R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 17759594 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-04-26
Dojechałem do starych dębów

 

Zdjęcie Lecha Magnuszewskiego bezcenne


Autor Wielkopolskiego Rowerowania przy korzeniach starego dębu na bałtyckiej plaży pod Czołpinem.
Fot. Lech Magnuszewski

Dojechałem do starych dębów. Do ich resztek sprzed dwóch czy trzech tysięcy lat. Okazałe korzenie wystają z ziemi. Gdzie? Na polskim wybrzeżu! W okolicach Czołpina - na nadmorskiej plaży.

W sobotę, 12 marca 2016, w samo południe ruszyłem w drogę. Z Łeby na rowerze w stronę odsłoniętych przez Bałtyk w Słowińskim Parku Narodowym potężnych pniów dębów. To resztki puszczy, która porastała ten teren kilka tysięcy lat temu.

Nie pojechałem szosą w stronę Wicka, Główczyc i Czołpina/ Smołdzina, ale brzegiem morza. Plażą, po piachu.

Rok temu, też w marcu, dałem radę przejechać kilkanaście kilometrów po nadmorskiej plaży od wydmy Łąckiej do wydmy Czołpińskiej. Świeciło wówczas słońce, dmuchał niezły wiatr i piasek był mocno zmrożony. To tego stopnia, że pedałowałem po nim jak po asfalcie - z prędkością do 20 kilometrów na godzinę. Ta jazda sprawiła mi wiele przyjemności, pobiłem też swój rekord długości przejazdu brzegiem Bałtyku.


53 kilometry po bałtyckiej plaży za jednym zamachem. Wysiłek maksymalnie ekstremalny, wrażenia na całe życie.
Fot.  Namor (Roman z Pucka)

Tym razem, w sobotę 12 marca, kiedy zdecydowałem, że dotrę do potężnych pniów dębów, o których od kilku dni pisze polska prasa, miałem już za sobą to ubiegłoroczne doświadczenie.

Temperatura wynosiła 3 stopnie Celsjusza, dmuchał wiaterek ze wschodu prosto w moje plecy. Powiem krótko, dało się jechać rowerem po plaży. Ale nie jak rok temu, po całej, ale tylko tam, gdzie piach stykał się z wodą.

Ruszyłem z plaży B (zachodniej) w Łebie. Ledwie ujechałem gdzieś ze dwa kilometry, spotkałem dwóch panów: ojca (Romana) i syna (Rafała) - mieszkańców Pucka. Poprosiłem jednego z nich, by zrobił mi zdjęcie, jak pedałuję brzegiem morza.

To pierwsze spotkanie na mojej drodze do "martwego lasu" pod Czołpinem. Kilka następnych kilometrów to jazda w samotności, bez ludzi, z prędkością od 15 do 20 km na godzinę. Dopiero na wysokości wydmy Łąckiej spotykam czworo Niemców z Berlina, którzy przyjechali w te okolice, by podziwiać ruchome piaski Słowińskiego Parku Narodowego. W tym miejscu mój licznik odnotował 15 przejechanych kilometrów.


Nadmorski drogowskaz.
Fot. Piotr Kurek

Wiem, bo przed rokiem tedy jechałem, że do wydmy Czołpińskiej mam ponad 10 kilometrów do pokonania. Jadę brzegiem morza i od czasu do czasu moje przednie koło grzęźnie w jakiejś pustej piaskowej dziurze. Zmusza to mnie do zejścia z roweru, niekiedy wprost do wody. Butami, które nabierają wilgoci. Te 10 km to jazda po przepięknej plaży, w samotności, którą ożywia tylko szum morskich fal.

Kiedy dojechałem do zejścia z wydmy Czołpińskiej, spotykam ludzi. Przyjechali z całej Polski, by zobaczyć coś niezwykłego, coś niesamowitego. Dowiedzieli się o tym, że gdzieś w okolicach Czołpina na nadmorskiej plaży wyłoniły się potężne pnie dębów. Pytają mnie, ile jeszcze kilometrów do celu? – Nie wiem - odpowiadam. Wiem tylko tyle, że muszę jechać dalej na zachód.


Dębowe monstrum sprzed tysiąca lat.
Fot. Piotr Kurek

W końcu doń dojeżdżam i widzę pierwszy pień. Fotografuję ten pierwszy, następnego, następne. Przy jednym z nich dostrzegam mężczyznę z aparatem, którego oceniam na oko jako fachowca od dobrych zdjęć. Proszę go o kilka fotek.

Elegancko proponuje mi, bym stanął z tej strony zakonserwowanego przez morską sól pnia dębu. Naciska migawkę. Raz, drugi...

Okazuje się, że o dobrą przysługę poprosiłem Lecha Magnuszewskiego. Prawnika, sędziego, ale przede wszystkim autora znakomitych zdjęć. Robił je na całym świecie, w sobotnie popołudnie na plażę w okolicy Czołpina przywiodła go ciekawość i chęć uwiecznienia pozostałości gęstej kiedyś puszczy dębowo-bukowej, którą prawdopodobnie zniszczył pożar albo ludzkie osadnictwo.

Dojechałem do celu. Obejrzałem to, co zamierzałem. Zrobiłem sporo zdjęć. Na liczniku mam 32 przejechane kilometry. Trzeba wracać do Łeby. Nadmorskim brzegiem, pod wiatr. Jadę wolniej, tylko momentami szybciej niż 10 km na godzinę.


Ojciec (Roman ) i syn (Rafał) z Pucka. Obaj przyjechali w okolice Czołpina, by zobaczyć coś niezwykłego.
Fot. Piotr Kurek

W drodze powrotnej częściej zapadają mi się koła w grząskim piachu, ale nadal można jechać. Gdzieś w okolicach 40. kilometra posilam się batonami, by dać radę przejechać jeszcze ponad 20 kilometrów.

Na wysokości wydmy Łąckiej ożywiam się raźniej, gdy widzę na horyzoncie falochron w Łebie. Sił do pedałowania mi nie brakuje, ale czuję, że stopy są przemoczone, zmarznięte. – Jaka szkoda, że nie mam z sobą piersiówki z pigwową mocną wodą, dobrą na ogrzanie organizmu - tak sobie myślę.

Wróciłem do Łeby po godzinie 17. Ponad pięć godzin pedałowania po bałtyckiej plaży. Przejechałem po niej ponad 53 kilometry. To tak, jak z Poznania do Mosiny i z powrotem. Średnia prędkość raptem 11,48 km/h. Średnie tętno - 119, maksymalne - 147. Wydatek kalorii - 1927 kcal..

Rower dał radę, ale po jeździe musiałem go starannie umyć, gdyż piasek osiadł na łańcuchu, zębatkach korby i wielotrybu.


Jest co oglądać, jest na co popatrzeć.
Fot. Piotr Kurek

Powiem krótko: wysiłek fizyczny jest maksymalnie ekstremalny. Ale radość z osiągnięcia zamierzonego celu: dojechać na rowerze z Łeby po bałtyckiej plaży do korzeni starych dębów pod Czołpinem i wrócić z powrotem tą samą drogą - wydaje się wprost bezcenna. Są jazdy na rowerze, które zapamiętuje się na całe życie.

Ta marcowa w okolicach Łeby, uwieczniona moim zdjęciem przy korzeniu starego dębu autorstwa Lecha Magnuszewskiego, do takich należy. Nie wiem, czy kiedyś powtórzę taki wysiłek, ale wiem, że zimą można pedałować nad Bałtykiem. Czuje się ożywczy wiatr od morza, organizm dotlenia się maksymalnie, człowiek czuje się silny i zdrowy między wodą, piaskiem, wiatrem i niebem. Szczególnie, gdy ma się już 70 lat.

                                                                 Piotr Kurek

 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL