R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17759521 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-26
Moje nadmorskie Mount Ventoux!

 

178 kilometrów na rowerze w jeden dzień
z Międzywodzia do Peenemunde i z powrotem


Świnoujście roku 2013 zadzwia swym pięknem. To prawdzwie europejski kurort. Zdjęcie wykonane przez autora tekstu z latarni morskiej w Świnoujściu.

Są jazdy na rowerze, których się nigdy nie zapomni. Do takich, bez wątpienia, zaliczyć trzeba moją piątkową (12 lipca 2013) z Międzywodzia do niemieckiego Peenemunde i powrotem do Międzywodzia - nadmorskiej miejscowości w pobliżu Dziwnowa. Licznik Sigma, niezawodny i precyzyjny zarazem, zapisał kilka danych. Najważniejsze są trzy: dystans - 178 kilometrów, czas - prawie dziesięć godzin, średnia prędkość - prawie 18 km na godzinę.

Nadmorska wioska. Międzywodzie, wioseczka nad Bałtykiem, od wielu, wielu lat jest miejscem, gdzie z przyjemnością odpoczywam z rodziną, wcześniej z żoną i córką, od ponad dziesięciu lat także z wnukiem Tomkiem.

Miejscowość położona między dwoma wodami - większą (Bałtykiem) i mniejszą (Zalewem Kamieńskim) - ma swój urok i tą niewątpliwą wartość, że wiatry, jeśli ktoś to lubi, wieją od północy lub od południa, dotleniając wszystkich, którzy tu mieszkają lub wypoczywają. A widok księżyca w nocny czas nad Zalewem Kamieńskim ma swą magiczną moc i romantyczną siłę.

Pewnie te okoliczności sprawiły, że przez długie lata przyjeżdżał tutaj redaktor Zygmunt Kałużyński, krytyk filmowy tygodnika "Polityka". Dotleniał swój organizm świeżym powietrzem, czytał prasę, odpoczywał, cieszył się rytmem życia w letni czas w takiej właśnie niezbyt ludnej mieścinie.

Start. W piątek 12 lipca 2013 roku o godzinie 10.10 rozpocząłem jazdę na swym Wheelerze Pro 59 z zamiarem pokonania trasy z Międzywodzia przez Międzyzdroje, Świnoujście do niemieckiego Peenemunde i z powrotem przez te dwa polskie miasta do Międzywodzia. Z grubsza rzecz biorąc, dystans liczy około 180 kilometrów.


Świnoujście - idealne miejsce na letni wypoczynek, miasto pięknych ścieżek rowerowych.

Ruszyłem ostro, by po niespełna 28 minutach być już w Wisełce, oddalonej od 12 kilometrów od Międzywodzia. Droga do Międzyzdrojów jest zawsze najtrudniejsza do pokonania dla rowerzysty, gdyż w wakacyjny czas panuje tutaj wielki ruch i coraz szybsze samochody Polaków pędzą niekiedy poza granicami zdrowego rozsądku.

Pierwszy raz jechałem z Międzywodzia w stronę Peenemunde i z powrotem w roku 1990 na swym turystycznym rowerze marki "Kometa". Dobrze mi się wówczas pedałowało, jak i w latach następnych - ale już na rowerze górskim "Trek 930 SHX". Trasę od Międzywodzia do miejsca, gdzie genialny niemiecki konstruktor rakiet Werhner von Braun konstruował rakiety, w minionych ponad 20 latach pokonywałem wielokrotnie.

Piątkowa jazda była dla mnie wyzwaniem, wyzwaniem faceta, który kocha rower i ma już 68 lat. Po pięćdziesięciu minutach byłem w Międzyzdrojach. Dotarłem tam cało i bezpiecznie, choć ruch samochodowy panował na trasie 22 kilometrów między Międzywodziem a Międzyzdrojami, jak w Warszawie na ulicy Marszałkowskiej.


Las zatopiony w wodzie, zatopiony w lipcowym słońcu. Gdzieś między miejscowościami Bansin i Uckeritz.

Z Międzyzdrojów do Świnoujścia, 13 kilometrów, jedzie się spokojniej. Jest prawie półtorametrowej szerokości pas oddzielający rowerzystów od samochodów. Poczucie bezpieczeństwa dla cyklisty jest większe, ale gdyby jakiś szalony kierowca stracił panowanie nad kierownicą - skutki mogłby być opłakane, tragiczne.

Świnoujście. Przed godziną 12 melduję się na promie, by przeprawić się w kilka minut na drugą stronę. Znam to miasto od ponad pięćdziesięciu lat, od roku 1962, gdy przebywałem tutaj, po raz pierwszy, w wakacyjny czas.

Wówczas było to miasto prawie frontowe, pełne zniszczeń wojennych i wojskowo kontrolowane przez Armię Radziecką, której jednostek było tutaj wówczas chyba więcej niż polskich.

Najpiękniejsza w Europie. Tak można określić ścieżkę rowerową, która prowadzi ze Świnoujścia do Peenemunde. Liczy 44 kilometry i prowadzi przez znane niemieckie kurorty nadbałtyckie - Ahlbeck, Heringsdorf i Bansin. Odpoczywała tutaj w latach międzywojennych Marlena Dietrich, także inni znani ludzie.


16-procentowy podjazd nad Bałtykiem, między miejscowościami Koserow i Kolpinsee.

Świnoujście, Ahlbeck (2 km), Heringsdorf (4 km), Bansin (6 km). W letni dzień 12 lipca jadę przez cesarskie kurorty, jak niekiedy określa się je w niemieckich wydawnictwach, pedałuję powoli po rowerowych ścieżkach, które są zrobione, wykonane na medal. Niekiedy tak sobie myślę, że ludzie odpowiedzialni w naszym kraju, przede wszystkim w dużych miastach, za stan infrastruktury rowerowej - winni pojechać w te okolice, by zobaczyć na własne oczy, jak bez kostek pozbruku a na szutrowej nawierzchni można stworzyć idealne podłoże do jazdy... No tak, to jest moje marzenie...

Pedałuję przez wyspę Uznam, która w latach trzydziestych XX wieku i w czasie II wojny światowej była miejscem, gdzie mieszkali i pracowali wybitni niemieccy ludzie techniki - z Werhnerem von Braunem na czele. To była wówczas niemiecka/hitlerowska Dolina Krzemowa. Ich zadaniem było stworzyć rakiety zniszczenia, które swą siłą i mocą obezwładnią cały świat i przechylą szalę zwycięstwa na rzecz urzeczonego przez Adolfa Hitlera narodu.

Świnoujście, Ahlbeck (2 km), Heringsdorf (4 km), Bansin (6 km), Uckeritz, Kolpenisee, Koserow, Zempin, Zinnowitz, Karlshagen. Licznik Sigmy wskazuje, że od Świnoujścia przejechałem już 39 kilometrów - powoli, niespiesznie, w wakacyjnym rytmie. Zajęło mi to kilka godzin.

 

Do Peenemunde mam jeszcze pięć kilometrów. Nie jadę jednak w stronę portu w Karlshagen, tylko krótszą drogą do stolicy hitlerowskiej techniki rakietowej. Jadę asfaltową ścieżką w lesie, gdzie po obu stronach co kilkadziesiąt metrów stoją tablice informujące o tym, że trasa rowerowa jest bezpieczna, ale wejście w ... las, oznacza śmierć lub rany.

Kiedy kilka czy kilkanaście lat temu tędy jechałem, teren był ogrodzony płotem, należał do Bundeshwehry. Teraz płot zniknął, pojawiły się napisy, że nie zbaczamy z drogi: nie szukamy tutaj jagód, nie rwiemy dorodnych paproci...


W tych nadmorskich lasach czai się śmierć, o czym ostrzegają, stojące co kilkadziesiąt metrów, tablice.

Peenemunde. Ile razy ja tu już byłem? W latach dziewięćdziesiątych wielokrotnie, także w XXI wieku - wielokrotnie. Magnesem, który mnie tutaj ciągnie, jest piękno nadmorskiego krajobrazu oraz historia tej okolicy.

Alte Wache w Peenemunde, stara strażnica, dziś pełni rolę przedsionka edukacji historycznej. Książki o Werhnerze von Braunie, twórcy rakiet V-2 i V-3, można tu nabyć i dowiedzieć się o tym, że po roku 1945 swój talent oddał Amerykanom. Geniusz z Wyrzyska, urodził się w roku 1912 w tym mieście - dziś na północnych krańcach Wielkopolski, już po II wojnie światowej zrobił wszystko dla USA, co w jego mocy, by Rosjanie nie byli hegemonami w kosmosie.

Byłem tu wiele razy. Po zjednoczeniu Niemiec, w roku 1990, a więc 23 lata temu, ledwo starczało miejsc dla autokarów. Niemcy z byłej NRD i Bundesrepubliki tłumnie odwiedzali to miejsce, by u ujścia rzeki Peene (Piany) do Bałtyku dowiedzieć się, co tu działo się w ponury czas II wojny światowej.
 


Peenemunde, 12 lipca 2013. Dziś to miejsce jest atrakcją turystyczną Niemiec.

Teraz 12 lipca 2013 roku jestem zaskoczony. Cisza, spokój, żadnego autokaru. Muzeum w Peenemunde istnieje, odwołuje się do tego, co Niemcy zrobili dla rozwoju techniki rakietowej w świecie.

W jednym z barów jem "Bismarcka" (śledzia z cebulą) za dwa euro 40 eurocentów, ubogacam swój organizm sałatką ziemniaczaną za całe 2 euro i wiem, że muszę wrócić jeszcze dziś do Międzywodzia. Przede mną 80 kilometrów drogi i ponad cztery godziny jazdy.

Nie ma żartów. Wyruszam z Peenemunde o godzinie 18.10. Do granicy polsko-niemieckiej mam 44 kilometry. Lubię chłód wieczoru i nadmorskiego zimna. W takich okolicznościach pedałuje się dobrze, optymalnie.


U461 - radziecka łódź podwodna z wyrzutniami rakietowymi jest jedną z atrakcji Peenemunde.

Jadę po trasie rowerowej, którą znam, od lat, prawie na pamięć. I muszę zmierzyć się z 16-procentowym podjazdem w lesie pod Koserowem. Kiedy jechałem w stronę Peenemunde - ścieżka była pełna ludzi, w drodze powrotnej - jadę prawie sam. Czuję się jak Rowerowy Nadmorski Król Niemieckiej Części Wyspy Uznam.

Tam gdzie trzeba - wspinam się jak na Mount Ventoux (wiem, że za dwa dni, w niedzielę 14 lipca, nasz dzielny Michał Kwiatkowski będzie podjeżdżał na legendarną dla kolarstwa górę), tam gdzie mogę - jadę, pędzę jak szalony.

Na granicy polsko-niemieckiej w Świnoujściu jestem po dwóch godzinach i siedemnastu minutach. Od Ahlbecku prowadzi piękna trasa rowerowa do świnoujskiej promenady. Stamtąd szybko jadę na prom, by przeprawić się na Warszów.


W drodze powrotnej staję na dawnej rampie wyładunkowej w Peenemunde, o czym informuje tablica z lewej strony, do pamiątkowego zdjęcia.

Na promie jestem o godzinie 21. Po niespełna dziesięciu minutach jestem po drugiej stronie miasta, które jest rozlokowane na 44 wyspach, i pozostaje mi do pokonania do Międzywodzia niecałe 40 kilometrów.

W Międzyzdrojach jestem przed upływem pół godziny, uzupełniam tutaj swój bidon do oporu. I rozpoczynam jazdę na ostatnich 22 kilometrach - do Międzywodzia. To najtrudniejszy odcinek pedałowania, gdyż robi się ciemno i choć jestem dobrze oświetlony, i z przodu i z tyłu, to jednak na nadmorskiej szosie trzeba być wyjątkowo odważnym i zarazem bardzo ostrożnym, by...


Granica polsko-niemiecka. W miejscu, gdzie kiedyś były zasieki i drut kolczasty, prowadzi szeroka trasa rowerowa: ze Świnoujścia do Ahlbecku i z Ahlbecku do Świnoujścia.

Udało się! Dojechałem cały i zdrowy do Międzywodzia, choć szaleni polscy kierowcy kilka razy próbowali zepchnąć mnie do rowu. Było już kilka minut po godzinie 23, gdy dotarłem do "Uroczyska" (przecudny widok na Zalew Kamieński).

Są w życiu jazdy na rowerze, których nigdy nie wymaże się z pamięci. Ta moja z 12 lipca 2013 roku do takich należy. Jej parametry wyjaśniają prawie wszystko: dystans - 178,15 km, czas - 9:58:20 h, średnia - 17.86 km/h, maksymalna - 54,09 km/h. Tym dopełnieniem jest czas historycznej zadumy nad przeszłością i całkiem wymierny i odczuwalny wiatr od Bałtyku. Dotleniający organizm i dający energię życia.

                                                  Piotr Kurek


 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL