R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 21314455 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-11-19
Zachwycająca ścieżka rowerowa

 

Nie ma piękniejszej trasy niż ta, która
prowadzi z Połczyna-Zdroju do Złocieńca


Trasa rowerowa Połczyn-Zdrój - Złocieniec.
Fot. Piotr Kurek

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!

Taka lokomotywa - może nie ciężka i nie ogromna, tylko trochę mniejsza - pojawiła się 15 lipca 1903 roku w Połczynie-Zdroju, by ruszyć w drogę. By otworzyć nowy szlak kolejowy - na południe, w stronę Złocieńca. O długości 27 kilometrów.

Był trzeci rok XX wieku i na Pomorzu powstawały, jak grzyby po deszczu, nowe linie kolejowe. Ta z Połczyna-Zdroju do Złocieńca, jeden tor o prześwicie 1435 mm, miała przewozić pasażerów i towary.

I tak też się działo przez dziesięciolecia. Aż przyszła wolna Polska (rok 1989, 25 lat temu) i rozpoczęło się przyspieszone zwijanie torów w naszym kraju. Zamykanie jednej linii kolejowej za drugą. Ten los dotknął także Połczyn-Zdrój i Złocieniec, gdy po raz ostatni pociąg pasażerski ruszył w drogę 30 maja 1991 roku.

– Gdybym mogła, to bym powiesiła Tadeusza Syryjczyka, ministra transportu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, za coś męskiego... - usłyszałem kilka lat temu temu w Połczynie-Zdroju od bardzo ważnej osoby w tym mieście. – Nagle, z dnia na dzień, zostaliśmy komunikacyjnie odcięci do reszty kraju.

Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.

Od kilku lat, od 2007 roku, przyjeżdżam regularnie do Połczyna-Zdroju, by prowadzić tutaj zawody kolarskie z mikrofonem w ręku. Poznałem tu wielu sympatycznych ludzi, znam już dość dobrze historię tego miasta i jego okolic.


Trasa rowerowa i dawny dworzec kolejowy w Gawrońcu.
Fot. Piotr Kurek

2 maja 2014 roku znów jestem blisko kolarzy, tego dnia w parku zdrojowym ścigają się w coraz bardziej modnych sprintach na rowerach górskich, przed wieczorem trafiam na nocleg - do "Skauta". Zbudowane przed drugą wojną światową schronisko młodzieżowe gościło w 1936 roku kadrę niemieckich pływaków, którzy tutaj, w Bad Polzin, szykowali sportową formę przed Igrzyskami Olimpijskimi w Berlinie.

Następnego dnia objeżdżam z grupą wielkopolskich fanów kolarstwa górskiego trasę maratonu MTB w Połczynie-Zdroju i okolicy. Co tu dużo mówić, jest trudna, bardzo trudna. To nie płaskie odcinki, tylko nieustanne podjazdy i zjazdy. Jest co robić, trzeba się namęczyć, by sprostać obu dystansom, które wyznaczył w terenie Andrzej Maziarz - połczanin, fan sportu i animator rowerowych imprez w swym mieście, kolarz amator teamu Euro Bike Kaczmarek Electric.

Nie pokonuję podczas objazdu całej trasy Mini (50 km), jak uczynił to Kacper Szczepaniak ze Zwierzyna (następnego dnia zwycięży na tym dystansie), tylko po piętnastu kilometrach żegnam się z grupą, wracam do Połczyna-Zdroju, gdyż mam swój plan na dalszą część dnia.


27 kilometrów przepięknych widoków.
Fot. Piotr Kurek

Dojeżdżam do "Skauta" (mam trzydzieści kilometrów na liczniku), na tarasie wyciągam dla relaksu nogi, uzupełniam w bidonie płyny i w drogę... Jest godzina 15, przede mną 60 kilometrów drogi na rowerze. Z Połczyna-Zdroju do Złocieńca i z powrotem po ścieżce rowerowej, która powstała na dawnym torowisku.

A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Słyszałem o tej ścieżce sporo, ale co innego wiedzieć, coś zupełnie innego na niej popedałować. Ruszam ze "Skauta", kieruję się w stronę sanatorium "Borkowo" (znów historia się kłania), gdzie w czasie II wojny światowej hitlerowcy realizowali swój program Lebensborn, czyli umacniania rasy niemieckiej. Po drodze mijam leśniczówkę, jeszcze kilometr podjazdu, skręcam w lewo i jestem na ścieżce rowerowej, którą pojadę do Złocieńca.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!

Po lewej stronie drzewa i krzewy, po prawej to samo. Jadę w wąwozie zieleni. Muszę dać z siebie trochę wysiłku, gdyż droga pnie się pod górę. Pokonałem jeden kilometr, drugi, trzeci. Mijam innych rowerzystów i już wiem, że jestem na zachwycająco pięknej trasie. To autostrada rowerowa. Często się zatrzymuję, wyciągam z plecaka "Nikona" i robię zdjęcia. Dużo zdjęć.


Koziołek i dawny dworzec w Chlebowie.
Fot. Piotr Kurek

Okolica jest przepiękna. Jadę ścieżką rowerową, która powstała na nasypie zlikwidowanej linii kolejowej. Momentami spoglądam w prawo lub w lewo i widzę zaskakujące stromizmy, które robią wrażenie. Wzgórza i pagórki morenowe jakby przeniesione z Bieszczad.

Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Dojeżdżam do Chlebowa. Z lewej strony budynek stacji kolejowej, wcześniej jednak wita mnie koziołek, który wydaje się być panem tej trasy rowerowej. Kwitną drzewa, jest trzeci maj 2014, słońce świeci i jest stosunkowo ciepło.

Jadę, słyszę śpiew ptaków i tak sobie myślę, że ci, którzy zaprojektowali i wykonali tą trasę - zasługują na pochwałę. Na szczęście, jej twórcy nie wzorowali się na technologicznych preferencjach stolicy i niektórych polskich miast, gdzie króluje kostka pozbrukowa. Droga ma w całości nawierzchnię asfaltową – wygodną i dobrze wykonaną. W połączeniu z niewielkimi nachyleniami (dostosowanymi pierwotnie do potrzeb kolei) uzyskano trasę, którą pokonuje się bez większego wysiłku.


Za chwilę ruszę w drogę powrotną - ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju. Na zdjęciu z Oliwią Lorek, która kilka chwil wcześniej skończyła jazdę na deskorolce na trasie rowerowej.

Fot. Marek Lorek

Jadę, czytam tablice i dowiaduję się, że cały projekt realizowano etapami. Za unijne pieniądze. Odcinek między stacjami Chlebowo a Cieszyno wykonano w ostatniej kolejności. Odczuwam wielką radość jazdy, kiedy na tym asfalcie opony Hutchinson Python mego Wheelera Pro 59 wprost grają, wydobywają niesamowite dźwięki. Nie tylko zatem piękne widoki, ale i muzyka rowerowych kół towarzyszy mi przez kilka ładnych kilometrów.

Dziesięć kilometrów przed Złocieńcem widzę starszego pana, który siedzi sobie na ławeczce, obok postawił rower. Pytam o wrażenia z jazdy, pytam skąd przyjechał?


Jan Mojżesowicz odpoczywa podczas drogi powrotnej ze Złocieńca do Połczyna-Zdroju.
Fot. Piotr Kurek

– Jestem zachwycony tą trasą rowerową. Jest przepiękna - mówi Jan Mojżesowicz, który przyjechał z Międzychodu do Połczyna-Zdroju na wypoczynek. – Wypożyczyłem rower, dojechałem do Złocieńca i wracam - mówi Wielkopolanin. I filozoficznie dodaje: – Jak to dobrze, że na gruzach linii kolejowej powstało coś dobrego, pożytecznego.

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

Po godzinie siedemnastej jestem w Złocieńcu, mieście nad Drawą, gdzie w latach 50. XX wieku biskup Karol Wojtyła odpoczywał na kajakowych spływach. Czuję głód i szukam miejsca, by coś dobrego zjeść, by mieć siły na powrót - 30 kilometrów do Połczyna-Zdroju. Pizzeria "Picollo" przy Piłsudskiego na zewnątrz i od środka prezentuje się ładnie, ma niezłe menu. Zamawiam schabowego z opiekanymi ziemniakami i zestawem surówek.


Okolicznościowa fotka z mieszkańcami Złocieńca.

Jest przed 19, gdy rozpoczynam jazdę do Połczyna-Zdroju. Wcześniej jednak zakładam legginsy na nogi, dodatkową kurtkę na plecy i w drogę...

Dojeżdżam w okolice ogródków działkowych, gdy spotykam Marka Lorka z żoną Agnieszką i córką Oliwią. Pytam go, czy pamięta, jak kiedyś jeździły tutaj pociągi?


Rezydencja "Stary Dworzec" w miejscowości Cieszyno ma stałych bywalców.

Fot. Piotr Kurek

– Pochodzę z miejscowości Cieszyno, 10 kilometrów od Złocieńca. Jeździłem tą trasę. Pociąg odcinek Cieszyno - Złocieniec pokonywał godzinę. Można było wysiąść podczas jazdy z jednej strony, obiec cały skład i z drugiej strony wsiąść ponownie. Ale tak, by maszynista tego nie zauważył. To były moje młodzieńcze lata - przypomina mieszkaniec Złocieńca.

Jeszcze Pana Marka proszę o to, by zrobił mi zdjęcie na tle tablicy informującej o trasie rowerowej (wspólnie z jego córką Oliwią) i w drogę. Przejechałem raptem kilometr i spotykam grupę kilka rodzin. Idą rytmem majowym, świątecznym, radzi temu, że mają gdzie spacerować.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.

Dojeżdżam do stacji Cieszyno. Dawny dworzec został przeksztacony w rezydencję. Zawiadują nim właściciele z Koszalina, którzy mają od pięciu już lat swych stałych bywalców. To piękne miejsce, gdzie odpoczywają wczasowicze, i które upodobali sobie myśliwi.

Budynek stacyjny, z czerwonej cegły, na tle majowej zieleni w przedwieczorną porę prezentuje się niezwykle okazale. Zatrzymuję się i od wypoczywających tu ludzi słyszę, że karmią tu znakomicie, że, że, że...


Trasa rowerowa w przedwieczorny czas. 3 maja 2014.
Fot. Piotr Kurek

Następne dworce w Gawrońcu i Chlebowie, też są z czerwonej cegły - ten sam architektoniczny styl, potrzebowałyby gospodarza, by nie popaść w ruinę.

Jadę w wieczorny czas przez piękną okolicę i tak myślę sobie o tym, co zdarzyło w wolnej już Polsce, która kolei przyniosła regres i stopniowy zanik. Dziesiątki, setki, tysiące linii przestało istnieć. Dobrze, że w tym przypadku - dzięki nowatorskiemu pomysłowi - udało się z takim efektem zagospodarować teren pokolejowy, przywrócić do życia i ocalić przed powolnym zdziczeniem.

Ile jest takich już miejsc w Polsce, gdzie dewastacja w infrastrukturze kolejowej przekroczyła wszelkie możliwe granice. Jadę przez Pomorze, gdzie w XIX i XX wieku powstała niezwykle bogata sieć połączeń kolejowych, i gdzie małymi ciuchciami można było wszędzie dojechać. Dziś Pomorze wolnej Polski jest kolejową czarną dziurą.


Tablica w miejscowości Toporzyk.

Fot. Piotr Kurek

Pedałuję w stronę Połczyna-Zdroju, zatrzymuję się w miejscowości Toporzyk. Fotografuję tablicę ilustrującą przebieg trasy rowerowej oraz historię jej powstawania. Dobrze się stało, że trzy gminy (Ostrowice, Połczyn-Zdrój, Złocieniec) porozumiały się, iż na nasypie linii kolejowej powstanie szlak rowerowy, powstanie Wielka Atrakcja Turystyczna. W realizacji tych planów pomogło dofinansowanie z programu PHARE w wysokości 240 tys. euro. Jako wkład własny gminy opracowały projekt budowlany, dokumentacje przetargowe i zatrudniły inżyniera kontraktu.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...

                                      Julian Tuwim

Jest już po godzinie dwudziestej, gdy spotykam sarnę i zająca pilnujących szlaku rowerowego. Wyszły na jego środek, bo nikt nie powinien już o tej porze pedałować. Okazuje się jednak, że nie jestem sam. W stronę Złocieńca jadą dwie panie - Aldona i Grażyna z Darłowa. Krótka wymiana słów i myśli: to jest zachwycająca trasa. Nie ma podobnej w Polsce.

Na ostatnich kilku kilometrach jadę wolniej i rozważniej, gdyż z wąwozu zieleni w każdej chwili może wyskoczyć dorodne zwierzę i ... powalić mnie na drogę.


27 kilometrów trasy rowerowej. Deklasuje one wszystkie inne ścieżki i trasy rowerowe w Polsce.
Fot. Piotr Kurek

Jest godzina 21, gdy kończę jazdę w Połczynie-Zdroju. Nie na dworcu kolejowym, niegdyś pięknym i tętniącym życiem (spłonął w lipcu 2012 roku), a w miejscu, gdzie zaczyna się trasa rowerowa, czyli przy drodze na Kołobrzeg.

Pokonałem w sobotnie popołudnie i przed wieczorem 60 kilometrów po zachwycająco pięknej trasie rowerowej. I w czasie jazdy żałowałem, że nie dane mi było wcześniej podziwiać okolicy Połczyn-Zdrój - Złocieniec z okien pociągu. Jaki by on nie był.

                                                                               Piotr Kurek
 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL