R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18087323 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-05-26
Franciszek Harbacewicz

 

Życie pełne sukcesów
Franciszek Harbacewicz z Goleniowa
wygrywa wyścigi, prowadzi hotel i klub kolarski


Anna Harkowska i Franciszek Harbacewicz wygrywają szosowe wyścigi na torze samochodowym "Poznań". Maj 2013.

Ma 53 lata, kocha jazdę na rowerze, prowadzi hotel i klub kolarski w Goleniowie, oba o tej samej nazwie - JF Duet. Franciszek Harbacewicz, bo o nim tu mowa, jest człowiekiem wielu talentów. Czego się nie dotknie - zamienia w sukces. W życiu rodzinnym, w biznesie, w cykliźmie wreszcie.

Pierwszy rower. Od dziecka, od najmłodszych lat marzył o rowerze. Spoglądał trochę z zazdrością na koleżanki i kolegów, którzy je mieli, szczególnie na tych, którzy dosiadali prawdziwe szosówki - "Jaguary", "Huragany" i inne. Nie czekając na mannę z nieba, postanowił odważnie, że też będzie miał na czym jeździć. Znalazł na złomie starą "Ukrainę", którą doprowadził do stanu używalności. Mógł na niej pedałować, ale nie za szybko, bo nie miała ona opon. Jechał zatem na obręczach. Miał wówczas 8 lat. I przekonanie, że może kiedyś zostanie kolarzem.

Przed kominkiem. Kiedy teraz w grudniowy i zarazem świateczny czas roku 2013 Franciszek Harabacewicz siądzie przed kominkiem, dobry czas na refleksję, może z uśmiechem na ustach zadumać się nad swą drogą do kolarskiego peletonu, do sukcesów.

Ma ich wiele. I tych z lat, kiedy był młody, jak i tych, kiedy dumnie określa się jako masters. W 1997 roku w Austrii zdobył tytuł mistrza świata mastersów w wyścigu ze startu wspólnego, w tym roku w Turynie wygrał Olimpiadę Mastersów w swej kategorii wiekowej - kryterium uliczne na trasie 40 kilometrów. W tym roku także w Trydencie razem z Natalią Jędrzejczyk, Lechosławem Michalakiem i Arturem Spławskim wywalczył brązowy tytuł Mistrzostw Świata mastersów w drużynowym wyścigu sztafet.

Pierwsze kroki. Urodził się 28 marca 1960 roku na Ziemi Szczecińskiej, w Budziesławicach koło Goleniowa. Rósł, przechodził z klasy do klasy i słuchał w Polskim Radiu transmisji z Wyścigu Pokoju, który był w tamtych latach wydarzeniem nie tylko sportowym. Miał trzynaście lat, gdy Ryszard Szurkowski jechał po złoty medal na szosowych Mistrzostwach Świata w Barcelonie, czternaście zaś, gdy Janusz Kowalski uczynił to rok później w Montrealu. Ci kolarze, ale i Stanisław Szozda oraz inni rozpalali wyobraźnię młodego człowieka. Także starszy brat Wiesław, który zapowiadał się na szosowca dużej klasy.

Słuchać o kolarzach w Polskim Radiu - to nie wszystko. Może będę jednym z nich? - myślał 15-letni Franek Harbacewicz, gdy zapisał się w 1975 roku do Klubu Kolarskiego Birkut Goleniów. Dostał wówczas szosówkę marki Jaguar i był przeszczęśliwy. Jego trenerami byli Czesław Mikołajczyk i Jacek Pożarlik.


Jadwiga i Franciszek Harbacewiczowie. Gala kolarska w Goleniowie, 30 listopada 2013.

W roku 1978 w strefowych eliminacjach do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Słubicach przyjeżdża na linię mety jako pierwszy. Startowało wówczas prawie dwustu juniorów na dystansie 140 kilometrów, za nim plasowali się znakomici później kolarze - Lech Piasecki i Andrzej Mierzejewski.

Rok 1981. W pierwszej fazie swej sportowej kariery reprezentuje kolejno kluby sportowe: Birkut Goleniów, Gryf Szczecin i Arkonię Szczecin. Do tej ostatniej trafia jesienią 1981 roku, kiedy Polską targają niepokoje społeczne i gdy emocje polityczne sięgają zenitu.

Arkonia Szczecin - klub milicyjno-wojskowy. W tym czasie gwiazdami sekcji kolarskiej, między innymi, są: Franciszek Harbacewicz, Marek Kluj, Tomasz Orłowski i Tomasz Gąsiorek. Rok 1981 jest dramatyczny nie tylko dla Polski, ale i dla młodego kolarza z Goleniowa.

Jego kariera sportowca przeplata się z przeżyciami rodzinnymi, które kumulują się w dniu 31 grudnia 1981, kiedy do jego domu przychodzą po niego żołnierze WSW (żandarmeria wojskowa) i milicja, by odstawić go do jednostki wojskowej.

Bieg zdarzeń drugiej połowy tego roku nasycony jest ważnymi datami: 5 września bierze ślub z dziewczyną (Jadwigą), którą poznał w szkole podstawowej, i której już w szóstej klasie przysiągł wierność; 13 grudnia wprowadzony jest stan wojenny w Polsce; zaś 16 grudnia rodzi się syn Daniel.

W zaistniałej sytuacji 21-letni wówczas Franek Harbacewicz nie wraca do koszar, tylko opiekuje się w domu żoną i synem. 31 grudnia 1981 WSW (żandarmeria wojskowa) i milicja odstawiają go do koszar, z półrocznym zakazem ich opuszczania.

Wiosną 1982 roku koledzy kolarze z Arkonii trenują, zaś Franek siedzi w koszarach i już wie, że trzeba będzie się pożegnać z szosą, z rowerem i kolarstwem. Na głowie ma żonę, syna i utrzymanie rodziny.

Rybak dalekomorski. Wychodzi z wojska i szuka pracy dla siebie. Postanawia zostać rybakiem dalekomorskim, by zarobić na utrzymanie rodziny. Najpierw przysposabia się do zawodu na ziemi w Przedsiębiorstwie Połowów i Usług Dalekomorskich "Gryf" w Szczecinie, by... w końcu wypłynąć w pierwszy rejs.

– 13 lutego 1983 roku wypłynąłem w swój pierwszy rejs, daleko na koniec świata - aż do wybrzeży Chile - wspomina Franek Harbacewicz. – Popłynęliśmy po ostroboka i błękitka. Wyprawa trwała kilka miesięcy. Później była następna, następna. W sumie jedenaście - do roku 1990. Łowiłem rozmaite gatunki ryb w Ameryce Południowej i Północnej, także wokół Afryki.

– Zarabiałem na życie, ale jak jeździć na rowerze, kiedy wokół ma się oceny i morza świata tego, naszego - najlepszego. Zszedł z pokładu statku rybackiego na dobre, na zawsze, gdy w Polsce zaczęła się dokonywać transformacja.


Artur Spławski i Franiszek Harbacewicz. Rówieśnicy - rocznik 1960, przyjaciele w życiu cywilnym i na szosie. W tym roku w Trydencie zdobyli - wraz z Natalią Jędrzejczyk i Lechosławem Michalakiem - brązowy medal w drużynowym wyścigu sztafet podczas Mistrzostw Świata Mastersów. Na zdjęciu podczas gali kolarskiej w Goleniowie, 30 listopada 2013.

Powrót po latach. Wrócił na rower w roku 1992. Powoli, nieśmiało, bez zamiaru sięgania po sportowe laury. W roku 1993 wystartował w kryterium po ulicach Stargardu Szczecińskiego. To był powrót do tej adreanaliny, której smak poznał w latach młodości, gdy ścigał się obok Lecha Piaseckiego i Andrzeja Mierzejewskiego.

W zmieniającej się Polsce z żoną (nieocenioną Panią Jadwigą) postawili na handel odzieżą. Najpierw jeden sklep, później drugi, w końcu sieć 38 (słownie - trzydziestu ośmiu) placówek o nazwie JF Duet, czyli Jadwiga Franciszek Duet.

Wzruszająca miłość. Poznali się w szkole podstawowej. Był w klasie szóstej, szkolna koleżanka Jadzia w piątej, gdy powiedział jej wprost: – Podobasz mi. Mam ochotę Ciebie pocałować w policzek.

Ta miłość trwa nadal. Znają się od ponad 40 lat, są małżeństwem od 32 lat. Mają córkę, dwóch synów i pięcioro wnucząt. Dzieci (synowie - Daniel i Łukasz oraz córka - Natalia) odziedziczyły po ojcu talent do sportu; synowie uprawiają kite surfing z powodzeniem, córka kończy w przyszłym roku AWF w Poznaniu. Ich dom jest wielki, otwarty dla przyjaciół i kolarzy. Teraz prowadzą w Goleniowie przy ulicy Maszewskiej 19 hotel o nazwie JF Duet. Ma prawie 100 miejsc noclegowych i dobrą kuchnię. Mówiąc w wielkim skrócie, od handlu przeszli do hotelarstwa. I to z wielkim powodzeniem.

Ten wyścig w 1993 roku w Stargardzie Szczecińskim był dla Franka Harabcewicza powrotem do żywiołu, jakim jest rower. Następnym etapem był udział w wyścigu w Bielawie na Dolnym Śląsku, gdzie wygrał Jerzy Linde a tuż za nim przyjechał 33-letni masters z Goleniowa. Trzy lata później, w roku 1996, wygrał 15 wyścigów ze startu wspólnego w swej kategorii wiekowej, 30-40 lat. I wygrał ogólnopolski challange wśród mastersów M30 w tymże roku.

Mistrz świata. 28 sierpnia 1997 roku w austriackim Tyrolu sięga w wieku 37 lat po tytuł mistrza świata mastersów. Tuż za nim, na drugim miejscu, melduje się jego serdeczny przyjaciel - Artur Spławski z Poznania, ten sam rocznik -1960. Trzeci jest Waldemar Deleżyński, czwarty Stefan Dziedzic. To bezprzykładny triumf Polaków.

Franciszek Harbacewicz wygrał ponad 200 wyścigów,większość jako masters. W tym roku sięgnął w Turynie podczas Olimpiady Masters po złoty medal. – To było kryterium uliczne, 40 kilometrów. Jechaliśmy dziesięć rund po 4 kilometry każda. Półtora kilometra do mety do przodu wysunął się Artur Spławski ("Baron") i mocno pociągnął do przodu. Siadłem mu na kole i 300 metrów przed metą rozpędziłem się maksymalnie. Na mecie byłem pierwszy.

– Nie jestem biednym człowiekiem, ale mam skarbonkę i wrzucam do niej bilion i niekiedy banknoty. Zbieram w ten sposób na wyjazd na następną Olimpiadę Mastersów (nie tylko kolarzy), która za cztery lata odbędzie się daleko od Polski. W Nowej Zelandii, w Auckland. Muszę obronić tam w 2017 roku swój złoty medal olimpijski - śmieje się od ucha do ucha mieszkaniec Goleniowa.

We wrześniu z przyjaciółmi znów pojechał do Włoch - na szosowe Mistrzostwa Świata Mastersów. W drużynowym wyścigu sztafet, który odbył się w Trydencie, ekipa Polski w składzie Natalia Jędrzejczyk, Lechosław Michalak (triumfator Tour de Pologne w roku 1977), Artur Spławski i Franciszek Harbacewicz zajęła trzecie miejsce.

Franek Harbacewicz ma 53 lata. Startuje w około trzydziestu wyścigach rocznie, w większości w Polsce, ale także i poza jej granicami. Od kilkunastu lat jest ozdobą, ważną figurą, KIMŚ w każdym wyścigu mastersów w Polsce. Trenuje u siebie w Goleniowie. Wokół są piękne okolice i Puszcza Goleniowska. Przejeżdża rocznie treningowo około pięciu tysięcy kilometrów. Jeśli udaje się z przyjaciółmi na Majorkę, to taki wyjazd z rowerem traktuje jako relaks, czynny wypoczynek.

Kolarski Goleniów. W 1999 roku powołał do życia Klub Kolarski JF Duet Goleniów. Istnieje do dziś, liczy około 40 zawodniczek i zawodników.

Kiedy 30 listopada tego roku w Goleniowie, w hotelu JF Duet, odbyła się po raz pierwszy gala kolarska z udziałem dawnych i aktualnych mistrzów szosy, najbardziej w pamięć wszystkich obecnych zapadły słowa żony Mistrza Franka, czyli Jadwigi Harbacewicz.

Mówiła krótko, treściwie, z emocją w głosie. – Niekiedy się zastanawiałem, czy żyję we własnym domu, czy też jestem gdzieś na zgrupowaniu kolarskim. Rozebrani zawodnicy, rowery, koła, dętki i opony, wyjazdy i przyjazdy. A w tym centrum rowerowego żywiołu mój Franek. Dla mnie mąż, dla innych przyjaciel, trener, działacz i szosowy guru. Nasz dom od lat, od zawsze kipi energią, sportem, rowerami. To niekiedy utrudnia normalne życie, ale już się z tym pogodziłam. I wiem, że Mój Ukochany Franek nie zdradzi rowerów. Dziękuję mu za wspólne życie pełne emocji, miłości i radości. I także za jego życie wypełnione pracą, sukcesami, medalami.

Franek dziękował żonie, w obecności Lecha Piaseckiego, Wojciecha Matusiaka, Anny Harkowskiej, Artura Spławskiego, braci Mikołajczyków, Marka Kulasa, Dariusza Leduchowskiego i wielu innych znakomitych ludzi kolarstwa. Dziękował u siebie, w hotelu JF Duet (jadąc nad morze każdy kolarz winien wpaść tam przynajmniej na kawę), widząc przed sobą władze Goleniowa.


Gala kolarska w Goleniowie, 30 listopada 2013.

Franek ma 53 lata. Stan wojenny zaważył na jego sportowej biografii, ale dzielny kolarz nie czyni z tego zapisu martyrologii. Odnalazł się w nowej Polsce jako skuteczny człowiek biznesu, był i jest wzorowym mężem, ojcem i dziadkiem, jest jednym z najlepszych polskich kolarskich mastersów.

W tym roku został Goleniowianinem Roku 2013. Ten tytuł otrzymał już po razy drugi - w 1998 roku po taz pierwszy.

Moment refleksji. Zaczynał swą przygodę z rowerem na "Ukrainie" bez opon i dętek w końcu lat 60-tych XX wieku. Dziś ma na koncie wygranych ponad 200 wyścigów. Ma do swej dyspozycji cztery rowery dużej wartości, dba o Klub Kolarski JF Duet Goleniów, jest ważną figurą nie tylko w swym mieście.

Wysoki, postawny Franek mógłby być dziennikarzem. Jak każdy dobry kolarz, ma dar opowiadania. Rzeczowy, niskim głosem. Tego się słucha.

Ja też słuchałem Franka. Wiele razy podczas wyścigów w Wielkopolsce, w końcu listopada w Goleniowie na Gali Kolarskiej, którą zorganizował po raz pierwszy. Franek ma wiele do powiedzenia i takie spotkania, jak to listopadowe, integrują brać kolarską. Dawnych mistrzów i nowych adeptów pięknego i zarazem trudnego sportu.

Franek nie powiedział ostatniego słowa na szosie. Także można liczyć, że w Goleniowie jesienią 2014 roku spotkają się znów miejscowi kolarze, dawne sławy i nasz Dobry Gospodarz z Jego Dobrą Żoną.

Kto za rok przyjedzie do Goleniowa, wyjedzie z niego bogatszy. O nowe informacje, impresje i wrażenia, jakich mogą dostarczać takie niezapomniane spotkania ludzi kolarstwa.

                                                              Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL