R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17786637 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-28
Z Paproci Dużej w wielki świat

 

Henryk Charucki był kolarzem, jest
skutecznym człowiekiem biznesu


Wielkie postaci polskiego kolarstwa. Henryk Charucki (od lewej), Stanisław Szozda, Joanna Wołodźko i Ryszard Szurkowski. Wrocław, Most Rędziński, sierpień 2011.
Fot. Piotr Kurek

Henryk Charucki na trwałe zapisał się w dziejach polskiego kolarstwa. Wygrał Tour de Pologne w roku 1979, reprezentował nasz kraj na imprezach międzynarodowych. W swej sportowej biografii ma ponad 200 zwycięskich wyścigów na szosie. Od ponad dwudziestu lat jest skutecznym człowiekiem biznesu - jego Dolnośląskie Centrum Rowerowe jest wzorcowym salonem, gdzie każdy może nabyć interesujący go model bicykla i gdzie poziom technicznej obsługi jest na najwyższym, światowym poziomie.

Podlasie. Urodził się na Podlasiu, był grudzień 1955 roku, a zatem dziesięć lat po II wojnie światowej. Miejscem, gdzie nauczył się chodzić i jeździć na rowerze była niewielka wieś na Podlasiu - Paproć Duża. Raptem sto kilkadziesiąt numerów, łącznie nie więcej niż pół tysiąca mieszkańców. – To jest miejscowość niezwykła i to z dwóch powodów - objaśniał mi Henryk Charucki w minioną sobotę, 29 marca, w swym biurze we Wrocławiu. – Po pierwsze, zbudowali ją w końcu XVIII wieku niemieccy osadnicy na planie koła o średnicy około 900 metrów i to w taki sposób, że z jej centralnego miejsca (kościół) rozchodzi się promieniście dziewięć dróg, które prowadzą do innych miejscowości. Domy były budowane na obwodzie tego koła. To jest architektoniczna perełka, nadzwyczajne rozwiązanie, którego nie spotkałem nigdzie na świecie - podkreśla były kolarz, który zjeździł cały świat. – Po drugie, w Paproci Dużej ślubował wierność małżeńską swej oblubiennicy Józef Piłsudski. Był rok 1899, 15 lipca, gdy ówczesny rewolucyjny konspirator przyrzekał Marii z Koplewskich Juszkiewiczowej, że odtąd będą razem.

– Paproć Duża z lat mojego dzieciństwa i młodości zapamiętałem na całe życie. To były biedne polskie lata. Miałem wspaniałych rodziców (ojca - Aleksandra, mamę - Mariannę), byłem jednym z dziewięciorga rodzeństwa i nie muszę mówić, że brakowało wszystkiego - niekiedy chleba, niekiedy mleka, niekiedy cukru i soli. Do Szumowa i do innych najbliższych miejscowości szło się piechotą kilka kilometrów. Nie było asfaltowej lub innej utwardzonej drogi. We wsi był jeden rower. Jego szczęśliwego posiadacza, chyba marki Ukraina, poprosiłem o to, by mi go pożyczył, bym nauczył się na nim jeździć. I to jak: pod ramą.


Henryk Charucki - górski szosowy mistrz Polski. Rok 1979.
Archiwum Henryka Charuckiego

– Dokładnie, co do jednego dnia, osiemdziesiąt lat po ślubie Józefa Piłsudskiego, 15 lipca 1979 roku, wygrałem Tour de Pologne. Mój sportowy triumf życia wypadł w Lesznie, gdzie wiwatował na cześć kolarzy wypełniony po brzegi stadion. Nie wiem, ile na nim może zasiąść widzów, ale myślę, że dwadzieścia kilka tysięcy ludzi biło mi wówczas brawo. I także Ryszardowi Szurkowskiemu, który wygrał ostatni etap tego wyścigu.

Droga do sportu. Od najmłodszych lat lubił biegać, skakać, grać w piłkę. I także obserwować świat, dobrze odczytywać znaki czasu. W roku 1970, gdy polscy kolarze triumfują drużynowo i indywidualnie (Ryszard Szurkowski) w Wyścigu Pokoju, w ręce 15-latka z Paproci Dużej trafia gazeta informująca o tym, że zambrowski LZS przyjmuje chętnych do sekcji kolarskiej.

– Podjąłem próbę, udało się, zostałem przyjęty. Byłem szczęśliwy, wkrótce dostałem swój pierwszy rower i podjąłem regularne treningi. Moimi kolegami z drużyny byli: Paweł Orłowski, Tadeusz Radziejewski, Kazimierz Gosk. Było nas dziesięciu, naszym trenerem był Kazimierz Grabek. Mieszkałem w Paproci Dużej, trenowałem w Zambrowie, do szkoły zawodowej uczęszczałem w Ostrowii Mazowieckiej. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zobaczyć, jaki to był dla mnie trud. Byłem jednak szczęśliwy, że mogę się ścigać, rywalizować, robić coś, co lubię.

W roku 1971, w wieku niespełna 16 lat, wygrywa wyścig kolarski ze startu wspólnego w Wojewódzkiej Spartakiadzie Młodzieży. – Do pokonania było około 90 kilometrów, za rywali miałem znanych już wówczas braci Kuczko - Andrzeja i Jerzego, także Wiesława Grabka. Wygrałem w Hajnówce i moja radość była ogromna.

List do Wrocławia. Młody Henryk Charucki jeździ na rowerze, trenuje i wie, że jest jest w Polsce jedno miasto, które jest bardzo życzliwe kolarzom i gdzie w barwach Dolmelu Wrocław startuje Ryszard Szurkowski. Triumfator Wyścigu Pokoju, mistrz świata z Barcelony z roku 1973. Szosowiec, obok którego jeździ plejada znakomitych kolarzy, prawie pół reprezentacji Polski.

– W roku 1974 napisałem list do Dolmelu Wrocław, do sekretarza klubu Jerzego Wizowskiego. Napisałem, że uprawiam kolarstwo, że mam już sukcesy, że mam wyuczony zawód mechanika, i że chciałbym zostać sportowcem znanego klubu.


Henryk Charucki - liderem jubileuszowego, 35. Tour de Pologne, o czym informował 17 lipca 1978 roku na pierwszej stronie "Przegląd Sportowy".
Archiwum Henryka Charuckiego

– Kiedy do mego domu w Paproci Dużej przyszedł list z Wrocławia - poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. – Mamo, jadę do Wrocławia, potrzebuję pieniędzy.

– 27 czerwca 1974 roku wysiadłem na Dworcu Głównym PKP we Wrocławiu. Przyjechałem z Podlasia, z innej części Polski - ładnej, ale biednej, mniej perspektywicznej. W tym roku minie czterdzieści lat, jak mieszkam w mieście nad Odrą, ale pamiętam, jak na piechotę szedłem w ten czerwcowy dzień roku 1974 z dworca do siedziby Klubu Sportowego Dolmel przy ulicy Pstrowskiego, całe trzy i pół kilometra.

Dolmel Wrocław. – Dolmel Wrocław tamtych siedemdziesiątych lat XX wieku. To była sportowa potęga. Kolarze robili większy rozgłos Dolmelowi niż sam zakład. Sekcja kolarska liczyła aż czterdziestu zawodników. Ryszard Szurkowski był gwiazdą, znakiem polskiego kolarstwa, naszego sportu. Jan Brzeźny, Jan Faltyn i im podobni byli reprezentantami Polski. Mieczysław Żelaznowski był trenerem, opiekunem, naszym wychowawcą. Miał swój słynny zeszyt i notował, notował. Był urodzonym dyrektorem sportowym grupy kolarskiej. Kochał ten sport, dbał o zawodników.

27 czerwca 1974 przybywa do Wrocławia, na początku lipca rozpoczyna pracę w Dolmelu na W-5. Mieszka w hotelu robotniczym, trzy zmiany montowania kabli są jego udziałem. I czeka na swój pierwszy klubowy, dolmelowski rower. Otrzymuje go po dwóch tygodniach. To Jaguar, nie nowy, ale po Mariuszu Filipiuku niebieski i wraz z innym nowym dolmelowcem Irkiem Walczakiem zaczyna trenować. Miesiąc później jest już posiadaczem nowego Jaguara, w żółtym kolorze.

Przebić się w klubie Mieczysława Żelaznowskiego i Ryszarda Szurkowskiego do przodu, uzyskać ich zaufanie - trzeba było to wywalczyć na szosie, w kolarskim boju.

Młody Heniu Charucki miał predyspozycje do jazdy po górach. Gnał po nich, jak natchniony. Jest rok 1978, trwa Tour de Pologne. Młody, bo zaledwie 22-letni Harry, jak zdążyli go nazwać w peletonie koledzy, jest od kilku dni liderem naszego narodowego wyścigu. Jest 18 lipca, kolarze startują z Zakopanego, by pokonać 144 kilometry do Oświęcimia.

– Wspięliśmy się na przełęcz Krowiarki (ponad tysiąc nad poziomem morza) i zjeżdżamy w dół - do Zawoi, najdłuższej wsi w Polsce (22 kilometry), na lotny finisz. Pędzimy w dół z prędkością około 80 kilometrów na godzinę, pędzimy na lotny finisz. Rozprowadza Tadeusz Mytnik, a za nim cały rozpędzony peleton. Nagle Tadeusz Mytnik odwraca się, by zobaczyć co się dzieje z tyłu, zmienia tor jazdy a z tyłu finiszuje już Grzegorz Fajkowski, lider klasyfikacji generalnej, i potrąca go. Tadeusz Mytnik upada, za nimi przewraca się na szosę prawie cały peleton.


Henryk Charucki - triumfator Tour de Pologne 1979. Drugie miejsce - Janusz Kowalski (z lewej), trzecie - Jan Krawczyk. Leszno, 15 lipca 1979.
Archiwum Henryka Charuckiego

– Ja też padam na szosę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jeden z kolarzy przejeżdża mi przez szyję i prawdopodobnie noskiem od pedała rozrywa mi część twarzy. Tracę świadomość na dwie godziny i trafiam do szpitala w Makowie Podhalańskim. Tracę w ten sposób szansę wygrania Tour de Pologne w roku 1978. Ale jedenaście dni później opuszczam szpital, przyjeżdżają po mnie Mieczysław Żelaznowski i Zbigniew Rusin, i jadę się ścigać w Karkonosze.

W stronę morza. Wcześniej jednak, w latach 1976-1977, Henryk Charucki odbywa służbę wojskową. W klubie sportowym. Nie w Legii Warszawa, a we Flocie Gdynia, gdzie liderem jest Tadeusz Mytnik.

– Chciałem jeździć w barwach Legii, ale trafiłem nad morze. I zdarzyła się w mej karierze rzecz niesłychana: w roku 1977 podczas Mistrzostw Polski w drużynowej jeździe na czas na dystansie 100 kilometrów w Szczecinie przegraliśmy z Legią Warszawa (Czesław Lang, Zbigniew Szczepkowski, Janusz Bieniek, Tomasz Tomaszewski), ale wygraliśmy z Dolmelem Wrocław (Ryszard Szurkowski, Szczepan Klimczak, Jan Brzeźny, Jan Faltyn). Flota Gdynia w składzie Tadeusz Mytnik, Józef Kołopajło, Bronisław Ebel i Henryk Charucki - wicemistrzami Polski. Dostałem wówczas awans na starszego mata i propozycję, by zostać w Gdyni... W mieszkaniu przygotowanym dla mnie. Nie przyjmuję jednak tej oferty i wracam do Wrocławia - do Dolmelu.

Świetny rok 1978. To był świetny rok Henryka Charuckiego. Upadek w Zawoi pozbawia go zwycięstwa, nieomalże pewnego, w Tour de Pologne. W tymże sezonie startuje w Wyścigu Dwóch Kalifornii (Meksyk i USA) i go wygrywa. Jest liderem na sześciu etapach i wygrywa po samotnym ataku etap ostatni. W tej rywalizacji jest lepszy, między innymi, od znakomitych Rosjan, jak choćby Siergieja Suchoruczenkowa - późniejszego triumfatora Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w roku 1980 w wyścigu ze startu wspólnego.

Polska ekipa startowała wówczas w składzie: Henryk Charucki, Tadeusz Zawada, Tomasz Tomaszewski, Mieczysław Nowicki i Jerzy Siarnecki. Trenerem był Józef Jankowski.


Ojciec i syn. Henryk Charucki, Paweł Charucki. Dolnośląskie Centrum Rowerowe we Wrocławiu, ul. Robotnicza 52A. Wrocław, 29 marca 2014.
Fot. Piotr Kurek

– Miałem propozycję, by zostać w Meksyku. Wróciłem do Polski bogatszy o kilkanaście tysięcy dolarów. W tymże roku reprezentowałem Polskę na szosowych Mistrzostwach Świata w RFN, ale w wyścigu ze startu wspólnego zająłem 48. miejsce. Daleko poniżej własnych oczekiwań.

Zwycięzca Tour de Pologne. To, co nie udało się w roku 1978, spełniło się w roku 1979. Henryk Charucki z Wrocławia, reprezentujący branżę metalowców, wygrywa Tour de Pologne. Na jednym z górskich etapów wokół Polanicy, kiedy poszła ucieczka i lider teamu metalowców Ryszard Szurkowski przegrywał już wyścig, pilnowany przez konkurentów, Harry ma przyzwolenie trenera Wojciecha Walkiewicza, by gnać do przodu za ucieczką. Kiedy dogania ucieczkę etapu do Polanicy nie wygrywa, ale obejmuje prowadzenie w klasyfikacji generalnej. I tak już zostaje do końca, do 15 lipca 1979.

– Leszno 15 lipca 1979. Świeciło słońce, było ciepło, gdy wjeżdżaliśmy na stadion sportowy. Etap wygrał Ryszard Szurkowski, ja - jego kolega z Dolmelu i teamu metalowców - triumfowałem w całym tourze. Za pierwsze miejsce otrzymałem "malucha", pamiętam nawet jego kolor - czerwony. Sprzedałem go od razu Józefowi Maliszewskiemu, też kolarzowi Dolmelu. Gdybym rok wcześniej był pierwszy w Tour de Pologne, wówczas dostałbym dużego Fiata, czyli 125p.

Pamiętny rok 1980. Dla najlepszych polskich sportowców był to rok igrzysk olimpijskich w Moskwie, gdzie Czesław Lang został wicemistrzem w wyścigu ze startu wspólnego.

– W sierpniu Polska zaczęła strajkować, powstała "Solidarność" i z końcem roku najlepsi kolarze Dolmelu Wrocław musieli szukać swych nowych możliwości. Już nie są na etacie zakładu pracy (ich powinnością były treningi i wyścigi), ten okres definitywnie rewolucja społeczna w Polsce zakończyła.

Kierunek Francja. Każdy dobry kolarz w Polsce szuka wówczas drogi dla siebie. Czesław Lang wyjeżdża do Włoch, Henryk Charucki trafia w stanie wojennym (rok 1982) do Francji. Ściga się tam ponad dziesięć lat.


Henryk Charucki wygrał we Francji ponad 100 wyścigów szosowych. Trophee de la Manche - rok 1983.
Archiwum Henryka Charuckiego

– We Francji wygrałem ponad 100 wyścigów. Wypadało średnio dziesięć na rok. Miałem obok siebie Ryszarda Szurkowskiego, Jana Brzeźnego, Franciszka Ankudowicza, Tadeusza Mytnika, Stanisława Czaję, Jacka Bodyka, Mieczysława Karłowicza i kilku jeszcze innych kolegów. Tworzyliśmy "Spółdzielnię", wygrywaliśmy jako nieformalny team około pięćdziesiąt wyścigów rocznie. Zarabialiśmy w ten sposób na życie. Odkładałem pieniądze za wygrane wyścigi, by mieć kapitał na rozruch biznesowy w Polsce.

– Byłem kolarzem, wygrywałem wyścigi i byłem nieformalnym dyrektorem sportowym grupy, w której jeździli także Francuzi. Mogłem to czynić jeszcze kilka lat dłużej, ale w roku 1992 powiedziałem, że to ostatni rok mej kariery. Swój ostatni wyścig w pięknym stylu wygrałem we Francji i na mój koszt cały peleton bawił się dobrze do rana.

Spojrzenie do tyłu. – Uprawiałem kolarstwo od 1971 roku do 1992, całych 21 lat. Tak z grubsza rzec biorąc, ten czas można podzielić na dwie połowy: Polskę i Francję. Wchodziłem do tego sportu, gdy najlepsi kolarze w naszym kraju – Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda, Janusz Kowalski - ożywiali wyobraźnię młodego pokolenia, byli bohaterami narodowymi.

– Miałem okazję z nimi się ścigać. Podpatrywałem starszych kolegów, uczyłem się od nich. Na całe życie zapamiętałem wyścig do Limanowej, gdy lubiący mnie Staszek Szozda dał mi sygnał kilka kilometrów przed metą, bym uciekał do mety. Utytułowanemu koledze z Dolmelu Ryszardowi Szurkowskiemu nie wypadało się nie zgodzić i mnie gonić. Pognałem jak szalony. Niosła mnie siła mięśni, odwaga charakteru i przyzwolenie Wielkich Polskiego Peletonu, że mogę wygrać. Poniosła mnie fantazja.

Henryk Charucki nie przewidział tylko jednego. Bieżnia stadionu sportowego w Limanowej była miękka i żużlowa, rozpędzony wpadł na nią i zamiast wygrać etap, upadł i wylądował na zielonej murawie. Zanim się pozbierał, Staszek Szozda był już na mecie jako pierwszy...


Henryk Charucki, dzięki swym zwycięskim wyścigom, znany jest we Francji. Pierwsze miejsce w wyścigu Classic Sesame - Epernay, rok 1985.
Archiwum Henryka Charuckiego

Triumfator Tour de Pologne z roku 1979 przyznaje, że w swej bogatej karierze sportowej wiele, wiele razy leżał. – Upadki są wpisane w ten sport, ale nigdy nie doznałem złamania. Nie złamałem obojczyka, nie złamałem ręki lub nogi. Natura dobrze mnie skroiła i kości mam jak z tytanu - śmieje się w marcową sobotę 29 marca Henryk Charucki w swym wrocławskim biurze.

Urodził się w roku 1955. Ten rocznik dał polskiemu kolarstwu znakomitych szosowców: Czesława Langa, Krzysztofa Sujkę, Jana Jankiewicza. Młodsi o dziewięć lat od Ryszarda Szurkowskiego w drugiej połowie lat 70-tych XX wieku sportowo napierali na wielkich mistrzów polskiej szosy. Dziś trudno wyobrazić sobie rodzime kolarstwo bez Czesława Langa (organizator Tour de Pologne od 1993 roku) i Henryka Charuckiego, którego samochody z kołami marki Mavic towarzyszą naszemu narodowemu wyścigowi od dziesięciu już lat.

– To wielka sprawa być częścią wydarzeniowej imprezy sportowej, jaką jest Tour de Pologne. Ja oraz Jacek Bodyk i Jacek Gardy zapewniamy neutralny serwis Mavica dla wszystkich najlepszych szosowców świata. Jesteśmy profesjonalnie przygotowani, oferujemy najlepsze koła, dbamy o bezpieczeństwo szosowców - objaśnia swą współpracę z rówieśnikiem Czesławem Langiem wrocławianin Henryk Charucki. – Tak będzie też i w tym roku na trasie 71. Tour de Pologne.

Biznes rowerowy. W tej branży Henryk Charucki zadebiutował w roku 1992. Za trzy lata będzie ćwierć wieku twórczej, skutecznej działalności biznesowej. Napierw był sklep rowerowy we Wrocławiu przy ulicy Księcia Witolda 48, teraz od roku 2007 jest Dolnośląskie Centrum Rowerowe o nazwie Harfa-Harryson Henryk Charucki przy ulicy Robotniczej 52A we Wrocławiu.


Henryk Charucki w Dolnośląskim Centrum Rowerowym. To dzieło jego życia, piękne miejsce, by kupić wymarzony rower. Wrocław, ul. Robotnicza 52A.
Fot. Piotr Kurek

To chyba najnowocześniejszy salon rowerowy w Polsce. W jednym miejscu wystawionych jest do sprzedaży kilkaset rowerów: są dla dzieci, trekkingowe, miejskie, dla triathlonistów, dla kolarzy górskich i te szosowe. Także z najwyższej jakościowo półki. Jakby ktoś chciał sie poczuć jak Maciej Paterski z CCC Polsat Polkowice, jak Włoch Davide Rebellin, jak inni szosowcy najlepszego polskiego teamu, musi zajrzeć na ulicę Robotniczą 52A. Tu może kupić rowery marki Guerciotti, na których jeżdżą szosowcy z Polkowic, także Paweł Charucki - syn triumfatora TdP z 1979 roku.

W Centrum Rowerowym, gdzie menedżerem jest Zbigniew Wyglądała, można przeprowadzić za pomocą komputera Bikefitting precyzyjne ustawienie pozycji na rowerze. Następnie z wydrukiem zainteresowanego dobiera się odpowiednią ramę, później wszystko składają, sprawdzają i doprecyzowują pozycję sprawne ręce Jana Faltyna - byłego kolarza Dolmelu, wicemistrza świata z 1977 roku.

Henryk Charucki z ubogiego Podlasia czterdzieści lat temu ruszył w Polskę, opuścił dom rodzinny. Na swej drodze życiowej spotykał dobrych ludzi i korzystał z ich rad. Na początku tej podróży przez świat skorzystał z podpowiedzi starszej siostry Zosi, jaką ma wybrać szkołę. Później słuchał ludzi, z którymi rozpoczynał kolarską przygodę - Kazimierza Grabka, Jerzego Kłoszewskiego. - Jerzy Wizowski odpowiedział na mój list i dał mi szansę ogromną. Wykorzystałem to pracą, uporem, talentem jazdy po górach pod okiem Mieczysława Żelaznowskiego. Obserwowałem świat i dziś jestem w tym miejscu, w którym jestem.

– Stworzyłem imperium rowerowe. Współpracuje z największymi firmami rowerowymi na świecie. Oferuje klientom najlepsze marki rowerów, najlepszy serwis. W 48 godzinach rower oddany do przeglądu, naprawy, konserwacji - ma być zrobiony. Współpracuję z 700 sklepami rowerowymi w Polsce.


Oni tworzyli wielkość polskiego kolarstwa. Za rowerem Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda. Na podium, od lewej, Henryk Charucki, Jan Faltyn, Ryszard Rawski, Jan Brzeźny, Jacek Bodyk i Ireneusz Walczak. Otwarcie Mostu Rędzińskiego we Wrocławiu i wyścig "Autostradą na czas". Wrocław, sierpień 2011.
Fot. Piotr Kurek

Pracuje dziennie po kilkanaście godzin. Ma czas dla przyjaciół, szanuje dawnych kolegów i jest wielce szanowany w świecie kolarskim. Bardzo przeżył odejście z tego świata Stanisława Szozdy, z którym się serdecznie przyjaźnił. – Byłem ze Staszkiem do ostatnich jego dni, do śmierci we wrześniu ubiegłego roku. Zadbałem o to, by uroczystości pogrzebowe odbywały się w Archikatedrze Wrocławskiej i by wybitny kolarz spoczął w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Osobowickim - obok Janusza Kierzkowskiego, mistrza świata na torze.

Moment refleksji. 27 czerwca tego roku minie 40 lat, gdy 18-letni Henryk Charucki wylądował na wrocławskim bruku. Nie zmarnował tych lat, wykorzystał szansę. Dziś wie, jaką pokonał drogę i ile trudu go to kosztowało. Jest znanym, szanowanym w całym świecie człowiekiem biznesu.

– Nie zapominam o Paproci Dużej, skąd ruszyłem w świat. Kilka lat temu do mej wsi poprowadzono w końcu asfalt. Pomyślałem o tym, by zorganizować tutaj wyścigi kolarskie. Udało się, zaś frajdę miały rywalizujace dzieci w Małym Wyścigu Pokoju, także mastersi i miejscowi samorządowcy. Dwa lata temu wygrałem tutaj wyścig starszych panów. Swój sukces dedykowałem miejscowym strażakom. Jednym z nich był mój ojciec. W tym roku, w sobotę 21 czerwca, po raz kolejny odbędą się w mej wsi rodzinnej zawody szosowe. Zapraszam na nie mastersów z całego kraju. Będzie to dobre dla nich przetarcie przed Mistrzostwami Polski w Sobótce.


Henryk Charucki w swym wroclawskim biurze. Były szosowiec jest wielce szanowanym biznesmenem, postacią w polskim środowisku kolarskim. Kotwicą Dolmelu Wrocław i dolnośląskich kolarzy.
Fot. Piotr Kurek

– Zapraszam w przededniu lata do Paproci Dużej także polskich dziennikarzy. Tomek Jaroński z Eurosportu już tu był, także Piotr Sobczyński z Telewizji Polskiej. Czekam na Krzysztofa Wyrzykowskiego, dla którego - jak dla mnie - Francja była i jest drugim domem.

Mógłbym jeszcze pisać i o tym, że syn Paweł Charucki (rocznik 1988) jest kolarzem zawodowym w CCC Polsat Polkowice (mistrz Polski młodzieżowców z roku 2010), że jest dumny z córki Kamili, która jest na aplikacjach notarialnych, że ostatnio z Janem Brzeźnym i Józefem Kaczmarkiem był w Mroczkowie Gościnnym na pogrzebie Marka Galińskiego. Nie je mięsa wieprzowego, prowadzi sportowy tryb życia, 8 sierpnia tego roku po raz kolejny wystartuje w Bukowinie Tatrzańskiej w Tour de Pologne Amatorów.

Jak twierdzi, wszystko zawdzięcza Panu Bogu, który go przeprowadził przez dotychczasową drogę życia, a jego patronem jest od lat Święty Ojciec PIO. W tym roku, w dzień startu Tour de France, wyruszy po raz czternasty na Kolarską Pielgrzymkę na Jasną Górę, którą współorganizuje.

Kiedy patrzę na polskie kolarstwo roku 2014, trudno je sobie wyobrazić bez trzech ludzi - byłych szosowców: Dariusza Miłka, Czesława Langa i Henryka Charuckiego właśnie.

                                                        Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL