R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18999486 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-07-27
Magdalena Hałajczak

 

Siedem lat rowerowych sukcesów
Magdalena Hałajczak z Poznania - bardzo dzielna pani na długich dystansach maratonów MTB
 


Magdalena Hałajczak startami w 2012 roku rozpocznie ósmy sezon sukcesów w kolarstwie.

Pasjonatka sportu a szczególnie kolarstwa. Bardzo dzielna pani na długich dystansach. Na rowerze - oczywiście. W niedzielę 8 stycznia 2012 roku w Ełku do listy swych sportowych osiągnięć dołączyła kolejne: tytuł pierwszej wicemistrzyni Polski w kolarstwie przełajowym. Mieszkanka Poznania ma 32 lat, wiele spektakularnych sukcesów w cyklizmie, zawodowo zajmuje się jako absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego finansami.

Urodziła się na Pomorzu - w Miastku. Mieszkała w miejscowości Koczała. Kiedy tylko nauczyła się chodzić, ciągnęło ją do zabawy, ruchu, aktywności. Jako dziecko próbowała swych sił na rowerze, składając swe ciało pod ramą. Miała wówczas pięć lat.

Posiadaczką swego pierwszego roweru, kupionego za własne pieniądze, została w latach licealnej nauki. Był to rower górski, zbyt duży jak na potrzeby uczennicy liceum. – Trochę na nim jeździłam, ale pedałowanie na nim nie sprawiało mi radości - wspomina z uśmiechem dzielna poznanianka.

- Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, rower mnie specjalnie nie ciągnął. Zajęta byłam bieganiem i to sprawiało mi przyjemność. Robiłam tak od najmłodszych klas. Lubiłam średnie dystanse - 1000 i 1500 metrów. W szkole podstawowej i później w szczecineckim liceum byłam w swej grupie wiekowej nie do pokonania w bieganiu.

Jesienią 1998 roku przyjechała do Poznania. Nadal ciągnęło ją do biegania, pytała swych znajomych: gdzie można to robić? Tak trafiła na Cytadelę, gdzie biegała (dla własnej satysfakcji) po asfaltowych ścieżkach i gdzie nabawiła się kontuzji kolana. Przerwa trwała półtora roku.


Magdalena Hałajczak na najwyższym miejscu podium. Pierwszy wygrany maraton MTB. Szczawno Zdrój, rok 2005.

Magdalena Hałajczak pierwszy kontakt ze sportową rywalizacją miała w kwietniu 2005 roku w Łomiankach. Był to maraton MTB organizowany przez Grzegorza Golonko.

Wcześniej jednak, w 2003 roku, kupiła sobie rower górski. Latem 2004 roku (przełom lipca i sierpnia) pojechała do Świeradowa Zdroju, gdzie całkiem nieźle radziła sobie z podjazdami i zjazdami. Niekiedy dziennie pokonywała do 60 kilometrów. Spodobało się jej to samotne wadzenie z górami na bicyklu i po powrocie do Poznania zaczęła szukać ludzi, którzy tej pasji wcześniej już ulegli. Tak trafiła do Akademickiego Klubu Turystyki Rowerowej "Cyklista" w Poznaniu, z członkami którego pojechała w tym samym roku - październiku 2004 - do Karpacza. W "Cykliście" poznała wówczas dużo entuzjastów MTB - w tym Dominika Napierałę i Michała Fogta, którzy zaczęli opowiadać o magii maratonów na rowerach górskich. I życzliwie podpowiedzieli, co należy przeczytać - jakie książki - by więcej wiedzieć o mountainbike'owym szaleństwie. "Maraton z blatu" przeczytała prawie jednym tchem. I zaczęła przemyśliwać, że warto byłoby pojechać na taki maraton.

Michał Fogt pomógł Magdalenie Hałajczak złożyć nowy, lepszy rower górski. Maratonowy, dobry, solidny. Było to na początku 2005 roku - przed wyjazdem do Łomianek.

Michał Fogt radził koleżance, by za mocno się nie wyrywała do przodu, by jechała własnym rytem, by nie szarpała się za mocno. – Ruszyłam, jadę pierwszy maraton MTB. Kurz niesamowity, ledwo było widać zawodników. Wcześniej z cyklistami "Cyklisty" pokonywałam dystanse w granicach 100 kilometrów, zatem zdecydowałam, że w swym inauguracyjnym maratonie pojadę długi dystans. Od początku dobrze jechało się mnie, czułam się świetnie - więc przyspieszyłam. Nagle przejechałam obok jednego z kolegów, który bardzo zdziwił się, że wyprzedzam go. Do dziś widzę jego pełne zaskoczenia i niedowierzania oczy.

Kiedy pani Magda to opowiada, śmieje się szczerze i mówi: – Na pierwszy maraton włożyłam do kieszonek koszulki kolarskiej bułki i zagęszczone mleko w tubce. W książce "Maraton z blatu" autor wspomina o Katarzynie Marszałek, znanej wówczas dziewczynie, która startowała w maratonach. Kasię wyprzedziłam trzy kilometry przed metą. Wtenczas wiedziałam, kim ona jest. Moja radość była wprost nie do opisania. Zajęłam piąte miejsce w kategorii K2 na dystansie Giga (około 100 kilometrów) i stanęłam na podium. Po raz pierwszy.

– Bardzo mi ten maraton MTB spodobał się. Piąte miejsce w pierwszym starcie i podium. Jeszcze wygrana w tomboli. Na następny maraton Grzegorza Golonko do Karpacza, w maju 2005, nie pojechałam, gdyż miałam naciągnięte ścięgno. Wystartowałam w Szczawnie-Zdroju, gdzie wygrałam po raz pierwszy w życiu maraton na dystansie Giga. Tam miałam swój pierwszy, jak się później okazało, kontakt wzrokowy z moją przyszłą drużyną: AMD NTT z Gliwic.

Dwa dni przed kolejnym maratonem, który miał odbyć się w Nowinach koło Kielc, złamała lewą rękę: pęknięta główka kości łokciowej. Pojechała tam jednak, jako kibic. I tam bliżej zapoznała ekipę teamu AMD NTT. Otrzymała propozycję reprezentowania barw gliwickiej ekipy. – Dwa lata z nimi jeździłam (2005-2006) w zielono-białych koszulkach.

Pani Magda wsiadła ponownie na rower, po kontuzji ręki, w czerwcu 2005 roku. – W poniedziałek zdjęli mi gips, w sobotę, osiemnastego, już pedałowałam. Start był w Kościelisku. Do przejechania było ponad 100 kilometrów - najdłuższy w moim życiu. Osiem godzin jazdy. Wystartowałam o godzinie 11, na metę wjechałam o godzinie 19:01. Pamiętam, jakby to było wczoraj. To był mój najdłuższy maraton MTB w życiu. Nigdy tak długo nie jechałam. Tam ekstremalnych zjazdów nie było. Ten maraton dłużył się z powodu długich podjazdów.

– Od 2005 roku, od jakże pamiętnych dla mnie Łomianek, 140 razy stawałam na starcie: w zawodach XC i maratonach MTB. Prowadzę dzienniczek, starannie w nim zapisuję swe starty, miejsca, czasy.

W 2010 roku startowała 39 razy, w tym 27 razy przyjeżdżała na metę jako pierwsza. To był rok, w którym zadebiutowała w kolarstwie przełajowym. Przyjechała do Bytowa na zawody a mieszkający tu Andrzej Kaiser udzielił jej pierwszych wskazówek dotyczących pokonywania przeszkód oraz sposób wskakiwania i zeskakiwania z roweru.

W 2009 roku jeździła w barwach dwóch klubów: maratony MTB w warszawskim Athletic Body, zawody XC w poznańskim Northec Bike. W sierpniu miała wypadek na maratonie w Mławie, który organizował Cezary Zamana. Czołowe zderzenie z quadem nie zniechęciło jej do rowerów i sportowej rywalizacji. Z roweru wówczas nic prawie nie zostało. Z tego zdarzenia wyszła ogólnie potłuczona, rower nadawał się do kasacji. Została tylko korba i tylne koło.

- Miesiąc później pojechałam na Mistrzostwa Polski w maratonie MTB do Książa, gdzie zajęłam trzecie miejsce open wśród kobiet- za Anną Szafraniec i Paulą Gorycką. Do pokonania był dystans około 100 kilometrów. Byłam klasyfikowana jako zawodniczka z licencją.

– Pierwsze dwa sezony startowałam w maratonach Grzegorza Golonko (2005-2006). Były naprawdę trudne i utkwiły mi w pamięci. Maraton Danielki, straszliwa ulewa, zapamiętam na całe życie. W 2007 roku zdobyłam w Książu tytuł Mistrzyni Polski amatorów w maratonie MTB. W pamięci zostają te, które są najtrudniejsze, te najbardziej mordercze - a więc ten w Głuszycy, także w Karpaczu.

– Najważniejsze puchary trzymam w domu. Medale także. Wszystko poszło do przodu. Jak ja zaczynałam jeździć, nie było tak dobrych rowerów, jakie są w tej chwili. Bardzo podniósł się poziom rywalizacji. Teraz, wszyscy trenują, jeżdżą, przygotowują się starannie, jak zawodowcy.

– Ja też przygotowywałam się do maratonu w 2005 roku, ale te przygotowania sprzed lat i dzisiejsze - mają dwa różne wymiary. W kolarstwie nie da się oszukać. Droga do sukcesów, poza talentem, wiedzie przez pracę. I to ciężką.

Dziadek Jan - rocznik 1930. Najukochańszy na świecie. - Dziadek bardzo się cieszy z moich sukcesów. Życzy bym miała z tego ścigania wiele radości i zdrowia. Moimi wiernymi kibicami są również Mama i Przyjaciele.

Od marca 2011 pani Magda zaprasza na swoją stronę internetową - www.magdahalajczak.pl. Lubi kolory. Lubi bardzo czytać. Lubi sałatki. Uwielbia ryby - mniej śledzie. Także herbatę zieloną. Lubi muzykę, teatr. Kiedyś była wielką fanką Michaela Jacksona, także Stinga. Ceni filmowy talent Krystyny Jandy.

Ulubione trasy - na Rogalinek i na Rogoźno. W 2010 roku spędziła 500 godzin na siodełku, co przełożyło się na 13 tys. pokonanych kilometrów. Podobnie było w roku 2011.

- Mam ambicję, by być jeszcze lepszą zawodniczką, by wygrywać, by utrwalać przekonanie, że systematyczną pracą można wiele osiągnąć. Lubię maratony i cross country. Coraz bardziej ciągnie mnie do kolarstwa szosowego i przełajowego.

W roku ubiegłym zadebiutowała na Górskich Szosowych Mistrzostwach Polski w Podgórzynie. Było to 27 sierpnia, zaś 2 września wzięła udział w Beskidy Road Trophy, trzydniowym wyścigu etapowym, gdzie zajęła 20 miejsce w łącznej klasyfikacji kobiet i mężczyzn.

– Podczas jazdy na rowerze zapominam o wszystkim. To jest przeżycie nie do opisania. Lubię zmęczyć się. Sport daje mi wiele energii. Do życia, pracy, wszelkiego działania.


Dziesięć największych sukcesów
1 miejsce Intel Powerade Bike Maraton - 2005, Szczawno Zdrój
1 miejsce Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB - 2007, Książ
1 miejsce BikeMaraton - 2008, Poznań
3 miejsce Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB - 2009, Książ
1 miejsce Skandia Maraton Lang Team (klasyfikacja generalna - Giga) - 2010
1 miejsce Michałki (Giga) - 2007, 2010, 2011, Wieleń nad Notecią
1 miejsce Powerade Suzuki Marathon MTB (klasyfikacja generalna - Mega) - 2011
1 miejsce Uphill Race Śnieżka - 2011, najlepszy dotychczasowy czas wśród kobiet 1:07:10 h, Karpacz
2 miejsce Drużynowe Mistrzostwa Polski XC MTB (sztafeta) - 2011, Kielce
2 miejsce MP w kolarstwie przełajowym - 2012, Ełk  

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL