R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 19427394 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-08-23
Ryszard Szurkowski

 

Siedemset razy na podium

Ryszard Szurkowski nie ma ulubionej trasy rowerowej w Polsce. W swej karierze kolarza zjechał wielokrotnie cały kraj, od morza po góry, ze wschodu na zachód. Zawsze zabiera z sobą rower, dokądkolwiek jedzie samochodem. Niekiedy jednak, jak przyznaje otwarcie, nawał spraw i obowiązków nie pozwala na oddawanie się przyjemności jazdy na rowerze.


– Nie jeżdżę regularnie, a jak już siadam na rower, to chcę jeździć szybko. A jak jadę szybko, to się okazuje, że nie jest to, co było kiedyś, ale nie odpuszczam i daję z siebie wszystko. Lubię wysiłek, odczuwam szlachetną potrzebę zmęczenia organizmu. I tak robię przez cały rok. Raz na rowerze górskim, innym razem na szosowym.

Urodził się 12 stycznia 1946 roku w Świebodowie koło Milicza. Tu nauczył się chodzić, tu nauczył się wcześnie, jako kilkulatek, jeździć na rowerze, tu wreszcie - dzięki Polskiemu Radiu i niezapomnianym jego sprawozdawcom: Bohdanowi Tomaszewskiemu i Bogdanowi Tuszyńskiemu - usłyszał po raz pierwszy o sukcesach Stanisława Królaka.


Stanisław Szozda i Ryszard Szurkowski - wybitni polscy kolarze podczas prezentacji trasy 65. Tour de Pologne. Kopalnia soli w Wieliczce - 14 grudnia 2007.

Kolarz z Warszawy wygrał w 1956 roku Wyścig Pokoju, międzynarodową imprezę na dużą skalę, organizowaną zawsze w maju, bodaj największy ówczesny tour dla amatorów w skali świata. Kiedy Stanisław Królak triumfował w bardzo pamiętnym dla Polski roku (bunt robotników Poznania w czerwcu, polityczny przełom w październiku i dojście Władysława Gomułki do włądzy), 10-latek z Dolnego Śląska zapragnął zostać kolarzem. W kilku następnych jeszcze latach śledził dokładnie przebieg rywalizacji na trasie między Warszawą, Pragą i Berlinem.

– Wówczas, tak to dziś oceniam, chciałem naśladować Królaka. Po prostu, mieć rower i ścigać się, także wygrywać. Moja wyobraźnia nie sięgała wówczas tak daleko, by myśleć o tym, by zostać reprezentantem Polski, by dumnie w biało-czerwonej koszulce jechać pod szosach i drogach świata, by zostać olimpijczykiem, by być mistrzem świata.


Ryszard Szurkowski z synem Wiktorem. Warszawa - listopad 2008.

Urodzony na Dolnym Śląsku Ryszard Szurkowski, z właściwym dla swego znaku zodiakalnego (Koziorożec) uporem, najpierw chciał zostać posiadaczem roweru, kolarskiej wyścigówki. Kiedy tak się stało, kiedy po raz pierwszy wsiadł na swój własny rower marki "Favorit" (produkcji czeskiej), pomyślał o sportowej rywalizacji z innymi.

Pierwszy wyścig zakończył na trzecim miejscu. Następny też na trzecim miejscu. I trzeci raz również zajął trzecie miejsce. I wówczas jego starsi koledzy (kibice) powiedzieli mu, podszepnęli, życzliwie zasugerowali, że jeśli przyjeżdża się zawsze w czołówce, to i kiedyś przyjdzie czas na sukces, na wygraną, na zwycięstwo.


Oni reprezentowali Polskę w Wyścigu Pokoju w 1972 roku. Ryszard Szurkowski (pierwszy z prawej) jechał sześć razy w WP, z czego cztery razy go wygrał.

– Dążyłem do tego, by uprawiać sport, by być kolarzem. Miałem bardzo silną motywację. Nie tylko sam jeździłem, ale i namówiłem kilku innych kolegów z mojej wioski do uprawiania tej dyscypliny sportowej - Tadeusza Żurka i Bronisława Didyka. Jeździliśmy wspólnie, marzyliśmy o tym, by startować gdzieś dalej od rodzinnego domu. Reprezentowaliśmy LZS Milicz, ale sami musieliśmy o wszystko zadbać: o rowery, o dętki, o inne rzeczy. Na tej drodze sportowego doskonalenia były i biegi w terenie, i jazda na nartach, ale ta cała męczarnia, jaką wkładałem w ruch (był także ping pong i gra w siatkówkę), w końcu zaczęła owocować. I zaowocowała - podkreśla Ryszard Szurkowski.

Taki czas nastąpił, ale droga do kolarskiego tronu nie była specjalnie łatwa. Zdrowy, silny, mocny i młody Ryszard Szurkowski został wcielony do Wojska Polskiego, jednostka w Tarnowskich Górach. W lecie 1966 roku zapalony adept kolarstwa przebywał w Radomiu na ćwiczeniach wojskowych na miejscowym poligonie. Trener Radomiaka Radom Ryszard Swat postarał się jednak, by wojskowi pozwolili młodemu zawodnikowi (talentowi najczystszej wody) trzymać rower w koszarach i w czasie wolnym od zajęć trenować oraz także się ścigać. I wówczas pojawiły się pierwsze sukcesy: drugie miejsce, pierwsze miejsce, drugie miejsce. Sporo wówczas Ryszard Szurkowski kolarsko nawojował w Kieleckiem.


Ryszard Szurkowski i Piotr Kurek. Warszawa - 8 listopada 2008, biuro wybitnego kolarza na Woli, pełne pamiątek z dwudziestu lat kolarskiej przygody na szosie.
Fot. Wiktor Szurkowski

Uczył się zatem rzemiosła wojskowego i każdą wolną chwilę poświęcał rowerowi. Motywacja, determinacja, zaciętość, upór - były naprawdę duże. I kiedy wyszedł z wojska, miał już na swym koncie kilka sportowych sukcesów, drogą przypadku trafił do wrocławskiego klubu sportowego Dolmel.


Rok 1974, Montreal. Polacy (Janusz Kowalski - na drugim miejscu) i Ryszard Szurkowski (na czwartym) jadą po tytuły mistrza i wicemistrza świata.
Archiwum Janusza Kowalskiego

Co tu dużo mówić, w tym klubie i z tym klubem przeżył najwspanialsze lata swej sportowej kariery. Tak na dobrą sprawę zaczął ostro trenować w styczniu 1968 roku, by dwa miesiące później (w marcu), w wieku 22 lat, zostać mistrzem Polski w kolarstwie przełajowym w Prudniku. Ten sukces i styl, w jakim Ryszard Szurkowski jechał po swój pierwszy krajowy championat - zwrócił nań uwagę Henryka Łasaka. Wielkiego trenera, twórcę potęgi polskiego kolarstwa.

Rok później wystartował w Wyścigu Pokoju, o którym jako nastolatek słyszał wiele i o startujących w nim polskich kolarzach: Stanisławie Królaku, Stanisławie Gaździe, Bogusławie Fornalczyku. W tym debiutanckim WP, którego trasa wiodła z Warszawy do Berlina zajął drugie miejsce. Przegrał z Francuzem o nazwisku Jean-Pierre Danguillaume.


Ryszard Szurkowski i inni wybitni polscy kolarze goścmi prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Za rok znów jechał w Wyścigu Pokoju i tym razem wygrał. Startował w w tej wielkiej imprezie sześć razy. I cztery razy w nim zwyciężył (1970, 1971, 1973, 1975). W sumie w tych zawodach przejechał 89 etapów, wygrał 13 etapów, a po 9 razy był drugi i trzeci.

– Wyścig Pokoju tamtych lat. To było niezwykłe wydarzenie sportowe. Pisało się o nim już od lutego. Trwały nie tylko prasowe rozważania, który z kolarzy polskich w nim pojedzie. To był nie tylko czas kolarskiego święta dla nas, ale i czas, kiedy kolarze w biało-czerwonych koszulkach budzili i ożywiali narodową dumę. Tysiące kibiców na trasie, relacje w Polskim Radiu i Telewizji Polskiej, tysiące ludzi na stadionach - w Polsce, także w Czechosłowacji i NRD. Polacy żyli przez dwa tygodnie imprezą, chcieli wiedzieć, jak jadą kolarze, jakie odnoszą sukcesy, jak się im wiedzie. O nas się mówiło, dyskutowało, byliśmy obecni na pierwszych stronach gazet - wspomina w listopadzie 2008 roku Ryszard Szurkowski.


Ryszard Szurkowski i Janusz Kowalski. Tor "Poznań" - 15 października 2006.

– To były piękne lata. Polska miała wspaniałych kolarzy. Być w kadrze narodowej i jechać w Wyścigu Pokoju było marzeniem każdego polskiego kolarza. Stanisław Szozda, mój rówieśnik Zenon Czechowski z Poznania, Tadeusz Mytnik, Zbigniew Krzeszowiec, Andrzej Kaczmarek, Jan Brzeźny. Zbigniew Szczepkowski. I wielu, wielu innych. Ale to była elita, zaś o wstęp doń co roku zabiegało ponad 200 młodych kolarzy znad Wisły i Odry.

Kiedy pytam Ryszarda Szurkowskiego o jakieś najbardziej charakterystyczne zdarzenie tamtych lat, gdy wygrywał Wyścigi Pokoju, gdy był najlepszym amatorskim kolarzem świata, wspomina rok 1975.

– Wyścig Pokoju kończył się w Warszawie. Po przedostatnim etapie, do Łodzi, byłem jego liderem. Wieczorem do mego pokoju w hotelu, w którym mieszkaliśmy, przychodzi reprezentant ZSRR Aavo Pikkuus . Zajmował wówczas trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i chciał przesunąć się o jedno miejsce w górę. Powiedział: - Chcę być drugi. Sam odrobię te kilkanaście sekund straty do Niemca Hansa-Joachima Hartnicka, tylko mnie puśćcie. Jakby tego było mało, tego samego wieczoru odwiedza mnie reprezentant NRD. I mówi, że nie nie chce się już ścigać o pierwsze miejsce, że w pełni zadowala go druga pozycja. I prosi tylko o to, aby nie atakować i wspólnie jechać do mety.


Ryszard Szurkowski z wizytą u Jana Pawła II. Rok 1986.
Archiwum Ryszarda Szurkowskiego

Krótko mówiąc, obaj kolarze, reprezentanci ZSRR i NRD, z góry założyli, że skoro Polak ma żółtą koszulkę, to nie ma chwil słabości. W tej najbardziej pożądanej w Wyścigu Pokoju koszulce Ryszard Szurkowski przejechał aż 52 etapy. I zrozumiał więcej od innych kolarzy, jak bardzo buduje psychikę sportowca bycie liderem, bycie pierwszym, najlepszym.

Wyścig Pokoju to tylko jeden z rozdziałów sportowego życia Ryszarda Szurkowskiego. Startował na mistrzostwach świata w kolarstwie szosowym kilkakrotnie. W roku 1973 w Barcelonie w pięknym stylu wywalczył tytuł mistrza świata amatorów. Ta jazda na końcową kreskę ze Stanisławem Szozdą (wicemistrz) to jeden z najbardziej poruszających momentów w historii polskiego cyklizmu. Mocne pedałowanie i niezła myśl taktyczna, w jaki sposób objechać innych rywali.

– Ten telewizyjny obraz z Barcelony zapadł w pamięć masową, ale przecież takich zdarzeń było więcej, były piękniejsze i miały większą wymowę: próby ucieczki, przeskoki z grupy do grupy, w samotności, pod koniec etapu. Kilometry ciężkiej pracy i mozolnego odrabiania sekundy po sekundzie. Tylko że przy tym nie było telewizji - mówi Ryszard Szurkowski.

Rok później znów walczył o tytuł mistrza świata, tym razem w kanadyjskim Montrealu. Zdobył tytuł wicemistrza, przegrał z kolegą z drużyny - Januszem Kowlaskim z wielkopolskiej Lednogóry. W 1975 roku wraz z drużyną sięgnął w Mettet po tytuł mistrza świata.


Ryszard Szurkowski na szosowym rowerze. Tor "Poznań" - 13 września 2008.

Jakby tego było mało, tych zwycięstw i sukcesów w Wyścigu Pokoju i kolarskich mistrzostwach świata, Ryszard Szurkowski startował na igrzyskach olimpijskich i dwukrotnie przywiózł z nich (Monachium - 1972, Montreal - 1976) srebrne medale w wyścigu drużynowym na czas.

Startował wiele razy w Tour de Pologne, ale ani razu go nie wygrał. Do niego należy jednak rekord wygranych w tym wyścigu etapów - aż piętnaście. Dla ludzi kolarstwa i dziennnikarzy nie jest jednak tajemnicą, że niekiedy (rok 1974) Ryszard Szurkowski zacięcie rywalizował ze Stanisławem Szozdą, nie oglądając się na innnych, na nikogo. I tracąc szanse na końcowe pierwsze miejsce.

Wyścig Pokoju - sześć razy, mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie, Tour de Pologne. To tylko fragment biografii wybitnego kolarza, który w młodości zapragnął zobaczyć (na rowerze) co ciekawego dzieje się poza granicami jego wioski, powiatu milickiego, Dolnego Śląska. Także poza granicami Polski.


Warszawa, 2000 rok. Gala z okazji 80-lecia Polskiego Związku Kolarskiego - czołówka najwybitniejszych polskich kolarzy. Od lewej: Ryszard Szurkowski, Czesław Lang, Lech Piasecki, Zenon Jaskuła, Janusz Kowalski, Stanisław Królak, Stanisław Szozda.
Archiwum Janusza Kowalskiego

Ryszard Szurkowski uprawiał kolarstwo przez dwadzieścia lat - od 1964 do 1984 roku. W tym czasie pokonał na rowerze kilkaset tysięcy kilometrów, będzie tego około pół miliona. Od wiosny po późną jesień, ale także i zimą, ścigał się na rowerze. Przede wszystkim na szosie. I siedemset razy stawał na podium. 350 razy jako zwycięzca, jako ten najlepszy, któremu należą się nagrody i pocałunki hostess. 350 razy zajmował (łącznie) miejsca drugie i trzecie.

Jakby tego nie liczyć i sumować, Ryszard Szurkowski - najlepszy polski kolarz wszech czasów - prawie dwa lata uczestniczył w wyścigach, które bądź wygrał lub w których stawał na podium. To jest piękny polski rekord. Prawie dwa lata na podium. W tym jedenaście razy jako mistrz kraju.

– Byłem dobrym kolarzem, bo często wchodziłem na podium. To był dobry trening - mówi, śmiejąc się serdecznie, jeden z najwybitniejszych polskich sportowców.

Ryszard Szurkowski i jego koledzy nie wybierali czasów, w których żyją. Byli kolarskimi amatorami, reprezentowali wspaniały sportowy poziom i nie dziwi wcale, że byli chętnie zapraszani na wyścigi do zachodniej Europy. Na wielkie wyścigi, w których startowały gwiazdy zawodowego peletonu.

Na warszawskiej Woli, gdzie mistrz świata z Barcelony, ma siedzibę swego kolarskiego klubu i gdzie także znajduje się jego salon rowerowy (ul. Ciołka 35 - Mistrz Ryszard serdecznie zaprasza), nie brakuje zdjęć i dokumentów, które potwierdzają, że Ryszard Szurkowski potrafił wygrać z Eddy Merckxem. Belgiem, który przez długie lata rządził w zawodowym peletonie i wygrał pięć razy Tour de France - największy tour świata.

Ryszard Szurkowski miał trzech trenerów: Ryszarda Swata, Mieczysława Żelaznowskiego i Henryka Łasaka. Ten ostatni zginął tragicznie, 5 stycznia 1973 roku - wioząc samochodem kilku kolarzy z Warszawy do Zakopanego na zgrupowanie kadry, na progu wielkiej kariery kolarza z Dolnego Śląska.

Ryszard Szurkowski dwukrotnie wygrał plebiscyt "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca Polski w 1971 i 1973 roku. W 1970 roku został laureatem nagrody Fair Play przyznawanej przez UNESCO. W latach 1984-1988 był trenerem kadry narodowej kolarzy szosowych. W latach 1985-1989 był posłem na Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Dzięki kolarstwu poznał prawie cały świat. Nie ścigał się tylko w Chinach, Australii, w krajach o krótkiej historii cyklizmu. Zjeździł całą Europę z wyjątkiem Norwegii, pedałował w obu Amerykach. Jak dziś to ocenia, sport to nie tylko wielkie emocje związane z sukcesami, ale i także bycie światowym człowiekiem: docieranie w różne miejsca globu, poznawanie miejsc niezwykłych. I to w barwach reprezentanta Polski.

Był zawodnikiem czterech klubów: LZS z Milicza, KS Radomiak z Radomia, KS Dolmel z Wrocławia i KS Polonez z Warszawy. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu i jest z wykształcenia nauczycielem wf oraz trenerem kolarstwa.

Ryszard Szurkowski w styczniu 2008 roku skończył 62 lata. I nadal jest w doskonałej formie sportowej. Jeździ na rowerze i innych do tego zachęca. W tym roku we wrześniu podczas zawodów kolarskich na torze "Poznań" w wyścigu mastersów zajął drugie miejsce. Przegrał tylko z młodszym od siebie od 10 lat Zdzisławem Obiegałą, przed laty kolarzem Klubu Sportowego Stomil Poznań i kilkakrotnym uczestnikiem Tour de Pologne.

Przez minione dwa lata był mentorem jedynej w Polsce grupy zawodowej kolarstwa górskiego Halls Professional Team, kierowanej przez Andrzeja Piątka. Tej grupy, której gwiazdą pierwszej wielkości jest Maja Włoszczowska - wicemistrzyni olimpijska z Pekinu w kolarstwie górskim.

Ryszard Szurkowski jest największą figurą polskiego kolarstwa. Każda rozmowa z nim jest interesująca, ciekawa, wnosi nowe myśli w poglądzie na sport, na cyklizm i jego problemy. Lubi dziennikarzy i oni darzą go szacunkiem. Jego znajomość problemów kolarstwa (metod treningu, zasad odżywiania, walki z dopingiem) jest godna podziwu.

Przez długie lata był idolem polskiej młodzieży, która chciała ścigać się na rowerze i upodabniać do niego, tak jak on wcześniej do Stanisława Królaka. Jak otwarcie przyznaje, popularność w sporcie jest bardzo krzykliwa, ale też szybko przemija. Nowi i młodzi championi wypierają ze sceny starych mistrzów. Tej roli, roli mistrza, nie można grać zbyt długo. Niekiedy można zagrać jedną wielką rolę i później jej już nigdy nie powtórzyć. Dziś nie jest już na świeczniku, gdy musiał być ułożony, elegancki, niezawodny. Taki, jakim zapamiętali go kibice z lat siedemdziesiątych, gdy odnosił swe największe sukcesy.

Ścigał się dwadzieścia lat i to w czasie, gdy kolarstwo w Polsce było w rozkwicie i gdy ciągle pojawiały się nowe twarze w peletonie. Kolarska przyjaźń, pamięć o wspólnych latach spędzonych na szosie, szacunek wobec kolegów - pozostały na zawsze. – Stąd też na ile możemy - to się spotykamy, jesteśmy tam, gdzie taka potrzeba zaistniała - mówi Ryszard Szurkowski.

Współczesne kolarstwo zawodowe obserwuje z dużym krytycyzmem i niezbyt chętnie się się o nim wypowiada. Wie, że ta dyscyplina sportu walczy z dopingiem, że czyni to głośno i publicznie, ale widzi i to, że sponsorzy kupują za duże pieniądze zawodników i oczekują od nich sukcesów. Spektakularnych zwycięstw, w drodze do których niektórzy mistrzowie szosy sięgają po niedozwolone środki wsparcia.

Śledząc wielkie wyścigi świata - Tour de France, Giro d'Italia, Vuelta a Espana - dostrzega w nich zbyt mało kolarskiej fantazji, spontaniczności i brawury, ale za to dużo nudy. Dziś wszystko wydaje się być ułożone, zaplanowane, a nie tak jak za jego czasów - kiedy zuchwałość, radość, odwaga i nieobliczalność kolarzy na trasie, jak i na finiszowej kresce budziły entuzjazm milionów kibiców. Dziś wyścigi toczą się w innym wymiarze, gdy decydują pieniądze, duże pieniądze. Jeśli sponsor kupuje najlepszych zawodników, to nie po to, by przegrywali. On kupuje jednych do wygrywania na finiszu, drugich do wygrywania w górach, a resztę do pomocy.

Nie lubi się objadać, chociaż niekiedy potrafi dobrze zjeść. Spożywa późno śniadanie - około godziny 10, około szesnastej obiad. Jeśli chodzi o muzykę, wierny jest od lat radiowej Trójce. Nie ma jednak jednej ulubionej płyty, której chciałby słuchać ciągle. Właśnie szuka adapteru na czarne, stare płyty. Od wielu, wielu lat gra także z pasją w tenisa.

Ryszard Szurkowski przeżył osobistą tragedię w związku z zamachem na World Trade Center w Nowym Jorku we wrześniu 2001. Na miejscu zamachu zginął jego syn, 31-letni wówczas Norbert Szurkowski, który pracował na 104. piętrze jednej z wież. Tą tragedię wspaniały kolarz zachowuje dla siebie.

Drugi z synów, 14-letni Wiktor jest uczniem jednego z warszawskich gimnazjów i bardzo interesuje się historią. O sukcesach ojca może długo i bezbłędnie opowiadać.

Rady Ryszarda Szurkowskiego

* Na rowerze nie można się przemęczać, choć zmęczenie jest pożądane, by porządnie dotlenić organizm. Po takiej jeździe wskazany jest prysznic, dobry posiłek, regenerujące płyny - woda mineralna, soki, małe piwo. Odczuwamy wówczas radość z pokonanej trasy i już myślimy o następnej. Może za dzień, może za dwa dni - w zależności od wolnego czasu. I tak się zaczyna prawdziwa przygoda z rowerem. Samemu lub z kolegami i przyjaciółmi.


* Uciekajcie od jazdy na rowerze po szosie. Szukajcie bocznych dróg, prowadzących w pole, do lasu, na łąki, nad jeziora. Nie unikajcie przebieżek z rowerem, jeśli jest trudny teren do pokonania. Niech to będzie marszobieg lub marsz z rowerem. Taki ruch jest wielce wskazany. Szukajcie najbliższego lasu. Nie musicie jechać 15 km w jedną stronę i później tą samą trasą wracać. Możecie pokonywać jakąś pętlę o długości 1-2 km w pobliżu domu. I to wielokrotnie, podwyższając swą formę fizyczną i wzmacniając w ten sposób psychikę.

* Przy temperaturach ujemnych, do minus 10 stopni Celsjusza, trudne jest samo wyjście z rowerem z domu. Trzeba się przełamać. Ale już po pierwszym kilometrze, po pierwszych piętnastu minutach jazdy na rowerze odczuwamy, że nie jest już tak zimno, że właściwie jest przyjemnie, że warto pedałować. Pierwsze jazdy w takich warunkach pogodowych niech trwają od trzydziestu minut do godziny, ale jak już jesteśmy zaprawieni w jeździe, to spokojnie możemy jechać przez 2-3 godziny. Do bidonu-termosu (a takie są) wlewamy ciepłą, słodką herbatę - różnie zaprawioną (sokiem, miodem, miodem z cytryną, czy też z odżywkami).

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL