R E K L A M A :
 Newsletter >
 Wyślij znajomym >
 Dodaj do ulubionych
  Szukaj na stronie.
Jesteś 18999415 gościem na naszej stronie
Aktualizowano: 2017-07-27
Do Lizbony ciągle pod wiatr

 

Ponad osiem godzin pedałowania


Piotr Kurek jeden kilometr od Lizbony. 24 kwietnia 2016.
Fot. Piotr Rakowski

Z Poznania do Lizbony i z powrotem. Nie samolotem, nie pociągiem, ani też autem. Tylko rowerem i to w osiem godzin. Jednego dnia, w kwietniową niedzielę. Dziś podjąłem się takiego wyzwania. I to nie sam, ale w dobrym towarzystwie: Piotra Rakowskiego z Poznania i Tomasza Mateckiego z Koziegłów.

Dziś miałem wolną niedzielę (żadnych imprez kolarskich) i w tej sytuacji skorzystałem z propozycji Piotra Rakowskiego (fana biegania, jazdy na rowerze, informatyka wysokiej klasy), by wspólnie popedałować. Do Lizbony i w drodze powrotnej do Poznania trafić do miejscowości Czyściec.


Tomasz Matecki (z lewej) i Piotr Rakowski. Na asfaltowej drodze między Lizboną i Czyśccem.
Fot. Piotr Kurek

Nie przekroczyliśmy żadnych granic państwowych. Cała nasza jazda (kraszona deszczem, także gradem i chłodem) odbywała się w naszej pięknej Wielkopolsce. KIlka minut po godzinie 10 ruszyliśmy w drogę: z poznańskiego Sołacza przez Golęcin, Strzeszynek, Kiekrz, Rokietnicę, Pamiątkowo, Baborówko. Szamotuły (miasto powiatowe, zadbane, wymuskane) powitało nas słońcem.


Marszruta niedzielnej jazdy w stronę Lizbony i Czyścca.
Fot. Piotr Rakowski

Do Lizbony mieliśmy cały czas pod wiatr. Dmuchało niemiłosiernie, w pewnym momencie zaczęło padać i sypać gradem. Kiedy dotarliśmy do Pęckowa - byliśmy już prawie u celu. Stąd niespełna półtora kilometra do Lizbony. Naszej, wielkopolskiej, malutkiej.


Lizbona - to dwa domy. Ten jest remontowany i mógłby być agroturystyczną siedzibą z noclegami i dobrym jedzeniem.
Fot. Piotr Kurek

Prowadzi doń ładna droga, piękna w kwietniowy czas, gdy zieleń budzi się na całego. Lizbona - to raptem dwa domy. Jeden (dość duży) z prawej strony drogi z czerwonej cegły jest w remoncie, idealnie nadawałby się na obiekt agroturystyczny (jedzenie i noclegi). Ten drugi, po lewej stronie szosy, psuje widok i wrażenie. Trudno byłoby w jego obejściu rozwinąć szalik klubowy znanego klubu piłkarskiego Benfica Lizbona (w jego barwach grał niezapomniany Eusebio - czarna perła Mozambiku).

Okolica Lizbony ładna, drogi asfaltowe o dobrej nawierzchni i jakby nie nasycone samochodami. Mamy 50 km przejechanych kilometrów, przed nami jeszcze tyle a może i więcej.


Absolutne piękno kwietniowej jazdy po Wielkopolsce. Tomasz Małecki (z lewej) i Piotr Rakowski.
Fot. Piotr Kurek

Piotr Rakowski starannie opracował marszrutę drogi, by z Lizbony pojechać do wsi Czyściec. Pod Ostrorogiem spada na nas deszcz, ale leje chwilowo. Nie musimy się nigdzie chować i pedałujemy dalej. W okolicy, gdzie panuje cisza i spokój. Jedziemy polami i lasami.

W końcu przecinamy ruchliwą drogę, by zobaczyć drogowskaz z napisem Czyściec 1. Słońce świeci, zrobiło się ciepło, spotykam człowieka stąd. – Panie, nasz Czyściec to siedem zabudowań i pięć gospodarstw rolnych raptem - tłumaczy mi jednym zdaniem rozmiar swej ojczyzny prywatnej jeden z mieszkańców.


Rzepakowe pola ciągną się po horyzont.
Fot. Piotr Kurek

Stanąć przy tablicy Czyściec i uwiecznić ten moment fotograficznie. Piotr Rakowski czyni to także kamerą sportową. Wracamy do Poznania, wiatr nam dmucha w plecy i niweluje jakby nasze zmęczenie.

W Kaźmierzu zatrzymuję się, by zrobić fotkę zakładu produkcyjnego z napisem Hochland. Robią tutaj znakomite sery, pracuje tutaj Paweł Kosmowski z Obornik (szef działu eksportu), znany nie tylko w Wielkopolsce pasjonat MTB.


Kaźmierz - Hochland, tutaj produkuje się sery najwyższej jakości.
Fot. Piotr Kurek

Otorowo, Rokietnica, Kiekrz, Strzeszynek, Poznań - przejechaliśmy razem ponad 120 kilometrów. To ponad osiem godzin pedałowania, to spojrzenie z siodełka roweru na naszą Wielkopolskę.

Pięknieje nam ładnymi domami w Szamotułach, Rokietnicy i Kaźmierzu, czystością obejść, polami starannie obsianymi rzepakiem. Drogami bocznymi, których nie trzeba się wstydzić.


Piotr Kurek we wsi Czyściec.
Fot. Piotr Rakowski

W roku 2002, a więc czternaście lat temu, jechałem tędy w większej grupie (z Grażyną Głowacką, jej mężem Ryszardem, Marią i Tadeuszem Matuszkami i kolegami dziennikarzami - Andrzejem Chylewskim i Zenkiem Danielewiczerm z "Głosu Wielkopolskiego") z Suchego Lasu do Isernhagen (gminy partnerskie) pod Hanowerem. Jechaliśmy przez tydzień prawie 700 km na rowerach z misją dobrej woli w stronę Dolnej Saksonii, bardzo dobrze przyjmowani tamże przez Niemców.

Ta dzisiejsza jazda to nie tylko świadectwo mojej i kolegów (Piotra i Tomka) kolarskiej krzepy, ale przede wszystkim potwierdzenie jak bardzo zmieniła się nam ojczyzna, jak promieniuje zamożnością, dostatkiem, DOBRĄ ZMIANĄ KILKUNASTU OSTATNICH LAT. Z roweru to dobrze widać, szczególnie wówczas, gdy - jak w moim przypadku - ma się dystans i osobisty punkt odniesienia.

                                                          Piotr Kurek 

 

Logo BCM Nowatex - Producent odzieży rowerowej, sportowej, kolarskiej

EUROBIKE

 

 
WSTECZ HOME E-MAIL