R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18985017 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-07-26
Trudzilem się jak pielgrzym
na drodze do Gliczarowa Górnego!

 

To była jazda w Tour de Pologne Amatorów

 
Tony Rominger i Piotr Kurek. Bukowina Tatrzańska, 5 sierpnia 2011. Ostatnie chwile przed startem Tour de Pologne Amatorów.
Fot. Artur Spławski

W miniony piątek brałem udział w Tour de Pologne Amatorów, imprezie towarzyszącej 68. narodowemu wyścigowi kolarskiemu. Byłem jednym z prawie tysiąca startujących, którzy zechcieli przyjechać do Bukowiny Tatrzańskiej, by uczestniczyć w wydarzeniu sportowo-towarzyszko-medialnym wielkiej miary. Jechałem, natężałem się maksymalnie, wadziłem ponad trzy godziny z trudną trasą.

Ciut historii. Czesław Lang organizuje już od kilkunastu lat Tour de Pologne, ale w roku ubiegłym postanowił zorganizować, jako imprezę dodatkową, po raz pierwszy wyścig dla amatorów. Na start do Nowego Targu dotarły 672 osoby. I to nie tylko z Polski. Gwiazdami kolarskimi pierwszej wielkości byli Włoch Francesco Moser i Ryszard Szurkowski. Nie zabrało także polityków - Marka Siwca i Wojciecha Olejniczaka, jak również Dariusza Michalczewskiego. W 2010 roku, dokładnie 6 sierpnia, pasjonaci cyklizmu mieli do pokonania dwie trasy: dłuższą (55 km) i krótszą (20 km). Start wyznaczono w Nowym Targu, meta znajdowała się w Bukowinie Tatrzańskiej.

W tym roku Czesław Lang zdecydował, że będzie jeden dystans - 56,6 kilometrów. Start w Bukowinie Tatrzańskiej, obok znanych już nie tylko w Polsce term i nowego pięknego hotelu. Meta także w Bukowinie Tatrzańskiej.

Dzień przed startem. Dzień przed startem zgłosiłem się w biurze zawodów, opłaciłem wpisowe w wysokości 120 złotych, otrzymałem numer startowy 444, sportowy T-shirt, kolarskie skarpetki, bon na jedzenie oraz karnet upoważniający do skorzystania z bukowiańskich term.

Pierwszym Wielkopolaninem, którego spotkałem w biurze zawodów, był Zbigniew Ogrodowicz - dyrektor Wrzesińskich Ośrodków Sportu i Rekreacji, pasjonat rowerów i organizator wielu imprez kolarskich w swym mieście - łącznie ze startem Tour de Pologne w 2007 roku.

Tego samego dnia spotkałem i innych ludzi z naszego regionu, którzy pofatygowali się na Podhale, by uczestniczyć w czymś niezwykłym. Bracia Aleksander i Roman Dehmelowie znani są od lat ze swych rowerowych pasji, jak i Radek Lonka z Wrześni - utytułowany w Wielkopolsce kolarz górski.

– Przebywam w miejscowości Murzasichle od wtorku. Tego dnia pokonałem na rowerze szosowym marki Scott, waga 6,6 kilogramów, 150 kilometrów. Następnego dnia przejechałem 136 km. W czwartek, tych kilometrów było raptem 80 - tłumaczy mi 4 sierpnia przed wieczorem Radek Lonka.


Radek Lonka z Wrześni wygrał Tour de Pologne Amatorów. Starannie się do tego wyścigu przygotowywał, dzięki sponsorskiemu wsparciu szefa firmy INTERMILK z Gniezna Adama Szalatego.

- Przyjechałem na Podhale, by wystartować w Tour de Pologne Amatorów. Dystans 56,6 km zamierzam pokonać poniżej dwóch godzin. Jestem dobrze przygotowany, będę jechał na całego - dodaje Radek Lonka, absolwent poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i zarazem nauczyciel wf w gnieźnieńskim Zespole Szkół Średnich.

Start o 10.30. Kiedy zjawiam się 5 sierpnia około godziny 9.30 na placu przed bukowiańskim hotelem, widzę setki ludzi. Dominują rowery szosowe - najczęściej z górnej półki. Widzę także ludzi na rowerach górskich.

Prezes Skandii Paweł Ziemba ogarnia wzrokiem gęstniejący tłum amatorów cyklizmu i wita Tony Romingera, znakomitego przed laty kolarza. Szwajcar jest gościem Czesława Langa i 68. Tour de Pologne. Na jego szosowej maszynie przypięty numer startowy 2.

Tony Rominger i Ryszard Szurkowski - to dwa największe nazwiska kolarskie na starcie Tour de Pologne. Dariusz Maląg, który prowadzi wiele imprez Czesława Langa i Skandii, informuje przez mikrofon, że jest ponad 900 chętnych do zmierzenia się trasą szóstego etapu 68. TdP. Amatorzy pojadą 56,6 km, zawodowcy cztery razy tą samą rundę.


Marek Siwiec (w czerwonej koszulce i białym kasku) jest wielkim fanem rowerów. Obok niego, z prawej, Krzysztof Torzyński z Międzyrzecza.

Ściskam dłoń Marka Siwca (nr 1), z którym wiele, wiele lat temu kończyliśmy razem podyplomowe Centrum Kształcenia Służby Zagranicznej w Warszawie. Znam rowerowe pasje eurodeputowanego, pisałem już kiedyś o jego ulubionych trasach - w Polsce, jak i w Brukseli. Jest to w tej chwili najsilniejszy kolarsko w Polsce polityk - rówieśnik Czesława Langa (1955).

Sędziowie decydują, że w trosce o bezpieczeństwo startujących, będą oni zaczynać jazdę od 10.30 co dwie minuty w grupach po 200 osób. Na przedzie Tony Rominger, Ryszard Szurkowski, Marek Siwiec, liczna grupa BGŻ. W tej pierwszej dwusetce jest obok mnie Dorota Warczyk i Radek Lonka z Wrześni. Ciut przede mną Krzysztof Torzyński, człowiek biznesu z Międzyrzecza, który regularnie startuje w zawodach XC w Wielkopolsce.


Czesław Lang życzy udanej i bezpiecznej jazdy startującym.

Czesław Lang życzy wiele sportowych wrażeń, bezpiecznej jazdy i w chwilę później, punktualnie o 10.30, ruszamy. Młodzi poderwali się się szybko na podjeździe i za chwilę są już na rondzie w Bukowinie Tatrzańskiej. Stąd już tylko 7 kilometrów jazdy w dół - do Poronina. Na swym górskim Wheelerze Pro 59, na nowych cieńszych oponach marki Continental, mknę z szybkością ponad 50 km/h. Widzę jednak, że jestem na końcu stawki pierwszej dwusetki jadących. W którymś momencie widzę plecy Ryszarda Szurkowskiego, który asekuruje w jeździe ładną dziewczynę, wyprzedzam polskiego mistrza kolarstwa wszech czasów i głośno go o tym informuję. W Poroninie jestem przed mistrzem świata z Barcelony (1973) i czterokrotnym triumfatorem Wyścigu Pokoju.

Pierwszy podjazd. Zaczyna się podjazd do wsi Ząb. Jej mieszkańcy dopingują nas, jest dużo dzieci, niektóre trzymają flagi narodowe. W którymś momencie widzę Ryszarda Szurkowskiego z lewej strony drogi. Zagina się za kierownicą szosowego Felta i mówi do mnie: - Piotr odjeżdżam. Pilnuj ładnej dziewczyny (Iwona), asekuruj ją do mety.

Podjazd do wsi Ząb jest długi i pierwszy na dystansie 56,6 kilometrów. Startujący wiedzą, że trzeba w trzech godzinach dotrzeć na metę, by być sklasyfikowanym. Za Zębem rozpoczyna się długi, wielokilometrowy zjazd. Droga wije się serpentynami, Podhale wydaje się bajecznie piękne i muszę bardzo uważać, by nie wylecieć z drogi przy prędkości około 60 km/h. Po godzinie jazdy widzę, że pokonałem 23 kilometry.


Podhale pokazało swoją piękną twarz podczas Tour de Pologne Amatorów. Jechaliśmy w słońcu.

Kończy się zjazd i znów trzeba piąć się pod górę - do wsi Sierockie. Podjazd, trochę płaskiego, znowu większe nachylenie. Jest co robić, tym bardziej, że z każdym kilometrem ubywa napoju w bidonie. Jest ciepło, w oddali widzę młodę dziewczynę, która polewa wodą jadących. Także i ja proszę o ożywczy strumień zimnej wody na nogi i klatkę piersiową.

Po dwóch godzinach jazdy mam pokonanych 37 kilometrów i perspektywa ukończenia wyścigu w czasie trzech godzin staje pod znakiem zapytania. Tym bardziej, że po dwóch długich podjazdach - Ząb i Sierockie - w Gliczarowie Dolnym rozpoczyna się kolejny, już trzeci. Do Gliczarowa Górnego.
 

 

Trudzę się jak pielgrzym. Dojeżdżam do pierwszej reklamy firmy Plus i zsiadam z roweru. Nie będę się szarpał na ponad dwudziestoprocentowym zboczu. W tym momencie rozpoczynam pieszą wędrówkę. Jestem kolarskim pielgrzymem na bodaj najtrudniejszym polskim podjeździe. Przed sobą i za sobą widzę innych, którzy też, jak ja, drepczą mniejszymi i większymi krokami.

Depczę stopami ładnie namalowane na asfalcie nazwisko - Cieślik. Znam dzielnego szosowca, który przez dwa lata (2009-2010) jeździł w ekipie Mroza, w tym sezonie startuje w teamie BGŻ Zbigniewa Szczepkowskiego. Wiem, że kolarz z Tarnowa Podgórnego dobrze jeździ po górach i dobrze broni barw reprezentacji Polski w 68. Tour de Pologne.

Drugą część pojazdu do Gliczarowa Górnego mozolę się na rowerze. Jadę na największej (32 zęby) tarczy z tyłu i najmniejszej z przodu. Na szczycie patrzę na licznik: dystans - 49,5 km. Mija trzecia godzina jazdy. Miła pani informuje mnie, że mogę już skończyć i zejść z trasy, ale nie poddaję się i postanawiam zjechać w dół. Mknę wąską asfaltową drogą, wzdłuż łąk, na której tu i ówdzie leżą niebezpieczne zawsze dla kolarzy kamyki i drobny piasek.

Wjeżdżam w swoisty wąwóz, gdzie lewa strona została opakowana materacami na znacznej długości, by amatorzy i później zawodowcy nie zrobili sobie krzywdy. Pędzę w dół i myślę tylko o tym, by hamulce tarczowe w moim rowerze mnie nie zawiodły.

Wyjeżdżam na drogę, która prowadzi do Bukowiny Tatrzańskiej. Strażacy miło mnie witają i życzą udanego podjazdu. To jeszcze całych pięć kilometrów pod górę! Pokonuję je na na rowerze. Słońce grzeje, jest ciut parno, bidon pusty. Krótko mówiąc, trzeba dojechać do końca, do mety.

Dojeżdżam. Zsiadam z roweru, piękna hostessa zawiesza mi medal na piersi. Dostrzegam Krzysztofa Jakubowskiego, znanego fotoreportera - znakomicie uwiecznia na zdjęciach kolarski wysiłek. Robi mi całą serię fotek z miłą dziewczyną i medalem na szyi.

Przytomnie ścigam licznik rowerowy. Jego zapis jest jednoznaczny: dystans - 58,29 km, czas jazdy - 3:41:25 h, maksymalna prędkość - 63,8 km/h, średnia - 15,7 km/h.

Podchodzi do mnie Tomasz Urbanowicz z Miłosławia, który na górskiej Meridzie pokonał trasę w dwie godziny i kilka minut. I słyszę od niego: – Radek Lonka wygrał Tour de Pologne Amatorów. Był najlepszy, był najszybszy.

Czuję zmęczenie, silne napięcie mięśni ud. Ale raduje mnie fakt, że przejechałem - z wyjątkiem jednego kilometra, tego kolarskiego pielgrzymowania na pieszo do Gliczarowa Górnego - całą rundę. I tylko zasmuca mnie fakt, że nie dałem rady dotrzymać koła młodej damie (Iwona), którą polecił mi w swej opiece Ryszard Szurkowski.

I który trasę TdP Amatorów pokonał w 2 godziny 17 minut 20 sekund.

xxx

Kilka godzin później w autobusie prasowym 68. Tour de Pologne oglądam wspólnie z Andrzejem Piątkiem i redaktorem Łukaszem Widulińskim (Onet.pl) relację telewizyjną z szóstego etapu. Zawodnicy są na ostatniej rundzie, pada deszcz, zaczynają zjazd z Gliczarowa Górnego. Marek Rutkiewicz rozpoczyna karkołomny, szaleńczy zjazd. Pędzi z prędkością 102 kilometry na godzinę. Robi to wrażenie.

Wieczorem w lokalach Bukowiny Tatrzańskiej, także i w miejscowych termach wyczyn Marka Rutkiewicza nabiera nowego wymiaru, gdy kibice i mieszkańcy są pewni i przekonani święcie o tym, że zawodnik CCC Polsat Polkowice gnał na złamanie karku z szybkością 120 kilometrów na godzinę.
 


Paweł Cieślik, na zdjęciu ze Zbigniewem Szczepkowskim, pięknie pojechał najtrudniejszy etap tegorocznego Tour de Pologne.

Paweł Cieślik, młody kolarz z Wielkopolski, na tym etapie był ósmy - ze stratą sześciu sekund do zwycięzcy - Irlandczyka Daniela Martina. Spotykam go, gratuluję mu sukcesu, zapraszam jego i Adriana Kurka do wspólnego zdjęcia.

Wiem, że Paweł Cieślik przejechał całe cztery rundy w 5 godzin 41 minut 11 sekund, ja jedną w 3:41:25 h. Po tej swojej piątkowej przygodzie kolarskiej w Tour de Pologne Amatorów wierzę w talent Pawła Cieślika i jego kolarską moc. I życzę mu sukcesów nie tylko w Tour de Pologne.

                                                         Piotr Kurek 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL