R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17759635 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-26
Dzik na mojej - rowerowej - drodze

 

Nowa atrakcja między Rusałką a Strzeszynkiem


Takiego dzika spotkałem w sobotę 15 lipca na ścieżce rowerowej prowadzącej wokół Jeziora Strzeszyńskiego.

Kiedy 2 stycznia tego roku, przed wieczorem, spotkałem Marcina Nowaka - maratończyka MTB - na słynnej ścieżce rowerowej między poznańską Rusałką a Strzeszynkiem, złożyliśmy sobie wzajemnie życzenia, przepytałem triumfatora klasyfikacji generalnej Skandia Maraton Lang Team 2010 (dystans Medio, kategoria M3) na temat jego planów sportowych...

I kiedy już prawie się żegnaliśmy, dowiedziałem się od Marcina, że lasem między Poznaniem a Strzeszynkiem zawładnął dzik. Nie kryje się tylko w chaszczach, ale w środku dnia wychodzi na ścieżki i dumnie po nich paraduje.

To, co jakiś czas temu spotkało Marcina Nowaka, stało się także moim udziałem. W sobotę po południu postanowiłem pokonać około trzydzieści kilometrów na rowerze. Nad Rusałkę dotarłem od strony Cytadeli, jadąc przyzwoicie po czarnym asfalcie ulic i ścieżek. Droga do Strzeszynka wymagała jednak niesamowitej koncentracji, gdyż trasa była zalodzona i trzeba było bardzo uważać. By nie upaść i nie odnieść jakieś niepotrzebnej kontuzji.


Tak wyglądała w sobotę ścieżka rowerowa wokół Jeziora Strzeszyńskiego.

Po drodze kilka razy się zatrzymałem, by uchwycić nastrój wiosennego dnia zimy... Temperatura w sobotę wynosiła około 7 stopni Celsjusza i widać było, jak lody Rusałki i Jeziora Strzeszyńskiego topnieją gwałtownie.

I kiedy już prawie objechałem Jezioro Strzeszyńskie, w odległości kilkudziesięciu metrów od siebie zauważyłem duże zwierzę. W pierwszej chwili pomyślałem, że to pies. Ale to był dzik.


Redaktor Katarzyna Kaczmarek z Telewizji Polskiej ("Teleskop") i operator Marcin Wolniewicz w niedzielę kręcili nad Wartą program o... kruchym lodzie i niebezpieczeństwie, jakie czeka każdego, kto chciałby teraz na niego wejść.

Szedł wolno, ryjąc pracowicie w ziemi. Podjechałem blisko, zsiadlem z roweru i zrobiłem mu zdjęcie. Z bliska, z odległości niecałych dwóch metrów.

I kiedy tak krążyłem wokół dzika, by jak najładniejsze zdjęcie mu zrobić, a chwilę to trwało, nagle wokół mnie pojawili się inni ludzie. I nie wierzyli, że dorodny dzik chodzi po ich szlaku spacerowym. Powiem krótko, ich zdziwienie (zaskoczenie, niedowierzanie) było spore. Jak i moje, chociaż w moim przypadku triumfowała chęć najładniejszego udokumentowania fotograficznego spotkania z dzikiem.

Nie pogonił nas. A ja, podobnie jak wcześniej Marcin Nowak, już wiem, że na terenach leśnych w okolicach Strzeszynka dumnie chodzi dzik. Ma ponoć niecały rok, ktoś dał mu imię "Klara" i są tacy, którzy go dożywiają.

W sobotę przejechałem dokładnie 28,62 kilometrów. Zajęło mi to 2:34:25 h, zatem nie może dziwić, że średnia prędkość wyniosła raptem 11,1 km/h. Wracałem do domu przed wieczorem, gdy zaczynało padać.

W niedzielę ruszyłem wraz z południowym słońcem w inną stronę Poznania. Przed mostem Lecha spotkałem ekipę Telewizji Polskiej (redaktor Katarzyna Kaczmarek i operator Marcin Wolniewicz). W ładnym miejscu, z widokiem na elektrociepłownię Karolin, realizowali program o tym, że topniejący lód jest niebezpieczny. Ale miejsce, które wybrali - rzeka Warta - pokazuje ogrom wody i potencjalne zagrożenia powodziowe.


Oni przyszli pieszo z Poznania do Kicina - na jasełka.

Kicin. Wioska kilka kilometrów od Poznania. Spotykam turystów (Pana Henia i jego znajomych), którzy wybrali się na pieszą wędrówkę do miejscowego kościółka. Drewnianego, położonego na wyniesieniu, w którym o godzinie 15 rozpoczęły się jasełka. Całe półtorej godziny artystycznych i duchowych przeżyć.

W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych odbywa się tu, w Kicinie, misterium Męki Pańskiej. Cała okolica o tym wie, ale warto podpowiedzieć mieszkańcom Poznania, że tuż pod Grodem Przemysła od lat kultywuje się i tradycję, i historię, i artystyczny realizm.


Drewniany kościół w Kicinie zachwyca swą urodą.

Kicin - Wierzenica, 3 kilometry polną drogą. Da się jechać, ale trzeba mocno pedałować. Okolica jest piękna także i teraz, wyjmuję z torby Canona i robię serię zdjęć.


Polna droga między Kicinem a Wierzenicą jest zawsze urokliwa.

Wierzenica, Wierzonka, Kobylnica, Uzarzewo, Gruszczyn, Kobylnica, Poznań. Dziś pokonałem ponad 40 kilometrów, wczoraj 28,62 km. Łącznie w weekend - prawie 70 kilometrów. W tym roku pięć razy siadłem na rower i przejechałem do tej pory ponad 120 kilometrów.

Rozpoczynam w ten sposób przygotowania do sezonu 2011, przede wszystkim do Skandia Maraton Lang Team. W roku ubiegłym ukończyłem ich sześć i na dystansie Mini w kategorii M6 (60 lat i więcej) zająłem w klasyfikacji generalnej szóste miejsce.


Powrót do Poznania po polnej drodze i przy zachodzącym za horyzont słońcem.

W tym roku znów chcę rywalizować z Kazimierzem Gogolewskim, Andrzejem Kaczmarkiem, Czesławem Sudrą, Stanisławem Heleniakiem i innymi. I wypaść nie gorzej niż w sezonie 2010.
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL