro 59 (na karbonowych kołach DT Swiss) 4242,55 km. Jak kolarz zawodowy, prowadzę dzienniczek, w którym starannie zapisuję pokonany podczas każdej jazdy dystans, czas pedałowania, średnią i maksymalną prędkość. Oddzielnie notuję medyczne parametry pracy serca, wydatek kalorii... Tych plenerowych wyjazdów było w sezonie 2018 już dziewięćdziesiąt dziewięć.

Setna jazda. W sobotę 15 września setną jazdą postanowiłem uczcić swą rowerową aktywność w roku 2018. Wyruszyłem w drogę dość późno, bo dopiero po godzinie dwunastej. Osiedle Kosmonautów, ulica Serbska, most Lecha. Wartostrada, ul. Starołęcka, most Dębiński, park na Dębcu. Luboń i dalej trasą nad Wartą. Pierwsze zdjęcie zrobiłem naszej wielkopolskiej rzece między miejscowością Kątniki a Puszczykowem.

Świeciło cudnie słońce, było ciepło i na tym szlaku rowerowym, jak na wrzesień, panował dość ożywiony ruch. Miałem okazję spotkać czteroosobową rodzinę, pojedyńczych turystów i także większe grupki. Warta w tym miejscu ma swój urok i to o każdej porze roku. 

Publiczny rwetes. Puszczykowo zawsze zachwycało i zachwyca swą urodą, ale w ostatnich kilku latach jeszcze bardziej wypiękniało. Żyją i mieszkają tu ludzie, którzy przejawiają niebywałą troskę o swój fyrtel. Teraz podnieśli publicznie rwetes, by nie wycinać drzew i nie poszerzać drogi w stronę dworca, gdy zjedzie się z szosy Poznań - Mosina. Od lat korzystam ze ścieżki rowerowej od dworca w Puszczykowie w stronę Wir i nigdy by mi nie przyszło do głowy, by niszczyć przyrodę i tworzyć lepsze warunki dla posiadaczy aut. W tym miejscu jestem za społecznikami, za ich obywatelską postawą, by zachować natualne walory tej grobli.

Dojechałem do Mosiny. Oryginalnie. bo wzdłuż Kanału Mosińskiego, od strony Puszczykowa. Poziom wody bardzo niski, w niektórych miejscach są widoczne opony samochodowe (ktoś je wrzucił), które rażą swym widokiem, gdyż wystają ponad płytki i leniwy nurt mosińskiej wody.

Bogactwo widoczne z drogi. Sowiniec to miejscowość na terenie gminy Mosina, która w połowie jest prywatna, niedostępna dla ludzi. Za wysokim murem są miejsca dla koni, zielony teren dla polo jest niewidoczny z drogi do Krajkowa (posadzone krzewy już wyrosły, by nikt nie zaglądał w stronę bogactwa i pokaźnego dwupłatowca). Przed laty, gdy tu przejeżdżałem, ochroniarze tego terenu byli bardziej gorliwi niż ci, którzy strzegą Białego Domu lub Kremla.

W sobotę 15 września prywatny Sowiniec zieje pustką. Żadnej ochrony, żadnego człowieka, żadnego życia. Coś się skończyło, coś się domknęło. Czerwona cegła jest jednak nadal piękna, zieleń soczysta, a brama wejściowa kuta z dobrej stali. Widnieją na niej dwie litery: MŚ.

Tu żył Mistrz Kabaretu. Niedaleko stąd, na przysłowiowy rzut kamieniem, jest Baranówko. Stare domy i nowe rezydencje stoją obok siebie. Tutaj przed laty zamieszkał Bohdan Smoleń, artysta kabaretowy. Stworzył oazą dla dzieci potrzebujących, gdzie konie spełniają role terapeutyczne. Zaglądam do środka, młodzi ludzie uczą się jazdy konnej i zdrowieją. Pamięć o Mistrzu Kabaretu oddaje niewielka tablica, która informuje, że urodził się w roku 1947, zmarł w 2016.

Przed Żabnem wyprzedza mnie rowerzysta. Ciągnie przyczepkę, w której jedzie córeczka Ola. A obok towarzyszka życia, pani Kasia. To Wojciech Jurasz, znany poznański lekarz ortopeda, odpoczywa czynnie na podpoznańskich drogach i buduje sportową formę na Michałki 2018. – Spotykamy się w Wieleniu? - pyta mnie. Potwierdzam. I dodaję, że z imprezą Tomasza Kaczmarka związany jestem od jej początku, od roku 2001. Nieprzerwanie, rok po roku. Zawsze w tej samej roli, z mikrofonem w ręku.

"U Gumpertów". W Żabnie patrzę na licznik rowerowy. Przejechałem już 45 kilometrów. Zaglądam do miejscowej restauracji. I choć obsługa przygotowuje się do okolicznościowej imprezy, to jednak pani Sylwia Bocian zachęca do wejścia. Zamawiam to, co bardzo lubię: watróbkę z ziemniakami i surówką. Powiem krótko, porcja była jak dla króla. Zajazd "U Gumpertów" stoi na rozstaju dróg, odnowił swoje oblicze i bardzo dobrze karmi. Ot, znakomita wielkopolska kuchnia.

Trzeba wracać do Poznania. W Grzybnie zatrzymuję się przy miejscowej Szkole Rolniczej i mieszkanka tej wsi, pani Ilona, informuje mnie, że w niedzielę 30 września odbędzie się tutaj wielkie święto: Dzień Korbola. I to już nie po raz pierwszy.

Pecna, Nowinki, Drużyna, Mosina, Luboń, Dębiec, Droga Dębińska, Wartostrada. Przy moście Jordana, jest już ciemno - po godzinie 20, natykam się na człowieka-zjawę. Wysoki, ubrany w czarny kombinezon, trzyma w rękach kierownicę elektrycznej hulajnogi. Robię mu zdjęcie, następnie staję do wspólnego z nim. A później w drogę, ostatnie pięć kilometrów do domu.

Ciemna Wartostrada. Jadę Wartostradą, od mostu Jordana do mostu Lecha. Panują na niej przysłowiowe egipskie ciemności. Mrok wrześniowej nocy rozświetla mi lampka Bontrager ION 800 R. Ma pięć stopni rozjaśniania świata, maksymalnie 800 lumenów. To frajda jechać w totalnych ciemnościach i widzieć drogę na kilkadziesiąt metrów do przodu.

Po 21 jestem w domu. Setna jazda na rowerze w tym roku trwała ponad sześć godzin. Przejechałem dokładnie 91,5 km. Spotkałem Wojciecha Jurasza pod Żabnem i kolarza szosowego (regularnie startuje w czwartkach na torze "Poznań"), nie mówiąc o innych. We wrześniowym słońcu dotleniłem organizm maksymalnie, zachwyciłem się jakością dróg w okolicach Sowińca (w stronę Krajkowa) i tym, że zajazd "U Gumpertów" nabiera nowego życia (pięknie odrestaurowany) i ma dobrą kuchnię.

Te sobotnie 91,5 km dopisuję do wcześniej przejechanych 4242,55. W sumie, w tym roku pokonałem już, dokładnie, 4300,66 km. Gdyby to przeliczyć na godziny, wyszłoby ich 306, czyli prawie trzynaście dób.

Ma się już swoje lata, ale pasja rowerowa ani przez moment nie wygasa. Tu trzeba pojechać, tam zajrzeć, zobaczyć co się zmieniło, a co jest nowe. Ten rodzaj uważnego pedałowania i obserwacji towarzyszy mi zawsze i wszędzie, ale w okolicach Puszczykowa i Mosiny, gdzie żyje moja rodzina (siostra, bracia, kuzynka i kuzynowie) nabiera szczególnego zabarwienia emocjonalnego. I tak już pozostanie.

                                            Piotr Kurek

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL