R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17756532 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-25
Michał Górniak

 

To jest mój dobry rok!
Z Michałem Górniakiem rozmawia Piotr Kurek


Michał Górniak na trasie tegorocznych Mistrzostw Polski MTB w Żerkowie. 6 lipca 2013, drużynowy wyścig sztafet.
Fot. Szymon Gruchalski

– To jest Twój dobry rok. Wygrać pięć maratonów Skandii i Czesława Langa pod rząd, na dystansie Grand Fondo (najdłuższym) wśród amatorów, to sukces niebywały. Jak przygotowywałeś się do sezonu 2013?

– Przygotowania do sezonu 2013 rozpoczęliśmy wraz z ekipą Rybczyński CityZen MTB Team pod koniec października 2012. Wtedy to już od kilku miesięcy moja przyszła żona – Magda – była w stanie błogosławionym i sporo czasu w ostatnim jego etapie spędzała w domu, w rodzinnym Wałczu. W tym momencie mój tydzień składał się z dwóch części: od poniedziałku do czwartku starałem się skupiać na studiach (a wolny czas spędzałem, rzecz jasna, na treningach rowerowych, biegowych i siłowych), a resztę tygodnia przebywałem wraz z Magdą, w Wałczu, gdzie także mogłem przy okazji potrenować na pofałdowanych i wietrznych terenach. Po lutowym Memoriale Zbyszka i Marka, a jednocześnie na krótko przed narodzinami Marysi, jeszcze bardziej zwiększyłem intensywność treningów, czego efekty widać w tym sezonie – wbrew pozorom ta przedłużona w tym roku zima dała mi kilka tygodni dodatkowych treningów, które pozwoliły mi osiągnąć najwyższą dyspozycję w mojej dotychczasowej przygodzie z kolarstwem. Rzeczą oczywistą jest też ogromny zastrzyk motywacji, jaką były narodziny Marysi – wszak przez cały sezon jej zdjęcie znajduje się na moim mostku i w trudnych chwilach podczas wyścigów jest ze mną i dopinguje tatę! W treningach nie było przypadku - Mateusz Rybczyński usystematyzował je i rozpisał bardzo skrupulatnie, ja wykonałem robotą i jakoś to idzie...


Ruszyli na trasę dystansu Grand Fondo podczas Skandia Maraton Lang Team. Warszawa, 27 kwietnia 2013. Michał Górniak - pierwszy z lewej.

– Które zwycięstwo z tych pięciu maratonów (Warszawa - 27 kwietnia, Kraków - 18 maja, Krokowa - 25 maja, Dąbrowa Górnicza - 8 czerwca, Bytów - 15 czerwca) okupiłeś największym trudem? Które zaś zapamiętasz na całe życie?

– Przed obecnym sezonem należałem do osób negatywnie wypowiadających się o cyklu maratonów Skandii i Pana Czesława Langa. Jednak prawda jest taka, że prawdziwe ściganie jest tam, gdzie jest czołówka. Ani XC, ani tym bardziej XCE nie ma w Polsce takiej obsady jak Puchar Polski w maratonie MTB. Zazwyczaj sektor PP oraz sektor Grand Fondo łączyły się na trasie po kilku kilometrach (mimo minutowej różnicy). Wtedy zaczynało się prawdziwe ściganie... Marek Galiński, Andrzej Kaiser, Bartosz Banach, Aleksander Dorożała, Radosław Rękawek, a obok ja! Każda z edycji miała w sobie coś innego, jednak najciężej było w Krokowej – dystans 115 km oraz bardzo trudne warunki pogodowe dały mi się we znaki. Obawiałem się szczególnie tego dystansu. Jednak na trasie okazało się, że robota wykonana zimą pod okiem Mateusza okazała się wystarczająca, ba – osiągnąłem tam jeden z lepszych wyników (9. miejsce w klasyfikacji open). W Bytowie natomiast trasa mnie bardzo rozczarowała: spodziewałem się wymagającego maratonu, a było bardzo płasko i szybko. Jednak trwająca sesja i nieprzespane noce odcisnęły piętno na mojej dyspozycji i jechało mi się dość ciężko.


Michał Górniak z córeczką Marysią na najwyższym miejscu podium. Krzywa Wieś pod Złotowem, 16 czerwca 2013, maraton MTB z cyklu Grand Prix Wielkopolski. Dzień wcześniej triumfował w Bytowie na Grand Fondo w Skandia Maraton Lang Team.

– W tym roku jeździsz w barwach Rybczyński CityZen Team z Poznania. Odnoszę wrażenie, może jest ono uprawomocnione, że zmiana barw klubowych wyszła Tobie na dobre?

– W poprzednim moim zespole miałem praktycznie wszystko: sprzęt, zero kosztów, ciekawi ludzi, pasjonaci kolarstwa górskiego. Jednak brak nacisku na wynik zabija sportowy hart ducha, ciężko o mobilizację, gdy wyniki są sprawą drugoplanową. Z Mateuszem nawiązałem kontakt na I Gali Kolarskiej w Murowanej Goślinie. Wówczas jeszcze nic z tego nie wyszło. Po kolejnym roku ten kontakt został odnowiony i postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Poprzedni rok (2012) był trudny, bo nie wykonałem wówczas roboty, która pozwoliłaby mi czerpać pełną satysfakcję z jazdy i metodą startową dochodziłem powoli do siebie. Dopiero w tym roku dzięki „Rybie” dosiadłem roweru 29-calowego i wspiąłem się schodek wyżej, jeśli chodzi o mój poziom sportowy. Obecność w zespole tylu fantastycznych zawodników i jednocześnie kolegów sprawie, że każdy wyjazd to znakomita odskocznia od codziennego życia. Jest od kogo się uczyć, a zarazem jesteśmy jak muszkieterowie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Nad wszystkim czuwa Mateusz, dbając o to, by niczego nam nie brakowało. Warto też pamiętać o ludziach w sklepie, którzy dbają, by defekt nie wyłączył nas z walki o pudło, mianowicie: o panu Witoldzie Rybczyńskim, o Bartku Brzezińskim oraz o złotej rączce z Miodowej 5, jaką jest Krzysztof Mieszała.


Michał Górniak i Mateusz Rybczyński. Skandia Maraton Lang Team. Dąbrowa Górnicza, 8 czerwca 2013.
Fot. archiwum Michała Górniaka

– Masz dwadzieścia dwa lata, przypomnij swe rowerowe początki. A więc swój pierwszy rower górski, pierwszy wyścig MTB, pierwszą wygraną. I pierwsze treningi.

– W tym roku obchodzę mały jubileusz – ścigam się już od dziesięciu lat. Moją przygodę z kolarstwem rozpocząłem w roku 2004 w szkółce kolarskiej Maxsport Piła pod okiem Piotra Nowackiego. To ten człowiek odnalazł we mnie kolarza, pozwolił poczuć smak tego sportu, ukształtował jako zawodnika. Obok niego było też wielu innych służących dobrą radą ludzi: Arkadiusz Knap, Piotr Patynowski, Andrzej Pierzyna czy przede wszystkim tata, Mirosław. Gdyby nie pełne wsparcie, często wymagające wielu wyrzeczeń, otrzymane właśnie od rodziców, na pewno nie byłoby mnie i bratu tu, gdzie obecnie jesteśmy. To właśnie mój tata (często razem z mamą) jeździli ze mną, bratem Pawłem oraz Borysem Góralem, Patrykiem Krause czy Bartkiem Dąbrową po całym kraju, co weekend, po największych wyścigach. Inwestowali w nas i nasz sprzęt, byśmy mogli być coraz bliżej czołówki krajowej. Od 2007 w tej czołówce jesteśmy i pewnie jeszcze przez jakiś czas nazwisko „Górniak” będzie się tam przewijało. Pierwszy rower? Merida Kalahari 510 ze zbyt dużą ramą! Pierwsze zwycięstwo? Chyba Szosowe Mistrzostwa Piły 2004 w kategorii do lat 18.

– Co było dalej?

– Po reorganizacji Maxsportu staliśmy się zawodnikami Solano Sport Piła, później UKS Sportowiec Speeder Piła. Następnie były starty w ramach klubów z Zielonej Góry: Kons-Betu na maratonach (tą odmianę kolarstwa odkryli dla nas panowie Jerzy Kaźmierczak i Tomasz Czarnecki, którym za tą szansę bardzo dziękuję!) i LKS Trasa na wyścigach XC, na szosie i w przełaju (szkoła Kazimierza Prokopyszyna nauczyła nas ciężkiej pracy). Wraz z pójściem na studia mogłem liczyć na wsparcie Northtec Bike Teamu Andrzeja Płonki i przede wszystkim Pawła Owczarzaka (obecność na targach rowerowych w całej Europie zapamiętam na długo!), a także Rafała Łukawskiego i Tarisu Puszczykowo (dzięki!). Od 2012 roku jestem członkiem Rybczyński Team i tutaj też prawdopodobnie zakończę kiedyś moje starty. Tutaj poczyniłem największy progres i Mateuszowi Rybczyńskiemu zawdzięczam to, że w ogóle jeszcze jeżdżę. Nadal chcę to robić, ale życie pokażę jak długo będzie mi to jeszcze dane.


Michał i Paweł Górniakowie, bracia na medal.
Fot. archiwum Michała Górniaka

– Jeżdzisz na rowerze, wygrywasz maratony w najbardziej medialnym i prestiżowym cyklu, jakim jest od 2007 roku Skandia Maraton Lang Team. To jedna część Twego życia i aktywności. Jesteś studentem Politechniki Poznańskiej, zatem nauki Tobie nie brakuje. I jakby tych wszystkich zajęć i obowiązków było mało, w tym roku zostałeś szczęśliwym tatą. Radość z tego, że masz córkę, i że potrafisz wygrywać maratony MTB, demonstrowałeś publicznie 16 czerwca w Krzywej Wsi pod Złotowem, gdy stanąłeś z kilkumiesięczną pociechą na najwyższym miejscu podium po pokonaniu dystansu Mini podczas Grand Prix Wielkopolski. Jak godzisz to wszystko, by trenować i wygrywać, studiować i być szczęśliwym ojcem?

– Tak jak powiedziałem panu w Wągrowcu 4 sierpnia na zawodach Thule Cup 2013 – momentami nie wiem sam! Doba ma te 24 godziny. Czasem trzeba skrócić sen i wstać bardzo wcześnie. Innym razem na trening jest czas dopiero po kąpieli Marysi (około 19). Jednak najogólniej rzecz ujmując – to sztuka organizacji czasu. Trzeba wyeliminować wszelkie pokusy, pochłaniające masę czasu – surfowanie po Internecie, oglądanie telewizji. Wartościuję obowiązki: najpierw te dotyczące małej, później domowe, dalej studia i treningi. Jednak większość roboty na treningach wykonałem zimą i na tym bazuje – przy deszczu i temperaturze minus15 stopni samotnie walczyłem z silnymi wiatrami w okolicach Wałcza, konsekwentnie realizując plan treningowy „Ryby”. Teraz zbieram żniwo, a formę podtrzymuję przez cały sezon.

– Jesteś jednym z najbardziej znanych zawodników MTB w Wielkopolsce, także i w Polsce. Jak oceniasz swą przygodę z kolarstwem górskim, wiele lat treningów, które w tym roku przynoszą Tobie sukces za sukcesem?


Magda, Marysia i Michał.
Fot. archiwum Michała Górniaka

– To stwierdzenie może okazać się panu dziwne, jednak za mój największy sukces uznaję to, że od tych 10 lat, NIEPRZERWANIE startuję w zawodach w kraju i poza jego granicami. Wielu, z którymi zaczynałem, odpuściło, inni - jak mój brat czy Borys potrzebowali przerwy. Ja jednak nigdy nie odpuściłem: ani wtedy gdy forma była gorsza, kontuzje nie omijały, a pieniędzy brakowało. Do narodzin Marysi byłem skoncentrowany na kolarstwie i wszystko toczyło się wokół niego. W zeszłym roku byłem przekonany, że to mój ostatni rok. Magda pozwoliła mi jeździć do woli, czego efektem był start w ponad 42 wyścigach. Zimą Mateusz zapytał wprost: mogę na ciebie liczyć? Powiedziałem, że zimę przepracuje na 110 procent, ale nie mogę powiedzieć jak to będzie wyglądało, gdy Maryśka przyjdzie na świat. Mateo zaryzykował i jest jak jest, czyli bardzo dobrze. Już od jakiegoś czasu jestem pogodzony z tym, że kolarstwo nigdy nie będzie moim źródłem utrzymania, ale wróciła radość jazdy i to się liczy. Chcę, by kiedyś Marysia byłą dumna z ojca, że ścigał się z powodzeniem. Oczywiście duża w tym zasługa Magdy, bo ma dziewczyna do mnie cierpliwość i w jakiś sposób „trawi” tę moją pasję, w pewnym sensie ją lubi, bo sama wystartowała za moją namową w pięciu maratonach w latach 2011-2012. Nie umiem powiedzieć, czy to ostatnie miesiące ścigania dla mnie czy też jeszcze 2 lata (do końca studiów) – na dzień dzisiejszy skupiam się na rodzinie – wychowaniu Marysi i ślubie w najbliższą sobotę w Wałczu oraz troszkę na Mistrzostwach Polski w maratonie MTB (w Obiszowie na początku września), gdzie celuję w medal w kategorii do lat 23. We wrześniu na pewno usiądziemy z Magdą i Mateuszem i zdecydujemy, co dalej ze mną.

– W najbliższą niedzielę, 25 sierpnia, w Wałczu odbędzie się maraton MTB z cyklu Grand Prix Wielkopolski. Pewnie chciałbyś wystartować, tym bardziej, że pasjonaci kolarstwa górskiego ścigać się będą niedaleko Piły - Twego rodzinnego miasta. Ale dzień wcześniej, 24 sierpnia, będziesz ślubował swej życiowej partnerce, będziesz to czynił w obecności swej córeczki, rodziców i młodszego brata Pawła, który w tym roku goni Ciebie mocno na maratonowych szlakach.

– Z pewnością chciałbym móc wziąć udział w zawodach jako zawodnik, jednak obawiam się, że obowiązki spoczywające na mnie jako na Panu Młodym mogą okazać się nie do przeskoczenia. Nie mniej na pewno pojawię się na starcie, choćby symbolicznie, gdyż już kilka miesięcy temu obiecałem to Panu Wojtkowi Gogolewskiemu. Nie chcę z drugiej strony już na starcie wspólnej drogi życiowej podpaść przyszłej żonie! Trasa maratonu jest bardzo ciekawa i pewnie dzięki temu wydarzeniu poznałbym więcej terenów okalających Wałcz, gdyż obecnie treningi w tym rejonie odbywam w 100 procentach na szosie. Jeśli chodzi o Pawła – długo walczyłem o jego powrót do kolarstwa. To się może wydać śmieszne, ale pewna niezobowiązująca rozmowa nagrana telefonem stała się deklaracją, z której Paweł już teraz wywiązał się w 200 procentach. Jego celem był start na Mistrzostwach Polski w Żerkowie, gdzie chory na grypę pojechał bardzo dobrze w XCE, w sztafecie i w wyścigu głównym. Po zmianie roweru na 29-calowy przechodzi samego siebie... Wierzę, że te 20 kg mniej i ten zapał nie pójdą na marne i w przyszłym roku to będzie prawdziwa "miazga" z naszej strony, braci Górniaków. Może jakaś wspólna etapówka? Niewykluczone. Pewne jest to, że nawet gdybym po tym sezonie musiał skończyć z rowerem - mam następcę, który jest w stanie pójść KROK (ksywa Pawła) dalej. Tym kimś jest ojciec chrzestny mojej córki – Paweł Górniak. 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL