R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18543964 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-06-26
Depnął zwycięsko osiem razy

 

Robert Żmudzin z Wolsztyna ma 27 lat
i wygrywa coraz więcej wyścigów kolarskich



Robert Żmudzin wygrywa po raz ósmy w roku 2015 na torze samochodowym "Poznań". 3 wześnia 2015.
Fot. Michał Skrzypczak

Robert Żmudzin wygrał w tym roku aż osiem wyścigów kolarskich na torze samochodowym "Poznań". Odbyło się ich dwadzieścia i startowali w nich utytułowani kolarze. – Dępnąłem zwycięsko tyle razy w miejscu kultowym dla polskiego świata aut oraz motorów i umocniłem w sobie przekonanie, że stać mnie na wiele znaczących sukcesów w sportowej rywalizacji na szosie.

Wolsztyn. Urodził się w tym mieście rok przed polską transformacją ustrojową, w czerwcu 1988. Z Wolsztynem związany jest od dzieciństwa. Tutaj chodził do szkół, tutaj nauczył się jeździć na rowerze, tutaj podjął swą pierwszą pracę.

Pierwszy rower. Miał 16 lat, był uczniem gimnazjum i w czasie wakacji podjął pracę na kąpielisku w Kuźnicy Zbąskiej. By tam dojechać, 10 km od Wolsztyna, potrzebował roweru. – Nie odwiedziłem żadnego salonu rowerowego, żadnego porządnego sklepu - śmieje się, wspominając swą wyprawę w roku 2004 do podkościańskiej miejscowości Czacz. – Na tutejszym targowsku różnościami, słynnym nie tylko w Wielkopolsce, wypatrzyłem stalowy rower szosowy. Miał wściekłe kolory żółto-czerwone, był produkcji francuskiej. Za bicykl marki MBK dałem całe 200,00 złotych. Mam go nadal z sentymentu, przerobiony na ostre koło.


Robert Żmudzin - mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas w kategori cyklosport. Pobiedziska, 30 maja 2015.
Fot. Wrocławska Gazeta Wyborcza

– Nabyłem ten rower i pod koniec wakacji 2004 roku postanowiłem go wypróbować na dłuższej trasie. Ruszyłem o poranku z Wolsztyna i pojechałem w stronę Nowej Soli, dalej przez miejscowości Bojadła, Sulechów, Babimost, Zbąszyń, Nowy Tomyśl, Rakoniewice, Czacz, Wolsztyn (przez Mochy), do Kuźnicy Zbąskiej i z powrotem do rodzinnego Wolszytna. Pokonałem sam 180 kilometrów, skończyłem jazdę przed nadejściem nocy. Robiłem wówczas przerwy po drodze, prędkość jazdy nie była zabójcza. Radowałem się z tego roweru i jazdy na nim - wspomina czas sprzed jedenastu lat.

Szukanie kolegów. 16-letni Robert Żmudzin miał już rower, ale dość szybko zrozumiał, że jazda w pojedynkę na drogach wokół Wolsztyna nie jest najlepszym rozwiązaniem. W mieście bez większych kolarskich tradycji, zaczął się rozglądać za tymi, którzy pedałują więcej niż normalni ludzie. Paweł Franz miał pod trzydziestkę, podobnie Tomasz Sorowski, Bogdan Musielak był jeszcze starszy. Z nimi się spotykał i umawiał na dłuższe i krótsze jazdy.

Pierwszy wyścig. Minęło kilka lat i w maju 2007 wraz Bogdanem Musielakiem pojechał do Leszna na maraton szosowy: pokonał 105 kilometrów za jednym zamachem. Średnia prędkość wyniosła 36 kilometrów na godzinę. – Dla mnie był to rewelacyjny rezultat - podkreśla. Ale wówczas jechał już na innym rowerze, który rok wcześniej sam sobie złożył. Był to szosowy Accent na dobrym osprzęcie.


Robert Żmudzin (trzeci od lewej) wygrywa, na jego sukces pracuje ekipa FTI Racing Team: lewej Artur Baturo, Michał Zbroszczyk, Robert Żmudzin, Artur Kozal, Łukasz Rakoczy, Radosław Kozal.
Fot. Project-On

W pierwszym swym starcie, leszczyńskim maratonie szosowym, zajął wówczas 36. miejsce w klasyfikacji open. Z tego startu, z tej swej pierwszej jazdy sportowej na serio, zapamiętał jednego zawodnika. – Jechałem cały czas ze starszym od siebie zawodnikiem, mógłby być moim dziadkiem. Na końcowych kilometrach mi odjechał, wygrał ze mną. Miał jeden bidon, nie dałem rady dotrzymać mu koła. Dopiero później dowiedziałem się, że był to Stanisław Paterka z Głogowa (rocznik 1941), jeden z najbardziej utytułowanych polskich mastersów.

Od roku 2007 szuka okazji, by sportowo się ścigać, zaistnieć. W Gorzowie Wielkopolskim jedzie maraton szosowy (około 150 km), towarzyszą mu koledzy z Kościana - Filip Naskręt i Łukasz Pikosz, gdzie cała trójka uplasowała się tuż za pierwszą dziesiątką w klasyfikacji open.

Pierwszy sukces. Jest wrzesień 2007. W Żmigrodzie odbywa się jazda na czas parami na dystansie 20 kilometrów. Dwójka Robert Żmudzin - Filip Naskręt uzyskuje czas około 28 minut i wygrywa klasyfikację open. – To mój pierwszy poważny sukces, miałem wówczas 19 lat - podkreśla wolsztynianin. – Wygraliśmy o dwie sekundy z Adamem i Rafałem Kubacikami z Leszna, moimi przyszłymi kolegami.


Robert Żmudzin na rowerze marki Trek podczas jazdy indywidualnej na czas na torze samochodowym "Poznań".
Fot. FTI Racing Team

W roku 2008 wiąże się na pięć lat z kolarzami z Kościana i Leszna. Filip Naskręt, Michał Majchrzak, Łukasz Pikosz, Maciej Woźniak, Adam i Rafał Kubacikowie, Bartosz Wujczak, Szymon Śmigielski i Robert Żmudzin tworzą TGV Team, nazwą nawiązujący do szybkiego pociągu francuskiego. – Nie mieliśmy stałej siedziby, tylko sponsora, który dbał o to, byśmy mieli ładne i jednolite stroje kolarskie. Wygrywaliśmy wyścigi, ale nie mieliśmy jako drużyna sukcesu na miarę mistrza Polski.

Rok 2015. Jest rok 2015 i Robert Żmudzin startuje w 32 wyścigach. Wygrywa szesnaście z nich. Zdobywa dwa tytuły mistrza Polski i wicemistrza kraju. Pierwszy, w czerwcu, w jeździe indywidualnej na czas na dystansie 17 km w Pobiedziskach w kategorii cyklosport. – Ten tytuł śnił mi wcześniej po nocach - podkreśla. Następnego dnia w tym samym miejscu z Dominikiem Kapustą z Łodzi zdobywa wicemistrzostwo Polski w jeździe parami. W Pile razem z Arturem Kozalem, Łukaszem Rakoczym i Tomaszem Mintą wygrywają drużynowe Mistrzostwa Polski. I jakby tego było mało, w tym czteroosobowym składzie plus Robert Płotkowiak triumfują w Gostyniu w prestiżowym wyścigu Amber Road, jeździe drużynowej. – Co tu dużo mówić, sto kilometrów przejechaliśmy w dwie godziny 15 minut 10 sekund. Średnia prędkość wyniosła ponad 45 kilometrów na godzinę.

Te sukcesy Roberta Żmudzina są imponujące, ale przecież w tym roku dokonał on czegoś wyjątkowego: wygrał aż osiem z dwudziestu czwartków kolarskich na torze samochodowym "Poznań".


Trójka z FTI Racing Team na torze "Poznań", czyli Robert Żmudzin, Artur Kozal i Łukasz Rakoczy.
Fot. Krzysztof Nowak

– Wygrałem pierwszy czwartek kolarski w tym roku na torze samochodowym "Poznań". Było to w kwietniu, na rozpoczęcie sezonu. Finiszowałem jako pierwszy, drugi był Sławek Spławski. Nigdy mi się to nie udało wcześniej, choć startowałem tutaj w poprzednich latach.

Te wyścigi w miejscu kultowym dla polskiego świata aut oraz motorów w tym roku przyciągnęły znanych kolarzy, jak choćby etatowego reprezentanta Polski na torze Adriana Teklińskiego, którzy średnio w liczbie stu ścigali się na asfaltowej drodze samochodowej o długości 4086 metrów. Tych rund najczęściej było dziesięć, a średnie prędkości kilka razy przekroczyły wartość 45 km na godzinę.

Źródło sukcesów. Z kolegami z Kościana i Leszna jeździł pięć lat - do roku 2012. Następne dwa lata były czasem indywidualnego wadzenia się z treningami i wyścigami. – Starałem się bardzo, trenowałem, ale spodziewanych wygranych nie było - dokonuje analizy Robert Żmudzin. – Doszedłem do ściany, do przekonania, że nie dam rady czegoś więcej osiągnąć. I postanowiłem radykalnie zmienić swe plany treningowe. Jesienią 2014 nawiązałem współpracę z Arturem Kozalem. Rozpisał mi, co mam robić, jak przygotowywać się do wyścigów, jak odpoczywać, jak układać ciało na zjeździe i na finiszu. Teraz jestem członkiem FTI Racing Teamu.


Mistrzowie Polski (cyklosport) w jeździe drużynowej, od lewej: Tomasz Minta, Robert Żmudzin, Artur Kozal i Łukasz Rakoczy.
Fot. FTI Racing Team.

Robert Żmudzin jest wysokim mężczyzną - 190 cm wzrostu, ma 82 kg wagi. Kiedy pędził w tym roku osiem razy po zwycięstwo na torze samochodowym "Poznań", jego szosowy Giant mknął z prędkością dochodzącą do 70 kilometrów na godzinę. – Dziękuję w tym miejscu kolegom z teamu, Arturowi Kozalowi, Łukaszowi Rakoczemu i Tomaszowi Mincie, którzy ładnie mnie zawsze rozprowadzali. Ja kończyłem mocnymi depnięciami na pedały ich pracę i wygrywałem - mówi Robert Żmudzin.

Pracuje w Nowym Tomyślu. 6 czerwca 2015 ukończył 27 lat. Jest amatorem. Pracuje w branży rowerowej - od końca roku 2008. Jest szefem filii sklepu rowerowego "Turysta" w Nowym Tomyślu przy ulicy Piłdsudzkiego 19 (siedziba główna w Wolsztynie - właściciel Dariusz Stęsik), dokąd w pierwszych latach dojeżdżał rowerem do pracy z Wolsztyna. – Codziennie do pracy, tam i z powrotem, 26 kilometrów w jedną stronę. Wyjazd z Wolsztyna przez Karpicko, Barłożnię, Błońsko, Kuźnicę Zbąską, Boruję Kościelną do Nowego Tomyśla. Po kilku miesiącach mógłbym już na tej trasie pedałować z zamkniętymi oczami, ale lepiej mieć je otwarte, gdyż wiedzie ona w większości przez lasy pełne zwierzyny.

Do końca roku ubiegłego sam prowadził sklep rowerowy w Nowym Tomyślu. Teraz ma pomocnika. Sprzedawał i naprawiał rowery, wystawiał faktury, prowadził buchalterię i tylko trochę smucił go fakt, że w stolicy polskiej wikliny, jaką jest zasobny i zamożny Nowy Tomyśl, ludzie jakby nie potrzebowali lepszych rowerów. – Teraz, po sukcesach Michała Kwiatkowskiego i Rafała Majki, to się zmienia. Kiedyś mieliśmy dwa rowery szosowe w sklepie, teraz mamy ich kilkanaście - w tym te bardzo drogie.


Wyścigi kolarskie na torze samochodowym "Poznań" gromadzą coraz więcej dobrych szosowców.
Fot. Rafał Stasik

Praca, treningi i zawody wypełniają Robertowi Żmudzinowi całe życie. W domu ma ponad pięćdziesiąt pucharów za zwycięstwa i miejsca na podium, także i ten za mistrzostwo Polski w jeździe parami z roku 2014 (zdobyty razem z Michałem Majchrzakiem) pod Częstochową. Zdrowo się odżywia, w czym zasługa Agaty Małej - sympatii. Pochodzi z rodziny, w której nie było kultury uprawiania sportu. We wrześniu tego roku (także w latach poprzednich) znakował trasę wolsztyńskiego maratonu MTB (800 strzałek do powieszenia). Ma w swym kolarskim cv start w "Michałkach". Do tej pory miał sześć rowerów, aktualnie dba o szosowego Gianta i do jazdy na czas Treka.

Plany na rok 2016. – W tym roku nie startowałem w wyścigu ze startu wspólnego podczas Mistrzostw Polski kategorii cyklosport i masters. Nie zamierzam zostać kolarzem zawodowym, gdyż musiałbym zmienić swoje życie i pracę. W wieku 27 lat mam świadomość tego, jaką siłą i możliwościami dysponuję. Gdybym taką wiedzę miał w wieku 16 lat, to może jeździłbym dzisiaj w ekipie World Touru - kończy swą opowieść sympatyczny Robert Żmudzin.

                                                             Piotr Kurek                                     

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL