R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21386035 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-22
Skaczący Młyn nad Wartą zachwyca

 

Skaczący Młyn nad Wartą zachwyca


Jeszcze kilkaset metrów, skręt w lewo i jesteśmy w Skaczącym Młynie.
Fot. Piotr Kurek

Skaczący Młyn nad Wartą w okolicach Murowanej Gośliny. Można tu coś wypić, dobrze zjeść, odpocząć nad wodą, popatrzeć na bujną zieleń, dla relaksu wyciągnąć nogi. To miejsce niezwykłe - zachwycające swą leśną urodą, wodnym żywiołem i gościnnością gospodarzy.

4 czerwca postanowiłem zrobić dłuższą jazdę rowerową - z Poznania do Biedruska wzdłuż Warty i dalej przez Promnice, Złotoryjsko, Mściszewo do Obornik i z powrotem do Grodu Przemysła, ale z drugiej strony rzeki - przez Chludowo i Suchy Las.

Ruszyłem w drogę w godzinach popołudniowych, by dystans około 100 kilometrów spokojnie pokonać w pięć godzin. Zdecydowałem się jechać szlakiem nadwarciańskim, w stronę Biedruska. Ledwo pokonałem kilka kilometrów i byłem trochę zadziwiony liczbą rowerzystów na trasie, gdzie dotąd można było spotkać od czasu do czasu pojedyńczego cyklistę/ turystę.


Autor Wielkopolskiego Rowerowania nad Wartą w Mściszewie.
Fot. Michał Jakubiak

Jest 4 czerwca, 26. rocznica pamiętnych wyborów, i widzę, że poznaniacy ruszyli za miasto. Mali i duzi, dorośli i dzieci, na nadwarciańskim szlaku ruch panuje jak na najbardziej ruchliwej ścieżce rowerowej w Poznaniu, znad Rusałki do Strzeszynka. Miejscami jest trochę piasku, jazda w lesie sprawia jednak dużo przyjemności. Tuż przed Biedruskiem widzę rodziców jak ze swymi pociechami pokonują podjazdy.

Mam kilkanaście kilometrów za sobą, przejeżdżam przez most i widzę, że poziom Warty dramatycznie się obniżył. W Promnicach kieruję się na Złotorysko i dalej Mściszewo pod Murowaną Gośliną.


Rzeczka Trojanka wpływa do Warty.
Fot. Piotr Kurek

W Mściszewie w lipcu ubiegłego roku na polanie nad Wartą było miejsce startu i mety ponad pół tysiąca maratończyków MTB. Było upalnie, kurz dawał się we znaki, poziom sportowej rywalizacji był wysoki. Miejsce spodobało się bardzo pasjonatom kolarstwa górskiego, którzy w tym roku w letni czas znów tu się spotkają, by walczyć o miejsca na podium.

Binduga Mściszewo. W czwartek 4 czerwca zielona polana pełna jest ludzi. Jedni jedzą, inni biegają za piłką, inni jeszcze oddają się leniuchowaniu. To dwadzieścia kilometrów od Poznania.

Jadę dalej wzdłuż Warty, po jej prawej stronie. Po lewej rozciąga się poligon Biedrusko, gdzie ostatnio Wojsko Polskie strzela, ćwiczy, hałasuje na potęgę, zmuszając rowerzystów, by nie zapuszczali się na asfaltową drogę w stronę Złotnik.


Zniewalająca uroda miejsca w Mściszewie.
Fot. Piotr Kurek

W którymś momencie droga staje się nieprzejezdna i muszę pokonać Trojankę (rzeczkę). Jest mostek i za nim droga wyprowadza mnie na tablicę z napisem Skaczący Młyn.

Jeszcze kilkaset metrów pedałowania, skręcam w lewo i oczom nie wierzę. Oto przede mną jakby nowy obiekt - dom jedzenia, picia, zabaw, wesel, okolicznościowych spotkań. Duży plac, w środku staw z krystalicznie czystą wodą. Także miejsce zabaw dla dzieci. I droga, którą można prosto zjechać w dół - do Warty.


Wnętrza urządzone ze starannością i z szacunkiem dla historii.
Fot. Piotr Kurek

Nigdy tu nie byłem. Okazuje się, że Skaczący Dom działa zaledwie kilka miesięcy. Jest wielkopolskim Las Vegas (wystrój, kolory zabudowań, oświetlenie, a nie hazard), ma już swych klientów i zyskuje kolejnych.

– Kupiłem stary dom w roku 1988 i go przez wiele lat, krok po kroku, remontowałem i odnawiałem. I chociaż zajmuję się czymś innym, postanowiłem także zostać restauratorem - mówi Waldemar Kobus, bratanek Bogdana Kobusa z Murowanej Gośliny, znanego maratończyka MTB. I dodaje: – Będzie też wkrótce kilkadziesiąt miejsc noclegowych.


Oni identyfikują się ze Skaczącym Młynem i jeżdżą na rowerach.

Fot. archiwum Joanny Bartoszek

Usłyszałem od właściciela historię domu (data powstania 1827), jego okolic, kronikę przywracania ludziom ładnego miejsca w pobliżu Warty, niedaleko Murowanej Gośliny. Jest godne polecenia. Warto wyjechać z Poznania, by 25 kilometrów dalej na północ obcować z naturą nad rzeką i weselić się tutaj lub bajecznie rozwodzić, żegnać stan panieński lub kawalerski, szkolić się lub odpocząć po zejściu z kajaku.

– Mam Gianta, dostałem go w prezencie od Czesława Langa - mówi Waldemar Kobus. – Jeżdżę nim na nadwarciańskich ścieżkach, także w ulubionym Świeradowie-Zdroju. Każdy rowerzysta jest u nas mile witany...

Waldemar Kobus lubi pedałować, zaś Skaczący Młyn - to także nazwa teamu fanów rowerów, którzy są przyjaciółmi Joanny Bartoszek i Waldemara Kobusa. Jeszcze nie startują w maratonach MTB, ale kto wie...


Joanna Bartoszek i Waldemar Kobus - gospodarze Skaczącego Młyna.
Fot. Piotr Kurek

Nie dojechałem już do Obornik, wieczorem po miłej rozmowie z właścicielami obiektu Skaczący Młyn wracałem do Poznania. Z taką oto myślą, by rowerzystom Grodu Przemysła i okolic podpowiedzieć, że na ulicy Radzimskiej 15 w Mściszewie nad Wartą warto się pojawić.

Zobaczyć urokliwe miejsce i poznać miłych gospodarzy. I dobrze spędzić czas.

                                                         Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL