R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18063866 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-05-25
Lance Armstrong powraca do kolarstwa

 

Przyjechali z daleka, z odległych Stanów Zjednoczonych i z Europy, przyszli z sąsiedztwa, z zatłoczonego baru przez ulicę, jedni i drudzy, by na własne oczy oglądać powrót Amerykanina Lance'a Armstronga do profesjonalnego kolarstwa.

W niedzielę w Adelajdzie na jej kilku ulicach zebrało się, jak policzyła miejscowa policja, 138 tysięcy osób, w zdecydowanej większości ci, którzy przyszli obejrzeć asów światowego cyklizmu i jego żywą legendę - Armstronga.

I chociaż wystartował w pierwszym rzędzie, słysząc ciut wcześniej ciepłe pod swym adresem słowa premiera Australii Południowej Mike'a Ranna, zachęcające go do walki i determinacji, to jednak Armstrong wkrótce schował się głęboko w peletonie: by nie mieć kłopotów, niepotrzebnej wywrotki, kontuzji i nie marząc nawet o triumfie na mecie.

Dojechał na końcową kreskę na 64. miejscu spośród 133 startujących w 51-kilometrowym, 30 rund po 1,7 km, kryterium w sercu Adelajdy, które wygrał Australiczyk Robbie McEwen. Na mecie nie ukrywał, że nie miał ani przez moment intencji, by ścigać się z prawdziwymi sprinterami w ten niedzielny australijski letni wieczór, gdy temperatura osiągnęła temperaturę 33 stopnie Celsjusza.

– Miałem trochę obaw, ale jak na pierwszy dzień było całkiem dobrze - stwierdził 37-letni Armstrong.

Szybki niedzielny wyścig, o nazwie Cancer Council Classic, był zasadniczo pokazowy. Kolarze nie zdobywali punktów w rywalizacji cyklu Pro Tour. O nie powalczą w Tour Down Under, sześcioetapowym wyścigu, który rozpoczyna się tutaj we wtorek.

– Było fajnie - podkreślił na mecie rozluźniony i uśmiechnięty 37-letni Teksańczyk, który ściga się w grupie Astana. – Trenowałem wiele, by wrócić do kolarstwa. Trenowałem wiele, by wystartować w tym wyścigu. Cieszę się, że mam już za sobą ten pierwszy raz.

Armstrong po raz ostatni ścigał się w lipcu 2005 roku, kiedy pedałował na Champs-Elysées w Paryżu, wygrywając po raz siódmy z rzędu Tour de France - największy, najtrudniejszy, najbardziej prestiżowy wyścig kolarski świata. Po nim odszedł na sportową emeryturę i zamierzał na niej pozostać.

W niedzielę znowu założył numer startowy na swych plecach, odnawiając w ten sposób swój apetyt na sportową rywalizację w gronie najlepszych szosowców świata i nagłaśniając swój sposób walki z rakiem, ciężką chorobą, która wykończyła go prawie kilkanaście lat temu, i która sprawiła, iż założył własną fundację pomagającą innym zmagać się z tym zdrowotnym nieszczęściem.

W Adelajdzie nie zabrakło żółtych T-shirtów z napisem Livestrong i słynnych już bransoletek na stoiskach i za barierkami kolarskiego wyścigu w tą niedzielną noc. Obecność Armstronga tutaj, cokolwiek jakby lekko surrealistyczna - w tym pięknym, bezpretensjonalnym mieście miliona mieszkańców na końcu świata - mocno ożywiła miejscowe władze i zwykłych ludzi. I chociaż w Adelajdzie długo mieszkał kiedyś gwiazdor krykieta wielki Don Bradman i nadal tu żyje as tenisa Lleyton Hewitt, to jednak rzadko pojawiają się takie figury jak Armstrong.

Decyzja Armstronga, by powrócić do kolarstwa w Adelajdzie, w tourze średniej klasy - otwierającym wyścigi cyklu Pro Tour 2009, wywołała niespotykane zainteresowanie. – Liczyliśmy, że dwa razy więcej ludzi przyjedzie na Tour Down Under, z innych rejonów Australii, jak i z zagranicy - powiedział w jednym z wywiadów premier Australii Południowej Mike Rann. – Pomyliliśmy się, okazaliśmy się zbyt konserwatywni w myśleniu. Przyjechało do nas dużo dziennikarzy, dużo ekip telewizyjnych. Organizatorzy australijskiego touru zadali sobie trud, by policzyć artykuły online na jego temat na  świecie. Przed rokiem było ich 618, w niedzielę o poranku, jeszcze przed rozpoczęciem kryterium, doliczyli się 4269. – A wyścig się jeszcze nie rozpoczął - powiedział jego dyrektor Mike Turtur.

Kryterium, na które wstęp był wolny, zgromadziło o 39 tysięcy więcej ludzi aniżeli kryterium przed rokiem. W The Mutual Community Challenge Tour, otwartym wyścigu dla amatorów kolarstwa, który odbędzie się w najbliższy czwartek, wystartuje 7127 ludzi - przed rokiem było ich 3404.

- Zainteresowanie Armstrongiem jest gigantyczne. Obawiam się, że Lance będzie miał większe problemy z dotarciem po wyścigu do hotelu niż z przekroczeniem linii mety etapu - żartował kilka dni temu Mike Turtur. Sądząc po niedzielnym szaleństwie na ulicach Adelajdy, jego słowa mogą okazać się prorocze. Turtur mówił też, że jeszcze nigdy w historii sportowego wydarzenia w Australii z Europy i USA nie przyjechało tylu dziennikarzy. Ma ich być więcej niż na rozgrywanym w tym samym czasie tenisowym Australian Open.

Zanim Armstrong zapowiedział swój comeback do kolarstwa, Turtur postanowił dotrzeć do znakomitego mieszkańca Teksasu z zaproszeniem, by ten ostatni zechciał być gościem honorowym Tour Down Under 2009. Takim samym jak pięciokrotny triumfator Tour de France Miguel Indurain w 2008 roku.

Kiedy jednak okazało się, że Armstrong planuje powrót do kolarstwa i bierze pod uwagę start w Tour Down Under, rząd Australii Południowej - który jest organizatorem tego wyścigu i ma doń prawa - złożył formalną propozycję wybitnemu kolarzowi z akcentem na jego działalność na polu walki z rakiem.

W niedzielę dotarł na metę kryterium jako 64. zawodnik. We wtorek rusza na trasę jedenastego już Tour Down Under, gdzie po drodze będzie miał do pokonania tak ulubione przez niego podjazdy. A wzdłuż drogi ludzi Australii, trochę innych niż w Europie, gdzie Armstrong generuje ambiwalentne postawy (mieszanina rzekomych podejrzeń o doping z antyamerykańskim nastawieniem): serdecznych, życzliwych.

Witających ciepło Amerykanina, tak ciepło jak w słoneczną niedzielę 18 stycznia w Adelajdzie. Na 64. miejscu na mecie.

I jeszcze jedno: 20 stycznia 2009 w Australii Lance Armstrong w Tour Down Under rozpoczyna prawdziwy powrót do kolarstwa, w Waszyngtonie natomiast Barack Obama obejmuje urząd 44. prezydenta USA. Dwie wielkie figury Ameryki zakreślać będą od tego dnia nie tylko dla samych siebie perspektywę. I zapewne nie tylko na cztery najbliższe lata.

 

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL